fbpx

„Magia tkwi w dziecku, a nie w kartach”

Glenn Doman

Treść poniższego wywiadu w skrócie:

  1. O moim gościu
  2. Glenn Doman jako dziadek -wspomnienia
  3. Dziecko otoczone filozofią Domana zarówno w aspekcie dla dzieci zdrowych jak i z problemami
  4. O podłodze jako sposobie na życie, czyli po raz kolejny o wadze pełzania i raczkowania w rozwoju neurologicznym dziecka
  5. Kilka pomysłów jak z programu pełzania i raczkowania zrobić zabawę dla starszego dziecka
  6. O dzieciach, które mają problemy z nauką: z zapamiętywaniem, z opanowaniem czytania
  7. Różnica w stosowaniu metody Domana z dziećmi zdrowymi oraz z dziećmi o specjalnych potrzebach
  8. O szkole dzięki której Spencer miał wyjątkowe dzieciństwo jak sam uważa
  9. O studiach, które rozpoczął w wieku 15 lat
  10. Domanowane dziecko a szkoła
  11. Czy metodę Domana kończymy, gdy dziecko zacznie czytać?
  12. Pracujący rodzic a metoda Domana
  13. Rezultaty metody Domana z perspektywy dorosłego: edukacja szkolna, czytanie, umiejętności matematyczne, języki obce
  14. Metoda Domana a wielojęzyczność
  15. Metoda Domana jako styl życia
  16. Metoda Domana z dziećmi z Zespołem Downa
  17. Jaki sport wybrać dla dziecka?
  18. Edukacja muzyczna
  19. Co w rozwoju dziecka powinno nas zaniepokoić?

Kilka słów o moim gościu

Nie będę się tutaj rozpisywać, bo bardziej szczegółowe informacje znajdziecie w podlinkowanym pod artykułem webinarze ze Spencerem Domanem, w którym odpowiedział na sporą ilość Waszych pytań i wątpliwości. Przy okazji tego wywiadu z nim o metodzie Domana z perspektywy osoby dorosłej chciałam przypomnieć, że Spencer Doman jest wnukiem autora metody tj. Glenna Domana.

Zarówno jego mama jak i tata pracowali w Instytutach założonych przez Glenna w Stanach Zjednoczonych. W związku z tym nie powinien nas zaskoczyć fakt, że Spencer był nie dość, że wychowany z metodą Domana to jeszcze doświadczył jej różnych wersji. Chodzi o to, że jako zdrowe dziecko rozwijane od urodzenia miał doświadczenia również z aspektami metody przeznaczonymi dla dzieci z problemami. Wiele dzieci w jego otoczeniu potrzebowało specjalnych programów, w których on też uczestniczył. Jednym z tych dzieci była jego siostra.

Spencer Doman jest wnukiem autora metody tj. Glenna Domana.

Skąd się wziął pomysł na bardziej osobisty wywiad

Już nieraz pisałam, że jestem jedną z tych osób, którym trzeba wiele kwestii podsunąć, czy podpowiedzieć. Nie inaczej było też z tym wywiadem. Brawa za podsunięcie pomysłu na tą rozmowę należą się autorce bloga Domanka (link pod artykułem).

Z tego co napisał Spencer promując nasz wywiad w poście wynika, że nigdy wcześniej nie miał rozmowy tego typu. Zwykle pytania padają o metodę Domana i jej różne aspekty. Tym razem jednak podjęłam się próby dotarcia do tego jak Spencer patrzy na swoje domanowe dzieciństwo już z perspektywy dorosłego.

Wywiad z dorosłym rozwijanym metodą Domana w dzieciństwie

A teraz zapraszam Was do oglądnięcia/wysłuchania nagrania z wywiadu, jeśli znacie język angielski na takim poziomie, że nie będziecie mieć problemów ze zrozumieniem lub do lektury polskiego tłumaczenia. Za tłumaczenie chciałam podziękować jednemu tacie z naszej grupy: Tomek Rymarek- stokrotne dzięki w imieniu moim i moich czytelników. Bez niego pewnie czekalibyście na wersję polskojęzyczną całą wieczność.

Nagranie całej rozmowy znajdziecie pod tłumaczeniem.

(…) podjęłam się próby dotarcia do tego jak Spencer patrzy na swoje domanowe dzieciństwo już z perspektywy dorosłego.

Teachyourbaby: Witam wszystkich!

Na początek przedstawię się. Jestem Agnieszka Basta, autorka bloga teachyourbaby.pl. Dzielę się na nim swoimi doświadczeniami z wielojęzyczną przygodą z moimi dwiema córkami wspieraną przez metodę Domana oraz elementy innych metod jak Shichida i Heguru.

Dziś rozmawiam ze Spencerem Domanem, wnukiem Glenna Domana. Myślę, że najlepiej by sam powiedział o swoim dziadku. A więc, czy mógłbyś się przedstawić i opowiedzieć o swojej rodzinie? Słyszałam, że masz liczną rodzinę. Ile masz rodzeństwa? Podziel się z nami, tym co uważasz za stosowne.

Spencer: Jasne. Zacznę od początku.

Mój dziadek, Glenn Doman … jestem pewien, że słuchacze tego wywiadu coś o nim już wiedzą …dziadek Glenn był fizjoterapeutą. Zaczynał pracę osobami z urazami mózgu. W zasadzie to odkrył zjawisko neuroplastyczności zanim pojęcie to zostało spopularyzowane. Odkrył wtedy, że na rozwój mózgu mają wpływ stymulanty, takie jak zabawy i czynności w które angażujemy dzieci. W latach 1960tych zrozumiał, że wiele tych samych metod, których używa w terapii osób z urazami mózgu, mogą być z dużą korzyścią dla dzieci bez takich urazów. Dalej tak się potoczyło, że jest obecnie bardziej znany ze swoich prac związanych ze wczesnym rozwojem dzieci, nauki wczesnego czytania, wczesnej nauki matematyki, choć nie jest to dziedziną od której zaczął pracę. Jego najbardziej znaną książką jest „How to Teach Your Baby to Read”, która pokazuje jak uczyć malutkie dzieci czytania.

Glenn Doman (…) odkrył zjawisko neuroplastyczności zanim pojęcie to zostało spopularyzowane.

Jak się domyślam, powodem tego, że jestem tu dziś, jest to, że zostałem wychowany na programach stworzonych przez mojego dziadka. Moi rodzice, Douglas i Rosalind, używali tych właśnie metod do uczenia mnie, moich dwóch braci i mojej siostry. Dlatego jest dla mnie wielką frajdą uczestniczenie w tym wywiadzie. Nie często jestem pytany o doświadczenia z dzieciństwa i tą metodę. Jest to coś o czym lubię mówić, ale ponieważ głównie pracuję z dorosłymi, ucząc ich jak postępować z dziećmi, to nie mam specjalnie do tego okazji.

Obecnie jestem trenerem dla rodziców. Mam stanowisko Chief Innovation Officer (główny specjalista od innowacji) w fundacji Doman International. Jest to organizacja, której celem jest podawanie holistycznych rozwiązań dla rodziców dzieci ze szczególnymi potrzebami. Uczymy metod rozwijania zdolności kognitywnych, fizycznych, żywieniowych. Prowadzimy wiele różnych programów wspierających rozwój mózgu.

Jestem również współzałożycielem fundacji Doman Learning, która zajmuje się przygotowywaniem materiałów do nauki metodą Domana  w domu w sposób efektywny. Czyli wspieramy zapracowanych rodziców, by mogli uczyć dzieci.

I w zasadzie to szybkie podsumowanie mojej historii.

Doman International (…) to organizacja, której celem jest podawanie holistycznych rozwiązań dla rodziców ze szczególnymi potrzebami. Uczymy metod rozwijania zdolności kognitywnych, fizycznych, żywieniowych. Prowadzimy wiele różnych programów wspierających rozwój mózgu.

Teachyourbaby: Dziękuję. 

Jak sam powiedziałeś, to będzie prawdopodobnie inny wywiad niż za zwyczaj udzielasz, bo skupimy się na Twoich doświadczeniach dziecka w metodzie Domana.

Moje pierwsze pytanie dotyczy tego gdzie mieszkałeś. Czy to było w pobliżu Instytutu? Wiem ze Twoi rodzice oboje tam pracowali, a może nawet tam się poznali, tak?

Spencer: To wszystko się zgadza. Moi rodzice poznali się w pracy w latach siedemdziesiątych. W zasadzie zakochali się w sobie w pracy. Myślę, że to że oboje mieli silne poczucie misji bardzo się do tego przyczyniło. 

W zasadzie można powiedzieć, że od urodzenia byłem w tej szczególnej sytuacji. Nie tylko moi rodzice wykorzystywali Metodę Domana w wychowywaniu mnie i rodzeństwa, ale również rodziny, które nas otaczały również wykorzystywały te same programy.

Od urodzenia byłem „zanurzony” w tej metodzie.

Gdybyście spotkali mnie jako dziecko, to z jednej strony widzielibyście, że jestem uczony tą metodą, ale też oczywiście biegam i bawię się, ale również często odwiedzałem klinikę, w której pracowali rodzice. No i oczywiście mieszkaliśmy na kampusie… tak więc miałem kontakt z dziećmi z urazami mózgu… Miałem bardzo ciekawe doświadczenie z dzieciństwa, polegające na tym, że zewsząd otaczała mnie filozofia Domana, zarówno w kontekście dzieci ze szczególnymi potrzebami, ale też bez. 

To zdecydowanie miało wielki wpływ na to jak widzę świat.

Teachyourbaby: Czy osobiście przeszedłeś wszystkie programy takie same jak dzieci z urazami mózgu?…

Spencer: Tak.

Teachyourbaby: … programy czytania, matematyki, bity inteligencji… Wszystko?

Spencer: Tak. W zasadzie wszystko co przeczytacie w książkach mojego dziadka Domana, moi rodzice ćwiczyli ze mną. To miało dla nich sens. Mieli pasję do tego programu i chcieli go wykorzystać przy edukacji własnych dzieci.

A poza tym, ponieważ byłem tam z rodzicami, kiedy na przykład uczyli jakiegoś rodzica dziecka z urazami mózgu metod, byłem często pomocnikiem w demonstrowaniu co należy robić. Np. jeśli chcieli pokazać patterning, pełzanie albo czworakowanie… a przecież mamy programy, które używane są z dziećmi z urazami mózgu, których nie stosuje się u dzieci bez urazów. Czyli byłem w pewnym sensie „podręcznym” dzieckiem do demonstrowania metod.

Teachyourbaby: Aha…rozumiem.

Spencer: … dlatego mogę mówić rodzicom, których uczę, że w dzieciństwie doświadczyłem wszystkiego co im teraz pokazuję.

Teachyourbaby: Wszystkiego? Łącznie z maskami?

Spencer: Wszystkiego.

Teachyourbaby: Zakładam, że to nie była codzienna rutyna.

Spencer: Oczywiście, że nie. Nie „przerabiałem” wszystkiego. Programy, które są wykorzystywane do terapii dzieci z uszkodzeniami mózgu, nie były moją regularną rutyną, jako czegoś co było częścią mojego życia. Ale miałem z tym styczność. 

Co ciekawe, rodzina naszych sąsiadów, miała dzieci, wśród których była moja najbliższa przyjaciółka. Ta dziewczynka miała poważne problemy z nauką. Nie była w stanie nauczyć się czytać aż do dziewiątego czy dziesiątego roku życia i dlatego uczestniczyła w programie rehabilitacji dzieci z urazami mózgu. I tak miałem możliwość ćwiczyć razem z nią. W tym też np. dużo się czołgaliśmy i pełzaliśmy. Po prostu dotrzymywałem jej towarzystwa w trakcie realizowania programu.

Poza tym moja siostra też przeszła przez bardziej intensywną wersję programu. Myślę, że jeszcze będziemy o tym dzisiaj bardziej szczegółowo rozmawiać, ale tak się złożyło, że uczestniczyłem również w jej nauce w tym programie.

Ta dziewczynka miała poważne problemy z nauką. Nie była w stanie nauczyć się czytać aż do dziewiątego czy dziesiątego roku życia i dlatego uczestniczyła w programie rehabilitacji dzieci z urazami mózgu.

Teachyourbaby: Kolejne pytanie dotyczy właśnie tego, czy wszystkie dzieci w Twojej rodzinie były rozwijane metodami Domana. Na podstawie tego, co powiedziałeś wnioskuję, że tak. Zgadza się? Niezależnie od potrzeb?

Spencer: Dokładnie tak.

Teachyourbaby: Kolejne pytanie brzmi, w jaki sposób Twoi rodzice zachęcali Cię do realizacji programów metodą Domana? A może nie było potrzeba szczególnej zachęty?

Spencer: Myślę, że przede wszystkim, jeżeli coś jest SPOSOBEM NA ŻYCIE, jeżeli jest „wbudowane” w system wartości i „tkankę” rodziny, to zachęcanie nie jest potrzebne. W naszej rodziny to jest po prostu sposób w jaki żyjemy.

Bardzo często jestem pytany, jak sposób wychowania ZMIENIŁ to kim jesteś teraz? Oczywiście rozumiem dlaczego rodziców interesuje odpowiedź na tak postawione pytanie, ale bardzo trudno mi jest odpowiedzieć na takie pytanie. W zasadzie pytają mnie jak by wyglądało moje życie w jakiejś równoległej rzeczywistości, w której odebrałem inne wychowanie.

Ale odpowiadając na Twoje pytanie, to przede wszystkim tak po prostu wyglądało moje życie. Moim rodzice byli bardzo dobrymi trenerami. Nie chcę żeby to zabrzmiało, jakbym mówił, że zawsze było bardzo łatwo. Niektóre elementy programu powinny być łatwe. Części związane z rozwojem kognitywnym, czyli czytanie, wiedza encyklopedyczna, matematyka… one wszystkie powinny być zabawą i powinny być łatwe. Jeśli tak nie jest, to najprawdopodobniej coś nie gra w dynamice sposobu uczenia. Ale ja pamiętam z doświadczenia, że te części zawsze były fajne. 

Bywa, że części fizyczne programu bywają trudne. Wymagają wysiłku fizycznego. I to może być czasem trudne. Pamiętam, że zdarzało mi się w dzieciństwie stwierdzić „nie chcę tego robić”. Wtedy rodzice uruchamiali swoje talenty trenerskie, żeby mnie przez te elementy przeprowadzić. 

Bycie trenerem nie jest łatwą sprawą. Z jednej strony wymaga cierpliwości, ale też specyficznej „twardej miłości”*. Nie wiem czy w innych językach niż angielski funkcjonuje pojęcie „twardej miłości”, ale chodzi o to że jeżeli się kogoś kocha, to trzeba…

//*przypis tłumacza: chodzi o przedłożenie szeroko rozumianego dobra osoby, którą się kocha, nad doraźną wygodę//

Teachyourbaby: Tak, tak, rozumiem o czym mówisz, ale to się tyczy tylko tych sytuacji wyjątkowych w których dziecko tego potrzebuje i nie ma innej opcji… ze zdrowym dzieckiem niekoniecznie…

Spencer: Dokładnie.

Teachyourbaby: … szczególnie z dziećmi z urazami mózgu.

Spencer: Dokładnie.

Teachyourbaby: Cóż…

Spencer: Wiem, że czasami rodzice mówią „kocham Cię, ale wiem też co jest dla Ciebie najlepsze, a więc musimy zrobić to i to…” Dzieci czasami potrzebują wyzwań w życiu i w dzieciństwie też, bo przy okazji czasami wychodzą z nich silniejsi jako ludzie. 

Ale oczywiście, zdarzało się to i owo. Ale podsumowując, myślę, że moje dzieciństwo nie było  ani trudniejsze ani łatwiejsze niż rówieśników. Myślę, że było dość „typowe” w tym o co pytasz.

Teachyourbaby: Czy w dzieciństwie pełzałeś i czworakowałeś/raczkowałeś się, czy może musiałeś to nadrabiać później? Wiemy już że do towarzystwa owszem, ale …

Spencer: Tak… Musicie pamiętać, że moi rodzice to nie tylko trenerzy metody Domana. To wykształceni terapeuci. Dlatego w naszej rodzinie PODŁOGA była SPOSOBEM NA ŻYCIE. I dlatego pełzaliśmy, czołgaliśmy się jako dzieci, ale i później, między czwartym a szóstym rokiem życia, kontynuowaliśmy nasz rozwój neurologiczny z pomocą pełzania i czołgania. 

Nie wszystkie dzieci rozwijają się tak samo. Niektóre przezwyciężają więcej trudności neurologicznych niż pozostałe. Na przykład było nas w rodzinie czworo, a dla dwojga „szczęśliwców” na przykład czytanie przyszło z łatwością. Ja byłem w pewnym sensie szczęściarzem, w wieku 3 lat czytałem bardzo bardzo dobrze, ale dla jednego z moich braci i dla mojej siostry, którzy mieli pewne zdarzenia, które wpłynęły na rozwój ich mózgu, więc wobec nich rodzice stosowali więcej pełzania i czołgania, żeby mogli się lepiej uczyć i lepiej czytać.

Ale tak, w sumie wszyscy dużo tego mieliśmy.

(…) w naszej rodzinie PODŁOGA była SPOSOBEM NA ŻYCIE. I dlatego pełzaliśmy, czołgaliśmy się jako dzieci, ale i później, między czwartym a szóstym rokiem życia, kontynuowaliśmy nasz rozwój neurologiczny z pomocą pełzania i czołgania. 

Teachyourbaby:   Miałam pytanie o to, czy w Twojej rodzinie były przykłady urazów mózgu. A więc to już wiemy.

A dalej chciałam pytać o to jak pomagałeś w ich rehabilitacji? Czy Twoja nauka była obciążona w wyniku zdarzeń?

Spencer: Nie powiedziałbym, że mój program nauki był obciążony z tego powodu. Powiedziałbym, że był wzbogacony, bo jeśli w rodzinie jest dziecko z urazem mózgu i potrzebuje ono bardziej intensywnej rehabilitacji, to jego rodzeństwo może na tym we wspaniały sposób zyskać. W pewnym sensie „spijają śmietankę” z tego co najlepsze, a zaprojektowane do wspomagania rozwoju neurologicznego ich brata lub siostry.

To akurat nie jest tyle moje doświadczenie z dzieciństwa, co bardziej z pracy w Doman International. Często doświadczamy, że bracia i siostry naszych podopiecznych z urazami mózgu, są wśród najbardziej inteligentnych, sprawnych fizycznie, dostosowanych społecznie dzieci, z którymi mamy do czynienia. To są zaradne, pewne siebie, wspaniałe osoby. A to dlatego, że „spijali śmietankę”, czyli to co najlepsze z intensywnego programu terapeutycznego rodzeństwa.

Ja osobiście, z pewnością dużo korzystałem przy okazji terapii mojej siostry Morgan. W bardzo młodym wieku, dwóch lub trzech miesięcy, chorowała na krztusiec. To niebezpieczny kaszel, którego małe dzieci już nie często dostają. Kiedyś była to bardziej powszechna choroba, ale niestety ona to przeszła w pierwszych miesiącach życia. To jest choroba, która czasem zagraża życiu, bo bardzo ogranicza możliwość oddychania, ale moi rodzice są mocno przekonani, że miało to wpływ na rozwój jej mózgu, przez ograniczenie oddychania i prawdopodobnie ograniczyło sprawność dostarczania tlenu do mózgu. 

Często doświadczamy, że bracia i siostry naszych podopiecznych z urazami mózgu, są wśród najbardziej inteligentnych, sprawnych fizycznie, dostosowanych społecznie dzieci, z którymi mamy do czynienia.

Dlatego rodzice, którzy wobec nas wszystkich intensywnie stosowali metody Domana, … muszę ich zapytać… kiedy rzeczywiście zauważyli jakiś problem rozwojowy… ale myślę, że w wieku pięciu lub sześciu lat to było już jasne. Bo w porównaniu do mnie, który nauczyłem się czytać w młodym wieku, ona w starszym wieku miała problemy z utrzymaniem wiedzy, podawanej jej w tak samo intensywny sposób. Pamiętam sytuacje z okresu kiedy siostra miała 8 lub 9 lat, a mama jednego dnia uczyła ją czegoś, a następnego nie było po tej nauce wspomnienia. Dosłownie jakby nie było w pamięci tego zdarzenia. Jakby tego nie było. To było bardzo dziwne.

Teachyourbaby: Widziałam takie rzeczy u moich uczniów (jestem nauczycielem).

Spencer: No tak, zdarza się. To potrafi być trudne. 

Niestety wiele dzieci, które z tym dorasta myśli, że są po prostu „głupie”. Mają zakodowaną myśl, że skoro innym dzieciom to wychodzi a mnie nie, to muszę być głupi. Bardzo często takie dzieci ciężko pracują. Bywa, że po jakimś czasie niepowodzeń się poddają, jeżeli okazuje się, że po prostu nie umieją się tak uczyć jak pozostałe dzieci. Jak się nad tym zastanowić, to serce pęka, bo one myślą, że to jest ICH WINA. Ale oczywiście nie jest.

Ale moi rodzice, od kiedy siostra miała sześć lat aż do dziesiątego roku jej życia, prowadzili z nią bardzo intensywny program. Przećwiczyli wszystkie metody znane z terapii. W wieku dziesięciu lat siostra czytała na poziomie starszych dzieci. Jej problem został całkowicie rozwiązany. Dziś ma dyplom z zarządzania non-profit. A więc te problemy nie wpłynęły na jej życie w sposób dalekosiężny. Ale myślę, że to dzięki wszystkim wysiłkom moich rodziców. Moja siostra sama tak mówi.

Teachyourbaby: A jak określiłbyś różnicę w stosowaniu metody do terapii dzieci z urazami mózgu i do nauczania i rozwijania dzieci bez tych problemów? Mówiłeś na przykład, że Twoja siostra przechodziła bardzo bardzo intensywny program, więc na przykład, czym różniły się Wasze programy? Wiem, mówiłeś, że uczestniczyłeś we wszystkim, ale co było dla Ciebie zbędne a potrzebne dla niej?

Spencer: Oczywiście jest różnica między tym co ja robiłem a co było dla niej. Ale to nie o to do końca chodzi. Chodzi o „stan umysłu” rodzica. Na przykład wobec dziecka typowego z neurologicznego punktu widzenia, jeśli postanowisz zrobić sobie dzień przerwy w nauczaniu: „Dziś się relaksujemy” nic się nie stanie.

Wydaje mi się, że dla rodzica dziecka z urazem mózgu, strata czasu to coś, dużo poważniejszego. To dlatego, że utrata dnia, tygodnia albo miesiąca, uzmysławia im rosnącą przepaść pomiędzy ich dzieckiem a rówieśnikami. 

Dlatego myślę, że chodzi o intensywność i sumienność, z punktu widzenia rodziców. Wiesz, to po prostu cięższa praca po stronie rodzica i dużo więcej wytrwałości.

Teachyourbaby: A czy możemy podpowiedzieć rodzicom jakieś sposoby zachęcania do pełzania i czworakowania. Może coś czego używali Twoi rodzice?

Spencer: Jasne.  Metodą numer jeden u nas w domu było czytanie. Myśmy czworakowali albo pełzali a mama chodziła wokół nas czytając książkę.

Generalnie, zawsze jak chcesz zaangażować dziecko w jakąś czynność fizyczna, to najlepsze co Ci może w tym pomóc, to zajęcie jego umysłu czymś innym. Czyli pomocne jest czytanie, opowiadanie zabawnych historii, zawsze działa.

(…) wobec dziecka typowego z neurologicznego punktu widzenia, jeśli postanowisz zrobić sobie dzień przerwy w nauczaniu: „Dziś się relaksujemy” nic się nie stanie.

Wydaje mi się, że dla rodzica dziecka z urazem mózgu, strata czasu to coś, dużo poważniejszego. To dlatego, że utrata dnia, tygodnia albo miesiąca, uzmysławia im rosnącą przepaść pomiędzy ich dzieckiem a rówieśnikami. 

Dla pełzania i czworakowania w szczególności, jest bardzo prosta metoda, ale dzieciaki ją uwielbiają. Kiedy czworakowaliśmy albo pełzaliśmy, rodzice stawali przed nami w rozkroku, o tak, a mu musieliśmy przechodzić pod nimi. Ale oni nagle zamykali przejście, a więc naszym celem było przejście tak szybko, żeby zdążyć zanim nogi zamknęły przejście. Jakby brama miała nas przytrzasnąć. Wiesz, dla dzieciaków to świetna rozrywka. „O nie! Zaraz mnie tata/mama schwyta nogami!” 

Takie proste zagrywki działają.

Czasami można działać z piłką. Na przykład granie w piłkę na czworaka, z bramką między nogami krzesła…

Z dziećmi proste gry potrafią bawić i to jest moim zdaniem klucz do sukcesu dla rodzica: jak zająć umysł dziecka w trakcie ćwiczenia fizycznego. Nie mówmy o czynności samej w sobie. Nie mówcie „oj, wiem, że to ciężka praca…” bo wtedy dziecko będzie się karmiło negatywnymi myślami i będzie traciło zapał.

Teachyourbaby: Dziękuję, to bardzo przydatne! Bo z mojego doświadczenia pełzanie i czworakowanie to najtrudniejsze elementy programu. Trudno dzieci – wszystkie dzieci – do tego zachęcić. 

A czy Ty uczęszczałeś do szkoły? Czy może byłeś uczony w domu?

Spencer: Trochę tego i trochę tego. Do szóstego roku życia, byłem wychowywany w domu. Moja mama realizowała ze mną program. Myślę, że mądrą decyzją moich rodziców było, że jeden dzień w tygodniu mój tata zostawał w domu (nie szedł do pracy) a mama go zmieniała. W efekcie przez cztery dni moja mama była z nami, a jednego dnia w tygodniu roboczym tata. Nazywaliśmy to „dniem taty”. Zostawał wtedy z nami w domu i realizował program. Możemy o tym więcej pogadać, ale to inna historia. 

… czekaj, jakie było Twoje pytanie? Zgubiłem się…

Teachyourbaby: Pytałam czy uczęszczałeś do szkoły. A dalej chciałam pytać jakie miałeś doświadczenia ze szkoły. Czy były normalne, czy nietypowe? Może przytoczysz nam jakieś ciekawe wspomnienia?

Spencer: Słuchaj, moje doświadczenia szkolne były wyjątkowo nietypowe. W wieku sześciu lat poszedłem do Instytutu Evan Thomas. To była prywatna szkoła w Filadelfii, która była zbudowana wokół programów mojego dziadka, choć jest lokalną szkołą w tym mieście. Byłem tam od szóstego do czternastego roku życia. Czyli tam kontynuowano moją edukację metodami dziadka. Uczyłem się też skrzypiec metodą Suzuki. Shinichi Suzuki to Japończyk, który stworzył nową szkołę nauki małych dzieci gry na skrzypcach. Ćwiczyliśmy w triatlonach. Mieliśmy biegi długodystansowe, gimnastykę. 

To zdecydowanie było wyjątkowe dzieciństwo. 

Występowałem w przedstawieniach sztuk Shakespeare’a. Co roku szkoła organizowała przedstawienia. Kto zna angielski, wie, że Shakespeare nie tylko jest jednym z najbardziej poważanych autorów anglojęzycznych, ale też jest to język na wysokim poziomie skomplikowania. A ponadto jest to język sprzed pięciuset-sześciuset lat.

To było świetne doświadczenie mojego dorastania. A potem szkoła skończyła się gdy miałem czternaście lat. 

Potem, podobnie jak moje rodzeństwo, pojechałem do szkoły za granicę na rok. Pojechałem do Meksyku, zamieszkałem z lokalną rodziną i uczyłem się hiszpańskiego i ich kultury. Wszyscy moi bracia byli w Meksyku, natomiast moja siostra pojechała do Włoch. Rodzice uważali że to ważne by dać nam szansę rozwoju i doświadczania innej kultury. Szczególnie mój tata uważał, że to ważne, ponieważ sam miał takie doświadczenie. O ile wiem, spędził około roku w Kolumbii i chciał nam zapewnić podobną możliwość.

Czyli po roku za granicą, gdy mieliśmy po piętnaście lat, byliśmy wysłani do uniwersytetu. Wiem, że mówię „wszyscy tak zrobiliśmy”, ale nasi rodzice dawali nam opcje do wyboru. Mogliśmy iść od razu do uniwersytetu albo iść drogą typową dla Amerykanów, czyli mogliśmy iść do liceum (High School). Mój najstarszy brat, moja siostra i ja wybraliśmy uniwersytet. Najmłodszy brat postanowił iść do Liceum, ale po roku stwierdził, że to dla niego żadne wyzwanie i postanowił jednak iść na studia.

Czyli w wieku piętnastu lat poszedłem na studia. Wiem, że to brzmi bardzo imponująco, ale dla mnie to nie było takie osiągnięcie. Uważam, że to zasługa moich rodziców, nie moja. Studia były już bardziej typowe. Najpierw zrobiłem licencjat a potem magisterium w nauczaniu małych dzieci. 

Zwykle w Stanach Zjednoczonych dzieci idą na studia w wieku osiemnastu lub dziewiętnastu lat. 

Teachyourbaby: To brzmi bardzo imponująco. 

Czyli jednak nie doświadczałeś tradycyjnej edukacji, bo, powiedzmy szczerze, studia, to jednak wyższy poziom niż szkoła podstawowa, czy nawet liceum. Obawiam się, że dzieci uczone metodą Domana mogłyby się nudzić w podstawówce. 

Spencer: Myślę, że pójście na studia było dobre dla mnie, bo przede wszystkim stanowiło to jakieś wyzwanie akademickie. Ponadto jest tam o wiele więcej swobody. Przynajmniej w amerykańskich uniwersytetach, studenci mają dużo swobody w tym, czego chcą się uczyć.

Teachyourbaby: W Polsce też. Bardzo mi się podobało na studiach, a wcześniej w szkole…

Spencer: … nie wydaje mi się żebym wiele stracił. Wiele osób mi to mówi. Więc.. 

Teachyourbaby: Tak… ja jestem nauczycielem i … też tak mówię .

Czy kiedykolwiek nie mogłeś sobie znaleźć miejsca wśród rówieśników? Na przykład moja córka w wieku czterech lat umie już czytać w kilku językach, woli bawić się ze starszymi dziećmi. Trudno mi jest wyobrazić sobie ją bawiącą się tylko z rówieśnikami. A jak Ty tego doświadczałeś w dzieciństwie?

Spencer: Często słyszę to pytanie. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek nie mógł się odnaleźć. 

Teachyourbaby: Domyślam się, że w Evan Thomas institute, większość dzieci była do Ciebie podobna. 

Spencer: Tak, owszem, ale ja miałem sporo kontaktu z innymi dziećmi poprzez różne aktywności w których uczestniczyłem. Na przykład sport, drużyny, kluby i tak dalej. Nie, nie przypominam sobie poczucia nieprzystawania. Może było tak, że dość wcześnie zdałem sobie sprawę, z tego, że są rzeczy o których mogę porozmawiać z innymi „domanowymi” dziećmi, a które mogłyby dla innych nie być aż tak interesujące, tylko dlatego, że nie miały z nimi styczności… ale nie, nie wydaje mi się żebym kiedyś czuł się zagubiony.

Teachyourbaby: Czyli nie miałeś problemów typu „umiem czytać a inni nie”?

Spencer: Nie. Chciałbym powiedzieć, że pierwszy raz kiedy zauważyłem większą różnicę między mną a innymi ludźmi, to było w wieku piętnastu lat, w uniwersytecie. Zdałem sobie z tego sprawę – i nigdy tego nie zapomnę – to było na kursie matematyki, który był dla mnie łatwy. Tymczasem obok mnie byli ludzie w wieku dwudziestu, a nawet trzydziestu lat (którzy zaczynali nowy kierunek), a ja byłem w stanie udzielać im korepetycji. Pomagałem im. I wtedy do mnie dotarło, że wygrałem los na loterii, dzięki wychowaniu w metodzie Domana. 

Teachyourbaby: Czyli to było pozytywne doznanie, a nie negatywne?

Spencer: Nie, nie było to złe… ale współczułem innym, np. jeżeli biedzili się żeby coś zrozumieć, to miałem poczucie, że nie musieliby tego tak przeżywać, ale że przeżywają bo dotąd nie byli uczeni w odpowiedni sposób. I naprawdę czasami im współczułem, szczególnie, że wielu z nich było bardziej pracowitych niż ja… pamiętam, że były tam kobiety, które już były matkami, samotnymi matkami, które wróciły na studia by zdobyć dyplom, miały dzieci… a ja myślałem „rety, chciałbym, żeby to było dla Ciebie łatwe, bo należy Ci się to”. Myślę, że w ten sposób uczyłem się empatii względem innych. 

Teachyourbaby: Dziękuję. Ciągle myślę o tym jak będzie odczuwać to moja córka. To na przykład nie jest typowe w Polsce, że ktoś mówi w tak wielu językach. 

Spencer: A czy Ty myślisz, że ona widzi różnicę między sobą a rówieśnikami?

Teachyourbaby: Myślę, że jeszcze nie, bo ma styczność z dziećmi, które też odbierają staranną edukację. Może nie domanową, ale na przykład mamy znajomą, która mówi do dziecka tylko po niemiecku. Ja nie za bardzo mówię po niemiecku, myślę że Maja mówi lepiej ode mnie, ale mamy regularne kilkugodzinne spotkania w języku niemieckim i jakoś się porozumiewamy. I tak czasami zastanawiam się co ona sobie myśli… na przykład na placu zabaw nie wychodzi pierwsza z inicjatywą kontaktu do innego dziecka. Trochę jakby nie wiedziała, w którym języku powinna do nich mówić. Chyba nie do końca rozumie że mieszkamy w Polsce, gdzie wszyscy mówią po polsku, nawet te dzieci, z którymi się spotykamy w celu rozmawiania w językach obcych…

Spencer: Ale to zabawne… Ale wiesz, to jest najlepsze w dzieciach, że nie muszą one rozmawiać w tym samym języku, żeby się ze sobą bawić. Jestem pewien, że to wykombinuje… 

Teachyourbaby: Jeśli mają szalone mamy potrafią się jakoś komunikować nie znając języka bo my np. mamy założenie że nie mówimy ani po angielsku ani po polsku…I ona sobie pewnie myśli: „W takim razie muszę mówić po niemiecku.”

Ale ja też się uczę, więc jest ok.

Następne pytanie: Jakbyś ocenił tradycyjną edukację: żłobek, przedszkole, szkoła? Pomyśl o sytuacji w której dziecko rozwijane od urodzenia metodami prawo-półkulowymiw wieku 3 lat trafia do żłobka?

Spencer: Czyli, żebym dobrze zrozumiał: pytasz mnie o moje zdanie na temat tradycyjnych metod edukacyjnych dla dzieci wychowanych na tych programach?

Teachyourbaby: Można tak to ująć, ale też jak wczesna edukacja tymi metodami wpływa na przyszłą naukę tradycyjną?

Spencer: Myślę, że przede wszystkim z punktu widzenia dziecka, przejście przez system szkolny staje się prostsze. Coś jakbyśmy torowali mu drogę. To akurat myślę, że jest pozytywne. Myślę, że jeżeli dzieciom się w jakieś dziedzinie powodzi, to to jest dla nich motywacją. Myślę, że np. jeżeli dziecko pierwszy raz idzie do szkoły i nagle matematyka jest trudnym przedmiotem, to wtedy zaczyna się uczyć, że to są trudne rzeczy, a ja sobie z nimi nie radzę dobrze. Zaczynają mieć uprzedzenia do samych siebie. Natomiast dzieci zawsze ciągnie do tego, w czym są dobre. To jest prawdą w przypadku większości dzieci. Niektóre oczywiście mają wielką wewnętrzną motywację i będą pracować nad zadaniami, ale większość dzieci, w zasadzie większość ludzi, sięga po to co przychodzi im z łatwością. Myślę, że jeśli poślesz dziecko do szkoły, gdzie odkryje, że wszystko jest łatwe, to wszystko będzie lubić. 

I to jest największa zaleta programu w moim przypadku. Zawsze lubiłem się uczyć. Nigdy nie miałem poczucia, że nie radzę sobie z czymś. Zawsze odkrywałem „o, ja to potrafię”. Myślę, że ponieważ wiedza łatwo mi wchodziła, to nie wahałem się przed odkrywaniem nowych dziedzin.

Tak więc, z perspektywy dziecka myślę, że to bardzo dobra rzecz. 

Myślę, że jeśli poślesz dziecko do szkoły, gdzie odkryje, że wszystko jest łatwe, to wszystko będzie lubić. 

Jeśli natomiast miałbym mówić o samej tradycyjnej edukacji, to uważam, że jest sporo problemów z systemem szkolnictwa. Myślę, że na poziomie żłobków i przedszkoli, w ogóle nie funkcjonuje świadomość jak inteligentne są małe dzieci. Nie mają pojęcia jak dobrze uczyć takie dzieci. Z akademickiego punktu widzenia nie wiem właściwie ile mogą osiągnąć. 

Natomiast od poziomu szkoły podstawowej, mam poczucie, że poziom edukacji zależy od samego dziecka. Jeśli jest to dziecko, któremu nauka przychodzi łatwo, które nie ma problemu z wysiedzeniem na krześle przez dość długi czas… to one poradzą sobie całkiem dobrze. Ale dzieci o większej aktywności, które lubi działać rękoma, albo dziecko z jakimiś problemami w uczeniu się… albo z jakiejkolwiek przyczyny mają problem z dopasowaniem się do idealnego modelu szkolnego, to mam wrażenie że tradycyjny system edukacji staje się o wiele bardziej problematyczny.

Dlatego mam wiele współczucia dla tych dzieci, a myślę że to będzie ok 40% dzieci, w każdym razie więcej niż ludzie myślą. Dla nich doświadczenia z systemem edukacji nie są szczęśliwym doświadczeniem. Jest to mozolne odliczanie rok po roku: kiedy ja wreszcie się od tego uwolnię! Uczenie się jest bez sensu, albo nieznośne jest siedzenie bez ruchu całymi godzinami. Wtedy nie mogą się cieszyć przedmiotami, których się uczą, czytanie sprawia im trudności, matematyka też… i tak dalej. Myślę, że w takim przypadku system szkolny jest fatalny.

Teachyourbaby: Znasz jakieś dzieci, które po nauce metodą Domana idą do szkoły, siedzą i słuchają o rzeczach, które już znają?

Spencer: Oczywiście. Tak, tak!

Teachyourbaby: Bo dokładnie tak jest w szkole.

Spencer: Większość dzieci po programie Domana jakie znam uczęszczały do normalnych szkół. Lubię o tym przypominać, bo ludzie często myślą, że moje doświadczenia edukacyjne są typowe dla metody Domana. Ale w przypadku większości dzieci, rodzice albo decydują się na domową edukację, albo wysyłają do szkoły. Wszystko zależy od sytuacji w jakiej znajduje się rodzina i jakie ma dostępne możliwości. 

Ale zobacz, w przypadku wielu dzieci uczonych metodą Domana, jest tak, że idą do szkoły i jest ona dla nich łatwa, bo zawczasu były odpowiednio motywowane. I można powiedzieć, że może dla nich szkoła nie jest aż tak stymulująca jak być powinna, ale z drugiej strony zwykle odnoszą tam sukcesy, a za tym idzie to, że lubią szkołę. 

Wiem, że wielu rodziców myśli, że wyślą dziecko do szkoły, a ono się tam zanudzi na śmierć i będzie nienawidziło się uczyć. Ale czy to możliwe? Pewnie możliwe, ale pamiętaj, że wiele dzieci i tak nie lubi szkoły i to niezależnie od tego czy były uczone metodą Domana czy nie. 

Z mojego doświadczenia: dziecko, które lubi się uczyć, autentycznie będzie sobie lepiej radziło w szkole. Dzieci po programie Domana nie mają wąskich horyzontów. Mają tendencję do bycia ciekawymi świata. Jeżeli trafiają na coś, co już znają, to myślą „ok, możemy to jeszcze raz przerobić, albo o tym pogadać.”

Teachyourbaby: Jak długo trwała Twoja edukacja metodą Domana w dzieciństwie? Ile Twoim zdaniem powinna trwać edukacja dziecka z urazami mózgu, a ile dziecka bez? Pytam, bo rodzice zwykle kończą gdy dziecko zaczyna czytać. Ja nie skończyłam. My zakończyliśmy etap kart, ale robimy inne rzeczy. A jakie jest Twoje doświadczenie?

Spencer: To jest właściwie trudne dla mnie pytanie, bo…

Wiem, że wielu rodziców myśli, że wyślą dziecko do szkoły, a ono się tam zanudzi na śmierć i będzie nienawidziło się uczyć. Ale czy to możliwe? Pewnie możliwe, ale pamiętaj, że wiele dzieci i tak nie lubi szkoły i to niezależnie od tego czy były uczone metodą Domana czy nie. 

Z mojego doświadczenia: dziecko, które lubi się uczyć, autentycznie będzie sobie lepiej radziło w szkole. Dzieci po programie Domana nie mają wąskich horyzontów. Mają tendencję do bycia ciekawymi świata. Jeżeli trafiają na coś, co już znają, to myślą „ok, możemy to jeszcze raz przerobić, albo o tym pogadać.”

Teachyourbaby: Czy Twoi rodzice zaczęli od pierwszych dni po Twoim urodzeniu?

Spencer: Na pewno zaczęli od razu. Z pewnością zaczęli jak tylko wyskoczyliśmy z brzucha 🙂 Rodzice od razu ruszyli do roboty. Na marginesie, mój bratanek urodził się w lutym, a ja zaraz po tym jak się pojawił zacząłem sprawdzać objaw Babińskiego. Od razu sprawdzam wiele innych rzeczy. To już jest taka filozofia życia. To jest sposób myślenia. 

Większość rodziców na świecie odlicza dziesięć palców swoich dzieci u rąk i nóg. I tak po porodzie sprawdzają czy wszystko z dzieckiem dobrze. A my sprawdzamy reakcje na światło, objaw Babińskiego, odruch Moro… i wszystko co się da. 

Ale wracam do tego dlaczego trudno odpowiedzieć na to pytanie. Nawet jak byliśmy już w szkole podstawowej, wykorzystywaliśmy metody Domana. Na przykład moja mama pisała na fiszkach słowa, których mieliśmy się nauczyć w szkole i prezentowała je metodą pojedynczych słów. I to miało miejsce nawet gdy mieliśmy po osiem, dziesięć, czy dwanaście lat. Czyli nadal uczyliśmy się na przykład słownictwa tą samą metodą, nawet jeżeli prezentacja dostosowana do naszego starszego wieku. Czyli zdecydowanie powinno się kontynuować. Nie wydaje mi się żeby trzeba było doprowadzić do tego by dziecko czytało i wtedy to uciąć.

Teachyourbaby: Wielu rodziców tak właśnie postępuje. Może uważają że osiągnęli cel.

Spencer: Tak, ale nawet jeśli dziecko nauczy się samodzielnie czytać to w mojej opinii jest to dopiero pierwszy krok. Bo wiele dzieci uczy się wcześnie czytać, ale nie umieją jeszcze SZYBKO czytać. Potrafią już czytać słowo po słowie, albo sylaba po sylabie, ale nie powinno się wtedy przerywać programu nauki czytania. Należy wtedy pokazywać pojedyncze słowa, bo to nauczy je czytać szybko. Natomiast jeśli dziecko czyta szybko, wtedy jego rozumienie tekstu się poprawia. Dlatego to jest takie ważne. 

Teachyourbaby: A propos czytania, kiedy Ty zacząłeś czytać? W wieku 3 lat, prawda?

Spencer: Zacząłem czytać…

Teachyourbaby: Mam na myśli kiedy w ogóle zacząłeś a kiedy było to już samodzielne czytanie?

Spencer: No więc technicznie rzecz biorąc czytałem w wieku niemowlęcym.

Teachyourbaby: Może kiedy zacząłeś się tym chwalić, chociaż trochę tak, że twoi rodzice już byli pewni, że naprawdę zacząłeś czytać?

Spencer: Nawet z niemowlętami, kiedy pokazujesz im pojedyncze słowa i masz ochotę zagrać z nimi w grę, to pokazujesz im dwie karty i pytasz gdzie jest słowo „LEARNING”… można się tak bawić w tym wieku. Myślę, że moi rodzice sprawdzali nas w tym wieku…. No, raz na jakiś czas. 

Nawet teraz, kiedy mój bratanek ma sześć miesięcy, moja mama pokazuje mu karty a on pokazuje że umie odróżnić słowa. 

Tyle odpowiedzi technicznej. 

Ale jeśli mówimy o czytaniu na przykład książeczek domowej roboty, to ja je czytałem w wieku trzech lat.

Teachyourbaby: A jaką pierwszą – nie domowej roboty – książkę czytałeś?

Spencer: Pamiętam pierwszą moją serię książek „The Hardy Boys”, to takie nazwisko. Takie detektywistyczne książki dla dzieci. Jak Scoooby-Doo. W każdym odcinku jest zagadka, którą detektywi próbują rozwiązać. To stare książki, z lat sześćdziesiątych. Rodzice mieli ich całą serię. To pierwsze książki jakie pamiętam, że czytałem tak naprawdę. Sam przewracałem strony itd.

Teachyourbaby: A jakie to jest uczucie, jak czytałeś? Czy to trochę jakbyś zgadywał? Pytam, bo kiedyś mąż zapytał córki: „Ty czytasz czy zgadujesz?” A ona odpowiedziała „Zgaduję”. A z drugiej strony ona w którymś momencie zaczęła naprawdę pokazywać, że czyta. Czyli jednak to nie była zgaduj zgadula.

Spencer: Może nie jestem szczególnie ciekawą osobą do tego wywiadu. Ze mną jest ten problem, że nie pamiętam jak się nauczyłem czytać. I to jest najbardziej zwariowane!

Teachyourbaby: No właśnie! Ona też nie pamięta! Nie pamięta nawet tych czerwonych kart.

Spencer: Pamiętam moje młodsze rodzeństwo przy nauce… ale ja nie pamiętam siebie. I są czasem takie rozmowy z ludźmi: pamiętasz jak to było w wieku pięciu-sześciu lat, jak uczyłeś się czytać… a ja nie mam pojęcia o czym oni mówią! Nie pamiętam kiedy uczyłem się czytać, nie pamiętam kiedy nauczyłem się matematyki… To miało miejsce w okresie bardzo wczesnego dzieciństwa, więc w czasie kiedy byłem w stanie budować jakieś wspomnienia, to te umiejętności już posiadałem.

Teachyourbaby: No to może z tej strony: jakie masz wspomnienia ze swojej pierwszej książki? Czy to było jak zgadywanie? Czy w ogóle pamiętasz co czułeś czytając? Bo wiesz, inni walczą. Litera po literze, łączą w słowa…

Spencer: Nie pamiętam nic takiego. Szczerze, nigdy nie było walki.

Teachyourbaby: Aha, ok…

Spencer: Może moi bracia i siostry by coś na ten temat powiedzieli…

Teachyourbaby: Naprawdę jestem ciekawa tego etapu „zgadywania”, nie czytania, tylko „zgadywania.”

A czy teraz dużo czytasz?

Spencer: Zależy co uważasz za „dużo”. Nie uznałbym się za czytającego bardzo dużo. Podejrzewam że bracia i siostra czytają więcej niż ja. Chyba u mnie to jest jedna-dwie książki miesięcznie. Więc pewnie pytanie co uważasz za „dużo”. Chyba głównie dlatego że bardzo dużo czasu przeznaczam na pracę. Dlatego większość czasu na czytanie mam wieczorem, a wtedy zwykle zasypiam w trakcie czytania. Chyba nie czytam tyle ile bym chciał.

Teachyourbaby: Czy Twoja mama pracowała… A czekaj, chyba już o tym mówiłeś… Mówiłeś, że ona pracowała jeden dzień w tygodniu, tak?

Spencer: Tak, pracowała jeden dzień w tygodniu jak byliśmy małymi dziećmi. Ale wydaje mi się, że jak mój najmłodszy brat miał sześć lat i poszedł do szkoły, mama wróciła do pracy na pełen etat. Do tego czasu to był jeden dzień w tygodniu.

Teachyourbaby: Wiem, ze oboje Twoi rodzice byli zaangażowani w uczenie metodą Domana. Czy oboje przygotowywali materiały?

Spencer: Tak, ale powiedziałbym, że mieli swój podział obowiązków. Mój tata był bardzo zaangażowany w fizyczną część programu. Nawet jak były jego dni pracujące, brał nas rano na biegi z aerobikiem. Często to on właśnie zajmował się tymi „fizycznymi” częściami programu. Mama zajmowała się bardziej tymi „intelektualnymi” zadaniami. Tak się podzielili obowiązkami. Tak się zdarza, rodzice dzielą się tematycznie.

Teachyourbaby: Odnoszę wrażenie, że nie ma podziałów. W mojej grupie głównie są mamy. Niektóre nawet narzekają, że ojcowie ich nie wspierają.

Spencer: Tak, bywa że ojcowie powinni być bardziej zaangażowani. Jakby ktoś chciał, to jest taki darmowy webinar, który nagrałem. Jest nakierowany szczególnie na ojców. Nazywa się „Pięć rzeczy, które ojcowie mogą zrobić, by doładować program Domana swoich dzieci” („Five things dads can do to supercharge thier Doman program”).

Teachyourbaby: Wydaje mi się, że to udostępniałam kiedyś… ale to już było dość dawno temu. Może powinnam to przypomnieć, teraz jest więcej osób w grupie.

Spencer: Tak…

Teachyourbaby: Czy myślisz, że rodzice pracujący mają szansę skutecznie prowadzić program Domana? Czy jest różnica w przypadku rodziców dzieci z urazami mózgu albo bez?

Spencer: W tej drugiej części pytasz czy ma to wpływ?

Teachyourbaby: Tak. Czy dorosły da radę pracując…

Spencer: Tak, to możliwe. Oczywiście to nie będzie tak duży program. Trzeba dostosować harmonogramy. Ale nawet wtedy, zawsze zachęcam pracujących rodziców, by prowadzili ten program. Nawet jeżeli to ma oznaczać robienie po troszku, ale systematycznie. Wierzę, że nawet małe ilości materiału to już duży zysk dla dziecka. Nawet nie chodzi o sam rozwój. To po prostu wprowadza piękny element wspólnej nauki do relacji dziecko-rodzic. No a przecież w weekendy jest więcej czasu i można zrobić coś więcej.

Jeżeli miałbym udzielić szybkiej odpowiedzi, to im więcej czasu ma rodzic na spędzenie z dzieckiem, tym lepiej. Ale niektórzy nie mają takiego wyboru. Jeśli nie, to powinni robić to co są w stanie robić.

Wierzę, że nawet małe ilości materiału to już duży zysk dla dziecka.

Teachyourbaby: Ja jestem pracującą mamą. Mam to szczęście, że jestem aktualnie na macierzyńskim, ale wcześniej, z moją pierwszą córką, pracowałam prawie dwa lata.

A jakie masz pierwsze wspomnienia o Glennie Domanie?

Spencer:

O! to jest dopiero pytanie!

Wow. Trudno mi powiedzieć, które wspomnienie jest najstarsze. Mogę mówić co pamiętam o nim, jako człowieku. Był bardzo kochającym dziadkiem. To mój osobisty punkt widzenia. Był kochający, delikatny i bardzo hojny dla swoich dzieci. Z tym poczuciem dorastaliśmy. Ale on był również zawsze gotowy do poważnych rozmów z nami – dziećmi.

Miał niesamowity szacunek do małych dzieci. Naprawdę szanował ich inteligencję. Pamiętam również, że największymi doświadczeniami jego życia był czas Drugiej Wojny Światowej. Pamiętam, że jako małe dziecko, szczególnie jako chłopiec, byłem bardzo tym zainteresowany. Zadawałem wiele pytań, a on mówił ze mną otwarcie. To oczywiście jest nietypowe dla ludzi, którzy przeszli przez trudne i traumatyczne doświadczenia, tak jak on. Jego losy przeprowadziły go przez pięć czy sześć krajów w Europie w czasie wojny.

Był bardzo otwarty. Zawsze było jasne, że nas bardzo kocha, ale też, że ma wobec nas wysokie oczekiwania. I tak na przykład, jeśli przychodziłem do niego i chwaliłem się jakimś osiągnięciem, czymś ze szkoły, to on zawsze mówił to samo: Jestem z Ciebie bardzo dumny, ale nie jestem zaskoczony.

Zawsze odbierałem to jako wielki komplement z jego strony. Wiecie, on był ze mnie dumny, ale wierzył w moje umiejętności. To był bardzo pozytywny sposób przekazania przesłania „jesteś dobry, ale działaj dalej, mam wobec Ciebie wysokie oczekiwania”.

To było bardzo pozytywne.

Teachyourbaby: Podoba mi się to.

A w czym Ty jesteś wyjątkowo dobry? Mówimy o edukacji, a Ty twierdzisz, że z niczym nie miałeś problemu. Mogłoby się zdawać, że jesteś dobry we wszystkim, ale może jest coś… może matematyka… nie wiem… coś w czym jesteś najlepszy.

Spencer: Czekaj, pytasz, czy w czymś NIE jestem dobry?

Teachyourbaby: Pytam o to w czym jesteś najlepszy.

Spencer: Najlepszy? O… mam wrażenie że to pytania pułapka, bo jak tylko powiem w czym jestem najlepszy, powiesz „o….”.

Teachyourbaby: No to powiedz co przychodzi Ci bardzo bardzo łatwo… Albo coś co było łatwe w trakcie Twojej edukacji.

Spencer: Powiedziałbym, że matematyka i języki wchodziły mi całkiem dobrze.

Ale teraz żeby trochę to zrównoważyć, przedmioty, które przychodziły mi z trudem: Nigdy nie byłem dobry w baseballu. No wiesz, taki popularny sport w Ameryce. Ale retrospektywnie zorientowałem się, że to dlatego, że nie miałem dobrego trenera. Ten który mnie trenował, był z tych, co mają swoich ulubieńców i im poświęcał uwagę. Nie umiał wziąć się za gracza, który nie był za dobry i go poprowadzić. I mniej więcej wtedy nauczyłem się tego jakie znaczenie mają sukcesy odnoszone przez dzieci. Kiedy pierwszy raz zainteresowałem się baseballem, w wieku ośmiu lat dość dobrze mi szło i miałem dobrego trenera. A kiedy miałem dziewięć lat, zrobiło się dla mnie trudniej, a trener nie pomagał mi, więc uznałem że jest mi trudno i nie grałem dalej. Znalazłem inny sport, piłkę nożną, która jest świetnym sportem i dobrze sobie w nim radziłem. Ale szybko do mnie dotarło, że jak dziecko nie czuje się w czymś dość dobre, to szybko zaczną szukać czegoś innego.

Teachyourbaby: A co z Twoimi umiejętnościami matematycznymi? Jak postrzegasz ilości, tak z perspektywy dorosłego (to jest pytanie zadane przez kogoś).

Spencer: Podoba mi się to pytanie, a to jest szczególnie fajnie ujęte pytanie w tym temacie. Osoba, które je zadała chce pewnie wiedzieć, czy jak zobaczę kartę z kropkami to czy nadal umiem powiedzieć ile jest kropek. To było pewnie pytanie o to, tylko w uprzejmy sposób.

To pytanie często się zdarza.

Szczerze mówiąc, nie wiem czy mam pojmowanie ilości, które różni się od innych ludzi. To też jest jedno z najbardziej interesujących mnie zjawisk zawodowo. Bo kiedy byłem dzieckiem, umiałem rozpoznawać ilości z biegu. Na przykład, kiedy byłem mały, a mama pokazywała mi kartę z 89 kropkami i drugą z 91 kropkami i pytała mnie, gdzie jest 89, to od razu wskazywałem poprawnie. Później, gdzieś po drodze, straciłem tą umiejętność. Nie wiem dlaczego. I to się powtarza u wielu dzieci, które dorastały na tym programie. Tracimy tą zdolność. Jeśli miałbym powiedzieć dlaczego tak się dzieje, to myślę, że chodzi o to, że później jest tak zmasowane oddziaływanie symboli numerycznych, a w życiu nie często ćwiczy się tą zdolność po zakończeniu ćwiczeń z kartami, to umiejętność zanika. Znam kilku rodziców, którzy kontynuują te ćwiczenia z dziećmi w wieku pięciu, sześciu lat, a te dzieci zachowują tą umiejętność. Stąd wnioskuję o przyczynach.

Ale jednocześnie, jako dorosły, nie jestem przekonany, że to dla mnie taka ważna umiejętność by postrzegać ilości. No bo jak często muszę spojrzeć na sześćdziesiąt siedem rzeczy i wiedzieć, że ich jest sześćdziesiąt siedem?

Dlatego zawsze powtarzam, że wczesna nauka pojęcia ilości jest bardzo ważna dla późniejszych sukcesów w nauce matematyki. Tak na marginesie, jest sporo badań, które to potwierdza. Zdolność widzenia ilości, nazywa się „wrodzonym zmysłem liczbowym”. Udowodniono na przykład, że dzieci, które do dziewiątego roku życia mają ten zmysł słabo rozwinięty, później gorzej radzą sobie z matematyką, w przeciwieństwie do rówieśników, u których jest on dobrze rozwinięty. Ponadto, nawet dzieci nie uczone metodą Domana, małe dzieci w wieku pół roku, maja tego typu zmysł ilości. Umieją zauważyć czy ilości są takie same czy różne. Dlatego jest to jeden z tych zmysłów, nad którymi należy pracować u dzieci i kontynuować ćwiczenia w miarę dorastania. Może nie cały czas z kartami, ale może z żetonami pokerowymi, albo innymi pomocami, by wzmacniać ten zmysł.

(…) wczesna nauka pojęcia ilości jest bardzo ważna dla późniejszych sukcesów w nauce matematyki.

Ale obecnie nie wydaje mi się żebym miał silniejszy zmysł liczbowy, ale moje zdolności matematyczne są zdecydowanie lepsze niż przeciętnego człowieka. Jestem tym, do którego przychodzą współpracownicy jeśli się nad jakimś problemem biedzą i mówią: Spencer, policz to dla mnie. Mi to po prostu przychodzi szybciej niż innym.

Teachyourbaby: Wydaje mi się, że to ważne. Rozumiem co miał na myśli autor pytania, ale tu nie chodzi o liczenie kropek, ale o zdolności matematyczne. A wiem, że wielu uczniów boryka się z matematyką w szkole.

Spencer: Dokładnie.

Teachyourbaby: Wiem, że mówisz po hiszpańsku. A czy znasz inne języki?

Spencer: Tak, dość dobrze mówię po włosku. Włoski i hiszpański to moje dwa najlepsze języki obce. Powiedziałbym że znam te trzy języki: angielski, hiszpański i włoski. Znam troszkę japońskiego. Uczono mnie tego w dzieciństwie, ale nie mam zbyt wielu okazji by go używać w życiu. Więc znam podstawowe wyrażenia i takie tam. Poza tym uczyłem się czytania hebrajskiego i rosyjskiego, ale nie znam tych języków na tyle dobrze, by rozmawiać w nich. Mogę tylko czytać.

Teachyourbaby: Ja też mówię po włosku. Może przeprowadzimy wywiad po włosku?

Spencer: Dobra, zróbmy resztę po włosku. Jestem pewien, że słuchacze się ucieszą!

Teachyourbaby: A czy Twoja znajomość włoskiego i hiszpańskiego to wynik wczesnej edukacji? Na przykład w programie czytania? Czy może uczyłeś się ich później? Albo z japońskim później szło Ci łatwiej?

Spencer: Moi rodzice uczyli nas włoskiego i japońskiego. Także włoski był jednym z moich wczesnych języków razem z japońskim. Rodzice wybrali japoński, bo mieli wielu współpracowników, którzy mówili w tym języku i mogli pomóc w rozwijaniu tego programu. To zawsze pomaga, jeśli ma się pomocników dla których język jest rodzimy. Natomiast hiszpańskiego uczyłem się jako nastolatek, w wieku czternastu lat, jak pojechałem do Meksyku.

Teachyourbaby: Myślę, że jak ktoś zna włoski, hiszpański powinien być łatwy. Ja rozumiałam 80% bez uczenia się go.

Spencer: Dokładnie. Dlatego mówię ludziom, że ja z kolei rozumiem 80% portugalskiego, bo znam włoski i hiszpański…

Teachyourbaby: Ktoś mówił mi, że jeszcze tak jest z francuskim, że należy do tej grupy języków.

Spencer: Dokładnie. Nie ulega wątpliwości, że im więcej ktoś zna języków obcych, tym łatwiej mu przychodzą następne.

Teachyourbaby: I myślę też, że pomaga to, że się jest gotowym, by nie rozumieć wszystkiego. Przy nauce drugiego języka, jeśli czegoś nie rozumiałam, to się blokowałam. Ale teraz, nie znam jakiegoś języka ale jakoś udaje się komunikować! Nie wiem jak.

W odniesieniu do nauki języków obcych we wczesnym wieku, są sprzeczne opinie. Niektórzy uważają, że bardzo wczesna edukacja tworzy pewien problem, bo dzieci nie są świadome istnienia różnych języków i te języki im się mieszają… Oj, to jest długie pytanie… mamy przykład dwuletniego chłopca, który miał regularną naukę czytania po polsku i trochę nieregularnie po angielsku. Obecnie chłopiec mówi w rodzimym języku bardzo płynnie jak na swój wiek, ale też bardzo wyraźnie domaga się tłumaczenia słów i zwrotów na język angielski. Wydaje się, że wykształcił sobie bardzo jasne rozróżnienie języków. A jakie są doświadczenia z programu Domana w odniesieniu do dzieci wielojęzycznych? Czy zaobserwowaliście rozwój tego typu świadomości?

Czy może Ty sam, jako dziecko, czy widziałeś różnice między japońskim, włoskim a językiem Twoich rodziców? Wiem, że jest okres mieszania języków…

Spencer: Tak, pogadajmy o tym.

Wydaje mi się, że jest sporo mitów wokoło małych dzieci i języków obcych, którymi straszy się rodziców, a które są zupełnie nieprawdziwe.

Jednym z nich jest to, że dzieciakom mieszają się języki. Rodzicom wmawia się, że spowoduje to zamęt. Mam poczucie, że to bardzo negatywny sposób opisywania tego, jak dziecko doświadcza języka.

Przede wszystkim, i to jest wiedza powszechna, małe dzieci dużo szybciej uczą się języków. Dlatego, szczególnie dzieci, które dorastają w środowisku wielojęzycznym, często łączą języki. Na przykład trochę polskiego i trochę angielskiego razem. Na przykład ja, w dzieciństwie mówiłem „mamo, chcę pooglądać televisione”. Czyli mówiłem telewizja, po włosku. W moim domu uważało się to za powszechne. Ale wielu dorosłych, mam wrażenie, myśli wtedy „O nie! Dziecku się pomyliło!”, wiesz, jakby zostało skrzywdzone na zawsze. Ale przede wszystkim pamiętajmy, że dzieciaki są mistrzami związków przyczynowo-skutkowych. Dlatego jeżeli dziecko odkryje, że rodzice rozumieją oba te języki, to myśli sobie: mogę pływać między jednym a drugim i nie ma z tym problemu. Ale tak jak wcześniej rozmawialiśmy o Twojej córce, która pójdzie do innego dziecka i zacznie rozmawiać po niemiecku, bo myśli, że wszyscy mówią i po polsku i niemiecku. Ale jestem pewien, że jakbyś zostawiła ją z ludźmi mówiącymi tylko po polsku, to po tygodniu mówiłaby tylko po polsku do nich. Szybko by załapała „aha, tu są takie zasady, że oni nie rozumieją tych słów, to ja ich nie będę używać”.

Dzieciaki są świetne w takich sprawach. Ale my patrzymy na ich niewinność i myślimy „pomieszało im się.” Na pewno nie.

Teachyourbaby: Dzieci po prostu mówią pierwsze słowo, które im przychodzi do głowy. Dlatego ja udawałam, że nie rozumiem po polsku, aż moja córka nie osiągnęła wieku trzy lata i trzy miesiące. To było dla niej wyzwaniem. Udawałam, całkowicie ignorowałam polski. Mówiłam: nie rozumiem cię. Musiała się postarać.

Spencer: Czyli odpowiadałaś tylko jeśli powiedziała coś po angielsku?

Teachyourbaby: Tak, tylko. W przeciwnym wypadku ignorowałam. Teraz jej pomagam, bo jej zasób słownictwa jest niesamowity. Natomiast jej tata, zawsze jej pomagał, tak mi się zdaje.

Na przykład był okres, że angielskie „yesterday” przychodziło Mai do głowy szybciej niż polskie „wczoraj.” W rozmowie z tatą czuła że to nie po polsku, ale powiedziała „yesterday?” a on jej podpowiedział po polsku. Ale jeśli powiedziała do mnie „wczoraj”, to ja reagowałam: „O co chodzi?” Albo wręcz całkowicie ją ignorowałam… ale to było możliwe do trzeciego roku życia i trzech miesięcy. A teraz jej muszę pomagać. Ale myślę, że to niewiele zmienia, ale chyba jedną zaletą jest to, że ona czuje, że jej pomogę. A mimo to ona ciągle komunikuje się ze mną po angielsku.

Później, nie tak dawno temu, było kilka zdań do mnie po polsku, ale kilka dni później nagle zaczęła mówić dobrze po włosku. Nie wiem, jakiś kryzys a potem nagle włoski. I teraz chce godzinami gadać po włosku. Trochę po angielsku, ale bez polskiego. Cóż, czasami wzloty i upadki.

Ok, mamy dziesięć pytań do końca. Odpowiedziałeś już na dwadzieścia sześć.

Czy z perspektywy dorosłego uważasz, że któreś z programów, które przerabiałeś, były zbędne? Czy Twoim zdaniem wszystkie były potrzebne?

Spencer: To dobre pytanie. Moja odpowiedź brzmi: nie, nic mi nie przychodzi do głowy. Ale muszę przyznać, że nie wiem co odegrało największą rolę w moim rozwoju, a co nie. Chyba nawet moi rodzice mieliby z tym problem, nie mówiąc już o mnie jako dziecku. Nie miałem tej samoświadomości, która pozwoliłaby na stwierdzenie co mi jest pomocne a co nie. Skracając odpowiedź: nie, myślę, że praca nad wszystkimi aspektami była czymś pozytywnym.

Teachyourbaby: A czy kontynuujesz teraz jakieś części programu? Może coś z fizycznych spraw? Może czworakujesz, pełzasz? Ćwiczenie oddechu? Bieganie?

Spencer: No tak… właściwie to POWINIENEM poćwiczyć czworakowanie i pełzanie, bo to fantastyczne. Nie tylko dla rozwoju mózgu, ale jako generalne ćwiczenie zdrowotne. Ale nie, nie wykonuję tego. Za to biegam. Ćwiczę biegi aerobowe. Czytam… ale nie, ćwiczeń oddechowych czy pełzania i czworakowania nie robię.

Teachyourbaby: A co mógłbyś polecić dorosłym i starszym osobom jako ćwiczenia codzienne?

Spencer: U, dobre pytanie. Myślę, że pierwsze co się nasuwa to wszelkie aerobowe ćwiczenia. Bo za każdym razem kiedy…

Ale tak przy okazji… kiedykolwiek mówimy o ćwiczeniach to rozróżniamy aerobowe i anaerobowe. Anaerobowe ćwiczenia to takie, w których Twoje ciśnienie wskakuje na pewien poziom, i to może być bardzo dobre na przykład dla budowania masy mięśniowej, ale aerobowe ćwiczenia, w których starasz się by tętno nie przekroczyło pewnej wartości, są idealne by zapewnić odpowiednią ilość powietrza dla mózgu. Czyli ćwiczenia aerobowe są bardzo pożyteczną rzeczą. Jeśli możecie je robić na co dzień, albo prawie codziennie, to jest wspaniała sprawa.

Poza tym kwestie żywieniowe, to nasz numer dwa, za aktywnością fizyczną. Tak, trzeba jeść ze świadomością tego co spożywamy.

Teachyourbaby: Tak, to jedno z kolejnych pytań: czy Twoja rodzina przestrzegała zdrowej diety? Na przykład czy unikaliście cukru?

Spencer: O, tak. Tak. Jako dziecko jadałem bardzo mało cukru.

Teachyourbaby: Mało? Czyli nie że w ogóle?

Spencer: No tak, mało. Nie żebyśmy nigdy nie jadali. Wiesz, na specjalne okazje, czy nawet w weekendy, zdarzały się łakocie. Ale na co dzień? Nie. Absolutnie nie. I jako dziecko, miałem świadomość, że jest wiele produktów, których się u nas w rodzinie nie je. Na przykład gazowane napoje. Nigdy ich nie pijaliśmy. Czyli były pewne produkty, po których poznawałem, że my inaczej postępujemy. Ale również nie było produktów mlecznych w moim domu. Czyli na przykład pijaliśmy mleko ale nie pochodzące od zwierząt.

Teachyourbaby: I cała rodzina tego przestrzegała? Bo na przykład mój mąż żyje na Mc Donaldach itd. a ja z córkami mamy dietę. Powtarzam, że mój mąż uzależniony od niezdrowego jedzenia.

Spencer: Rozmawiałem z kimś ostatnio na temat małych dzieci, które grymaszą przy jedzeniu. Wiesz co mam na myśli?

Teachyourbaby: Tak. Nie jedzą wszystkiego tylko…

Spencer: Tak, więc, taka ciekawostka. Jak się spojrzy na historię, przed 1940r. nikt nigdy nie pisał, że dzieci grymaszą. Wtedy było całkiem odwrotnie. Mówili wtedy „dzieci zjedzą wszystko, dorośli mają bardziej wymagające gusta, ale dziecko zje wszystko”. Zdaje się, że mocne ograniczenia diety dzieci, to raczej współczesny problem. To kwestia dzisiejszego świata. Jest wiele powodów tego. Marketing produktów żywieniowych skierowany na dzieci to jeden z nich. Myślę też, że współcześni rodzice też miewają opory z dyscyplinowaniem dzieci np. w stylu „nie, jesz to co masz na talerzu”. Ale myślę,  że konsumpcja cukru jest dużym problemem. Dzieci, które wyrosły na dietach zawierających cukier, mają uwarunkowane poczucie smaków.

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek jako dziecko powiedział rodzicom „nie, nie zjem tego. U nas było „jesz to co dostałeś na talerzu”.

Teachyourbaby: To nie tylko kwestia tego, czy rodzic będzie konsekwentny wobec dzieci. Cała rodzina musi być.

Spencer: Jasne. Bo na przykład, jeżeli ojciec je w McDonaldzie…

Teachyourbaby: … ale to jest ok, póki nie da moim córkom tego jedzenia. A on to je, tak, żeby dzieci nie widziały. Mam na myśli dziadków… wiesz, muszę im grozić, że jeżeli dowiem się o słodyczach to nigdy więcej się z Mają nie zobaczą. Coś w tym stylu. Ja tak postępuję i moje dzieci nie jedzą słodyczy.

Spencer: Mój dziadek miał takie powiedzenie dla rodziców: dziadkowie są albo największym błogosławieństwem lub przekleństwem. Dopowiadał: sam jestem dziadkiem, ale taka prawda. Niestety jeśli chodzi o żywienie, to dziadkowie są najczęściej największymi przeciwnikami rodziców.

Teachyourbaby: A czy teraz przestrzegasz jakiejś konkretnej diety?

Spencer: W zasadzie to tak. W dużej mierze przestrzegam diety bezglutenowej. Zacząłem w 2013 roku, po przeczytaniu książki tenisisty Novaka Djokowica „serwuj aby wygrać”. Jest tam o diecie, której sam przestrzega i ja się do tego dostosowałem. To była dla mnie duża odmiana. Zrzuciłem sporo na wadze, przeszły mi bóle kolan. Czuję, że mam sporo więcej energii.

Czyli, jak jestem w „dobrej formie” to pilnuję diety bez glutenu i cukru. Ale przyznaję, że zdarza mi się złamać zasady. Ale dla mnie pewien ideał to dieta bezglutenowa i bezcukrowa.

Moja żona natomiast namówiła mnie na wegańskie dni tygodnia, czyli teraz mięsa jadamy w weekendy. Ale to nie tylko zdrowotna sprawa, raczej chodzi o sprawy ochrony środowiska, no i nowość w naszym domu.

Teachyourbaby: A czy Ty, lub Twoje rodzeństwo, mieliście diety eliminacyjne? Czy wtedy uwzględniano to w programach? Wiemy już że nie jedliście nabiału i cukru… coś jeszcze? Była jakaś dieta eliminacyjna?

Spencer:

Zdecydowanie, dieta bezglutenowa i bezcukrowa to z pewnością jest dieta eliminacyjna. Dorastałem w latach 90tych, a wtedy nie było świadomości, że gluten może być problemem dla niektórych dzieci. Gdyby tak było, to pewnie rodzice by eliminowali gluten. Ale o ile pamiętam, to zakaz dotyczył cukru i nabiału… a! no i sztucznie przetwarzanych produktów żywieniowych. Słodziki, barwniki, tego typu rzeczy były surowo zakazane.

Teachyourbaby: No to wróćmy do sportu. Jaką masz opinię na temat sportu? Wiemy, co Glenn Doman sugerował dla noworodków, a co dla, na przykład, czterolatków. A co myślisz o bardziej profesjonalnej karierze sportowej? Powiedzmy takiej, która zaczyna się w wieku pięciu lat? Jaki sport warto rozważyć?

Spencer: Mocno wierzę w zalety sportu. Nadal ćwiczę rekreacyjnie. Uprawiam dwa, właściwie trzy różne sporty. To mój sposób na pozostawanie aktywnym, ale też, wiesz, kontakty międzyludzkie. Gram w drużynie amerykańskiego footballu i uprawiam dwa irlandzkie sporty: hurling i football gaelicki. Moja żona też gra w te 3 sporty.

Ale w zasadzie dla dziecka nie polecałbym żadnego konkretnego sportu. Myślę, że rodzice powinni zapewnić dziecku poznanie różnych sportów i pozwolić, by to one wybrały, który z nich jest dla nich najlepszy.

Naprawdę jestem przeciwnikiem filozofii, w której rodzice podejmują decyzje za dzieci i je w tych decyzjach „zniewalają”. Na przykład, jeśli ktoś powie, że „moje dziecko będzie grało w piłkę nożną i tak będzie”.

Tak przy okazji, a być może niektórych rodziców to zaskoczy, są badania przeprowadzone wśród sportowców. W amerykańskim footballu, który jest najbardziej popularnym sportem w Stanach Zjednoczonych, średni wiek zawodników podejmujących ten sport, to 14 lat. Dotyczy to profesjonalnych graczy. Ale dalej, stwierdzono, że te dzieci ćwiczyły wiele innych sportów: baseball, piłkę nożną, ćwiczyli gimnastykę itd. Dzieci, które ćwiczą różne sporty zdobywają sportowe osiągnięcia i zaczynają zdawać sobie sprawę, jakie mają pasje. Dalej to one decydują co chcą robić.

Taką właśnie radę mam dla rodziców: niech dają dzieciom wiele możliwości ćwiczenia różnych sportów, a potem niech pozwolą dziecku wybierać co ich pasjonuje.

Teachyourbaby: Czy to samo dotyczy gry na instrumentach muzycznych? Czy należy dzieci zachęcać do poznawania różnych instrumentów, żeby później …

Spencer: Problem w tym względzie polega na tym, że instrumenty są drogie. Może to śmieszne… ale gdybym był rodzicem, to pewnie zorientowałbym się jakie opcje są dostępne w moim otoczeniu. Na przykład zorientowałbym się czy jest jakiś dobry nauczyciel w pobliżu i na tej podstawie wybrałbym instrument. To dlatego, że nauczanie gry na instrumencie przez rodzica bez tych umiejętności, to trudne, w zasadzie niewykonalne zadanie. Trzeba wybrać kogoś, kto umie nauczyć gry na instrumencie. Moi rodzice wybrali skrzypce metoda Suzuki, bo taki nauczyciel był w naszym otoczeniu.

Ale nie wydaje mi się, że w kwestii gry na instrumentach da się przerzucać na różne gdy tylko dziecko uzna, że jeden czy drugi jest za trudny.

W zasadzie uważam, że warto pokazać dziecku, że w życiu są pewne sprawy, których warto się trzymać…

Teachyourbaby: … ale można potraktować instrumenty jako „bity”.

Spencer: No tak, możesz zapewnić dziecku możliwość słuchania różnych instrumentów. Można w ramach programów słuchowych zapoznawać je z różnymi instrumentami. Ale jak już zaczynasz wydawać na naukę pieniądze, to jest to pewna klamka, która zapadła.

Teachyourbaby: Jakbyś miał wybrać jeden program, który jest najbardziej pożyteczny dla dzieci bez urazów mózgu, który byś polecił?

Być może ktoś nie jest w stanie robić wszystkich programów.

Spencer: Zdecydowanie wskazałbym program czytania. Nawet nie muszę się nad tym zastanawiać. Natomiast następny w kolejności wskazałbym wiedzę encyklopedyczną, bo to po prostu jest taka dobra zabawa. Myślę, że to bardzo przyjemne wprowadzenie w naukę dla dzieciaków. Ale zdecydowanie program czytania na pierwszym miejscu.

Teachyourbaby: Pomagasz rodzicom maksymalizować potencjał ich dzieci… a gdybyś miał własne dzieci, to czy robiłbyś z nimi wszystkie programy?

(…) zdecydowanie program czytania na pierwszym miejscu.

Spencer: Oczywiście. Nawet się nie zastanawiam.

To jest sposób na życie.

Wiesz, ten program nie powinien być traktowany jak dieta. Nie powinniśmy podchodzić do tego w stylu „musimy to robić”. Jeśli takie macie odczucia, to znaczy, że…

Teachyourbaby: … moja dieta jest częścią mojego życia… wiesz, nie wyobrażam sobie żebym miała jeść McDonalda.

Spencer: … zgadza się… czyli to powinno być jak styl życia. A jeśli nie masz tego poczucia, jeśli nie jest to naturalną częścią życia Twojej rodziny, to może warto przewartościować sprawy? Może na przykład robicie za dużo? Może trzeba zmniejszyć skalę działań? Może trzeba wybrać jedną rzecz i robić ją systematycznie. To powinno być takie poczucie jakbyście byli „Domanową rodziną” i to jest to co się w tej rodzinie robi.

Teachyourbaby: Ostatnie pytanie z tej serii,  a potem może znajdziemy jeszcze czas na trzy inne.

To chyba będzie stanowiło wyzwanie.

Gdybyś, z całą swoją wiedzą, mógł znowu stać się dzieckiem, co zmieniłbyś, lub dodał do wczesnych metod Domana?

Spencer: Wow, fantastyczne pytanie! Masz bardzo kreatywnych czytelników, Aga.

Wow, chyba trafiony zatopiony! Mam poczucie, że powinienem mieć jakąś odpowiedź na to pytanie, bo w ostatnich latach mieliśmy pewne odkrycia, rzeczy, których wcześniej nie znaliśmy. Tylko, że staram się wymyśleć coś, czego wyraźnie brakowało w moim dzieciństwie.

Nic mi nie przychodzi do głowy. Ale zróbmy tak, kontynuujemy, a jak mi coś się nasunie, to wrócimy do tego pytania.

Teachyourbaby: Kolejne pytania były poza listą, bo nie dotyczą bezpośrednio Twojego doświadczenia, ale prosili by je zadać.

Co jest kluczem do realizowania programu Domana z dziećmi z zespołem Downa?

Spencer: Jaka jest kluczowa sprawa?

Teachyourbaby: Tak… czy jest jakieś szczególne zalecenie w odróżnieniu od innych dzieci?

Spencer: Szczerze mówiąc, kluczowe jest by robić tyle programu ile się da. Powodem jest to, że o ile zespół Downa jest schorzeniem genetycznym, o ile dzieci te odróżniają się na poziomie genetycznym, to właśnie ich rozwój neurologiczny jest tym, co sprawia im w życiu najwięcej problemu. Dobra wiadomość jest taka, że możemy się odnieść właśnie do problemów neurologicznych.

Dla dzieci z zespołem Downa, powinno się prowadzić pełny zakres programowy. Także dzieci te potrzebują programu żywieniowego, programów fizycznych, kognitywnych, oddechowych (który nazywamy natlenianie metodą Domana).

Dla tej rodziny polecałbym kurs metody Domana online. Uważam, że jest niezbędną podstawą dla rodziców dzieci z problemami rozwojowymi.

Jestem przekonany, że ich dziecko potrzebuje wszystkiego po trochu.

Teachyourbaby: Czy patterning jest bezpieczny dla dzieci z porażeniem mózgowym i padaczką? Czy patterning może wywołać atak?

Spencer: Absolutnie nie. Absolutnie nie! Patterning jest bardzo bezpieczny. Był używany przez sześćdziesiąt lat, z dziesiątkami tysięcy dzieci. To bardzo bezpieczny program. Nie jestem w stanie powiedzieć o jakichkolwiek efektach ubocznych. To jeden z naszych najstarszych i najbezpieczniejszych programów.

Teachyourbaby: Czy jest sens prowadzić patterning jednoosobowo, jeśli nie ma możliwości udziału trzech osób?

Spencer: Myślę, że dałoby się jakoś wykonać patterning z dwójką osób, choć jego jakość nie byłaby optymalna. Ale nie da się robić patterningu w jedną osobę. Tak jest dlatego, że musisz mieć co najmniej dwie osoby, by pracować nad obiema połowami ciała. To jest ćwiczenie, które wymaga stymulowania obu półkul mózgu jednocześnie, więc potrzeba co najmniej jednej osoby po każdej stronie ciała. Czyli nie, nie da się tego prowadzić jednoosobowo.

Teachyourbaby: Słyszałam o rodzinie, w której po rekomendacji Jordan, dwie osoby – matka i ojciec – prowadziły patterning i to pomogło.

Spencer: Tak, absolutnie.

Teachyourbaby: Jak stymulować rozwój wzroku, który nie ma wad fizycznych? To pytanie nadal dotyczy dziecka z porażeniem mózgowym i epilepsją. Czyli jego wzrok nie ma wad fizycznych, ale rodzice nie wiedzą ile dziecko widzi, bo są jakieś braki w substancji białej mózgu.

Spencer: Zdecydowanie zalecałbym prowadzenie stymulacji odruchów źrenicy dla tego dziecka.

Na marginesie, jeśli rodzice chcą więcej informacji, to mogą sięgnąć po książkę „Jak mądre jest Twoje dziecko” („How smart is your baby”).

Jest tam mowa o stymulowaniu światłem wzroku dzieci, ale może to być też wykorzystane do stymulowania dzieci z ograniczeniami wzroku. Opisano tam odruchy związane ze światłem, oraz używanie kontrastowych i kolorowych obrazków, ale to wszystko zależy od stopnia ograniczenia widzenia przez dane dziecko. Ale zdecydowanie zalecałbym dla tego dziecka stymulowanie odruchów źrenicy.

I znowu, zachęcałbym do kursu online, w przyszłości.

Teachyourbaby: Stymulacja odruchów źrenicy to ta pierwsza podstawowa metoda?

Spencer: Tak. Używa się latarki by stymulować źrenicę do reagowania na światło. To jest najbardziej podstawowa zdolność związana ze wzrokiem.

Teachyourbaby: Ok, a ostatnie pytanie będzie ode mnie… mogę?

Spencer: Jasne… ale Aga, czy zanim przejdziemy do ostatniego pytania, to moglibyśmy wrócić…

Teachyourbaby: Do tego pytania o powrót do wieku dziecięcego?

Spencer: Tak, bo właśnie mi przyszło do głowy. W zasadzie nie tyle jest to odnośnie mojego doświadczenia z dzieciństwa, co bardziej dla innych dzieci.

Myślę, że jedną rzeczą, której wiele rodziców nie rozumie, jest to, że stawianie dzieciom wyzwań jest bardzo dla nich ważne. Dzieci potrzebują wyzwań by się z nimi zmierzyć. Dorośli mają takie wyobrażenie, że dzieci są kruchymi istotami. Że trzeba ich nieustannie bronić. Dzieci, na wiele sposobów, są dokładnie przeciwieństwem „kruchych istot”. Są „anty-kruche”. To jak z układem immunologicznym, który staje się silniejszy poprzez wyzwania, które go spotykają. Z dziećmi jest podobnie. Oczywiście nie mówię o traumatycznych doświadczeniach. Oczywiście musimy dzieci chronić przed niebezpieczeństwami i traumami. Ale odnoszę wrażenie, że większość czasu rodzice ciągle się o dzieci martwią. Myślą, że muszą dzieci chronić przed tym strasznym, niebezpiecznym światem. Tymczasem dzieci mają wrodzony instynkt przetrwania.

Wiele obecnych badań, nie wiem czy w Polsce też, ale w Stanach na pewno, pokazują że dzieci maja problemy z emocjami, są nadpobudliwe. Bardziej niż kiedykolwiek w historii. I wszyscy dociekają dlaczego tak jest? Przecież żyjemy w bezpieczniejszym, bardziej dostatnim świecie niż to było w przeszłości? Więc dlaczego dzieci mają takie niepokoje? Czyżby miały więcej zaburzeń? Czemu są częściej na lekach?

Myślę, że to z powodu rodziców, którzy myślą, że ich zadaniem jest nie dopuścić by dzieci odczuwały niepokój. Dla przykładu, jeśli jesteś rodzicem i idziesz z dzieckiem ulicą, a z naprzeciwka nadchodzi pies, a Twoje dziecko boi się psów. Wielu rodziców weźmie dziecko na ręce i przejdzie na drugą stronę ulicy, bo dziecko się boi. Na wiele sposobów to jest najgorsze co możecie zrobić. Dziecko uczy się wtedy reguły, że psy są straszne i muszą być niebezpieczne, bo mama bierze mnie na drugą stroną ulicy by ich uniknąć. Czyli postępując w ten sposób wzmacniacie niepokoje Waszych dzieci. Uczycie dzieci iść przed życie z myślą „to jest niebezpieczne i to też i to też… bo rodzice mnie przed tym chronią”.

A więc rodzice, to bardzo ważne, by umożliwić dzieciom konfrontację z różnymi czynnikami. Oczywiście nie mówię o wrzucaniu dziecka do basenu, jeśli boi się pływać. Ale musicie dawać dzieciom wyzwania społeczne, by mogły wzmacniać się i mogły dalej stawiać czoła wyzwaniom. W przeciwnym razie, dzieci będą się stawały coraz bardziej niespokojne pod wpływem wyzwań.

Myślę, że to jest coś, czego wiele rodziców, nawet rodziców „domanujących”, nie rozumie.

Myślę, że ten problem potęgują media. Na przykład, wielu rodziców, właśnie z mediów, karmionych jest informacjami o tym, jaki niebezpieczny jest świat, że są straszni ludzie, którzy krzywdzą dzieci… oczywiście są straszni, chorzy ludzie, którzy krzywdzą dzieci, ale w rzeczywistości statystyki dowodzą, że nie ma większego znaczenia czy mieszka się w najniebezpieczniejszym mieście czy na sielankowej wsi. Przestępstwa wycelowane w dzieci, występują wszędzie tak samo często, niezależnie od tego gdzie mieszkasz. Jest tak dlatego, że tylko naprawdę chore osoby skrzywdziłyby dziecko.

To co chcę przekazać rodzicom, to to, że czasami tak bardzo się boją świata, że ograniczają dzieciom możliwości podejmowania wyzwań. Nie pozwalają dzieciom biegać i bawić się na dworze, bo ciągle się czegoś boją. Tymczasem prawda jest taka, że większość czasu dzieci są bardzo bezpieczne.

To coś, o czym za często nie mówię, ale myślę, że to niesłychanie ważne.

Teachyourbaby: Rozumiem, to brzmi dość nietypowo.

To teraz jedno pytanie ode mnie. Jak wiesz, moje dziecko ma pięć miesięcy, a ja mam świra na punkcie pełzania i czworakowania. Jaki jest średnio wiek, w którym dziecko zaczyna pełzać? Wiem, że zaczynają od urodzenia, ale ktoś mi powiedział, że to może być nieświadome poruszanie się… nawet wysłałam nagranie Jordan, na którym moja córeczka się poruszała po nachylonym torze do pełzania, jak również przez sen, na płaskim podłożu. Ale od kiedy zaczęła podnosić głowę, to przestała w ogóle. Są jakby epizody, ale większość czasu nie przejdzie nawet centymetra po płaskiej powierzchni. Ktoś doradził mi żebym używała takiej deski… mamy taką drewnianą „zabawkę” dla dzieci (chodzi o recenzowaną kiedyś zjeżdżalnię i bujak Good Wood)… więc użyłam tej deski od zjeżdżalni w nachyleniu. Na tym urządzeniu córka się porusza, ale na płaskiej powierzchni, mimo, że ma już pięć miesięcy, ciągle odrywa ręce, jakby leciała… nawet na kocu, na niewielkiej pochyłości lepiej sobie radzi niż na płaskiej podłodze.

I nie wiem, bo w Polsce jest osoba, która jakby zmodyfikowała metodę Domana, nie będę przytaczała jej imienia, ale niektórzy będą wiedzieli o kim mowa, ale ma bardzo podobny Profil i twierdzi, że jest on jej autorstwa i tak dalej… ale w metodzie Domana wiek do pełzania naprzemiennego to dwa miesiące, prawda? A tamta osoba twierdzi, że, jeżeli twoje dziecko nie pełza w wieku dwóch miesięcy, to to już oznacza uraz mózgu…. A jeśli chcesz coś z tym zrobić, to dołącz do mojego kursu. Coś w tym stylu.

Pytam jako ja, ale również w imieniu wielu innych rodziców, bo wielu pisze do mnie i pyta, że przeczytali to tam-a-tam, a ich dziecko ma już siedem miesięcy, na przykład… a jeszcze nie pełza naprzemiennie… Ja sama nie wiem, bo może to, że dziecko rozwija się inaczej niż na Profilu może nic nie znaczyć. Niemniej, moje dziecko, pięciomiesięczne, położone na podłodze, nie porusza się. Na kocu, na kanapie poruszała się kiedyś, ale zaprzestała. Wydaje się, że ona bardzo skupia się na głowie, a na poruszaniu nie.

Spencer: Tak, tak… czyli kilka spraw, bo dotknęłaś kilku bardzo ważnych tematów.

Przede wszystkim, wiele dzieci, zdrowych dzieci, nawet pominie pełzanie w ogóle i przejdzie prosto do czworakowania. Mam bratanka, który mimo, że miał mnóstwo okazji działać na podłodze, to on w zasadzie nigdy nie pełzał na płaskiej powierzchni. Zaczął od razu od czworakowania. Czasami im większe dziecko, tym trudniej jest mu pełzać. Czyli ciężar może utrudniać. Wiem, że wielu rodziców śledzi Profil Rozwojowy i widzą, że wiek pełzania to dwa i pół miesiąca, ale zupełnie poważnie, nawet jeśli dziecko pełza to bywa, że nauczy się pełzać w wieku 4 czy pięć miesięcy. Albo nawet później.

(…)wiele dzieci, zdrowych dzieci, nawet pominie pełzanie w ogóle i przejdzie prosto do czworakowania.

Jeśli dziecko nie czworakuje na rękach i kolanach, powiedzmy w wieku dziesięciu miesięcy, dopiero wtedy zaczynałbym się martwić o jego rozwój motoryczny. Tak na marginesie, tak stwierdzono w badaniach.

W naszym Profilu jest czworakowanie w wieku siedmiu miesięcy. Powiedziałbym, że to dla naszych dzieci typowe, ale martwiłbym się gdyby tego nie robiły w wieku dziewięciu czy dziesięciu miesięcy.

Ale pełzanie dość często jest pomijane.

Jeśli chodzi o Twoją córkę, na podstawie tego co mówisz, to na Twoim miejscu stwarzałbym jak najwięcej okazji do poruszania się po pochyłościach, robiłbym dziesięć…

Teachyourbaby: No i zaczęliśmy patterning…

Spencer: OK, tak.

Teachyourbaby: …Nie za często bo nie zawsze ma na to ochotę…

Spencer: Tak, patterning jest dobry…

Teachyourbaby: … nie jest doskonały… bo raz uczestniczyłam (mówiłam Ci o tym) w sesji ćwiczeniowej z kimś… i moja córka była modelem do patterningu. Poproszono mnie żebym była jedną trzech osób, które go wykonywały, ale ostatecznie zostałam odsunięta i zastąpiona przez kogoś innego. Ja nie pełzałam ani nie czworakowałam jako dziecko. Zamykali mnie w łóżeczku i nie mogłam…nie miałam okazji… i ja po prostu nie mogę synchronizować… a tu trzeba się skupić.

Wiem że to nie jest doskonałe…

Czyli nie martwić się, jeśli nie zacznie …

Spencer: Nie martw się. Zdecydowanie zapewniajcie jej wiele możliwości poruszania się po nachylonym podłożu. Albo czasami coś w rodzaju bardzo gładkiej maty, którą się kładzie na podłodze. Są takie maty dla dzieci, które są bardzo cienkie, dość miękkie, nie bardzo, ale dość… no i są gładkie. To ułatwia dziecku pełzanie.

Teachyourby: Czyli maty są lepsze niż twarda podłoga?

Tak. W przypadku wielu dzieci wydaje się, że chętniej poruszają się na matach. Nie jestem pewien…

Teachyourbaby: Ale wiesz, na zupełnie płaskiej kanapie, ale na kocu, jeśli chce, nie za często, ale się porusza.

Natomiast moja starsza córka zaczęła pełzać jak miała osiem miesięcy. Za to bardzo długo pełzała, wiele miesięcy.

Spencer: To bardzo interesujące. Czyli zaczęła pełzać jak miała osiem miesięcy… a kiedy zaczęła czworakować?

Teachyourbaby: Czworakowanie – jak miała trzynaście miesięcy, ale bardzo krótko… ze dwa tygodnie czworakowania a potem zaczęła stawiać pierwsze kroki.

Tylko że ja nie miałam wtedy pojęcia nt. fizycznego rozwoju. Wiedziałam tylko o programie kart: czytania i matematyki. I tyle. O reszcie dowiedziałam się później. Teraz wiem więcej i robię wszystko, żeby moja druga córka pełzała. Nawet tor do pełzania i wszystko, a ona …

Ale za to ona powiedziała swoje pierwsze słowo bardzo wcześnie.

Spencer: Wiesz, tak ogólnie… w jej sytuacji, jak pełzała od ośmiu miesięcy do trzynastu miesięcy, a potem zaczęła czworakować, to zgaduję, że to było jej potrzebne. Z jakiegokolwiek powodu jej rozwój mobilności mógł być jakoś opóźniony więc później potrzebowała tego wydłużonego okresu i to było dla niej bardzo dobre. Tak patrząc z punktu widzenia neurologicznego. A dlaczego tak było? Wiesz, każde dziecko jest inne. No wiesz, narodziny to traumatyczne doświadczenie. Czasami niewielkie niedostatki dotlenienia. Często się zdarza…

Teachyourbaby: Moje drugie dziecko miało podobny poród, ale u pierwszej córki dodatkowo podejrzewano zespół Downa, bo ma takie linie…bruzdy na dłoniach. Oczywiście jest zdrowa… ale…

Spencer: No ale w każdym razie, jeżeli potrzebowała, jeśli robiła te rzeczy w innym wieku i przez dłuższy okres, to najpewniej było to jej potrzebne.

Teachyourbaby: A potem to wróciło, jak miała prawie trzy lata.

Bo po konsultacjach, na których była modelką do patterningu okazało się, że nie pełza naprzemiennie. Wtedy ja ją próbowałam zachęcać do pełzania jak miała dwa i pół roku. Obiecywałam jej domowe lody (oczywiście bez cukru) i inne. A kilka miesięcy później, przypomniała sobie nagle. Poprosiła o lody i pełzała kilka sesji dziennie, przez tydzień. A po tygodniu miała pełzanie naprzemienne. Może nie idealnie zsynchronizowane, bo pokazywałam nagranie Jordan, ale naprzemienne. To miało miejsce przed trzecimi urodzinami.

Ok, czyli wiem żeby się nie martwić.

Spencer: Nie, nie, nie. Zdecydowanie nie.

Teachyourbaby: A tak przy okazji, ta drewniana deska, ta zjeżdżalnia, jest lepsza do zjeżdżania niż tor do pełzania. Wiesz? Bo tor nie jest szczególnie śliski. Wystarczy jeden ruch i się zjeżdża. Ale za to jest krótsza.

Spencer: Dlatego właśnie z dziećmi, które mają uraz mózgu, używamy coś, co nazywamy „nachylona podłoga”. To jest bardzo gładka powierzchnia. Ale dla rodzice często boją się używać tego typu powierzchni, bo dzieci nie mają zbyt dobrej kontroli nad głową. Boją się że dziecko się uderzy.

Teachyourbaby: Tak, za pierwszym razem, jak jeszcze nie za bardzo trzymała głowę, to uderzyła się w nos. No to przerwałam. Ale teraz lepiej się trzyma więc…

Ok, dziękuję bardzo. To była wielka przyjemność. Po prawie roku… tak, roku. Już minął rok odkąd mieliśmy webinar pod koniec sierpnia… To był ostatni dzwonek przed moim L4.

Spencer: Tak, to był zwariowany rok.

Teachyourbaby: Mam nadzieję, że Twoje odpowiedzi będą bardzo pomocne wielu rodzicom. Mam nadzieję, że jak mi prześlesz nagranie to ja je udostępnię.

Spencer: Oczywiście. Tak zrobię.

Teachyourbaby: I dziękuję za odpowiedź na moje prywatne pytanie. To mi zaprzątało głowę.

Spencer: Oczywiście.

Teachyourbaby: A więc dobranoc… u Ciebie jest dzień czy noc?

Spencer: Zbliża się popołudnie, ale wiem, że u Was jest późna noc.

Teachyourbaby: Tak, dość późno, prawie północ.

Dziękuję i do zobaczenia następnym razem.

Spencer: Jasne. Do widzenia wszystkim!

Polecam zaglądnąć też tutaj:

Webinar ze Spencerem Domanem- pytania i odpowiedzi oraz więcej informacji o nim samym

O Doman International, w tym garść cennych informacji uzyskanych od nich

Oficjalna strona Doman International

Doman Learning

Saturdays with Spencer, czyli webinary ze Spencerem Domanem

Link do bloga Domanka

Na czym polega metoda Domana

Spis treści artykułów dotyczących wczesnej nauki czytania, w którym znajdziecie linki do wywiadów z rodzicami, którzy odnieśli sukces z metodą Domana

Recenzja Good Wood

Uważasz artykuł za przydatny? Podziel się z innymi. Jeśli masz jakieś pytania dotyczące metody Domana jako całości możesz napisać w komentarzu. Jeśli będę znała odpowiedź odpiszę tutaj. Jeśli nie spróbuję napisać do Spencera.

Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem i przemyśleniami.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u: Wszechstronne wspieranie rozwoju dziecka, na Instagram @teachyourbaby.pl, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter. W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków.

Zapraszam też do grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u: Metoda Domana i nie tylko- grupa wymiany doświadczeń dla rodziców. Dołączając do grupy możecie liczyć na sporą dawkę motywacji, na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń oraz na pomoc w nurtujących Was kwestiach.

2 CommentsClose Comments

2 Comments

  • Justyna
    Posted 9 listopada 2020 at 22:50 0Likes

    Cześć Aga fajnie,ze zmieniłaś szatę graficzną teraz jest bardzo przejzyscie. Ostatnio dołączyłam do waszej grupy wymiany o domanie z konta męża, bo ja nie mam fejsa🙈. I natknęłam się tam na komentarz odnośnie układania puzli, że wpływa na lewą półkole. A ja nadgorliwa zakupiłam mojej wówczas 13 miesięcznej córce puzle 35 elementowe.Oczywiscie ich nie układała sama, ale potrafi wybrać puzle gzzie jest dane zwierzatko i przynieść żebym ułożyła.Oczywiscie wcześniej jej pokazywałam jak wygląda całość i zwracałam uwagę na szczegoly🤦‍♂️ I tak mnie nurtuje jedna myśl. Otóż ona jest bardzo spostrzegawcza potrafi wyłapać z książeczki naprawdę małe elementy takich których nawet ja nie dostrzegałam. U nas wygląda to tak że ona nie lubi jak jej czytam i oglądamy obrazki i ja jej opowiadam. Zwracam jej uwagę na małe elementy i szukamy np serca na danej stronie. Obrazki są naprawdę mało czytelne, dużo się na nich dzieje czasem jestem w szoku ze potrafi to wyłapać. Oczywiście większość pierwszy raz pokazałam jej ja, a ona później szukala. Co mogłoby świadczyć o tym że zapamiętała, ale często pokazuje mi coś czego sama nigdy jej nie pokazywalam. Jak na danej stronie lub gdzieś w mieszkaniu jest czegoś więcej to pokazuje że tu i tu i tu….. MYŚLISZ ŻE TO MOŻE BYĆ DOMINACJA LEWJ POLKOLI MOZGU. Grę cztery pory mamy ale z racji, że wszystkie elementy które trzeba dopasować znała wcześniej z książek czy spaceru to nie była dla niej trudna. Teraz wykorzystuje je do cieni na ścianie. I te które mają faktycznie kontur przypominający dana rzecz to rozpoznnjae bałwana, wiewiórka, lisa szpaka grzyba zająca po cieniach, resztę ciezko zidentyfikować. Domana robimy aale muszę kombinować bo inaczej nie da rady.

  • Posted 13 listopada 2020 at 02:11 0Likes

    Hej 🙂 Dziękuję za feedback. Cieszę się, że jest lepiej. Zdaję sobie sprawę, że na moim blogu „zbyt masywna masa informacji” jak ktoś kiedyś napisał, ale już nic na to nie poradzę 😛 A może masz Instagram? Zapraszam do śledzenia @teachyourbaby_pl Co do puzzli…one są też w aktywnościach prawopółkulowych. Czasem coś może być lewo-, prawo – w zależności od tego jak to wykorzystujemy. Np. po wywiadzie z mamą nt. metody Heguru cały czas się zastanawiałam czemu w tej prawopółkulowej metodzie są układanki, które przypominają te dostępne w Polsce, a określane i reklamowane wszędzie jako lewopółkulowe. Klucz tkwi w tempie i właśnie w wyjaśnianiu…jeśli pracujemy wolniej i dodatkowo wyjaśniamy dziecku czemu tak, a nie inaczej to lewopółkulowe, jeśli samo rozgryza albo pokazujemy szybko – dziecko tylko patrzy -prawopółkulowe. Nic się nie dzieje, że macie puzzle. Nie ma zakazu układania puzzli w żadnym wypadku 🙂 U dzieci zawsze dominuje prawa półkula…tak do trzeciego roku życia na dobre…potem powoli zaczyna wychodzić na prowadzenie lewa, ale tak do 6 roku życia możemy mówić o wspieraniu prawej. Z moich obserwacji….często dzieci, które wcześnie pokazują, że czytają tj. np. 2 latka potrafią też układać puzzle. Moja Maja proste układała a potem…nic…nagle zaczęła na 3,5 roku i…to się zbiegło z pierwszym czytaniem zdań na głos. Nie mam pojęcia jak to działa i czy jest związek, ale to taka obserwacja. Choćbyś nie wiem jak robiła coś lewopółkulowo – a nie da się nawet niechcący czegoś nie zrobić bo świat jest lewopółkulowy, to 13 m dziecko i tak będzie prawopółkulowe. Chodzi o to, żeby za tyle jest do zrobienia, żeby wzmocnić tą prawą półkulę i jej mega właściwości np. pamięć fotograficzna, że po prostu szkoda czasu na wszystko co lewopółkulowe. Do 3 roku życia celowo bym nie robiła niczego lewopółkulowego. Jak coś wpadnie przypadkiem ok. Pomijając metodę Domana w metodzie Shichidy we wszystkich książkach jakie czytałam jest mowa głównie jak nie tylko o wspieraniu prawej półkuli. Natomiast celem jest nie prawopółkulowa dominacja ale synchronizacja obu półkul. Od 3 roku życia jak ktoś ogarnia można coś celowo lewopółkulowego robić ale moje osobiste zdanie jest takie, żeby ile się da inwestować w prawą. My tak naprawdę gdzieś koło 4 roku życia robimy też matematykę lewopółkulowo w sensie z wyjaśnieniem jak trzeba, mała pyta o tłumaczenia czasem z jednego języka na drugi…wcześniej tego nie było. Co do Domana….kombinuj 😀 O to w tym chodzi. A może idziesz za wolno? Jak jesteś w grupie może widziałaś podpięty post. To tak jakbyś potrzebowała więcej pomocy, czy podpowiedzi, bo to taka jednorazowa akcja.

Leave a comment