Nasza przygoda z prawopółkulowym treningiem inspirowanym metodą Heguru (wersja audio)

Podcast bloga teachyourbaby

Nie każdy na własną rękę podoła wyzwaniom treningu prawopółkulowego a’la Heguru

Jeśli nie czytaliście wywiadu z mamą, która zdradziła mi sekrety metody Heguru koniecznie przeczytajcie. Znajdziecie go w linkach pod tym artykułem. Przypomnę, że w komentarzu pod tym wywiadem zapowiedziałam próbę zorganizowania mojej Mai takich intensywnych 50-minutowych sesji inspirowanych tą metodą. Nie jestem gołosłowna i próbę podjęłam, jednak okazała się nieco ponad moje siły.

Teraz już rozumiem czemu zajęcia prowadzone metodami azjatyckimi tj. Shichidy i Heguru są takie drogie i czemu nie mamy do nich łatwego i powszechnego dostępu. Zdaje mi się, że dostęp do metody Heguru jest tylko w Azji, a Shichida ma swoje centra rozsiane w różnych częściach świata, ale i tak nie ma ich zbyt wiele i główna koncentracja placówek jest też w Azji. Nauczyciel prowadzący taki trening prawopółkulowy jaki mi opisała Justyna Łazor w wywiadzie oraz w prywatnych rozmowach, musi mieć niesamowite umiejętności organizacyjne, działać z dużą prędkością i przy tym nie mylić się. Nie ma tu czasu na zastanawianie się, więc praktycznie całość sesji trzeba znać na pamięć. Jestem pewna, że musi przez pewien czas ćwiczyć zanim jest gotowy poprowadzić zajęcia z grupą dzieci. Szybkie tempo oraz płynna i błyskawiczna zmiana aktywności zdaje się być kluczem w metodach prawopółkulowych. 

Czemu zrezygnowałam z cotygodniowych prawopółkulowych sesji

Oczywiście to co starałam się robić z moją córeczką to moje własne wyobrażenie tego jak takie zajęcia metodą Heguru musiały wyglądać. Można powiedzieć, że to taki mój pomysł na nie. Część aktywności zaczerpnęłam z tego, co mi Justyna zdradziła w wywiadzie, czy prywatnych rozmowach, część to moja własna inwencja twórcza, a część wprowadziłam na podstawie tego, czego już wcześniej o aktywnościach prawopółkulowych się dowiedziałam. Swego czasu nawet zrobiłam listę takich aktywności w artykule o tym, jak rozwijać prawopółkulowe zdolności dzieci do 6 roku życia.

Jestem z siebie dumna, że udało mi się działać konsekwentnie i systematycznie 9 tygodni. Maja miała wtedy 32-33 miesiące. Można powiedzieć, że jest świeżo po. Żeby się za bardzo nie obciążać na samym początku zaczęłam od 1 aktywności i co tydzień dokładałam nową. Doszłam do dziewięciu różnych zadań i na tym poprzestałam. Całość zabawy z Mają zajęła mi maksymalnie 12 minut, a przygotowanie do tego już z czasem przeciągnęło się do … uwaga …1,5 godziny. Możecie sobie wyobrazić: tyle przygotowania dla 12 minut edukacyjnej zabawy. 

Jako, że najlepiej jest dziecko złapać rano, niezależnie od tego,czy jest to prezentacja kart metodą Domana, czy inny element wczesnej edukacji na trening prawopółkulowy wybrałam soboty, jako że w weekendy nie pracuję. Przygotowywałam wszystko rano, a jeśli Maja przebudziła się wcześniej przekładałam trening na niedzielę.

Na początku szło nam bardzo fajnie i całkiem sprawnie. Potem zdarzały się wpadki typu brak dźwięku przy filmiku edukacyjnym (wina komputera). Wtedy Maja po prostu odeszła. W 6 tygodniu poczuła się chyba znudzona tym samym schematem (podejrzewam, że na prawdziwych zajęciach metodą Heguru jednak co tydzień jest zupełnie inaczej, mniej przewidywalnie). Wtedy po 5 aktywności odeszła i poprosiła o powrót do prezentacji kart z robakami, żeby skomentować komara. Innym razem zdarzyło się, że odeszła od filmu edukacyjnego i kontynuowałyśmy dalej z innymi zadaniami, a na końcu po wszystkim puściłam jej nieplanowany filmik o magnesach, które fascynują ją do dzisiaj i oglądnęła cały.

Z wywiadu z Justyną tak zrozumiałam, że jak dziecko czegoś jeszcze nie umie albo nie chce zrobić to robi to rodzic, a jeśli dziecko albo rodzic nie zdąży to trudno, jest koniec aktywności. Prowadzący zabierają materiały i zaczyna się coś innego. 

W naszym przypadku praktycznie cały czas to było moje działanie. Maja była raczej obserwatorem. To ja układałam tangram na czas, a Maja czasem dołożyła jeden element, maksymalnie dwa. Przenosiłam ją szybko do miejsca gdzie miałam przygotowane zadania tak, żeby jedno nie odwracało uwagi od drugiego. Jak nie chciała pokazać/ wybrać ja to robiłam.

Po 9 tygodniach widząc, że zainteresowanie Mai znacznie spadło i że mnie taki trening kosztuje naprawdę mnóstwo pracy, postanowiłam zrezygnować zupełnie. Po ponad miesięcznej przerwie stwierdziłam jednak, że do aktywności prawopółkulowych spróbujemy wrócić, ale na nieco innych zasadach. W wybrane dni, dość spontanicznie będę się skupiać na jednym zadaniu i o ile się da, najlepiej żeby Maja sama zainicjowała zabawę.

Zaczęłam od tangramów i jakaż była moja radość, gdy Maja sama zaproponowała, żebyśmy je układały. Jak zwykle ułożyłam wzór na tablicy magnetycznej, obrysowałam kontury, zdjęłam poszczególne części układanki i położyłam pod tablicą. Tym razem nie robiłam nic aby zachęcić Maję do zabawy ani nawet, żeby zwrócić jej uwagę na przygotowany tangram.

Gdy Maja pojawiła się w moim pokoju od razu zauważyła i chciała układać, w dodatku chciała zrobić to sama. Mało tego, poprosiła o następny wzór i jeszcze o następny, więc byłam zmuszona przygotowywać go przy niej. Spodobało jej się jak obrysowuję kontury i sama próbowała. Całkiem fajnie jej to wychodziło. Sami zobaczcie na zdjęciach: trókąt, kwadrat. Potem zainicjowała obrysowywanie jednej z jej ulubionych liczb, czyli 0. Myślę, że takie obrysowywanie może być przygotowaniem do wczesnej nauki pisania.

Naprawdę powiem wam, że nie ma nic fajniejszego jak robić coś nie dlatego, że my chcemy, że my sobie zaplanowaliśmy tylko dlatego, że chce tego nasz maluch. O ile wcześniej często to ja układałam wzór z tangramu, teraz Maja przeszła na „ja sama” i nie chciała pomocy. Ta sytuacja upewniła mnie w przekonaniu, że nie ma sensu, przynajmniej w przypadku mojego dziecka organizować czasu w jakikolwiek sposób, jeśli chodzi o zabawy edukacyjne. Wszystko musi być spontaniczne i nagłe.

O ile zgodnie z zaleceniami Glenna Domana, Maja nie ma dostępu do kart do czytania, matematycznych, ani bitów inteligencji, to na tyle ile to możliwe będę się starać, żeby materiały do treningu prawopółkulowego były w widocznym miejscu i dostępne. Tym  razem był tangram, następnym razem może zostawię gdzieś mandalę i będę czekać aż zauważy i się zainteresuje. Innym razem porwę ją szybko na trening wizualny tzw. Image Training z prawopółkulowej biblioteki rightbrainlibrary, czy na prezentację większej ilości bitów inteligencji na raz. Ten trening jest rekomendowany od 3 roku życia, więc nie pojawiał się u nas często, ale jak dla mnie jest magiczny. Dziecko musi przez 30 sekund skupić wzrok na karcie z narysowanym kołem, po czym pokazujemy białą planszę. Na tej białej planszy wizualizuje się widziane wcześniej koło. Nie jestem w stanie zweryfikować, czy Maja widzi to samo co ja. Kiedyś mi mówiła, że nic nie widzi na tej białej kartce, ostatnio, że widzi. Może odkryła o co chodzi. Magia. 

Jak wyglądał nasz trening prawopółkulowy

Przedstawię wam, co wykombinowałam i w skrócie postaram się każdą aktywność opisać i/ lub zilustrować. Oczywiście zdjęcia pochodzą z ostatnich dni, bo wiadomo w trakcie szybkiego treningu prawopółkulowego z więcej niż jedną aktywnością nie ma mowy o robieniu zdjęć, czy nagrywaniu. Po 9 tygodniach dorobiłyśmy się dość intensywnej, ale krótkiej porannej sesji. Praktycznie prosto z łóżka wskakiwałyśmy w trening prawopółkulowy. Oczywiście z racji naszej strategii wychowania dwujęzycznego – OPOL wszystko w języku angielskim.


1.Układanie tangramu – Maja miała przygotowany wzór z konturami wielkości 1:1 i na tym wzorze jak najszybciej należało ułożyć poszczególne elementy tangramu. Zwykle to co miało powstać podpisywałam nad konturami podobnym pismem jakiego używam pisząc słowa na kartach np. „This boy is running.” („Ten chłopak biegnie.”) wspierając tym samym wczesną naukę czytania. Na zdjęciu akurat macie „To jest żaglówka.” 

2. 6 różnych kategorii bitów inteligencji (co tydzień zupełnie inne kategorie w różnych ilościach, zwykle po 10)- Chociaż w większości korzystałam z gotowych bitów, niemalże każdą kategorię trzeba było przerobić i to mi zajmowało sporo czasu. Nie wiem, czemu ktoś pokusił się o tworzenie prezentacji ilustracja-słowo-ilustracja. Na nasze potrzeby musi być słowo-ilustracja-słowo. Ktoś może powie, że wystarczy przestawić strony w PowerPoincie i gotowe. Niekoniecznie. Przynajmniej na moim komputerze to nierealne. Po takim przestawieniu stron w zapisanym pliku nie wyświetlały się obrazy. Musiałam kombinować inaczej z przenoszeniem wszystkiego do innego pliku. Co do samych prezentacji starałam się jak najszybciej i w żadnym wypadku nie zmuszałam Mai, żeby cały czas patrzyła w ekran. Uznałam, że pewne tematy mogą jej nie interesować. Jednakże w większości przypadków była zainteresowana. Więcej informacji o bitach w podlinkowanych artykułach.

3. Filmik edukacyjny dla dzieci (maksymalnie 5 minut)-przy tym punkcie zatrzymam się na dłużej, bo być może przydadzą się wam moje źródła:

Kanał TED for kids na YouTube (jeśli chcecie więcej filmików tego typu, niekoniecznie tylko dla dzieci pod artykułem znajdziecie link do spisu treści różnych TEDów)

Usborne Quicklinks, o których szczegółowo wspominałam w recenzji książek z okienkami, które służą nam jako dodatkowe programy inteligencji. W tym wpisie też przykładowe filmiki. Nie chcę tutaj powielać tego samego.

Z tych dwóch źródeł korzystałam w czasie naszych 9 tygodni prawopółkulowych sesji. Teraz doszły do tego filmiki prawopółkulowej metody TweedleWink, o której jeszcze nie pisałam. Fragmenty filmików możecie zobaczyć na Instagramie.

Maja kilka razy ujawniła, że zapamiętuje fakty z filmików edukacyjnych np. od czego psują się zęby. Raz na stwierdzenie taty, że słoneczko poszło spać, powiedziała, że wcale nie i ….poprosiła mnie po angielsku, żebym wyjaśniła, że oświetla teraz drugą stronę naszej planety, bo tego, czego dowiedziała się po angielsku nie umiała przełożyć na polski.

4. Co zniknęło?/ Sekwencje/ Ciągi/ Karty do czytania globalnego/ Dopasowywanie/ Ence-pence – W zależności od weny w danym dniu zmieniałam te aktywności z tygodnia na tydzień. Tu było duże zróżnicowanie. Oczywiście jedno z zadań jednorazowo, bo tutaj jednak było oczekiwanie, że Maja coś powie, czy wybierze, a nie zawsze była chętna. Wyjaśnię po kolei jak wyglądały poszczególne aktywności: 

Co zniknęło? – Przygotowałam kilka kart z obrazkami, czy napisami i mówiłam Mai, żeby się przyjrzała. Następnie zamykała oczy i chowałam jedną. Pytałam co zniknęło. Jak była chętna – odpowiadała, jak nie (czekałam dosłownie sekundę) ja odpowiadałam i szłyśmy dalej. Prezentowałam tutaj różności, na co mi akurat przyszła wena.

Na pierwszym zdjęciu zmywalne karty z szybkim rysunkiem lub napisem. Artystą nie jestem. Na kolejnych zdjęciach przykład z kartami z planetami z TweedleWink z dzisiaj. Tym razem była chętna i powiedziała mi, że zniknął Saturn.

Sekwencje-Robiłam szybki rysunek np. koło, kwadrat, koło, kwadrat i pytałam co będzie następne. Potem coraz bardziej komplikowałam np. chmurka, plus, serce, serce, chmurka… itp. Tutaj też albo natychmiastowa odpowiedź Mai albo podana przeze mnie, aby jak najszybciej przejść do kolejnego zadania. Według niektórych źródeł to ćwiczenie lewopółkulowe, ale w sumie metody prawopółkulowe dbają o rozwój obu półkul więc to bez znaczenia. Na zdjęciu nasze pierwsze sekwencje.

Trening pamięci
Sekwencje

Ciągi -zaczęłam pokazywać od 3 cyfr. Zadaniem Mai było zapamiętanie i odtworzenie. Działałam na podobnej zasadzie jak wyżej. Jak nie powtarzała, ja to robiłam.

Karty do czytania globalnego – Rozwiązywanie problemu wg Glenna Domana, czyli wybór właściwej karty. Miałam podobne podejście jak do zadań opisanych wyżej. 

Dopasowywanie- Przygotowałam rysunki z podpisami i dopasowywałam albo ja albo Maja.

Ence-pence – Chowałam coś w jednej ręce i Maja miała zgadnąć w której. To taki trening intuicji inspirowany metodą Shichidy. 

5. Czytanie książeczki do czytania globalnego. – Jakby nie patrzeć to metoda Domana też jest prawopółkulowa. Wdrożyłam do programu jedną z naszych książeczek i czytałam. Za każdym razem była to inna pozycja, ale koniecznie dostosowana do czytania globalnego. Starałam się czytać w miarę szybko. Na zdjęciu przykładowe strony książki. Zdaje się, że tą książkę w całości pokazywałam wczoraj w sesji z pytaniami i odpowiedziami dotyczącymi metody Domana i wczesnej nauki języków live na Facebooku. Jeśli jesteście ciekawi, nagranie jest dostępne na moim fanpage.

6. Mandala– Możliwe, że widzieliście kiedyś na fanpage filmik z Mają prezentującą kolory na Mandali. Spróbuję go znaleźć i wkleić tutaj i do działu z nagraniami wideo. Mandale opisywałam szczegółowo w artykule o aktywnościach prawopółkulowych. Zmieniliśmy nieco strategię na inną niż w instrukcji podają autorzy prawopółkulowej biblioteki rightbrainlibrary. Nie pamiętam już, czy to było w wywiadzie czy w rozmowie prywatnej, ale jeśli chodzi o mandale to w metodzie Heguru pokazują 2 x. Według prawopółkulowej biblioteki prezentujemy jednorazowo.

W metodzie Heguru Mandala jest wyświetlana na ekranie po czym po chwili jest wyświetlana kolejny raz. Teraz też tak zaczęłam robić. Zadaniem Mai było zapamiętanie ułożenia kolorów i wskazanie ich na pustym szablonie. To zadanie zawsze wykonywała chętnie. Od początku naszego działania z Mandalami przerobiliśmy już ponad 40 i kończymy zestaw 3-kolorowych. Teraz częściej będę drukować do kolorowania i zostawiać w widocznym miejscu czekając aż Maja się zainteresuje. 

7. Szacowanie – Musiałam dopytać Justyny z wywiadu o co dokładnie chodzi i wyjaśniła mi to tak, że prowadząca rozsypywała coś i rodzice mieli szybko oszacować ilość, po czym następowało szybkie przejście do następnej aktywności. Ja wymyśliłam monety i magnesy – czerwone kropki rozrzucone lub w kubeczkach. Rozkładałam dwa kubeczki i pytałam Mai, w którym jest więcej magnesów. Innym razem rozsypałam 25 monet i dałam jej do wyboru 2 liczby, żeby wybrała, innym razem 31 magnesów itp. Nie prowadziłam i nie prowadzę żadnych statystyk, chociaż kiedyś mnie kusiło przy bodajże ostatnim dniu cyklu 1 matematyki metodą Shichidy, kiedy to mamy same opcje wyboru i to w dość dużej ilości. Jednakże szybko poszłam po rozum do głowy i zrezygnowałam z takich działań. 

Prawopółkulowość
Trening intuicji

8. Układanie plastikowych kubeczków tzw. cup stacking. – Pokazałam Mai filmik jak to robią profesjonaliści, po czym próbowałam ułożyć jak najlepiej potrafiłam, a potem złożyć. Opis tej aktywności wraz z filmikiem we wspomnianym wcześniej artykule, który podlinkowałam niżej. My zaczęłyśmy od 10 kubeczków. Nie idzie nam to jeszcze szybko. Często Maja niechcący burzy całą konstrukcję, ale uwielbia to zajęcie.

Zabawa prawopółkulowa
Układanie plastikowych kubeczków

9. Linking story– Szczegóły wraz z materiałem wideo znajdziecie w artykule o aktywnościach prawopółkulowych. Tutaj przypomnę tylko, że chodzi o zapamiętanie przez dziecko kolejności obrazków pozornie ze sobą nie powiązanych. Pomaga w tym absurdalne opowiadanie, które je ze sobą wiąże. Następnie maluch układa obrazki w odpowiedniej kolejności na planszy. Naszym źródłem zarówno ilustracji jak i treści jest prawopółkulowa biblioteka rightbrainlibrary. Kilka miesięcy wcześniej Maja w ramach prezentacji prawopółkulowych obejrzała wszystkie karty online wraz z nagraniem audio dla pojedynczych słów oraz dla całego opowiadania na różnych prędkościach.

Autorzy prawopółkulowej biblioteki napisali instrukcję z kilkoma opcjami. Generalnie po tym jak doszłam do tego, że Doman w żadnym wypadku nas nie ogranicza i że to co pisze to sugestie a nie sztywne harmonogramy, raczej staram się nie trzymać instrukcji i robić po swojemu. Tym razem wybrałam mieszankę dwóch opcji. Wydrukowałam karty w dużym formacie wraz ze słowami oraz dwie plansze: jedną z małymi obrazkami, drugą pustą + rozcięte małe obrazki. Zaczynamy od 5 słów i u nas były to: „sheep” (owca), „barn” („obora, stodoła”), „hay” (siano), „ball” (piłka), „chimpanzee” (szympans) i te słowa prezentowały ilustracje.

W czasie czytania po kolei prezentowałam karty. Tekst łączący te słowa brzmi tak: „The sheep in the barn wanted to play ball so he went over to the pile of hay that the chimpanzee was lazing on.” (Owca w oborze chciała zagrać w piłkę więc podeszła do stogu siana, na którym odpoczywał szympans.) Potem odczytałam drugi raz pokazując każdy obrazek na małej planszy. Następnie schowałam uzupełnioną planszę i pomagałam Mai ułożyć obrazki w odpowiedniej kolejności. Przy tym jedynym podejściu do linking story niewiele zrobiłyśmy, bo Maja będąc pasjonatką owiec i widząc maleńką owieczkę na karcie porwała kartę i uciekła. Karta zaginęła, a ja od tej pory nie mogę się zebrać, żeby wydrukować. Niemniej jednak zrobię to i będziemy działać dalej, ale już poza wszelkimi sesjami. Po prostu zostawię karty w widocznym miejscu. Jak się zainteresuje zaczniemy działać. Możliwe też, że pokażę jej filmik z układającymi kartoniki dziećmi. Żeby zobaczyć całość zestawu zerknijcie na zdjęcie główne do tego wpisu, a poniżej zdjęcie planszy z wdrukowanymi obrazkami oraz tej, na której dziecko ma za zadanie ułożyć ilustracje w kolejności, w jakiej występują w opowiadaniu.

Trening pamięci
Trening prawopółkulowy
Trening prawopółkulowy

Gdy dziecko samo będzie umiało ułożyć 5 obrazków możemy powtórzyć opowiadanie jeszcze raz. Następnie dodajemy kolejne 5. I tak aż dojdziemy do 50. Oczywiście niekoniecznie tego samego dnia. Ciekawe kiedy i czy nam się to uda. Na filmiku z YouTube, który zaprezentowałam pisząc pierwszy raz o Linking Story raczej jest starsze dziecko. 

Plan treningu prawopółkulowego, czyli bez planu

Może chcecie spróbować i zrobić sobie takie wyzwanie: x tygodni a’la Heguru? Jestem ciekawa, czy dojdziecie do takich samych wniosków jak ja. Ja myślę, że najlepiej podążać za dzieckiem i za jego zainteresowaniami i jak najmniej organizować mu czas, chyba, że chodzi o wypad do zoo, czy inne wyjazdy. Domanowa sesja jest przede wszystkim krótka, szybka, a przygotowanie jej nie obciąża jakoś bardzo rodzica. Jak dziecka nie zainteresuje dany zestaw kart nie żal nam odłożyć i pokazać nowych. Co innego jakbyśmy się do tej sesji przygotowywali 1,5 godziny i zainteresowania brak. Jedna mama, do której wysłałam ostatnio pytania w ramach wywiadu w prywatnej rozmowie napisała mi tak: „W Domanie cudowne jest to ze nie wiele czasu trzeba by czegoś nauczyć dzieci.” I w 100% się z tym zgadzam. Gdyby nie blog i inne moje hobby, naprawdę miałabym mnóstwo czasu wolnego nawet jako pracująca mama. 

Poza tym uważam, że czas z dzieckiem to jak największa swoboda dana dziecku odnośnie zabawy i tego co robimy. Karty kartami, ale nie należy tym żyć. Prezentujemy, odkładamy i koniec. Jak już czymś edukacyjnym żyć to książkami, czy matematyką i bitami wokół nas. Napiszę chyba o tym osobny artykuł. Naprawdę nie wyobrażam sobie spędzać całych dni w kartach, na tworzeniu kreatywnych zabawek, żeby później podsuwać je mojej córeczce i na takim organizowaniu dnia, żeby każda aktywność była edukacyjna. Zdecydowanie wolę czysty spontan, częste wyjścia z domu, zabawy inicjowane przez Maję. Gdzieś między nimi wplatam karty, program do czytania po hiszpańsku i obcojęzyczne kreskówki, ale nigdy te aktywności nie są głównym punktem dnia. Tak samo zdecydowałam, że aktywności prawopółkulowe z nami owszem będą, ale nie na zasadach planowanych regularnych sesji. Po prostu zostawię w widocznym miejscu np. karty do Linking Story i będę czekać na dzień, kiedy Maja się tym zainteresuje. I wtedy działamy. Jedno zadanie jednorazowo. Być może uda się zrobić coś codziennie, być może będę musiała na uwagę poczekać kilka dni. Wszystko w rękach Mai. 

Przypominają mi się teraz słowa Bożeny Bejnar-Sławow z jednego z wywiadów, że dla kogoś właśnie karty i wczesna edukacja to był priorytet. Teraz mama żałuje, bo dziecko już nastoletnie ..kocha się uczyć, siedzieć w książkach i nic innego. Nie jest zainteresowane żadnymi kontaktami towarzyskimi. Czy o to nam chodzi? Nie sądzę, żeby ktoś chciał wychować stroniącego od ludzi geniusza. Ja też nie. Dlatego już dbam aby Maja miała kontakt z innymi dziećmi. Nie w przedszkolu, bo przed tym będę ją bronić, ale w normalnych domowych warunkach. I na pewno siedzenie w domu i zarzucanie ją kartami nie jest i nigdy nie było moim priorytetem.

Karty element dnia – wiadomo, ale priorytet to poznawanie świata, przebywanie z moją córeczką, pozwalanie jej na kreatywność i podejmowanie decyzji, wygłupy, kontakty z innymi dziećmi, edukacja w ruchu i gdy tylko się da przy okazji. 

Polecam zaglądnąć też tutaj:

Wywiad z mamą, która z córką brała udział w zajęciach metodą Heguru w Singapurze

Artykuł z listą aktywności prawopółkulowych 

Link do prawopółkulowej biblioteki- rightbrainlibrary

Bity inteligencji 

Nowe spojrzenie na bity inteligencji

O naszej strategii wychowania dwujęzycznego -OPOL 

Spis treści z filmikami edukacyjnymi TED

Recenzja, w której znajdziecie przykłady i sposób znalezienia filmików edukacyjnych Usborne

TweedleWink

Matematyka metodą Shichidy 

Brillkids – program z którego korzystamy do nauki czytania w języku hiszpańskim (nasz 4-ty język)

Ten artykuł okazał się przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi. A może też eksperymentujecie z metodami prawopółkulowymi? 

Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem. 

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u: Wszechstroonne wspieranie rozwoju dziecka, na Instagram @teachyourbaby.pl, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Od niedawna jest też możliwość zapisu na newsletter. W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków.

Zapraszam też do grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u: Metoda Domana i nie tylko- grupa wsparcia dla rodziców. Dołączając do grupy możecie liczyć na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń.

6 Replies to “Nasza przygoda z prawopółkulowym treningiem inspirowanym metodą Heguru (wersja audio)”

  1. Mam pytanie dotyczące mandali . Gdy przeglądam mandale w internecie to wydają mi się one zbyt skomplikowane jak dla 2.5 latka. Z tego co napisałaś to korzystacie z dwu- trzykolorowych mandali – tworzysz je sama czy jest jakieś źródło mandali w internecie ?

    Ps. Bardzo lubię Twojego bloga 🙂

  2. To bardzo cenny wpis. Super ze mimo ze zajmujesz sie tym juz praktycznie zawodowo to nie piszesz haseł w stylu „wykorzystaj ten czas i naucz dziecko i pokaz mu najwiecej bitów jak sie da” tylko ze to nie jest priorytet. Priorytetem jest wychowac szczęśliwego człowieka, nie geniusza, dla samej satysfakcji pochwalenia sie przed rodzina 😉 Trzeba to podkreślać bo łatwo jest wpaść w dziecięcy wyścig szczurów ktore dziecko lepiej liczy czy recytuje wierszyki. Jednocześnie to co robisz z Maja to dla mnie niedościgniony wzór 🙂 Bo nie tyle chodzi ile robimy, ale dlaczego to robimy, i żeby wlasnie tak to robic żeby dziecko było szczęśliwe a nie nasze ambicje zaspokojone

    1. Masz rację. Bardzo łatwo jest wpaść w dziecięcy wyścig szczurów, a to naprawdę nie o to chodzi. Ja zwłaszcza czuję pewną presję na sobie przez bloga, ale staram się jej nie poddawać.Ambicje na bok, wyścig szczurów omijamy szerokim łukiem. Co wyjdzie spontanicznie, nie na zawołanie to wyjdzie. Coś tam próbowałam niespontanicznie przy okazji podsumowania czytania, to nie byłam zadowolona. Jakoś tak to nie to samo jak ni z tego ni z owego dziecko zaskoczy umiejętnościami i wiedzą. Czułam, że to sztuczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *