Każde dziecko to geniusz, czyli jak rozwijać zdolności prawopółkulowe do 6 roku życia

DODATKI DO METODY DOMANA

Jeśli wczytujecie się zwłaszcza w ostatnie artykuły na moim blogu na pewno natknęliście się tu i tam na hasła typu prawopółkulowość, rozwój prawej półkuli mózgu, ścieżka prawopółkulowa, metoda Heguru, czy metoda Shichidy. Oczywiście nie należy tu zapomnieć o metodzie Domana, na której bazuję i bazować będę i w sumie o niej jest większa część publikacji, jakie możecie u mnie znaleźć i od niej wszystko się u nas zaczęło. Dla mnie cała reszta to dodatki i niejako poszerzenie tej metody. Otwarcie przyznaję się, że od czasu pierwszych rozmów z inspirującą mamą, które poszerzyły moje horyzonty, we wczesnej edukacji mojej córeczki czerpię dużo spoza metody Domana, ale w sumie nie da się inaczej, bo jak wiecie już wszystkie pięć etapów czytania globalnego jest już za nami wraz z całą matematyką na kropkach. Maja skończyła 25 miesięcy, a ja nadal chcę ją rozwijać, więc szukam inspiracji, gdzie tylko się da.

Nie pomyślcie jednak, że przestałam wierzyć w metodę Domana. Ja po prostu się maksymalnie wciągnęłam we wczesną edukację. Sami zobaczycie jak to jest gdy zobaczycie pierwsze efekty u swoich maluchów. To uzależnia. Tak na dobrą sprawę teraz moglibyśmy przerabiać jedynie etap matematyczny metody Domana z samymi cyframi oraz czytać coraz to nowe książki spełniające kryteria niezbędne do tego, aby dziecko taką książkę mogło przeczytać, a potem już skupić się tylko i wyłącznie na książkach, bo docelowo kolejne lektury mają być z nami na zawsze. Ja jednak chcę dać Mai więcej skoro mogę, zwłaszcza, że od zupełnej zmiany strategii pomimo ukończenia 2 lat, czyli okresu, w którym generalnie maluch może wielu rzeczy nie akceptować i okresu który jest często związany z buntem, jest bardzo chętna do nauki i chłonie wiedzę dosłownie jak gąbka niezależnie od tego, czy są to słowa, czy ilości, czy może dzieła znanych malarzy lub części samochodu, bo i takie bity inteligencji nam się trafiły online. 

Dzisiaj nie będę zgłębiać konkretnych metod, bo ten artykuł ma być niejako wprowadzeniem do tzw. prawopółkulowości, która interesuje wielu rodziców (nawet teraz trwa dyskusja w tym temacie w naszej grupie Metoda Domana i nie tylko- grupa wsparcia dla rodziców), ale chciałabym się skupić na tym, jak każdy praktycznie rodzic może wspierać rozwój dziecka pomijając podążanie za konkretną metodą. Po wdrożeniu się w temat sama byłam zaskoczona, jak proste do realizacji są niektóre aktywności, czy zabawy z dzieckiem. Pewnie wy też się zdziwicie, jak się okaże, że już coś z listy, którą tutaj podam robiliście ze swoim maluszkiem. Jestem pewna, że coś wdrożyliście zupełnie nieświadomie i może nawet przypadkiem i to pewnie niejedną rzecz. 

RÓWNOWAGA POMIĘDZY PRAWĄ I LEWĄ PÓŁKULĄ JEST KLUCZEM DO ŁATWOŚCI UCZENIA SIĘ I NIE TYLKO  

Zanim przejdę do listy zabaw wspierających rozwój dziecka chciałam przedstawić wam co nieco kwestii teoretycznych. Otóż do 6 roku życia u każdego dziecka dominuje prawa półkula mózgu. Po tym czasie coraz bardziej zaczyna dominować lewa. Na tej wiedzy bazował Glenn Doman postulując, że jego metoda jest do wykorzystania z dziećmi od urodzenia właśnie do 6 roku życia, bowiem wtedy zaczyna być niejako „przysłaniana” przez aktywność lewej półkuli. Idąc za nim uważam, że wszyscy rodzice dzieci w wieku od 0 do 6 lat powinni postawić na stymulację i rozwój prawej półkuli mózgu u swoich pociech. Mało tego, im wcześniej zaczniemy, tym większy sukces odniesiemy pamiętając o zaleceniach zarówno Domana jak i Japończyka Shichidy, o którym po raz pierwszy wspomniałam w artykule poruszającym problem znalezienia złotego środka w metodzie Domana. Nie chodzi tu tylko o łatwość przekazywania wiedzy noworodkowi, czy niemowlakowi, ale o to, że największa dominacja prawej półkuli jest do ukończenia przez dziecko 3 roku życia i na przykład ten wiek to limit czasowy na matematykę intuicyjną, czyli poznanie prawdziwej wartości liczb 0-100 na kartach z czerwonymi kropkami zarówno u Domana, jak i u Shichidy. Jeśli dziecko ukończyło dopiero co 3 rok życia można próbować, ale z każdym dniem ma coraz mniejsze szanse na rozróżnienie ilości np. 98 kropek od 99 kropek. Jeśli jeszcze nie ukończyło 6 roku życia ma szansę na błyskawiczne rozpoznawanie ilości do 20. Warto próbować, bo nie mamy nic do stracenia, ale gwarancji już nie ma.

Informacja, że stymulacja prawej półkuli mózgu jest niesamowicie ważna w dzieciństwie, bo wtedy nie ma konkurencji w postaci lewej nie oznacza to jednak, że powinniśmy jakoś faworyzować prawą półkulę mózgu na niekorzyść lewej. Obie są jednakowo ważne i obie są niezbędne nie tylko do wykształcenia łatwości przyswajania wiedzy, ale również do funkcjonowania w społeczeństwie. Zarówno Aneta Czerska na swoich szkoleniach, jak i polscy psycholodzy Natalia i Krzysztof Minge w książce „Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka” podają przykład tzw. genialnych idiotów. Sawanci to upośledzeni umysłowo ludzie, u których dominuje prawa półkula, a którzy nie wykształcili zdolności lewej. Na ich przykładzie można łatwo zilustrować za co odpowiedzialna jest prawa półkula, gdyż jak pisze Minge Sawanci wykazują niesamowite uzdolnienia matematyczne, co wiąże się z umiejętnościami typu megaszybkie obliczenia z dokładnością do kilkuset miejsc po przecinku oraz ze zdolnościami muzycznymi, plastycznymi, manualnymi, językowymi i pamięcią fotograficzną. Minge dodają jeszcze, że wśród nich zanotowano przypadek mężczyzny, któremu udało się opanować kilkadziesiąt języków, w tym niektóre po zaledwie kilku dniach pobytu w danym kraju. Co ciekawe Sawanci zachęceni do stymulacji lewej półkuli i rozwijania zdolności lewopółkulowych tracą swoje talenty. 

Czerska na jednym ze szkoleń podaje przypadek dziewczynki z dominacją prawej półkuli, która niesamowicie malowała tworząc obrazy w stylu Leonardo da Vinci, który jest często przez Domana określany mianem najbardziej utalentowanego człowieka wszechczasów. Niestety owa dziewczynka nie była w stanie funkcjonować w społeczeństwie. Gdy w wieku 7 lat trafiła do szkoły dla dzieci autystycznych, rozwinęła się językowo, ale jej talent zaniknął. Zdolności prawopółkulowe mają tendencję do zanikania, jeśli się z nich nie korzysta. Okazuje się, że przypadek dziewczynki pochodzi z filmu National Geographic „My brilliant brain” („Mój cudowny umysł.”) Dziewczynka została niejako „uleczona” przez pewnego magika, a był nim Allan Snyder autor książki „What Makes a Champion” („Co sprawi, że staniesz się mistrzem.”) Nie czytałam, ale podlinkowałam, jakby ktoś był zainteresowany.  

Jak widać z powyższych przykładów, świetnie rozwinięta prawa półkula niewiele nam da, jeśli niedomaga lewa. Nie mam czasu zgłębiać specyfiki zespołu Aspergera, zresztą podejrzewam, że autyzm nie został jeszcze do końca zbadany, ale teraz przyszło mi do głowy, że w przypadku tej choroby też możemy mieć do czynienia z dominacją prawej półkuli. Mam ucznia z tym zespołem i nigdy sobie nie zapomnę, jak jeszcze w zerówce był na jednych zajęciach, na których po raz pierwszy prezentowałam flashcards: obrazki wraz z podpisami. W następnym tygodniu go nie było i na kolejnych zajęciach mówił wszystkie słowa bezbłędnie zanim którekolwiek inne dziecko zdążyło pomyśleć. Ma pamięć fotograficzną, ale niestety aby funkcjonować w klasie potrzebuje pomocy. Na końcu książki o rozwoju fizycznym od urodzenia do lat 6 napisanej przez Domana i współautorów jest tabela rozwojowa i według niej możliwe jest czytanie z pełnym zrozumieniem czytanego tekstu w wieku 36 miesięcy. Na blogu Marii Trojanowicz-Kasprzak dotarłam do dziewczynki właśnie z Zespołem Aspergera, która czytała już w wieku 26 miesięcy, a może nawet i wcześniej. Sami zobaczcie:

 

Mama dziewczynki długo nie zdawała sobie sprawy, że jej córka cierpi na zespół Aspergera. Jest to tak ciekawy artykuł na blogu pani Trojanowicz-Kasprzak, że aż fragment zacytuję. Oto wypowiedź mamy: 

Prawie od urodzenia uczyłam ją czytać metodą globalną, tzn. pokazywałam jej raz, dwa razy dziennie po kilka kartek z napisem i obrazkiem, potem z samym napisem, potem wyrażeniem i w końcu zdaniem. Może nie tak intensywnie i tak regularnie, jak zalecał Doman, ale i tak efekty były niesamowite. Kilka razy chyba nawet pisałam na blogu, że zdumiewa mnie to, że dziecko nie umie mówić, ale czyta (i to w dwóch językach). Nie wiem czy wszystko z tego rozumie, pewnie, jak są długie zdania i same napisy to nie, ale podpisy w książeczkach myślę, że już tak. Teraz głównie książeczki czyta – raz, dwa razy dziennie siada sobie w swoim foteliku i po 15 minut sama czyta, czasami na głos, czasami tylko przegląda strony ( i być może w myślach czyta.)” 

Ten fragment sprawił, że się cieszę, że moja Maja jakieś tam przebłyski ma, jak to nazywam i wszystkie spisuję i co jakiś czas się nimi dzielę, ale jeszcze nie czyta jak dziewczynka na filmikach. Zresztą żadnej presji w tym względzie na niej nie wywieram, chociaż nie ukrywam, że fajnie byłoby wam taki filmik pokazać. No i przede wszystkim mówi i to w dwóch językach, jak możecie zobaczyć na filmikach z ostatniego podsumowania mowy mojego dwujęzyczka. Zresztą na forum Instytutu Domana, o którym wspominałam tutaj, dokopałam się ostatnio do informacji z posta niezmiernie podekscytowanej mamy, której 2,5 – roczny synek przeczytał 1 nieznane słowo. Myślę, że w naszym przypadku z dwoma językami naraz i przygotowywanym 3-cim możemy spokojnie poczekać do 3 roku życia, a może i nieco dłużej chyba, że moja córeczka nas wszystkich zaskoczy. 

Wracając do artykułu u Trojanowicz-Kasprzak dalej jest już optymistycznie: „Wydaje mi się, że w przypadku Róży właśnie czytanie globalne sprawiło, że jest teraz w tak dobrym stanie. Być może nieświadomie prowadziłam z nią terapię od urodzenia prezentując jej różne kartki obrazkowe, książeczki itp. Zresztą to, że Róża umie czytać – dużo rzeczy nam ułatwia.”

Nie chcę zostać źle zrozumiana i nie zakładam, że każde tak wcześnie czytające dziecko nie jest zupełnie zdrowe, bo jestem pewna, że i od tego są wyjątki, jak od wszystkiego. Jednakże po lekturze wyżej wspomnianego artykułu naprawdę bym się zaczęła zastanawiać co do Mai i pewnie bym ją „wysprawdzała” na wszystkie strony, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.

ZA CO ODPOWIEDZIALNA JEST KAŻDA Z PÓŁKUL MÓZGOWYCH 

Inwestując we wczesną edukację dziecka, dążymy do tego aby maksymalnie rozwinąć dominującą w okresie do 6 roku życia prawą półkulę, nie zaniedbując lewej. Jak piszą państwo Minge to nie jest tak, że mózg rozwija się tylko do 6 roku życia. Rozwija się cały czas. Jednakże „to pierwsze lata decydują o tym, jak szybko będzie przyswajał wiedzę. To one decydują o potencjale, o możliwościach każdego człowieka. W gruncie rzeczy to od rodziców zależy, czy w szkole dziecku będzie szło łatwo, czy trudno.” W innym rozdziale tej samej książki piszą, że do 4 roku życia mózg wykształca się w 40%, a do 6 aż 80% mózgu już jest rozwinięte. Niestety w naszym społeczeństwie wczesna edukacja jeszcze nie jest powszechna, a szkoda, bo liczba połączeń nerwowych od której zależy późniejsza zdolność do przyswajania informacji ustala się w czasie pierwszych lat życia. Rodzimy się z niesamowicie dużą ilością tych połączeń, które są stopniowo eliminowane, jeśli ich nie wykorzystujemy. Niektóre dzieci zupełnie przypadkowo wychowują się w tak różnorodnym środowisku stymulującym ich mózg, że bez żadnych specyficznych metod, a nawet bez żadnego wsparcia ze strony rodziców, ich mózg uznaje ogromną ilość połączeń za potrzebną. Te dzieci później nie mają problemów z nauką. To, co można osiągnąć zupełnym przypadkiem, jeszcze łatwiej jest osiągnąć mając zupełną świadomość konkretnych metod, podejść, czy aktywności i zabaw, które są pomocne.

Pewnie nie wszyscy z was wiedzą za co dokładnie odpowiada lewa i prawa półkula, dlatego też o tym napiszę. Poniższe informacje biorę z zarysu metody Shichidy, który dostałam kontaktując się z jednym z azjatyckich centrów. W załączeniu macie fragment tego, co otrzymałam, co prawda w języku angielskim, ale najważniejsze informacje z tego fragmentu opisuję poniżej.

na czym się opiera metoda Shichidy
Metoda Shichidy – podstawy teoretyczne

Według Shichidy prawa półkula mózgu niejako „myśli” w sposób obrazowy odpowiadając za pamięć fotograficzną, czyli zdolność do zapamiętania czegokolwiek po zaledwie jednym krótkim spojrzeniu na daną treść oraz za kreatywność. Dlatego też wszystkie metody prawopółkulowe jakie do tej pory w mniejszym lub większym stopniu zgłębiłam, czyli metoda Domana (i opierająca się o niemalże w 100% o nią metoda Cudowne Dziecko Czerskiej), metoda Shichidy i metoda Heguru wykorzystują szybkie prezentacje plansz ze słowami, czy ilustracjami. Lewa półkula mózgu jest odpowiedzialna za myślenie logiczne, za język wraz ze wszystkimi zasadami, którymi się rządzi oraz za myślenie analityczne. 

Shichida uważa, że aby maksymalnie wykorzystać potencjał dziecka, obie półkule muszą ze sobą współpracować. Obie należy rozwijać skupiając się we wczesnym dzieciństwie na prawej, bo prawopółkulowe umiejętności zanikają jeśli nie są używane. Aby robić to dobrze warto wiedzieć, że prawą półkulę stymuluje ogromna ilość informacji przekazywanych w tempie poniżej sekundy oraz szybkie, bądź kreatywne działania takie jak :

– rysowanie,

– szybkie liczenie (jest też w metodzie Domana),

– zapamiętywanie faktów takimi, jakie są, bez zgłębiania reguł, którymi się rządzą (cała metoda Domana też się o to opiera, a fakty to słowa, wyrażenia, zdania w czytaniu globalnym i w programie przekazywania wiedzy encyklopedycznej, w którym dodatkowo mamy ilustracje oraz ilości kropek w matematyce),

-ćwiczenie intuicji za pomocą zmysłów (to w ogóle u Shichidy „cuda na kiju,” ale rozwinę to innym razem).

Dla odmiany lewą półkulę ćwiczymy poprzez:

– ćwiczenia pamięciowe, zapamiętywanie, ale nie w tempie błyskawicznym, często poprzedzone analizą i pełnym zrozumieniem tego, czego mamy się nauczyć,

– wykonywanie obliczeń matematycznych,

– naukę języków,

– wykorzystywanie pięciu zmysłów w procesie uczenia się. 

Dodatkowo Minge poszerzają powyższe informacje pisząc, że dzięki dominacji prawej półkuli dzieci nie potrafią przewidzieć konsekwencji swoich zachowań i nie potrafią kontrolować swoich emocji i to by było na tyle negatywnych aspektów. W przypadku dzieci do 6 roku życia powinniśmy docenić pozytywne strony dominacji prawopółkulowej, czyli zdolność do zapamiętywania obrazów, słów, ilości, rymowanek, niesamowicie rozwiniętą wyobraźnię i zdolności muzyczne, w tym poczucie rytmu. To nie jest tak, że w dzieciństwie lewa półkula jest zupełnie nieaktywna. Rozwija się powoli podobnie jak prawa po ukończeniu 6 roku życia. To ona z czasem pozwala dziecku wyciągać wnioski, umożliwia szkolną naukę czytania i szkolną naukę matematyki.

ZABAWY STYMULUJĄCE PRAWĄ PÓŁKULĘ 

Jak wspominałam w artykule o programach inteligencji podając źródło części bitów inteligencji, z których korzystamy udało mi się uzyskać dostęp do jedynej w swoim rodzaju biblioteki nastawionej na rozwijanie prawej półkuli mózgu Rightbrainlibrary. Skonsultowałam się z twórcami i wiem, że mogę udostępniać i dzielić się na blogu wszystkim, co nie jest oznaczone „Only for RightBrainEducationLibrary.Com member’s usage.” („Do wykorzystania wyłącznie przez członków RightBrainEducationLibrary.Com”). Jest tam sporo ciekawych informacji i z dniem dzisiejszym zaczynam się dzielić. Na pierwszy rzut idą zabawy i aktywności sprzyjające rozwojowi prawej półkuli mózgu. My dopiero zaczęliśmy co niektóre wdrażać i bardzo możliwe, że w przyszłości będę im poświęcać osobne posty. Dzisiaj lista i krótki opis.

1. Przytulanie, pozytywne słowa.

Zaczynając „lekcje” należy przytulić malucha, być megapozytywnym i przekazać tą pozytywną energię dziecku również słownie. Jak wiecie pozytywne nastawienie zaleca też Doman, bo dzieci są jak radarki i wyczuwają emocje rodziców. Z wyżej wspomnianej Rightbrainlibrary dowiedziałam się, że prawa półkula najlepiej przyswaja wiedzę w stanie relaksu.

2.Kula energii 

To jedno z „cudów na kiju” Shichidy. Ciężko to opisać więc znalazłam filmik. Mały Josh łapie dobrą energię, odrzuca złą i przy okazji słyszy dużo zachęcających pozytywnych słów od mamy.  Zwróćcie uwagę na to jak mama porusza jego rączkami. Pod filmikiem mamy opis, że sensei przed każdymi zajęciami metodą Shichidy prosił rodziców, aby zrobili to ćwiczenie ze swoimi dziećmi przed wprowadzeniem jakichkolwiek kart obrazkowych, czy innych ćwiczeń. Rodzice w Azji praktykują to ćwiczenie ze swoimi dziećmi również w domach przed pokazaniem kart.

Próbuję czasem z Mają, ale ona już chyba za duża (ponad 2 lata) i nie bardzo się poddaje 😛  resztą najczęściej o tym zapominam. Jakoś nie weszło w naszą rutynę. Jeśli zaczynacie wcześnie – spróbujcie i dajcie znać jakie macie wrażenia. 

3. Trening wzroku

Po prostu zachęcamy dziecko do wodzenia wzrokiem od jednego przedmiotu do drugiego, bądź też od jednego obrazka do drugiego. W bibliotece mamy dostęp do kart temu służących, ale spokojnie możemy sami narysować np. kilka piłek, połączyć je liniami i pokazać dziecku. My przesuwamy palcem od jednej do drugiej, a dziecko wodzi oczami za naszym palcem. Można równie dobrze ustawić zabawki i robić to samo. Te obrazki, które są na kartach są dość małe, więc sugerowałabym małe zabawki ustawione w jakiejś odległości od siebie.

Kilka ćwiczeń tego typu przerobiłam z Mają, ale za dużo tych aktywności i coś musieliśmy odpuścić i właśnie to poszło w odstawkę. Wrócę do tego za jakiś czas. Korzystałam z gotowych plansz, była zainteresowana i podążała za moim palcem. 

4. Trening intuicji

Jak się okazuje dość częsta zabawa, w którą się bawią rodzice z dzieckiem jest do tego idealna. Znacie „Ence pence, w której ręce?” Jasne, że znacie i mogę się założyć, że chociaż raz z dzieckiem się w to bawiliście albo w coś podobnego. Chowamy przedmiot i dziecko zgaduje, gdzie jest. Ze starszym dzieckiem można się bawić jak na filmiku poniżej:

 

A tutaj twierdzą, że zabawa w zgadywanie na kropkach przyczynia się do tego, że dzieci radzą sobie lepiej z matematyki. To się wpisuje w jeden z etapów matematyki metodą Domana – możliwość wyboru właściwej karty z dwóch z różną ilością kropek, jak również w wybrane dni matematyki metodą Shichidy. Opis pod filmikiem mówi nam, że naukowcy z uniersytetu Johns Hopkins znacznie poprawili umiejętności matematyczne dzieci po prostu ćwicząc z nimi zgadywanie z wykorzystaniem komputera. Ważna jest prędkość.

Od czasu do czasu chowam coś w jednej ręce i proszę Maję, żeby zgadła, w której jest. Tak samo czasem robię coś w stylu tego, co na filmiku wyżej wykorzystując kartoniki z gier planszowych np. biorę smutną i wesołą myszkę, pokazuję Mai, odwracam obrazki do spodu, mieszam i się ją proszę, żeby znalazła smutną myszkę. Czyste zgadywanie. Wideo o tej stymulacji z kropkami na uniwersytecie Hopkins znalazłam w momencie pisania tego posta i już nie mogę się doczekać, kiedy przetestuję coś takiego na Mai. Wspominałam już w artykule podsumowującym naszą przygodę z matematyką, gdy Maja skończyła 23 miesiące, że zaczęliśmy wspomagać się programem komputerowym bo mam pewne obawy, że nasze pierwsze karty z kropkami miały nieco za małe kropki. Po przerobieniu programu Domana na kropkach tak sobie wolno, na luzie i niesystematycznie z tym działamy, że jeszcze nie dotarliśmy do opcji wyboru w tym programie.  

4. Zabawa klockami i puzzlami

Znajdźcie mi dziecko, które nigdy nie bawiło się klockami. Ta zabawa to nieodłączny element dzieciństwa. U nas też jest. W Rightbrainlibrary radzą kupić drewniane klocki i układać z nich kształty lub wzory. Podobną wartość dla stymulacji prawej półkuli mają puzzle które, pomijając puzzle matematyczne, pojawiły się u nas dość późno bo myślałam, że Maja jest za mała.Co do puzzli matematycznych 20-miesięczna Maja potrafiła dobierać je w pary, ale wtedy jej umiejętności manualne nie pozwalały jej na łączenie je razem, co możecie zobaczyć na wideo w ostatnim podsumowaniu naszej matematycznej przygody. Zresztą zbyt późno zaczęłam inwestować w jej rozwój fizyczny i manualny, jak zresztą przyznałam się pisząc o tym jak ważny jest ruch również w kontekście inteligencji dziecka.

Podejrzewam, że pod tą kategorię wpisują się też tangramy, którym poświęciłam więcej uwagi pisząc o rozwijaniu kreatywności i umiejętności matematycznych dziecka poza metodą Domana. Na dzień dzisiejszy mamy zarówno piankowy, jak i drewniany – magnetyczny. W okresie wakacyjnym planuję się na nich skupić bardziej, bo aktualnie to takie niesystematyczne i raczej sporadyczne zabawy. Ja układam, Maja patrzy, bo jeszcze jest malutka albo próbuje dopasować kształt do narysowanych kontur. Kształty rozpoznaje, ale czasem duży trójkąt próbuje położyć na zarysie małego trójkąta. Przechodziło mi kilka razy przez myśl, że jest zdecydowanie za mała, tym bardziej, że na naszym magnetycznym tangramie jest oznaczenie wiekowe 6+. Szybko wybiła mi takie myśli stosunkowo niedawna rozmowa z jedną mamą. 

To jest naprawdę niesamowite, ale jako mama-blogerka mam okazję ciekawej wymiany doświadczeń z wieloma mami. Miałam przyjemność rozmawiać nawet z mamą, która z córką chodziła na zajęcia metodą Heguru w Singapurze. Oczywiście nie omieszkałam wypytać ją o tą metodę. Na zajęciach m.in. układali zwierzątka i inne postacie/ kształty/ wzory z części tangramu bądź też z innych mniejszych części, które owa mama nazywała „irota,” ale mam podejrzenie, że to są po prostu inne figury niż kwadrat podzielone na części np. my oprócz piankowego kwadratu, czyli tangramu, mamy tez koło i serce. Nie udało mi się tej nazwy „irota” znaleźć w Internecie.

Rodzice dostawali karty z konturami, a dzieci miały za zadanie ułożyć figury w odpowiednich miejscach. Niezwykle ważne było, aby to wszystko odbywało się szybko. Na ułożenie całości maluchy miały …od 45 sekund do 90 sekund. Jak dziecko sobie nie radziło – układali rodzice. Uwaga: córeczka tej mamy miała 1,5 roku, gdy zaczęły chodzić na zajęcia tą metodą. Zajęcia odbywały się tylko raz w tygodniu i trwały w sumie 50 minut. Po miesiącu już wiedziała o co chodzi z układaniem. Przyznała, że domu nie robiły praktycznie nic, chociaż w miarę możliwości było zalecenie, żeby z dzieckiem coś ćwiczyć.

Ten trening prawopółkulowy trwał pół roku. Obecnie jej córeczka ma ponad 3 lata i mama twierdzi, że do dzisiaj widać efekty: „Cześć, moja córka albo zna na pamięć całe książki albo sama z siebie czyta globalnie. Padliśmy z mężem na twarz. Powtarza to co kilka dni przy różnych książkach ulotkach kartach.” Dodam, że mama nie miała nigdy do czynienia z metodą Domana. Wystarczyło pół roku cotygodniowych, 50-minutowych zajęć metodą Heguru. Podobnie jak w przypadku układania tangramów i innych figur, w Rightbrainlibrary na podobnej zasadzie radzą ograniczać dziecku czas na ułożenie puzzli. Oczywiście jak już opanuje ułożenie danego zestawu. Gdy dopiero zaczyna, możemy po prostu mierzyć czas i porównywać, sprawdzając, czy są w tym względzie jakieś postępy.  

5. Karty i plansze

Tu metoda Domana „wymięka” ilościowo przy pozostałych prawopółkulowych metodach. W Rightbrainlibrary radzą prezentować od 50 do 200 kart dziennie. O ilości kart u Shichidy pisałam niedawno w artykule podsumowującym czytanie globalne z moją Mają. Aktualnie u nas są prezentacje realnych kart: słów, kart matematycznych z cyframi i kropkami w działaniach mieszanych, które możecie zobaczyć na końcu filmiku tutaj oraz bitów inteligencji, jak również prezentacje komputerowe: słów i bitów inteligencji oraz matematyczne metodą Shichidy i nie tylko. Wszystko już zgodnie ze ścieżką wolności po skończeniu podstawowych programów Domana na luzie i niesystematycznie tj. codziennie Maja czegoś nowego się uczy, coś nowego poznaje, ale niekoniecznie wszystko na raz. Zbliżają się wakacje, więc to się zmieni.

Jedynie matematykę metodą Shichidy staram się robić codziennie, bo gdzieś wyczytałam, że nie powinno być przerw (i tak się nam zdarzają). Jak się czasowo wyrobię łącząc aktywność zawodową, wszystkie moje hobby, wczesną edukację i zabawę z Mają to idzie dużo kart jednorazowo w prezentacji. Maja jest teraz niesamowicie żądna wiedzy i mam wrażenie, że chłonie jak gąbka. Czasem mamy kilka dni przerwy. Pomimo niesystematyczności w tym co robimy, co jakiś czas mnie zaskakuje. Wczoraj podobnie jak mama, o której pisałam wyżej mogę powiedzieć, że padłam na twarz i mam zagwozdkę, czy mojej Mai nie wystarczą przypadkiem tylko 2 komputerowe prezentacje kart, aby je zapamiętała. 

Jednorazowo na najszybszej prędkości ok. 0,5 sekundy na kartę zaprezentowałam jej 130 kart w 10 zestawach pogrupowanych tematycznie. Wszystkie karty widziała wcześniej tylko 2 razy w 2 różne dni kilka i to nie przedwczoraj, ale kilka dni temu, bo jakoś nie miałam czasu akurat w tym czasie, kiedy była chętna, żeby patrzeć. Raz w bardziej intensywny zawodowo dla mnie dzień próbowałam o złej porze i nie była zainteresowana, tak, że nawet matematykę Shichidy musiałam w ten dzień odpuścić. Po kilkudniowej przerwie i zaprezentowaniu tych 10 różnych zestawów z 130 kartami przesunęłam na kolejny na taką jakby okładkę 11-zestawu, którą widzicie na zdjęciu.

Bity inteligencji online
Przykładowy zestaw z Rightbrainlibrary

Zanim kliknęłam, żeby wyświetliły się kolejno karty słyszę od Mai: „speak.” W ekscytacji nie chodzi mi o czytanie, bo mogła jakoś zapamiętać jednak po obrazku, chociaż na obrazku jest lew, a ona wie, że to „lion.” Bardziej mi chodzi o to, że widziała te karty tylko 2 razy wcześniej i po kilkudniowej przerwie wiedziała, że cały zestaw, który zaraz się wyświetli będzie dotyczył tego, jakie dźwięki wydają zwierzęta.

Jejku…teraz pytanie, czy ten jednorazowy epizod oznacza, że żeby jej nie zanudzić powinnam robić jedynie 2 prezentacje każdej kategorii zamiast 3? Jak myślicie? Tak wam rozpisałam wszystko do czego doszłam i o zmniejszaniu ilości powtórek:  tutaj tutaj i o ścieżce prawopółkulowej w tych samych postach, a sama boję się pójść na całość i uwierzyć, że naprawdę wystarczy jej coś zobaczyć tylko 2 razy, żeby pamiętała. Mało tego jakoś łatwiej mi zweryfikować ilość powtórek komputerowo. W przypadku bitów na realnych kartach nadal prezentuję 4 razy, chociaż po dzisiejszej prezentacji obrazów Van Gogha po raz 3-ci zastanawiam się, czy nie zejść z ilością, bo zainteresowanie duże za pierwszym i za drugim razem, a za 3-cim już tak wybiórczo patrzyła i byłam ją w stanie zainteresować jedynie zwalniając prezentację i zwracają jej uwagę na szczegóły danego obrazu. Wygląda na to, że całość zapamiętała. Chyba czas wdrażać programy inteligencji, za które się w sumie jeszcze nie zabrałam. Obserwując moją Maję dochodzę do wniosku, że takim wstępem do tych programów może być po prostu oglądanie jeszcze raz tych samych kart, ale już nie szybko-prawopółkulowo, ale powoli zwracając uwagę na szczegóły. Takie same obserwacje ma inspirująca mama, która zauważyła, że jej córeczka interesuje się kartami, jak się zatrzymują na jednej i skupiają się na detalach. Bardzo możliwe, że kartę jako całość już zna i dlatego jej nie interesuje, natomiast w czasie szybkich prezentacji nie zgłębiła jeszcze szczegółów, więc jest ciekawa. Podejrzewam, ale tego nie będę testować, że jakbym wbrew zaleceniom Domana wróciła do przerobionych już słów i zaczęła się skupiać nie na całości, ale na poszczególnych literach Maja by z zainteresowaniem słuchała i patrzyła na to słowo, chociaż je już zna.

5. Linking story – od 2 roku życia

Nawet nie wiem, jak to przetłumaczyć inaczej niż opisowo. Coś tam zaczęłam z Mają na wyjeździe do Czech na kurs, gdy skończyła dwa lata, ale nie miałam czasu zalaminować reszty kart. To trening pamięci, a celem jest, aby dziecko zapamiętało kolejność obrazków zupełnie nie wiążących się ze sobą. My mamy duże kolorowe karty z ilustracjami i ich odpowiedniki z napisami oraz dodatkowo taką planszę z 50 okienkami jak na drugim filmiku z dziewczynką. Jeszcze małą planszą nie zdążyłam się zająć, też czeka na zalaminowanie, a małe kartoniki na wycięcie i zalaminowanie.

Na razie przedstawiłam Mai może z 10 kart. Było dopasowywanie kart z ilustracjami do kart z napisami i skakanie po nich. My mamy całą historię zaczynającą się tak: „The sheep in the barn wanted to play ball, so he went over to the pile of hay that the chimpanzee was gazing on.” („Owca w stodole chciała zagrać w piłkę, więc podeszła do stogu siana, na którym leżał szympans.” Słowa przedstawione na kartach to: sheep (owca), barn (stodoła), ball (piłka), hay (siano), chimpanzee (szympans) i to te słowa trzeba ułożyć po kolei tak jak występują w opowiadaniu. Historia oczywiście jest kontynuowana i w sumie mamy 50 różnych słów. Podejrzewam, że w chwili inspiracji i wolnego czasu każdy może samodzielnie stworzyć swoją własną linking story. Pierwsze podejście się Mai podobało, bo ona ma „fazę” na owce. Jej pierwsza przytulanka to właśnie owca.

Poniżej macie bawiącego się w układanie chłopczyka i starszą już dziewczynkę prezentującą swoje umiejętności już bez obrazków.   

 

 

 

6. Zabawa kukiełkami na paluszki

Kukiełki kupione, ale jeszcze nie bardzo miałam czas to wdrożyć. Za to polecam zapoznać się z tematem na innym blogu o dwujęzyczności zamierzonej.   

7. Rozwijanie motoryki 

Myślę, że w to idealnie wpisuje się nasze sznurowanie geometryczne. Autorzy Rightbrainlibrary polecają wszelkiego rodzaju nawlekanie sznurków/ nici, zabawy guzikami (u nas magnesy matematyczne), lepienie ciasta (u nas plastelina, piasek zwykły i kinetyczny), wycinanie, naklejanie, toczenie, origami, szydełkowanie i robienie na drutach oraz układanie kubeczków na czas. Te ostatnie aktywności to raczej dla starszych dzieci, chociaż może z kubeczkami zaczniemy się bawić, bo fajne mi się to wydaje. Sami zobaczcie. Muszę zaangażować męża, bo on ma lepszą koordynację ruchową ode mnie. 

A’propos naklejek ostatnio pojawiła się u nas książeczka z naklejkami dla 3-latków, bo taką kupiła Mai chrzestna. Moja córeczka bardzo nieporadnie przyklejała naklejki, ale muszę powiedzieć że ze strony na stronę coraz sprawniej. Były one nagrodą za prawidłową odpowiedź na zadane na każdej stronie pytanie. Książeczka jest po polsku, jak widzicie na zdjęciach, ale ja wszystkie pytania zadawałam po angielsku trzymając się mojej strategii wychowania dwujęzycznego. To dla nas była też okazja do spontanicznego, nieplanowanego sprawdzenia wiedzy mojej córeczki w języku angielskim. Na każde pytanie z książeczki z wyjątkiem jednego odpowiedziała poprawnie lub wskazała poprawną odpowiedź, a te pytania to:

– Jaś chce spać. Dokąd powinien się udać?

– Które zwierzę potrafi latać?

– Które warzywo to marchewka?

– Która osoba to dziadek dziewczynki?

– Które zwierzę potrafi szczekać? 

– Jakiego koloru jest klocek na szczycie wieży? (odpowiedziała słownie)

– Które z dzieci buja się na huśtawce? (Przez chwilę się zastanowiłam, czy zna słowo „swing” – huśtawka, bo raczej z niej na placu zabaw nie korzystamy, ale wygląda na to, że tak)

– Czego Antek potrzebuje do kąpieli? (odpowiedziała najpierw, że „duck”-kaczuszka, ale jak jej wytłumaczyłam, że trzeba wybrać z 3 rzeczy poniżej to po dłuższej chwili zastanowienia powiedziała „shampoo”- szampon)

– Który pojazd to autobus?

Miała jedynie problem z pytaniem: „Które zwierzę nie mieszka na wsi?” i pokazała właściwe jak zmieniłam pytanie na „Which animal lives in the jungle?” („Które zwierzę mieszka w dżungli?”). Wydaje mi się, że mogła jeszcze ode mnie nie słyszeć słowa „village”- wieś, którego użyłam w pierwszej chwili. Wydaje mi się, że powinnam raczej zapytać, które zwierzę nie mieszka na farmie albo które nie jest zwierzęciem gospodarskim. Lepiej by po angielsku brzmiało no i pewnie by odpowiedziała dobrze, bo słówko „farm” zna z książek. Jednak już się nie dowiem i mogę tylko zgadywać.

Co myślicie? To rzeczywiście książka dla 3-latków, czy może jednak wiek jest zawyżony i niepotrzebnie się cieszę?

Pytania dla trzylatka
Książka z naklejkami
Naklejki od jakiego wieku
Książka z naklejkami
Naklejki dla dziecka
Książka z naklejkami

7. Śpiewanie piosenek

Na razie w tym temacie mam aż jeden artykuł o pierwszych piosenkach anglojęzycznych. Dodatkowo w Rightbrainlibrary radzą eksperymentowanie ze śpiewaniem tej samej piosenki na różne sposoby np. normalnym tempem, potem wolniej lub szybciej. Można też odpowiednio zmieniać głos. 

8. Trening oddechu

Myślę, że tu wpisują się wszystkie techniki relaksacyjne. Prawidłowe oddychanie jest bardzo ważne. Można je połączyć z wizualizacją tzw. image play. Puszczamy jakąś historię opowiadaną wolnym, relaksującym tempem, prosimy dziecko, żeby zamknęło oczy i słuchało jej wyobrażając sobie poszczególne części. Możemy też sami coś opowiadać. My korzystamy z Rightbrainlibrary, czyli z gotowca w języku angielskim i np. jedno z opowiadań zaczyna się tak „We are going on a journey today. It is a journey to a very special place. Are you ready to go? Can you hear the rush of the waves against the sand?” („Dzisiaj jedziemy w podróż. To podróż w niezwykle szczególne miejsce. Jesteś gotowa? Słyszysz jak fale uderzają o piasek?”) To akurat historia o podwodnym świecie. Czasem jak coś opowiadamy możemy zapytać dziecko nie oczekując odpowiedzi np. gdy mówimy, że widzimy rybę pytamy „Jest duża czy mała?”) Na koniec prosimy, aby otworzyło oczy. U nas różnie z tym zamykaniem/ otwieraniem oczu jest, ale ja nadal Maję karmię, więc mam pewne ułatwienie i czasem wykorzystuję ten czas puszczając właśnie takie relaksujące historie do wizualizacji. Co do samego oddychania jeszcze nie zgłębiłam konkretnych technik, ale znalazłam coś na innym blogu, jakby ktoś z was był zainteresowany tematem. Ponoć to też sposób na nadmierne pobudzenie i ADHD.

9. Wizualizacja i zabawa w udawanie

O wizualizacji pisałam wyżej, bo można ją połączyć z treningiem oddechu. Tutaj kilka słów o udawaniu. Każdy z nas zna zabawę „na niby.” Udawanie, że jesteśmy kimś innym, czy w innym miejscu to nieodłączny element dzieciństwa. Pamiętali o tym też autorzy naszych ulubionych książeczek w języku angielskim, bo mamy w tym temacie jedną z książek, w której dziewczynka udaje kolejne zwierzątka np. królika wykorzystując drewniane łyżki kuchenne jako uszy. Fajne jest to, że dzieci same inicjują takie zabawy. Maja na przykład przewija swoje owieczki, usypia lalkę i karmi ją…palcem. 

10. Ćwiczenie pamięci fotograficznej, w tym mandale

Mandale to po prostu kolorowe kształty. Dziecko ma odwzorować układ kolorów na czystej, nie pokolorowanej planszy po tym jak zobaczy kolorową. Jak dziecko już umie kolorować to dla nas dodatkowy czas wolny 🙂 My zaczęliśmy jak Maja miała dwa lata. Pierwsza mandala pobazgrana totalnie – nawet mam gdzieś zdjęcie 😛 Podejrzewam, że jakbym jej dała dzisiaj to byłoby to samo. Inspirująca mama mi doradziła, żebym ją prosiła, żeby pokazywała kolory zamiast kolorować, bo tak gdzieś ponoć widziała na jakimś filmiku. Tak zrobiłam i od tej pory zgodnie z instrukcją z Rightbrainlibrary zmodyfikowaną o tyle, że zamiast kolorowania mamy pokazywanie, pokazuję Mai kolorową mandalę przez 5 sekund, po czym mówię, żeby zamknęła oczy. Pytam się czy ją widzi i jak mi odpowie, że tak pokazuję taką samą, ale bez koloru pytając o poszczególne kolory np. „Where is blue?” („Gdzie jest niebieski?”). Nie robimy mandali codziennie tylko jak jest czas i akurat sobie przypomnę. Do tej pory mamy za sobą 22 mandale. Przy 22 pokazała po raz pierwszy wszystkie 3 kolory poprawnie i dość pewnie. Oczywiście została odpowiednio pochwalona i poczuła prawdziwą nieudawaną radość mamy, czyli moją. Zobaczymy, czy to się utrzyma. Mandali na razie nie drukuję tylko pokazuję na komputerze wersję kolorową, potem z konturami, jak na zdjęciach i Maja dotyka ekran. Na razie robimy same takie składające się z 3 kolorów. Mandale są nieodłącznym elementem zarówno metody Shichidy, jak i Heguru. 

 

 

Mandale do druku
Kolorowa mandala
Metoda Mandali
Mandala do kolorowania

 

Oprócz mandali Rightbrainlibrary poleca technikę haków pamięciowych tzw. peg memory. Dla tych, co znają język angielski wklejam wideo. Dla tych co nie znają wyjaśnię krótko, że jest to technika ułatwiająca zapamiętywanie np. listy słów poprzez powiązanie każdego numeru z listy z odpowiednim obrazem w naszej wyobraźni np. nr 1 to ołówek, a 3 to znaczek McDonald’s, bo te obrazy nieco przypominają nam liczby. Nasze rzeczy z listy niejako „wieszamy” na tych hakach pamięciowych. 

11. Gry planszowe, zabawa w liczenie, wszelkiego rodzaju labirynty i zagadki. 

O grach planszowych pisałam tutaj. W tą kategorię wpisują się też wszelkie zabawy, w których dziecko ma znaleźć różnicę lub po prostu znaleźć dany przedmiot, zwierzątko, czy osobę na ilustracji. Mamy książeczkę w języku polskim, której recenzję niedługo napiszę, a która się świetnie w to wpisuje. Oczywiście zabawy powinny być dostosowane do wieku i umiejętności dziecka. Wyzwaniem dla 11-miesięcznej Mai było znajdywanie myszki myszki na każdej stronie naszych książeczek. Wtedy książeczka była bardzo prosta i myszka od razu się rzucała w oczy. Teraz na niezwykle kolorowych stronach Maja ma ponad 20 różnych, wcale nie tak łatwych do wykrycia postaci z Krainy Czarów. Wkrótce zdradzę o jaką książeczkę chodzi. 

12. Pisanie i kolorowanie 

Już nie pamiętam kiedy zakupiłam Mai pierwsze kredki, ale pewnie gdzieś w okolicy pierwszego roku życia. Dość szybko, ku zgrozie mojej mamy pojawiły się też pisaki. Na chwilę obecną maluje lub rysuje kredkami, pisakami, długopisami i ołówkami, czyli czymkolwiek jej wpadnie w ręce. Pierwsze z naszych zabaw w rysowanie możecie zobaczyć na filmikach z podsumowania rozwoju mowy mojej córeczki w wieku 19 i 20 miesięcy. Nie wiem jak wasze dzieci, ale moja córeczka często ma ogromną ochotę na rysowanie późną nocą, jeśli nie uda się jej położyć spać. Tak samo w tym czasie najczęściej zaskakuje mnie nowymi zdaniami i pomysłowością, jeśli chodzi o język.   

WYBIERZMY, CO NAM NAJBARDZIEJ ODPOWIADA

Jako ciekawostkę napiszę, że powyższa lista została opatrzona tytułem „Daily Training Sequence,” który sugeruje codzienne wykonywanie aktywności z każdej kategorii. Według mnie jest to niemożliwe. Na szczęście twórcy Rightbrainlibrary piszą pod spodem, że nie trzeba się jej trzymać i należy podążać za zainteresowaniami dziecka. Ja planuję się w wakacje najbardziej skupić na mandalach, linking story i tangramach. Puzzle, wymiennie z grami, czy rysowaniem są u nas codziennie podobnie jak różnego rodzaju karty. Klocki nieco rzadziej. Bogatsi o wiedzę, którą się z wami podzieliłam wybierzcie sobie maksymalnie kilka aktywności, które najbardziej do was przemówiły i które dacie radę wpleść w codzienną rutynę tak, aby siebie za bardzo nie obciążyć. A może nieco starszy już maluch sam wam podpowie co go interesuje. Z doświadczenia wiem, że jak moja dwulatka odrzuci coś nowego za pierwszym razem, nie oznacza to, że odrzuca to zupełnie. Po prostu maluchy chyba lubią mówić „nie” dla samego mówienia nie. Za jakiś czas pokazujemy daną nowość jeszcze raz i może wtedy okaże się pasją naszego dziecka. Testujcie, kombinujcie i piszcie, jak wam idzie.

Ja ze swojej strony jeszcze napiszę, że o ile uważam, że jeśli decydujemy się na metodę Domana lub jakąkolwiek inną to powinniśmy postawić na systematyczność to jak już zrealizowaliśmy wszystkie etapy lub w trakcie ich realizacji chcemy też czerpać z innych źródeł i wplatać inne aktywności takie jak na przykład wymienione tutaj, już na systematyczność nie stawiajmy, bo poczujemy się za bardzo obciążeni i będziemy spędzać dzień z listą zadań w ręku i z głową pełną myśli typu, że jeszcze pasuje pobawić się klockami i zrobić to i tamto i poczujemy się jak w więzieniu. Zostawmy trochę miejsca na spontaniczność. Dla przykładu niech owe klocki leżą w miejscu widocznym dla dziecka. Bawmy się tylko wtedy jak samo zainicjuje zabawę. 

Ten artykuł okazał się przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi. Co z listy, którą zaprezentowałam przemawia do was najbardziej? A może bawiliście się w coś z dzieckiem zupełnie nieświadomie, że to ma jeszcze jakieś wyższe korzyści dla jego rozwoju? Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u i do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Od kilku dni jest też możliwość zapisu na newsletter (jeśli nie wyskoczyło wam okienko podczas czytania bloga piszcie). W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków. 

Jako, że nie znalazłam grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u. Dołączając do grupy możecie liczyć na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń. 

4 odpowiedzi do “Każde dziecko to geniusz, czyli jak rozwijać zdolności prawopółkulowe do 6 roku życia”

    1. Pasjonatką tematu 😀 Nauczycielką też od przedszkola aż po klasę 7-mą, ale nauczyciele takich rzeczy nie wiedzą…na studiach nie ma takiej wiedzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *