Kontynuacja czytania globalnego w języku angielskim: książeczki indywidualne, zabawa słowami (Maja skończyła 17,5 miesiąca)

NOWE KSIĄŻECZKI INDYWIDUALNE

Kontynuujemy czytanie spersonalizowanych książeczek, o których pisałam w czerwcu wymiennie z układaniem zdań z rozsypanki wyrazów, o czym pisałam w tym samym wpisie. Pierwsza nasza książeczka skupiała się na tym, co Maja robi i zaczynała się pytaniem: What is Maja doing in the pictures? (Co Maja robi na obrazkach), po czym zamiast strony ze zdjęciem był wielki pytajnik. Kolejne strony to opis czynności np. She is playing with the car. (Bawi się autkiem) i zdjęcie Majki ilustrujące tą czynność,w  tym wypadku bawiącej się autem. Strona z tekstem zawsze poprzedza stronę ze zdjęciem.

Przyznaję się, że ostatnio wykorzystałam ją w pracy na lekcji z kl. VI omawiając czas Present Continuous. Uczniowie byli maksymalnie zaangażowani w dopasowywanie zdjęć do zdań, a wcześniej w odpowiadanie na pytanie, co Maja robi w oparciu jedynie o zdjęcie. 

Kolejno wymyśliłam mini-książeczkę dotyczącą uczuć „bejbika” i analogicznie pierwsze dwie strony to pytanie o to, jak się Maja czuje na zdjęciach, strona z wielkim pytajnikiem, a na kolejnych już same odpowiedzi. Tutaj na koniec dodałam jeszcze pytanie o samopoczucie na dany dzień i zamiast zdjęcia odpowiedź: I’m fine, thank you. (Dobrze, dziękuję). W pierwszym poście o książeczkach pokazałam zdjęcia pierwszej wersji. Tutaj zdjęcia dwóch kolejnych edycji. Oczywiście karty rozłożyłam na podłodze jedynie na potrzeby zdjęcia. W każdej zrobiłam dziurkaczem odpowiednie otwory i jak czytam Mai są związane razem, tworząc prawdziwą książkę.

Książki w metodzie Domana
Indywidualne książeczki dla dziecka
Książki do czytania globalnego
Indywidualne książeczki dla dziecka

Przed nami jeszcze  w podobnym stylu tworzona, jak widać na zdjęciu wyżej książeczka o tym, jak Maja wygląda i na razie mam brak pomysłów na nowe. Może ktoś z moich czytelników mi coś podsunie? Do tej pory jakoś tak pomysły na książeczki same wpadały do głowy na podstawie zdjęć Majki, które mam.

UWAGA NA CZCIONKĘ  W CZYTANIU GLOBALNYM

Niedawno wzięłam udział w konkursie, w którym należało zaprezentować wakacyjne zabawy w czytanie globalne. Wysłałam na stronę Czytanie globalne na Facebook’u filmik z Mają bawiącą się w czytanie globalne z tatą w języku polskim (ten filmik wkrótce się tu pojawi, jak tata dołączy do niego angielską część naszego programu metodą Domana; edit: już jest tutaj) oraz zdjęcia Mai oglądającej jedną ze zrobionych przeze mnie książeczek w języku angielskim.

Pojawiły się głosy, że stosuję nieodpowiednią czcionkę oraz że spacje między słowami powinny być większe. Według autorki polskiej wersji czytania globalnego czcionka powinna być bez żadnych ozdobników, tzw. bezszeryfowa i ktoś polecił Verdanę, a ja chyba wzięłam Times New Roman kierując się jedynie tym, żeby powiększyć i jak najbardziej pogrubić litery. Niedawno w innym wpisie na tej samej stronie pojawiła się także aprobata dla czcionki Century Gothic. Dla mnie ma to jak najbardziej sens, że czcionka powinna być jak najprostsza i jak się pojawią następne mini-książeczki, czy nowe słowa u nas to się do tego zastosuję, jednakże tych dotychczasowych raczej nie będę już zmieniać. 

Metoda Domana narodziła się w czasach „niekomputerowych” i pewnie dlatego autor w swojej książce „How to Teach Your Baby to Read” (Jak nauczyć swoje dziecko czytać) o rodzaju czcionek nie wspomina. W tamtych czasach rodzice pewnie sami pisali słowa tak, jak umieli i też było dobrze i mieli efekty. Ważne jest też aby nie pisać wersalikami, czyli wielkimi literami oprócz nazw własnych i imion i jak piszemy ręcznie staramy się odzwierciedlać pismo drukowane.

Z ciekawości zerknęłam, jak to wygląda w książkach do czytania globalnego, które Glenn Doman sam poleca na następny etap. Jedną z nich sam napisał. Czcionka rzeczywiście bez ozdobników, na co zupełnie nie zwróciłam uwagi wcześniej, ale nie jestem w stanie powiedzieć, czy to Verdana, czy coś innego. Jednakże spacje są wcale nie jakieś większe od tych moich.

Nowa informacja: Wróciłam do tego posta, bo zaczęłam się dość poważnie zastanawiać, czy proponowane wyżej czcionki rzeczywiście są najlepsze. Zastanawia mnie wygląd liter „a” i „g.” Jedna z mam, z którą ostatnio prowadzę niezwykle inspirujące dyskusje stosuje Calibri i chyba pójdę w tym kierunku. Porównałam czcionki: Verdana, Century Gothic i Calibri z czcionką w jednej z książek do czytania globalnego w języku angielskim: „Enough, Inigo, Enough” autorstwa Janet Doman (córki Glenna Domana). Recenzję tej książki znajdziecie tutaj. A co do czcionki to   wydaje się najbardziej zbliżona właśnie do Century Gothic (zwłaszcza litery „g” i „a” są takie same, podczas gdy w innych czcionkach są inne). Mam nadzieję, że ta zmiana nie wprowadzi zbyt wielkiego zamieszania mojej dziewczynce. Piszę tą aktualizację posta dla was, żebyście od samego początku zaczęli z najlepszą możliwą czcionką. Jeśli czytacie ten artykuł, bo chcecie zacząć program czytania globalnego ze swoim dzieckiem, polecam korzystanie z czcionki Calibri od samego początku. To najlepsza czcionka. Jeśli kupujecie gotowy zestaw kart zwróćcie uwagę na litery, o których tu wspomniałam. Nie byłam tego świadoma jak zaczynaliśmy i o ile nas angielski zestaw jest pisany Calibri lub bardzo podobno czcionką, to polski niestety nie.

JESTEŚMY PO TO, ŻEBY SIĘ RÓŻNIĆ

Od razu napiszę, że nie zgadzam się ze wszystkim, co proponuje autorka zmodyfikowanego czytania globalnego w języku polskim – Marią Trojanowicz-Kasprzak z wyżej wspomnianej przeze mnie strony, o czym można też poczytać na jej blogu. Sugeruje ona mnóstwo fajnych pomysłów m.in. na zabawy słowami, więc zapraszam do lektury.  Przyznaję, że to ten blog zainspirował mnie do wymyślania zabaw z kartami z moją córeczką. Najfajniejsze pomysły znajdziecie również u mnie w postach dotyczących zabaw, które znajdziecie tutaj.

Niemniej jednak wydaje mi się, że Maria Trojanowicz-Kasprzak za bardzo „okroiła” oryginalny program czytania globalnego według Glenna Domana. Podejrzewam, że chciała dostosować się do zapracowanych rodziców i pewnie jej się udało. Co więcej, z jej podejścia wydaje się, że zredukowała program tylko i wyłącznie do zabaw. O ile wiem, prędkość z jaką prezentujemy karty jest niezwykle ważna, a wszelkie gry i zabawy znacznie spowalniają prezentacje. Dużo czytam (tu możecie znaleźć listę wybranych lektur) i wiem, że program czytania globalnego to nie tylko nauka czytania. To rozwijanie mózgu naszego dziecka. To stymulacja prawej półkuli mózgu zanim zostanie zdominowana przez lewą (prędzej, czy później napiszę o tym szczegółowo). Dlatego też powinniśmy dążyć do szybkich prezentacji zostawiając gry i zabawy na chwile kryzysu lub też korzystając z nich sporadycznie, jako urozmaicenie programów Domana. 

Wymieniłam z Marią Trojanowicz-Kasprzak kilka maili i wiem, że ten model globalnego czytania niewiele z Domanem ma wspólnego poza pokazywaniem plansz ze słowami. Przede wszystkim nie jest wymagana systematyczność i określona ilość powtórzeń jednego słowa. Myślę, że naprawdę zapracowani rodzice, którzy nie mają czasu dla swoich dzieci (biedne dzieci), a którzy chcą mieć poczucie, że coś z dzieckiem ważnego robią muszą być jej wdzięczni. Nie muszą prezentować określonej liczby słów dziennie, nie muszą też tego robić codziennie.

Poza tym według jej wersji czytania globalnego przy planszach z obrazkami najpierw dziecku należy pokazać stronę z napisem i rysunkiem, a potem stronę karty z samym napisem. Mi, jako nauczycielowi jest jednak bliższe podejście Domana, jeśli chodzi o systematyczność w czytaniu globalnym i sposób prezentowania kart. Nie wierzę, że niesystematyczny kontakt ze słowami sprawi, że dziecko będzie te słowa kojarzyć. Poza tym, Doman w przypadku pierwszych książek proponuje, żeby najpierw dziecko widziało tekst, a dopiero potem ilustrację i tym kieruję się również w przypadku kart z ilustracjami.

Ale jesteśmy po to, żeby się różnić, żeby mieć odmienne opinie, więc wy też możecie zdecydować, która z wersji czytania globalnego bardziej wam odpowiada.  Pisząc „odpowiada” nie mam na myśli tego, która wersja jest łatwiejsza do realizacji, czy bardziej wykonalna, jeśli ktoś pracuje. Chodzi mi o to, która wersja według was przyniesie lepsze rezultaty.

Natomiast w pełni popieram np. to, że nie należy uczyć alfabetu 2-i 3- latków i to, że pojedyncze słowa powinniśmy pisać drukowanymi małymi literami, z wyjątkiem nazw własnych. Ciekawa wydaje mi się też idea tzw. „prysznica emocji.” którą stworzył niemiecki neurobiolog Gerald Hüther,  a która wiąże się z tym, że nauczaniu małego dziecka powinny towarzyszyć emocje, bo gdy nowa wiedza nie wywołuje żadnych emocji w pamięci nic nie zostaje. Oczywiście my koncentrujemy się na emocjach pozytywnych i dbamy o dużą dawkę śmiechu podczas naszych zabaw w czytanie globalne.  Z drugiej strony nie każda nasza „sesja” czytania globalnego, czy matematyki jest pełna śmiechu, a ja nadal uważam, że też na pewno przynosi pozytywne efekty i stymuluje mózg mojego maluszka. To było zbyt sztuczne za każdym razem na zawołanie rozśmieszać malucha. Nie sądzicie? 

A z czym jeszcze się nie zgadzam? Podobno w opinii logopedów i psychologów nie powinno się uczyć dzieci poniżej 3 roku życia czytania globalnego w dwóch językach jednocześnie. To nie dotyczy mówienia. Jak dotąd nie zdołałam znaleźć żadnych badań w tym temacie. Podejrzewam, że może chodzić głównie o zamieszanie, jakie powoduje mama, gdy prezentuje słowa zarówno w języku angielskim, jak i polskim lub w jakiejkolwiek  innej parze językowej. U nas jest rozdzielność językowa, bo zdecydowałam się na metodę OPOL, aby wychować prawdziwie dwujęzyczne dziecko tj. one parent, one language (jeden rodzic, jeden język). W czytaniu globalnym również trzymamy się tej rozdzielności językowej: ja czytam słowa w języku angielskim, mąż w języku polskim.

Przeszukując Internet w poszukiwaniu badań potwierdzających negatywne skutki wprowadzania globalnego czytania w dwóch językach jednocześnie natknęłam się na bloga jednej mamy ze Stanów Zjednoczonych, która zadbała o to, żeby jej syn w wieku 3,5 roku znał aż 4 języki. Sama znała język angielski i hiszpański, więc ona sama zajęła się czytaniem globalnym w tych językach, przy czym angielski zestaw słów miała w innym kolorze, a hiszpański w innym.

Twierdzi ona, że najlepiej zacząć naukę języka obcego, gdy dziecko nie ma jeszcze skończonych 2 lat. Zastanawiam się teraz, czy nie zabierać Majki na moje lekcje języka włoskiego, żeby się już osłuchiwała z melodią tego pięknego języka, bo mam konwersacje z rodowitą Włoszką. Na razie nie udało mi się znaleźć nic naukowego w tym temacie. Sama opinia bez jasnych dowodów do mnie nie przemawia. A do was? Mnie bardziej przekonuje blog tej mamy, której syn potrafił mówić w 4 językach niż niepoparta dowodami opinia kogoś, kto niby jest ekspertem w dziedzinie wczesnej edukacji, ale kto nie jest wystarczająco dla mnie wiarygodny. A jakie jest wasze zdanie? 

UKŁADANIE ZDAŃ Z RÓŻNYCH SŁÓW

Wspominałam w czerwcowym wpisie, do którego często się tutaj odwołuję, że już zaczęliśmy ten etap i w sumie niewiele się zmieniło od tej pory. Najczęściej to ja układam zdania ze słów z kilku kart. Maja tylko zerka, ale jak ją poproszę, żeby mi podała jedną z kart, to zwykle mi podaje i z tą kartą układam następne zdanie. Po ostatnich pięciu dniach z układaniem zdań, doszłam do wniosku, że już po 3 dniach to dla mnie mega nudne, więc dla Mai pewnie też ciągle powtarzać te same słowa. Tym bardziej, że wszystkie już wcześniej pojedynczo poznała.

W sumie Doman nie daje szczegółowej instrukcji jak często się tak bawić, więc sama założyłam, że zasady podobne, jak we wszystkim innym. Teraz zmieniam. Przygotowałam już kolejny zestaw do układania zdań, ale zaczniemy go z myślą, że codziennie odkładam wszystkie użyte w danym dniu słowa kluczowe i na ich miejsce codziennie daję nowe. Oczywiście słowa typu „a” czy „the” (angielskie przedimki) będą się powtarzać.

Układanie zdań zaczęliśmy od opisywania, co kto robi. Doman w swojej publikacji „How to Teach Your Baby to Read” („Jak nauczyć swoje dziecko czytać”)jedynie taki przykład podaje. Jakiś czas temu tutaj wstawiłam zdjęcie jednego z naszych pierwszych zdań. Jeśli tylko się dało czynność pokazywałam. Wtedy jeszcze w 100% korzystałam ze „starych” słów i dlatego nasze zdania zaczynały się małymi literami. Potem mieliśmy zdania zaczynające się od słowa „touch” np. Touch blue. (Dotknij niebieskiego). Oczywiście po zobaczeniu zdania dotykałyśmy różnych rzeczy i kolorów. Do tej pory to „touch” siedzi w głowie „bejbika” i dość często tego słowa używa. Nawet ostatnio na naszej wyprawie w celu pokazania jej prawdziwej krowy mówiła, że chce jej dotknąć. Wspominałam o tej wycieczce w opisie rozwoju mowy mojej córeczki. 

Wymyśliłam, że kolejne układane zdania będą się zaczynać od „This is” (To jest) i wybieram takie przedmioty, które łatwo w naszym otoczeniu znajdziemy. Przykładowe zdanie prezentuje zdjęcie główne do tego wpisu.

Pomimo to, że mam naprawdę bogaty zestaw słów i wyrażeń (ok. 400 kart) musiałam dorobić kilka, bo w zestawie nie ma na na przykład słowa this (to), angielskich przedimków (a, an, the) oraz czasownika „is” (jest). Jako, że nie mam czarnego markera, słowa zrobiłam czerwone, czyli kolorystycznie powróciłam do początków, ale nie sądzę, żeby był to problem, bo przerobieniu wszystkich kart. Zresztą Doman nic nie wspomina, że do rozsypanki wyrazowej należy tworzyć osobne karty w rozmiarze i kolorze zgodnym z tym, co robimy aktualnie. A skoro o tym nie wspomina zakładam, że korzystamy z tego co mamy, czyli misz-masz rozmiarowy, bo kolorystycznie raczej czerwono, bo wszystkie pojedyncze wyrazy były w takim kolorze. Pisząc ręcznie staram się się żeby pismo jak najbardziej przypominało to drukowane. Przyznaję się otwarcie, że o literkę „a”poprosiłam szwagra, bo mi nie wychodziła.

MODYFIKACJA KART DO CZYTANIA GLOBALNEGO W JĘZYKU ANGIELSKIM

Pozazdrościłam mężowi małych kart, które szybko się przekłada, co przyśpiesza prezentację i postanowiłam zmienić swoje. Możliwe, że zdjęcia, które tu zamieszczam tego nie pokazują, ale karty w moim zestawie są przeogromne. Zwykle jest nadmiar wolnej przestrzeni wokół napisu. Zaczęłam wszystkie po kolei obcinać i te obcięte karty stały się o wiele wygodniejsze w użyciu. Małe tekturki z bocznych części zachowuję. Może się przydadzą do przyszłych słów, które będę chciała zapisać. A tak wygląda jedna z kart przed i po modyfikacji. 

Czytanie z małym dzieckiem
Karta do czytania globalnego
Czytanie globalne, plansze
Karta do czytania globalnego

„Hat” na zdjęciu głównym do tego wpisu to też obcięta karta, bo wszystkie karty niezależnie od długości słowa mam tej samej wielkości.

Moje doświadczenie okazało się przydatne? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi.  A może masz podobne odczucia i przemyślenia co do kwestii, które poruszam? Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u i do subskrypcji (okienko i kanał RSS na stronie głównej bloga).

Jako, że nie znalazłam grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u. Na razie „raczkujemy,” ale liczę na to, że niedługo nasze grono się rozrośnie i będziemy mogli wymieniać się doświadczeniami. Widząc, ilu rodziców dołączyło w ciągu dwóch dni od jej powstania, zapowiada się ciekawie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *