Nasze sekrety wczesnej edukacji (Maja skończyła 20 miesięcy)

U NAS NAJLEPSZY DO TEJ PORY OKRES Z METODĄ DOMANA I KSIĄŻKAMI TO 17-19 MIESIĘCY – PRZECZYTAJCIE DLACZEGO 

Do tego posta zabierałam się kilka razy, ale zawsze mi wypadało coś innego. Teraz pasuje go opublikować, bo niedługo nie będzie aktualny. Dziecko zmienia się w błyskawicznym tempie. Już teraz musiałam edytować praktycznie gotowy już tekst wpisu i zmienić część na czas przeszły.

Jak możecie wywnioskować z ostatnich wpisów:

podsumowanie rozwoju mowy dziecka 18- miesięcznego

lista słów, jaką zna 18-miesięczne dziecko

strategia wychowania dwujęzycznego, rozmowy z 19-miesięcznym dzieckiem

pierwsze efekty wczesnego nauczania matematyki

czy też z nagrania wideo ze śpiewającą Mają, które udostępniłam na Facebook’u, ostatnio rozwój mowy Mai przyśpieszył niesamowicie. Myślę, że ma to związek z tym, że wczesna edukacja metodą Domana przebiegała przez dłuższy czas nadzwyczaj gładko i szybko. Praktycznie przez ostatnie 2-3 miesiące wystarczyłyby zwykłe prezentacje kart a’la Doman, czyli jak najszybsze „mignięcie” 5-cioma kartami przed oczami dziecka, chociaż jak wspomniałam już w  majowym i w październikowym wpisie staram się urozmaicać zabawami, które wprowadziłam, jak typowe „domanowanie” przestało się sprawdzać przez dłuższy czas.

Podejrzewam, że wszystko zależy od dziecka i zupełnie inaczej niż moje może się zachowywać dziecko, z którym zaczyna się wczesną edukację w wieku 17-19 miesięcy. Zresztą sam Doman pisze, że z takim dzieckiem nie można z dnia na dzień przejść do programu nauki czytania, czy matematyki w pełnym tego słowa znaczeniu tak, jak to można zrobić z niemowlakiem. Gdy dziecko jest już nieco starsze należy to robić stopniowo i zaczynać od minimalnej ilości „sesji” w ciągu dnia.

My też zaczynaliśmy od minimum, bo na początku był tylko 1 zestaw 5-ciu kart 3 razy dziennie przez 5 dni. Ale potem kolejny i kolejny, aż łącząc matematykę i czytanie globalne przez pewien okres czasu realizowałam 6 zestawów kart. Należy jednak mieć na uwadze to, że my zaczynaliśmy jak Maja miała ok. 5-6 miesięcy. 

Bardzo możliwe, że zaczynając z nieco starszym i bardziej ruchliwym dzieckiem będziemy musieli się zatrzymać na etapie jednego zestawu na dłużej, a może nawet na zawsze, co oczywiście w niczym nie przeszkadza (u nas tak mało intensywnie jest realizowany język polski). Możliwe też, że ten jedyny zestaw 5-ciu kart trzeba będzie prezentować na raty np. po 2-3 karty jednorazowo zamiast 5-ciu. To też nie stanowi żadnego problemu. Dodam jeszcze od siebie, że podejrzewam, że raczej od początku trzeba wymyślać zabawy z kartami, żeby wzbudzić zainteresowanie malucha. 

Książki są obecne w życiu Mai praktycznie od urodzenia, metoda Domana (czytanie globalne i matematyka) od ponad roku. O ile wspominałam w maju, że był okres, kiedy nasz „bejbik” odwracał głowę od kart ze słowami, to teraz chce „more” (więcej) i „again” (jeszcze raz).

Według mnie najlepszy wiek na czytanie globalne i matematykę, jeśli chodzi o satysfakcję rodzica to właśnie 17-19 miesięcy, ale mówię to na przykładzie dziecka, które kontakt z planszami wg metody Domana ma kontakt od ok. 6 miesiąca życia. O naszych początkach możecie poczytać tutaj. Cały ten okres sobie myślałam: „Oby ten fajny etap u nas trwał jak najdłużej.”

Doman pisze, że im wcześniej zaczniemy tym lepiej i ja sama idąc za Domanem często w różnych wpisach na blogu podkreślałam, że warto zacząć jak najwcześniej. Mając już pewne doświadczenie z moim dzieckiem i metodą Domana w pełni się z tym zgadzam, bo najłatwiej jest uczyć niemowlaka. Nie trzeba żadnych kombinacji i specjalnego przygotowania, więc jest to mniej czasochłonne. Niemniej jednak jest też druga strona medalu: z tak małym dzieckiem nie mamy takiej satysfakcji i takiej odpowiedzi zwrotnej, jak w przypadku dziecka, które już mówi. Po prostu prezentujemy i musimy w sobie wyrobić 100% zaufania, że dziecko wszystko przyswaja i głęboko, niejako „w ciemno” w to wierzyć.  Nie każdy rodzic z łatwością wykształci taką postawę. Jesteśmy nauczeni ze szkolnych lat, że wiedzę trzeba sprawdzać i kusi nas żeby to robić. Tutaj możecie przeczytać domanowskim podejściu do sprawdzania wiedzy maluchów. 

MAJA CHCE WIĘCEJ DOMANA

U nas przez ostatnie ok. 3 miesiące było tak:

-pokazuję 5 kart obrazkowych podpisanych z tyłu po angielsku. Oczywiście strona z napisem idzie najpierw, dopiero potem odwracam i pokazuję rysunek. Maja mówi „more” (więcej), więc korzystam z odłożonych kart i daję jej kilka razy możliwość wyboru. Ponownie słyszę „more” i w ruch idzie matematyka.

– jak wprowadzanie kart wiąże się na przykład z bieganiem to słyszę „more cards” (więcej kart).

Doman pisze, że dziecko powinno zostać po prezentacji kart z lekkim niedosytem, czyli lepiej za mało niż za dużo. A ja pytam: jak tu odmówić takiemu maluchowi? Ja nie mam do tego serca, więc tutaj wkradła się kolejna modyfikacja metody Domana: dopóki chce więcej, daję więcej; nie zostawiam żadnego niedosytu, wykorzystuję jej pęd do wiedzy. Pokazuję, biegam po coraz to nowszy materiał, czy po przerobione karty do powtórki dopóki się Maja nie zajmie czymś innym. Ja się cieszę, Maja się cieszy. Czego chcieć więcej?

MAJA CHCE WIĘCEJ KSIĄŻEK

To samo było z książkami. Jakiś czas temu biegała po całym pokoju, bawiła się ze mną w „peek-a-boo” (a-ku-ku) i sprawiała wrażenie zupełnie nie zainteresowanej książką podczas gdy ja i tak czytałam od deski do deski książkę, którą mi przyniosła lub którą sama wybrałam do czytania na dobranoc. Teraz jak przynosi książkę, wdrapuje się na kanapę lub siada koło mnie na podłodze, słucha i patrzy jak zaczarowana.

Do skończenia 20-tego miesiąca jak skończyłam czytać, sama mówiła „koniec” (pisałam tutaj o wymowie „toniec,” ale już nieco później wymawiała zupełnie poprawnie). Zaraz po tym albo szła po nową książkę albo w tej przeczytanej pokazywała mi różne rzeczy lub pytała „Cio to?” (Co to?).

Bardzo często, po tym jak przeczytałam jedną książkę mówiła „nego” (coś innego) i przynosiła następną…..i następną….i następną…i tak kiedyś jej przeczytałam 7 książek pod rząd. Ma swoje ulubione i żeby się nie powtarzały w danym dniu chowałam je na chwilę.

Zastosowałam wszystkie zasady, o których pisałam w poście poświęconym temu, co robić, aby dziecko kochało książki i myślę, że mamy tego efekty. Do tego stopnia, że muszę pilnować, żeby rano w sypialni nie było żadnej książki jak idę na drugi dzień do pracy. Trzymam się zasady, że nie odmawiam czytania, jak dziecko samo o to prosi. Zwykle jak wychodzę to Maja śpi, ale gdyby się przypadkiem obudziła (kilka razy się to zdarzyło) to na pewno musiałabym jej przeczytać książkę, jeśli by była pod ręką, a przed pracą mam czas bardzo ograniczony, tym bardziej, że karmienie Mai trochę trwa.

NIECO PONAD 20 MIESIĘCY

Maja nabyła nowe umiejętności w zakresie wspinaczki. Potrafi na przykład wejść na swoje wysokie krzesełko i z niego zejść, nie mówiąc już o wszelkiego rodzaju parapetach, oparciach kanap, półce przy kominku itp. Nastąpił okres ciągłego pytania: „Cio to jest?” W angielskim wchodzi powoli „What’s this?,” które jest dla niej trudniejsze do wymówienia. Doszłyśmy już do etapu, że jak mnie zapyta po polsku, odczekuję chwilę i jej zaczynam „What’s..” a Maja kończy już całym pytaniem: „What’s this? oczywiście tak trochę po swojemu wypowiadanym. Kilka razy próbowałam też tylko pierwszą sylabę powiedzieć „Wha..” i Maja bez problemu łapała o co chodzi i kończyła „What’s this?” To początki strategii tzw. feeding’u, o której pisałam tutaj.

Poza tym już jakiś czas temu zaczęła śpiewać i to ją wciągnęło do tego stopnia, że wymyśla własne teksty, często używając „go away” (idź sobie), o czym wspominałam tutaj. W większości przypadków każde jej zdanie ma sens, ale usłyszałam też takie kombinacje jak „jump, go away,” (skakać, idź sobie), więc różnie bywa.

Maja rzadziej dopomina się o więcej kart, ale nadal to się zdarza, jednakże tylko przy zabawach kartami. W przypadku standardowej prezentacji kart kończymy po jednej „sesji” .

O ile liczby 0-99 prezentowane w języku polskim nie wzbudziły większego zainteresowania Mai, o czym pisałam ostatnio, to w momencie jak tata zaczął wprowadzać plansze z większymi cyframi zainteresowanie widocznie wzrosło.  Podczas prezentacji dużych liczb, czyli powyżej 99 w języku polskim z własnej inicjatywy chętnie powtarza np. 100, 500, 1000 po tacie.

Przy okazji wspomnę, że uzbierały się nowe zabawy i myślę, że adekwatne do każdego dziecka w tym wieku, więc pewnie za niedługo będzie 3-ci post w tym temacie. O wcześniejszych możecie przeczytać tutaj:

Zabawy z dzieckiem, które już zaczyna chodzić (u nas 13 miesięcy).

Zabawy z 17-19 miesięcznym dzieckiem.

O ile wcześniej w ciągu dnia zarówno ja jak i tata czytaliśmy Mai niemalże jedną książkę za drugą, bo tak przynosiła, teraz niemalże nic się nie dzieje. Jak wracam z pracy widzę, że może 1-2 książki leżą na podłodze, co oznacza, że albo Maja sama przeglądała albo przyniosła tacie do przeczytania. Od kilku dni Maja nie przyniosła mi nic do przeczytania. Ja się z nią widzę w godzinach popołudniowych, a czasem nawet wieczornych. Jednakże jak sama wzięłam jedną z książeczek i zaprosiłam ją do czytania, żeby ją odciągnąć od wspinaczki po kominkowych półkach siadła grzecznie koło mnie i słuchała, a potem pytała o różne rzeczy w książce. Widzę, że teraz ja muszę wykazać więcej inicjatywy. Ona jest zbyt zajęta. 

Za to przed nocnym spaniem sama upomina się o „book” i czytam codziennie. Siedzi obok mnie skupiona i wpatrzona w książkę. Korzystam z okazji i czytam namiętnie książeczki BrillKids, których recenzję wzbogaconą zdjęciami i nagraniami możecie przeczytać tutaj. Podobnie jest rano, gdy mamy jeden z 3 dni w tygodniu, w którym mogę jej poświęcić trochę porannego czasu. 

SEKRET WCZESNEJ EDUKACJI: WIEDZIEĆ, KIEDY ODPUŚCIĆ I UMIEĆ ODPUŚCIĆ

PRZERWY W NAUCE METODĄ DOMANA

Kiedyś rozmawiałam z jedną mamą, która mi pisała, że najdłużej z Domanem dała radę pracować 3 miesiące i potem przerwa. Potem zaczynała od nowa. Można się domyślać, że do skończenia wszystkich plansz do czytania globalnego dużo jej zostało.

Do tamtej pory jakoś się nad tym nie zastanawiałam, ale po rozmowie z tą mamą zaczęłam liczyć nasz czas z metodą Domana i nasze przerwy i wyszło, że u nas też najdłużej 3 miesiące i przerwa, zwykle 2-tygodniowa (do ok. 16 miesiąca, bo teraz już dawno przerwy dłuższej niż 1-2 dni nie było). Raz nawet mieliśmy prawie dwumiesięczną przerwę, bo miałam taki okres, że wyjeżdżałam na jeden kurs zagraniczny po drugim, a pomiędzy nimi był tylko tydzień przerwy.

Po lekturze książek autorstwa Domana wiedziałam, że przerwy w niczym nie przeszkadzają, nawet jak są dłuższe, byleby nie były zbyt częste i byleby w okresach między przerwami była systematyczność. Istotna jest również informacja, że po przerwie nie zaczynamy od początku. Już pisałam, że taki błąd popełniłam z matematyką na samym początku. Według Domana spokojnie możemy zacząć od momentu, w którym skończyliśmy i kontynuować zupełnie jakby przerwy nie było.

U nas dłuższe przerwy zwykle były wymuszone moim udziałem w projektach unijnych. Jednakże piszę o nich, żebyście wiedzieli, że jeśli jest taka potrzeba to lepiej odpuścić „domanowanie” na jakiś czas niż cisnąć na siłę wbrew wszystkiemu. Ambitnie owszem, bo ja też jestem ambitna, ale bez przerostu ambicji i nic na siłę.

Koniecznie zróbcie przerwę, jeśli:

– widzicie, że dziecko źle reaguje na plansze, że nawet zabawy i kombinowanie z nimi nie pomagają, a może nawet dziecko płacze na ich widok (o tym też gdzieś czytałam),

– dziecko jest chore, czy może po prostu źle się czuje albo w danym dniu ma zły humor, bo np. źle spało,

– nie macie czasu do tego stopnia, że nie jesteście w stanie prezentować kart na wesoło, na luzie; ewentualnie możecie poczekać na inny, lepszy moment w ciągu danego dnia (lepiej odpuścić niż prezentować w stresie),

– wy jesteście bardzo zmęczeni lub chorzy na tyle poważnie, że to wpłynie na przekaz emocji w waszej „lekcji” (pamiętajcie, że dzieci mają małe „radarki” i nie da się przed nimi udawać),

– ….tu możecie dodać własne poważne powody…

Jednakże pamiętajcie o tym, aby ta informacja o tym, że przerwy są w porządku nie była usprawiedliwieniem do przerywania „sesji” z dzieckiem z różnych błahych powodów albo do robienia dłuższych przerw zbyt często.

ILOŚĆ WPROWADZANEGO MATERIAŁU

Glenn Doman sugeruje takie tempo wprowadzania kart, że bardzo wiele rodziców biorąc sobie za cel dokładnie takim tempem podążać szybko się poddaje. Ja wam powiem, że da się, ale tylko jak nie pracujemy i jak przez cały dzień myślimy o tym, kiedy tu pokazać karty obserwując jednocześnie dziecko i trafiając w momenty, kiedy akurat nie jest czymś zajęte (a często jest, bo malucha interesuje dosłownie wszystko) i dodatkowo nie jest głodne, ani płaczliwe. Ja taki okres miałam na macierzyńskim. Doman całymi dniami 🙂 Maluch przyjmował wszystko, a ja miałam dużo wolnego. Czemu nie? 😛

Już kiedyś pisałam, że nie należy brać sobie do serca tego, że dziennie musimy mieć 5 zestawów po 5 kart i każdy pokazać 3 razy dziennie. To tylko propozycja Doman’a. Każdy rodzic powinien dostosować to zalecenie do swojego temperamentu i możliwości. Jeśli będzie systematycznie prezentował 1 zestaw kart, też fajnie. Myślę, że dobrym przykładem jestem ja z mężem. Zupełne przeciwieństwa, jeśli chodzi o sposób pracy z kartami wg Domana, a możecie o tym przeczytać tutaj

Mało tego, ilość kart i sesji dziennych dostosowujemy do dziecka. Jak moja mała Maja zaczęła nagle tracić zainteresowanie kartami do czytania globalnego w języku angielskim, zaczęłam zmniejszać ich ilość, dzięki czemu stopniowo zmniejszała się też liczba zestawów i „sesji” dziennych. O szczegółach jak to wyglądało możecie poczytać tutaj.

Powrót do pracy zmienił u mnie bardzo dużo. Teraz nasz kontakt z  wczesną edukację metodą Domana sprowadza się codziennie do:

– jednej sesji matematycznej (o tym, co robimy aktualnie pisałam tutaj),

– 3 sesji czytania globalnego (plansze skończone, ale postanowiłam opisać moje karty obrazkowe, o czym pisałam tutaj i prezentuję w ramach wzbogacania słownictwa)

– przeczytania kilku książek (ostatnio zwykle tylko 1 wieczorem).

 

Moje doświadczenie okazało się przydatne? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi.  A może masz podobne odczucia i przemyślenia co do kwestii, które poruszam? Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u i do subskrypcji.

Jako, że nie znalazłam grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u. Na razie „raczkujemy,” ale liczę na to, że niedługo nasze grono się rozrośnie i będziemy mogli wymieniać się doświadczeniami. Widząc, ilu rodziców dołączyło w ciągu dwóch dni od jej powstania, zapowiada się ciekawie.

 

10 odpowiedzi do “Nasze sekrety wczesnej edukacji (Maja skończyła 20 miesięcy)”

  1. Super, że dzięki dodatkowej stymulacji dziecko rozwija się Wam wzorowo 😉
    Ja uczyłam czytać córkę metodą symultaniczno-sekwencyjną, ale to było, jak już była starsza.

    1. Staram się, aby mój blog był przydatny między innymi dla mam, których dzieci niekoniecznie będą zainteresowane metodą Domana w tradycyjnej wersji. Wydaje mi się, że właśnie większość ruchliwych maluszków w momencie jak zaczynają chodzić nie skupi się na typowych prezentacjach. Nie pokazuję mojej Mai jako idealnego dziecka zawsze skupionego na planszach i na czym tam chcę. Mamy wzloty i upadki, okresy jakby „parcia” dziecka na naukę i okresy zastoju. Chcę pokazać, że wbrew temu, co niektórzy rodzice zamieszczają w sieci to normalne i nawet jeśli nasze dziecko ma nasze „lekcje” gdzieś wystarczy trochę pokombinować (dlatego mam dział Modyfikacje metody Domana), a czasem odczekać jakiś czas i już będzie fajnie. Oglądając chociażby na YouTube filmiki uczonych metodą Domana, czytających, czy liczących maluszków można odnieść wrażenie, że tak idealnie ma to iść. Opcje są tylko 3: albo rodzice, którzy je kręcili rzeczywiście mają takie 1 na 1000 dziecko albo akurat trafili na fajny moment albo gonili za złapaniem takiego momentu i z mnóstwa nagranych filmików akurat jeden się udał i ma reprezentować całość metody. Mało kto ma takie dziecko 1 na 1000, a moje ruchliwe maleństwo tym bardziej takie nie jest i jedynie nadgorliwi gonią za dzieckiem cały dzień z kamerką. U mnie też są filmowe momenty, ale raczej takie spontaniczne…akurat sobie przypomnę, że kamerka pod ręką, czy korzystam z okazji, bo np. Maja ma ochotę śpiewać i sobie myślę, że a nuż ją złapię. I często się nie udaje, bo akurat jak włączam kamerkę przestaje, więc staram się jej tym nie zamęczać.

  2. U nas corki rowniez chca wiecej i wiecej ksiazeczek, ale mnie to cieszy. Wiesz kazde dziecko rozwija sie inaczej. Ja jestem gadula, mowilam juz do brzucha. Czytalam, spiewalam, maz rowniez 🙂 poczatkowo przy pierwszej corce rodzina jeczala, ze Zuza malo mowi. A prawda jest taka, ze rozwinela nam sie piekna, rezolutna Gadula 🙂 ja stosowalam glownie melody intuicyjne, dopiero teraz poszerzam horyzonty 🙂 Chetnie poczytam u ciebie wiecej 🙂

    1. U nas kilka dni po publikacji tego posta znowu zaszła zmiana jeśli chodzi o książki- bardzo pozytywna, ale o tym napiszę niedługo 🙂 Ja też gaduła 🙂 Witaj w klubie. U mnie intuicyjne modyfikacje Domana, bo sama metoda jest super, ale trzymając się sztywno planu i zasad z większością maluszków daleko nie zajdziemy.A co do gadulstwa trochę przystopowałam, bo na innym blogu przeczytałam, że jeśli cały czas trajkoczemy dziecku nad uchem nawet wtedy gdy jest czymś zajęte to możemy wychować tzw. high-need baby, które ma problemy ze skupieniem uwagi i wymaga niemalże 100% naszej uwagi.

    1. No u nas nie było chwili, że nie chciała słyszeć o książkach. U nas mniejsze zainteresowanie objawia się raczej tym, że sama ich nie przynosi jedna za drugą. Za to nie uznawałam za brak zainteresowania chodzenia po całym pokoju i bawienia się ze mną np. w a-ku-ku podczas, gdy ja jej czytałam książkę. Słuchała. Jak po kilku dniach zmieniłam na nową upominała się sama o wcześniejszą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *