Metoda Domana z piątką dzieci – oczywiście, że się da- wywiad z kolejną domanującą mamą

Treść poniższego artykułu w skrócie:

  1. O wspieraniu rozwoju dzieci w rodzinie wielodzietnej (każde dziecko jest inne, każde przekazuje wiedzę następnemu)
  2. O priorytetach
  3. Bank nieszablonowych pomysłów jak rozwijać dzieci
  4. Czy życie w Szwecji utrudnia czy ułatwia domanowanie
  5. O podejściu Szwedów do wczesnej edukacji
  6. O najgorszej możliwej interpretacji zaleceń Domana
  7. O rezultatach wszechstronnego wspierania rozwoju dzieci (najstarsza córka ma 18 lat, najmłodszy syn 4)
  8. O długofalowych skutkach braku pełzania i raczkowania

Właściwe rozumienie metody Domana

Zapraszam na wywiad z kolejną niesamowitą mamą. Jest mega ciekawy i mega inspirujący. Zresztą zgodnie z przewidywaniami po tym jak przedstawiła mi ją jej siostra, która też domanuje swojego maluszka. To jest pozytywnie zaraźliwe. Najlepsze dla mnie były słowa, żeby robić wszystko albo zgodnie z Domanem albo zupełnie odwrotnie. Według mnie ta pierwsza część odnosi się do harmonogramowego rozumienia metody Domana, czyli tego za co cała metoda jest najczęściej krytykowana, że musi być tyle i tyle sesji dziennie. Wcale nie musi! Druga część to całkowite podążanie za swoją intuicją i modyfikacja podstawowych zaleceń Glenna Domana pod siebie i pod swoje dziecko, do czego zresztą sam twórca metody gorąco zachęcał.

Wywiad z mamą, która wychowała piątkę dzieci w duchu metody Domana – dziecku wystarczy poświęcić swój czas

Na potrzeby wywiadu zostało zmienione imię mamy na jej prośbę. Pragnie pozostać anonimowa.

Teachyourbaby: Na początek prosiłabym, żebyś powiedziała kilka słów o sobie i o tym co uważasz, że należy powiedzieć na początek.

Iwona: Mam na imię Iwona, jak to mówią o mnie „ Matka Polka”  pięciorga dzieci, które od zawsze były moim priorytetem i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Decyzja o tak dużej rodzinie była dla mnie najpiękniejszą i najtrudniejszą z postawionych przede mną. Jestem szaloną matką, przyjaciółką, lekarką, psychologiem, zakonnicą, praczką, sprzątaczką, kucharką….. i nauczycielką- jak każda z Nas. Prywatnie dla siebie samej jestem fizjoterapeutką. Wspierałam wczesną edukację swoich dzieci od ich urodzenia. Z najstarszą córką miało to miejsce 18 lat temu. Z najmłodszym pracujemy swoim tempem do dziś. Ma 4 lata.

Na wstępie chciałabym dodać, że dziękuję za chęć przeprowadzenia ze mną wywiadu i mam nadzieję, że podołam pytaniom, ponieważ ekspertem się absolutnie nie czuje. Zanim urodziłam pierwsze dziecko miałam tysiące teorii, które dotyczyły wychowania dzieci, teraz mam ich aż piątkę i nie mam żadnej teorii. Każde z nich jest inne, każde wymagało zmiany metody. Nie uważam się też, za autorytet we wspieraniu wczesnej edukacji i dla mnie nie istnieje jeden schemat według którego można uczyć/ wspierać wszystkie dzieci. Zatem, nie podam takiej receptury. Ale wiem, że każde z moich i Waszych dzieci jest wyjątkowe. Każde ma jakiś talent, który Ty rodzicu masz obowiązek odkryć i wspierać maksymalnie jak możesz. 

Teachyourbaby: Idealnie to powiedziałaś. Zwłaszcza w świecie, gdzie każdy się uważa za eksperta jak cokolwiek mu się uda. Wiem, że wychowujesz swoje dzieci w oparciu o metodę Domana? Dajesz radę ogarnąć wszystkich na raz, czyli całą piątkę?

Iwona: Uwierzcie w to, że jeśli cokolwiek zainwestujesz w 1 dziecko, ono przekaże to następnemu, Ono z kolei następnemu i następnemu. Tak to właśnie u nas działa.  Najmłodszy ma najłatwiej, mimo , iż nie mam już dla niego tyle czasu co dla najstarszej córki, gdy przyszła na świat. Różnica między najstarszą córką, a najmłodszym synem wynosi 14 lat. On uwielbia patrzeć na wszystko co robi. Jest dla niego wzorem i ideałem w naśladowaniu. Często prowadzą ze sobą rozmowy, zwłaszcza o malarstwie. Oczywiście to nie jest tak, że pracuje teraz równie intensywnie z całą piątką. Moja 18-nastoletnia córka już wie sama, co chce w życiu robić, odkryła swoje pasje i ma sprecyzowaną dziedzinę w której chce kiedyś pracować, to dla mnie już duży sukces. Ona je teraz szlifuje i staje się dla mnie gotowym diamentem, którego przygotowywałam latami. Nie potrzebuje mojego edukacyjnego wsparcia od bardzo dawna. Natomiast potrzebuje wsparcia emocjonalnego. Doman buduje niesamowitą więź rodzica z dzieckiem, na całe życie, nie tylko na pierwsze 6 lat. Zresztą nie dotyczy to tylko tej metody. Każda praca z dzieckiem buduje więź rodzic- dziecko, bo poświęcamy najważniejszą i najtrudniejszą,  a zarazem najłatwiejszą, do zorganizowania rzecz- nasz czas – taki absurd.

Kolejna córka ma teraz 16 lat. Tutaj jeszcze trochę pracuję z nią nad kilkoma ważnymi sprawami. Nie mniej jednak, jest ona dla mnie najbardziej wymagającym spośród całej piątki. Kolejny syn ma 8 lat, ale jest bardzo, bardzo rozwiniętym dzieckiem. Bardzo intensywnie pracowałam z nim do około 6-7 roku życia. Z ostatnim synem nie pracowałam dużo, natomiast w moim odczuciu nie ominęło go zupełnie nic. Czego ja nie zrobiłam, dopowiedziało starsze rodzeństwo. Najmłodszy ma 4 lata i od około pół roku czyta w 2 językach, bez specjalnej nauki czytania. Każdemu ze swoich dzieci daje tyle czasu ile mogę i ile wydaje mi się, że potrzebuje ( a potrzebują więcej niż mogę im dać ).

Jestem matką pracującą i pogodzenie pracy , domu i dzieci nie jest łatwe. Zwłaszcza, gdy jest ich 5. Wszystko jednak można zrobić, trzeba tylko znaleźć tę motywację, dlaczego chcemy poświęcić nasz czas dziecku. Jeśli to będzie chęć pochwalenia się mądrym dzieckiem przed innymi- nie wytrwasz…. I jeszcze jedna rzecz. Trzeba wybrać priorytety , co jest ważniejsze prasowanie, czy czytanie. A może wyjście do teatru zamiast sprzątania domu? Dlaczego nie… Nauczenie się, że wszystko co robimy z dzieckiem, jest edukacyjne. Trzeba tylko zauważyć i przywyknąć do tego, by czas wykorzystać na maksa. Gotowanie, może być lekcją matematyki, fizyki, języka obcego. Ważymy, nazywamy przedmioty, produkty w 4-5 językach – bo w sumie to każdy uczy się i ma sympatię do innego ( pozostałe przez to uczą się od niego ), zastanawiamy się jak zmieniają się stany skupienia, czy jajko świeże waży tyle samo, co to ugotowane na miękko, a może zrobione na parze, czy usmażone na patelni? Doświadczamy, mamy zeszyt badań. Obserwujemy wszystko , ranę na nodze, siniaki, cykle rozwojowe roślin i zwierząt, ugryzienie przez komara, nawet cykl deszczówki – co też się z nią dzieje i kiedy ona wyparuje. Jakie muszą być spełnione warunki, by 300 ml deszczówki wyparowało w 1 dzień ? A Może w tydzień ?  Dla dziecka wszystko jest ciekawe. Nie bój się dziwnych doświadczeń , bo chodzi o to by skłonić dziecko do postawienia założeń, teorii, którą udowadnia albo zbiera informacje i obserwuje. To prowadzi do logicznego myślenia, zakładania pewnych rzeczy… To wszystko można zrobić przy pracach domowych – sprzątanie jest idealnym momentem na poznanie chemii. Czytaliście kiedyś skład środków chemicznych do mycia razem z dzieckiem ? Zróbcie to, pokażcie związki chemiczne, pokażcie że Doman to nie tylko karty, to wszystko wokoło. Matematyką, fizyką, chemią, językiem, muzyką, historią, przyrodą – żyjcie nią. Ona jest w nas i obok. Ty to zaczniesz dostrzegać, Twoje dzieci również. Nagle okaże się, że nie zmarnowaliście żadnej minuty, bo każda w życiu dziecka i każdego człowieka, nawet dorosłego jest edukacyjna. A ten kto myśli, że już wszystko umie- jest kolokwialnie mówiąc …głupi. 

Teachyourbaby: Oj żebyś wiedziała ile jest w Internecie takich, co myślą, że wszystkie rozumy pozjadali i twierdzą na przykład, że metoda Domana tylko w ich wydaniu działa i chcą uczyć innych. To ostatnie zdanie ich się tyczy przede wszystkim.

Mam kolejne pytanie: Czy to, że mieszkasz w Szwecji, a nie w Polsce ułatwiło ci, czy utrudniło „domanowanie”? Jakie jest podejście Szwedów do wczesnej edukacji? W Polsce jest z tym różnie. Udało mi się zgromadzić dość sporą grupę rodziców chętnych wspierać swoje maluchy, ale jest ogromna rzesza, która puka się w czoło…pyta po co itp.

Iwona: Mieszkam w dużej stolicy, wielokulturowej stolicy. Otaczam się wokoło ludźmi, które swoje dziwne zwyczaje przynieśli do kraju w którym mieszkam. Widok matki, która macha kartami przed dzieckiem w metrze to nic…. w porównaniu do kobiety, która jedzie obok mnie w tym momencie i jest prawie pół naga, ma uwaga, patrząc na oko,  20 cm paznokcie. Jak myślisz ? Na kogo spojrzą ? Sztokholm lubi szokować, ludzie są tu otwarci i tolerancyjni w każdej dziedzinie życia. Czy mieszkanie właśnie tu ułatwiło mi domanowanie ? I tak… i nie. Tak – ponieważ miałam dostęp do różnych źródeł obcojęzycznych, a w tamtych czasach w Polsce większość ludzi wychowywała swoje dzieci inaczej. Nie- bo byłam w tym kraju sama, bez rodziny, która pomogła by mi zorganizować się w tym trudnym dla mnie czasie, zaraz po porodzie. Tak naprawdę sam kraj, nie miał dla mnie znaczenia. Razem z siostrą obejrzałam waszą grupę, to co robicie jest niesamowite. Niesamowicie cieszy mnie, że Polska się zmienia. Walczcie o przyszłość swoich dzieci. A Ty jesteś naprawdę niesamowitą mamą. W Polsce jeszcze brakuje tej tolerancji na odmienność, ja każdorazowo odczuwam tu krytykę. Nie od moich najbliższych, mamy, czy siostry, ale od ludzi, którzy mnie nie znają.  Mam wrażenie, że dziecko w Polsce jest ważne trochę inaczej – bardzo czyste, modnie ubrane, posiadające najlepszy telefon, mieszkające w super domu i mające piękny samochód. Oczywiście nie generalizuje, bo tak nie jest na pewno w każdym przypadku. Jak i również ja, znajdę za progiem mojego domu podobny przypadek. Mieszkam w domu nad jeziorem z lat 30stych, nasze ściany są podziurawione, jakby pamiętały wojnę…. przez różne dziwne sprzęty do zabaw dla dzieci, mi to nie przeszkadza. Każda dziura ma swoja historię, i nawet je lubię. Wiąże się z nimi wiele cudownych wspomnień. Do szkoły jeździmy na rolkach albo rowerze, rzadziej metrem, nigdy autem. Sobotnie drugie śniadania spędzamy w niedalekiej stajni czesząc konie, sprzątając po królikach, świnkach morskich, kurach i całej wiejskiej ferajnie jako…. wolontariusze. To wiele uczy moje dzieci, zwłaszcza młodsze, ale za to możemy jeździć konno. Dzieci poznają rasy koni. Na żywo, nie na bitach, to setki razy lepsze.  Tutaj dzięki takim wolontariuszom na emeryturze, czy jak my, funkcjonuje wiele cudownych miejsc dla dzieci. Uwielbiam za to to miasto. Przez to, że ja matka 5 dzieci, zgodziłam się dawać lekcje pływania 2 razy w tygodniu, za darmo , na pobliskim basenie, to cała moja rodzina 2-3 razy w tygodniu chodzi na basen, również za darmo. To podejście Szwedów, że robią dużo dla wspólnego dobra, bardzo ułatwia mi rozwój moich dzieci.

A jakie jest podejście szwedów do wczesnej edukacji ? To zależy. Do niedawna ogłaszano w gazetach jak urodziło się dziecko… hehehe mówię całkiem poważnie. Był bardzo mały przyrost naturalny. Teraz Szwecja przechodzi odrodzenie. Szwedzi lubią spędzać czas na zewnątrz. Zabierają dzieci w różne ciekawe miejsca… ot takie bity na żywo. Znaczna część dzieci jest co najmniej 2-3-języczna. To normalna sprawa, ponieważ mój obecny świat to zlepek różnych narodowości. Dużo podróżują.

Uwielbiam tę wolność dziecka. Uwielbiam to, że nie wmawia im się ciągle, że coś jest za trudne, bardzo niebezpieczne, że dosłownie na wszystko muszą uważać. Tutaj wiele osób nieświadomie i intuicyjnie robi wiele dla dzieci. Nie ogranicza i na tym dzieci w Skandynawii zyskują. Widok gołych stóp w okolicach 10 C nikogo nie wzrusza. Oczywiście nie chodzi o to, że dzieciom ma być wolno wszystko.  Ja uważam, że wolność trzeba im dać, dać szansę na doświadczenie wszystkiego, co mogą. Ale gdy pewne granice zostają przekroczone reaguję. To kształtuje charakter moich dzieci. Ustala ich miejsce w świecie i informuje, że pewne rzeczy nie zostaną zaakceptowane, jak uderzenie innego dziecka, pożyczenie rzeczy bez pytania od siostry, pozostawienie czegoś nieskończonego, bo się znudziło- to ćwiczy charakter, wytrwałość. Mamy zapisane zasady. Wiszą w domu, na drzwiach wejściowych. Te zasady są proste, ale każdy musi się do nich stosować- mam na myśli rodzic i dziecko .

Teachyourbaby: Dziękuję za te przemiłe motywacyjne słowa, bo ostatnio to w ogóle czuję, że Maja ze mnie nie ma żadnego pożytku. Początek ciąży daje mi popalić i niektóre dni to wyglądają tak, że ja leżę/ śpię, a córeczka mi demoluje pokój po czym wraca i oznajmia, że mi zrobiła bałagan. Ale nie wraca z niczym, bo np. odkryła książeczki, które jej kupiłam jakiś czas temu i teraz przyszedł na nie czas np. na poprawianie cyfr po śladzie. Czasem na leżąco udaje mi się zrobić czas z włoskim. Zawsze coś…ale czuję, że to mało.

Zachęcasz do przeprowadzenia się do Szwecji. U nas wolontariat dopiero raczkuje. Trochę podróżowałam i mam wrażenie, że jesteśmy daleko w tyle za innymi państwami. Zresztą wolontariat w takim wydaniu jak wy macie jest mega. No i ta wolność. Tutaj jak dziecko raczkuje po placu zabaw to wszyscy patrzą jak na wyrodną matkę.

Bardzo mnie zainteresowało to, co o Twoim podejściu powiedziała Twoja siostra. Podobno powiedziałaś jej coś w stylu: „Rób wszystko tak samo jak Doman napisał albo wszystko na odwrót.” Mogłabyś wyjaśnić te słowa? Czy to była po prostu manifestacja 100% zrozumienia filozofii Domana od samego początku, żeby wszystko robić po swojemu, a to co on pisał to nie przymus, jak myślą niektórzy, ale tylko sugestie? Czy to prawda, że u ciebie było wszystko na odwrót?

Iwona: Ach….. siostra… To naprawdę nie istotne, bo to nie karty są ważne. One nawet nie są dla dzieci. One są dla nas. Dziecko przyjmie dokładnie wszystko co mu pokażesz w jasny sposób, różnymi drogami nie koniecznie oczami. Chce przez to powiedzieć, że jeśli twoje dziecko jest zainteresowane takim schematem i tym co zasugerował Doman, to działaj. Jeśli nie, modyfikuj wszystko pod siebie i nie boj się dziwnych i niekonwencjonalnych podejść. Tego nie można zrobić źle. No porostu się nie da.

Najstarsza córka nauczyła się czytać na pełnych zdaniach. Nie obchodziło ją jak machałam kartkami z pojedynczym wyrazem. Musiałam wymyślić coś, co zatrzyma jej uwagę. Rozklejałam maksymalnie długie zdania na ścianach, były baaardzo długie i znajdowały się w wagonach.  Każde słowo innym kolorem….Właśnie tak… na pustej ścianie przykleiłam lokomotywę z wagonami, do której wklejałyśmy zdania, obrazy… każdy wagon inny artysta…. itp. To nam pomagało. Z czasem skakała do nich i prosiła by nakleić nowe. No i nauczyła się czytać szybciej niż jej rówieśnicy. Jak to możliwe skoro to jeden z ostatnich etapów nauki czytania ? Czy wszystko było u mnie na odwrót? Hehe… może nie. To naprawdę zależało od dziecka. Każde wymagało innego podejścia. Nie miałam nic do stracenia wymyślając nasz własny schemat pracy, bo inaczej w ogóle by nie patrzyli, musiałabym porzucić wszystko w momentach kryzysowych… A ja? Bawiłam się przy tym wyśmienicie. Dla mnie Doman napisał o sugestiach, wszędzie są stwierdzenia, że to rodzic i dziecko jest najważniejsze. Najgorszą możliwą interpretacją jego książek jest zrobienie na siłę dokładnie jego zaleceń. Jestem pewna, że tego by nie chciał. Tu nie ma miejsca na harmonogram, presję rodzica. Dziecko wszystko wyczuje. Wszystko. Jeśli masz już 5 dzieci, to uwierz mi prędzej czy później zmienisz metodę na swoją własną inspirowaną Domanem.

Siostra po 2 miesiącach sama zmieniła zdanie, kiedy zanudziła syna powtórkami do tego stopnia, że sama opracowała sobie własną metodę, na którą ja nie wpadłam. U nich wpasowała się idealnie i idą jak burza, szybciej i więcej, nie oglądając się na powtórki. Co jakiś czas dostaje filmy z przebłyskami jej synka i jestem z niej dumna, że daje radę i nie idzie na łatwiznę.  Czasowniki często pokazywała w ruchu np. skakać, przekaz szedł 3 drogami. Do pracy był zatrudniony wzrok, słuch i mięśnie dziecka. Części ciała pokazywała na sobie, jej synek w książkach wynajdywał przerabiane przez nich słowa i pokazywał na swoim ciele. Czyli zadziałało. Miał 12 miesięcy, chociaż, ta jeszcze w to nie wierzyła. Zastosowała również obrazki w czytaniu. Takie jakby bity w momencie kryzysu. Bawiła się z dzieckiem pokazując słowo i prosząc by znalazł na podłodze takie same, szybko pojął pojęcie pary, zresztą tych zabaw to ona wymyślała tysiące… robiła kostki z napisami, zwijała kartkę z napisem do 5 butelek i wrzucała do wanny- jej synek próbował łowić napis, otwierać butelkę. On nie mógł się doczekać co będzie następne, i oto właśnie chodzi…. Kryzys minął, wrócili do normalnych sesji . Matematykę włączała z dyktafonu, zaczęła tworzyć swój program chemii analogiczny do Matematyki Domana. Nasze domy wyglądają dziwnie. Na drzwiach wiszą przykazania rodziny, szkielety, obrazy artystów drukowane na A4 … Czasem czułam to zdziwienie, gdy ktoś z moich gości zaniemówił na widok przyklejonej kartki z napisem „kupa”. Dla mnie najważniejszą zasadą Domana jest to, by nie zanudzić dziecko. Cała reszta, czcionka, jej kolor, czy laminowane, czy w koszulkach, czy jeszcze na czymś innym, nie są ważne…Ma być szybko, tanio, dużo i zabawnie. Dobra zabawa dziecka, szybkość pokazania materiału i ilość tego materiału. Tylko to powinno być najważniejsze. 

Teachyourbaby: Takich słów potrzebują rodzice tym bardziej, że często słyszą krytykę metody Domana lub ewentualnie głosy, że działa tylko w takiej czy innej modyfikacji, czy nawet pod inną nazwą. Tego rzeczywiście nie da się zrobić źle o ile się robi po swojemu. Działania innych traktujemy jako inspirację. Ja sama inspiruję się innymi, zwłaszcza rodzicami, z którymi miałam wywiady. One otwierają oczy. niby każdy działa w oparciu o metodę Domana, a każdy wywiad jest inny, zupełnie inny. Dziękuję za tyle przykładów jak można zrobić to po swojemu.

A mogłabyś się podzielić szczegółami swoich modyfikacji programu matematyki według Domana? Wiem, że pominęłaś etap prezentowania kropek i od razu przeszłaś do działań na kropkach. Myślisz, że to by była dobra opcja dla nieco starszych dzieci, w najtrudniejszym wieku do zaczynania (12-18 mcy), jeśli chcemy trzymać się harmonogramów, po prostu opuścić etap prezentowania kropek tylko zacząć coś z nimi robić?

Iwona: Przyznam szczerze, że na ten pomysł z matematyką nie wpadłam sama. Z wykształcenia jestem fizjoterapeutą. Moimi pacjentami początkowo były dzieci z nowotworami mózgu, z porażeniem mózgowym, z mukowiscydozą. Poznałam matkę chłopca z porażeniem mózgowym, która pracowała właśnie ze swoim synem poprzez sugestie Domana. To ona mi powiedziała, że pracując z jej drugim zdrowym synem, zanudziła go kropkami, do tego stopnia, że nie zrealizowała tego programu. Na moje pytanie co by zmieniła, powiedziała : zmniejszyła bym drastycznie ilość powtórek. Hmmm tylko co to znaczy drastycznie…. I tu pojawił się pomysł w mojej głowie , by ogóle ominąć ten etapu prezentacji. Dziecko i tak patrzyło na ilość i poznawało ją. Od razu wskoczyło w schemat dodawania, widziało jakąś zasadę. Dziecko mi też powiedziało, kiedy tę zasadzę pojęło, jaką jest dodawanie. I płynnie przeszliśmy do odejmowania. Pamiętam jak zrobiliśmy dodawanie, odejmowanie i wówczas moja 14 m córka zmarszczyła czoło, gdy nagle pokazałam jej mnożenie. Ona jakby się zastanawiała, o co chodzi. Ta ciekawość nie dawała jej spokoju i uwielbiała matematykę. Zresztą do dziś tak jest. Robiłyśmy po około 180 działań dodawania i odejmowania, mnożenie i dzielenie poszło znacznie, znacznie szybciej. Podejrzewam, że przez to , że ilości rozpoznawała już na wylot. Podobnie  było z zresztą dzieci. Różnica polegała tylko w sposobie prezentowania kart. Jedne chciały patrzeć tylko przy karmieniu piersią, inne tylko w foteliku, jeszcze inne lubiły wypadające karty z lodówek i szafek. Jeszcze inne chciały żebym rzucała je ze schodów lub pokazywała w samochodzie. Ten wiek 12-18 m jest bardzo ciężkim wiekiem dla rodzica- nauczyciela. Dla dziecka to fantastyczny czas. Jeśli wierzycie w swoje odczucia, to tak właśnie zróbcie, zostawcie ten etap i idźcie dalej. Albo pokażcie o co najmniej połowę mniej i dalej działajcie na własnych zasadach. Ja tak działałam z całą 5, chyba im to nie wyszło na złe. Trzeba też pamiętać, że matematyczny program Domana to początek przygody z matematyką. To tylko podstawa z podstawy.

Teachyourbaby: Jejku jak ja ci zazdroszczę tej intuicji. Bo mam wrażenie, że od początku. Ja nadal ze sobą walczę, żeby jej zaufać. Długo dążyłam do tych domanowych 126 powtórek każdego działania, a już przy dzieleniu powinnam zakończyć wcześniej. Teraz mam rozkminki w hiszpańskim, bo moja mała zgłasza mi gotowość na książki i tylko i wyłącznie na książki. Pomimo to, że staram się iść za intuicją to cały czas mam w głowie, że to niemożliwe…totalnie, autentycznie niemożliwe.

Moje kolejne pytanie: jaki jest Twój pomysł na poszerzenie kontaktu z matematyką poza to, co Doman proponuje w książce. To pytam też sama dla siebie, bo myśmy wszystko przerobiły na kartach i kilka zagadnień dodatkowo, ale boję się, że mi się skończą pomysły. Też uważam, że program matematyczny Domana to tylko podstawa. Niemniej jednak ja matematykiem nie jestem i nie wiem ile jeszcze zdołam wymyślić.

Iwona: Pomysłów jest sporo. Matematyka to nie tylko kropki. Zakładam, że liczenie wszystkiego co tylko wpadnie w ręce macie na bieżąco. Matematyka to figury, bryły, objętości, kąty, proste i …. I wiele wiele innych. Zagadnień jest tyle, ile my mamy pomysłów na przedstawienie. Dla mnie priorytetem było pokazanie dzieciom, że matematyka to nie abstrakcja zapisana na kartkach książek. Matematyką żyjemy. Jest wszędzie. Zresztą podobnie z chemią i fizyką. Nie myśl, że się na tym wszystkim znam…. Nie znam się w ogóle, ale kupiłam podręcznik do liceum i leciałam z tematem na kartach, jeśli się dało to robiłam też bity matematyczne. Tysiące razy ważyłam z dziećmi różne produkty spożywcze by pokazać im pojęcie netto/ brutto. Idąc na zakupy ciągle liczyliśmy procenty, gdy obniżano cenę. Chodziłam z metrówką po Ikea i mierzyłam wszystkie szafki kuchennie, liczyliśmy objętości, zastanawialiśmy się czy szklanka jest do połowy pełna, czy pusta, przeliczaliśmy kg na g, robiliśmy ciągi liczbowe, tworzyliśmy układy słoneczne z realnymi odległościami na zewnątrz. Graliśmy w sudoku na kropkach, potem na kropkach i cyfrach, robiliśmy ciągi, szacowaliśmy ilości. To dzieci inicjowały co chciały wiedzieć, ja tylko za nimi szłam. Kiedyś rozbiliśmy 20 jajek i każde z osobna ważyliśmy, potem wszystkie razem, na końcu sprawdzaliśmy czy proces smażenia ich, wpływa jakoś na wagę. Pokaż dziecku , że matematyka to nie tylko kropki i książki, tylko życie. Zastanawiajcie się ile szklanek 200 ml zmieści się w garnku o objętości 1,5 l….. Uczcie zadawać dzieci pytania, to jest najważniejsze, jeszcze ważniejsze niż odpowiedź…. Ją można sprawdzić wszędzie, ale wszystko zaczyna się od pytania… Albo jeszcze lepiej zadajcie je sami na głos. By zmusić dzieci do myślenia i doświadczenia. Pieczcie, gotujcie razem…. Kojarzcie fakty, zastanawiajcie się co macie wspólnego z psem, krową, pająkiem ? Potem wpadłam na pomysł opracowania swojej książki. Takiego podręcznika, pisanego czasem na komputerze, czasem ręcznie, takiego na własny użytek pod moje dzieci, bo chociaż pomysł publikacji był, zabrakło na to czasu. I robiłam im zadania matematyczne, chemiczne, fizyczne, zawsze w oparciu o wiedzę encyklopedyczną. Chciałam, by przedstawiały maksymalnie dużo treści. Bo zainteresowanie zadaniem czasem trwało 20 sek, czasem 5 min, a czasem zastanawiały się cały dzień. Czasem, by rozwiązać zadanie musiały coś obserwować tydzień. Zadania wplatałam też, w czytanie globalne, w książeczki które robiłam. W moich książeczkach, ciągle były pytania typu: ciekawe dlaczego? Jak myślisz ? Co teraz czujesz? To skłania do myślenia.  Oo i jeszcze jedno- najlepsza książka, którą kupisz, nigdy nie będzie idealna. Taką możesz zrobić tylko sama. Będzie przez Ciebie bił entuzjazm, bo ja tworzyłaś Ty, w oparciu o dokładne zainteresowania swojego dziecka. To też ważne. Bardzo ważne. Uczcie dzieci pojęcia czasu…. Uświadom córkę ile to jest 1 min, a ile 60 sek. niech zastanowi się, które trwa dłużej. Nie podpowiadaj jej, że to jest to samo. Niech spróbuje wysiedzieć 60 sek w bezruchu. Liczcie na stoperze, niech go sama włączy, niech będzie w to zaangażowana… 

Teachyourbaby: Tak…liczenie wszystkiego mamy na bieżąco chociaż ci powiem miałam mieszane uczucia, jeśli o to chodzi. Gdzieś wyczytałam, że powinno się tego unikać, więc często liczyłam w myślach i podawałam Mai ilość, żeby ogarniała całościowo. Jednak ona uwielbia liczyć i w sumie, jako, że w Domanie nie doszukałam się zakazu liczenia, za to coś zupełnie przeciwnego – podążanie za dzieckiem, za tym idę. Czymś absurdalnym wydaje mi się zabranianie liczenia podczas gdy dziecko chce to robić. Ja w ogóle jestem przeciwna zabranianiu czegokolwiek, jeśli to nikomu nie wyrządza krzywdy.

Dziękuję za bank pomysłów. Ja zaczęłam ostatnio robić matematyczne książki właśnie z realnymi sytuacjami z życia codziennego pisane w stylu książek do czytania globalnego. To po wzmiance o twoich książkach przez twoją siostrę. Teraz będzie tej matematyki, chemii itp. więcej w otoczeniu. Zainspirowałaś mnie. Chętnie bym taki twój podręcznik kupiła.

Pojęcie czasu wpisuje się akurat w zainteresowania mojej trzylatki, która sama sobie na ręce zegarek malowała i była rozczarowana jak zmykał po myciu. Zainwestowałam w prawdziwy i każdy, dosłownie każdy z moim mężem włącznie jest w szoku, że prawdziwy. Bo jak to…trzylatka ma prawo jedynie do plastikowej imitacji. Fajny pomysł z tym czasem. Jak mam jakieś podstawy to więcej pomysłów przyjdzie sama. Na razie po prostu jej mówię od czasu do czasu, która jest godzina.

Wracając do matematyki jakbyś opisała efekty tak wczesnej ekspozycji na matematykę?

Iwona: Moja najstarsza córka wygrała konkurs matematyczno- fizyczny, który umożliwił jej wybór uczelni tu w Szwecji i za granicą. Moja druga córka hmmm o niej powinnam opowiedzieć trochę osobną historię, zatem wstrzymam się z odpowiedzią, pozostali synowie radzą sobie bardzo dobrze. Z mojej obserwacji wynika, że jednak najlepiej radzi sobie mój najmłodszy syn. Efekt podpatrywania u rodzeństwa. Czy wyróżniają się na tle innych ? Na Polskich placach zabaw mam czasem obawy, że potraktują nas jak dzikusów. Szwedzkie place zabaw są genialne, po prostu je uwielbiam. Nie są to zwykłe drabinki, dzieci mogą się wspinać po konstrukcjach z drewna, po dachach domków, płotach, ogrodzeniach, zresztą po wszystkim tym co dzieci mają na wsi za oknem. Nie trzeba szukać specjalnie zrobionej drabiny, wystarczy trochę wolności. Widzę, że ich sprawność fizyczna jest zdecydowanie lepsza od przeciętnego dziecka. Jeśli chodzi o wyrażanie emocji i uczuć, to proces nad którym pracujemy ciągle, wydaje mi się, że są wrażliwi na piękno otaczającego nas świata, na cierpienie innych,  zauważają też najdrobniejsze zwierzę jak pająk, robak, które biorą na ręce. To też ważne, by nie przekazywać swoich lęków dzieciom – ja panicznie się boje pająków, ale starałam się im tego nie przekazać. Wychowanie dziecka, to praca nad sobą samym. Nad powstrzymywaniem się od różnych reakcji, dla dobra dziecka. Intelektualnie….. hmmm każde z nich lubi swoją dziedzinę. Widzę , że wśród swoich znajomych są liderami, ale są lubiani. Nie mają problemów z nawiązywaniem kontaktów. Każde dziecko, z którym rodzic pracuje ma wiedzę. Więc tego tematu nawet nie poruszam, bo jest to myślę oczywiste. Staram się nie robić porównań dlatego, że wiem, że nie każde dziecko będzie chciało nam pokazać co wie… po prostu ono się otworzy w najmniej oczywistym momencie i to jest czadowe. 

Teachyourbaby: Tak…to jest czadowe. Ja pamiętam swoje momenty, kiedy Maja mnie zwaliła z nóg, a najbardziej, kiedy obcej osobie pokazała, że czyta podczas gdy ja myślałam, że jeszcze nie, bo ona z tych niepokazujących.

W jakim wieku zaczynałaś z każdym dzieckiem? Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że im wcześniej tym łatwiej dla rodzica? Czy wiek ma pod jakimś innym względem znaczenie oprócz tego najtrudniejszego okresu 12-18 miesięcy?

Iwona: Jeśli pytasz o metodę Domana to było to różnie. Jednak zawsze z każdym pracowałam według swojej własnej metody od urodzenia. Tylko z pierwszą córką zaczęłam Domana okolo 8-9 miesiąca. Aspekt fizyczny pomijałam u wszystkich dzieci tylko nie u drugiej córki. Z pierwszą bawiłyśmy się dużo na basenie, uwielbiała spędzać dnie na brzuchu. Bardzo szybko naprzemiennie pełzała i raczkowała. Zaczęła chodzić końcem 13 miesięcy. Z drugą córką postanowiłam spróbować aktywności fizycznej proponowanej przez Domana. Tutaj bardzo się zawiodłam. Pomimo bardzo intensywnego programu córka nie pełzała, nie chciała raczkować, w 9 m wstała i poszła w świat. Być może był jakiś inny problem…. To niestety ma swoje konsekwencje do teraz, które ujawniły się dopiero w tym momencie, a ma 16 lat. Chodząc do poradni, spotykam ludzi, którzy zaczęli  mieć problemy z koncentracją znacznie później niż moja córka, w wieku 20 kilku lat, a nawet 30. Wszystkich łączy brak pełzania i raczkowania. O efektach długofalowych braku raczkowania i pełzania, nie można mówić w wieku 5-10 lat dziecka, problemy często pojawiają się później ( chociaż nie musiały się takowe w ogóle pojawić ) w naszym przypadku w okolicach 16 roku życia. Wcześniej była najlepszą uczennicą w klasie. Bardzo staranna, pracowita. Ja nie chciałam robić nic na siłę, a że ona nie chciała nadrobić tego pełzania i raczkowania w wieku starszym, to też inna przygoda. Jednak nie robię z tego afery. Doskonale wiem, że to jest ta przyczyna. Cieszę się, że pojawiło się to w okolicach 16 urodzin, a nie po wyborze kierunku studiów, jak u naszych kilku znajomych z terapii.

Córka ma swoje zainteresowania, uwielbia chemię, tworzy nam wszystkim naturalne kosmetyki, sole do kąpieli, balsamy, kremy, peelingi. Są cudowne. Zrobiła sobie małe laboratorium w piwnicy. W wolnych chwilach miesza tam swoje zapachy. Moje kolejne dzieci już kierowałam całkiem po swojemu. Całe nasze życie toczyło się na podłodze. Kupiliśmy w tureckim sklepie poduszki i bardzo niski stolik i na tym jedliśmy posiłki, trochę gotowałam na tym stoliku, czytałam książki, moje dzieci uczestniczyły ze mną w codziennych zajęciach i miałam z nimi  kontakt z podłogi, właściwie z ich poziomu. To, że nie pracowałam z nimi od urodzenia w aktywności fizycznej rekompensowałam im poprzez nieograniczone możliwości poruszania się, po schodach, po drzewach, placach zabaw, przykręcając dziwne huśtawki, hamaki, drabinki i dziurawiąc kolejne ściany w swoim domu. Biegały w butach, w skarpetach, rajstopach i boso, pływaliśmy o 5 rano w temp 15 C w jeziorze, wszyscy. Chodzimy na wyprawy górskie, jeździmy wszyscy na nartach i na biegówkach, uwielbiamy rolki, chłopaki deskorolki i hulajnogi. Dziewczyny próbowały boksu, chłopaki baletu i naprawdę dużo by opowiadać.

Oczywiście, że im wcześniej tym łatwiej ( mówię o domanowaniu i kartach)  im dziecko starsze, tym podkreśla swoje „ Ja” nie zgadza się już na wiele rzeczy, pokazuje co lubi, a co nie, bo poznało już trochę świata. Ta autonomia jest bardzo ważna. Trzeba ją szanować. Wiek dla mnie ma tylko takie znaczenie, że starsze dziecko, potrafi pokazać, czy też powiedzieć nam, czy to co robimy do niego dociera. Natomiast z młodszym… hmm pozostaje ta nuta niepewności, ale ja ją uwielbiałam… każdorazowo. Wprowadzała mnie w taki nastrój oczekiwania na coś niesamowitego. 

Teachyourbaby: Ja teraz mam wiedzę, żeby ci powiedzieć, że podstawowy program rozwoju fizycznego Domana nie gwarantuje tego, że dziecko zacznie pełzać i raczkować. Jeśli mamy jakiś problem neurologiczny dzieci mają tendencję do przeskakiwania właśnie tych etapów. Jeśli rodzic jest świadomy, wie o co chodzi i wie też że czasem nie może nic z tym zrobić. Często dobry fizjoterapeuta potrafi pomóc i doprowadzić dziecko do przejścia tych etapów. W webminarach z Jordan z Doman International było dużo na ten temat. Jeśli dziecko nie pełza można go wspomóc wykonując tzw. patterning i być może to pomoże. Natomiast jak już przeskoczyło samo z siebie etap to już w danym momencie nic nie zrobimy. Czekamy do wieku min. 5 lat, bo wtedy jest łatwiej dziecku pewne sprawy wytłumaczyć i uczymy pełzać i raczkować, patterning też tutaj może okazać się niezbędny. Jeśli się nic nie dzieje i nie widzimy żadnych „szwenksów” możemy też czekać do czasu aż pojawią się problemy. To tak w wielkim skrócie. Jordan potwierdziła, że pełzanie i raczkowanie ma dobry wpływ zarówno na dzieci jak i na dorosłych. Sama tego na sobie doświadczyła dołączając do zespołu Doman International z niewielką dysleksją, która po programie pełzania i raczkowania unormowała się. Tylko pytanie jak zachęcić starsze dziecko do pełzania i raczkowania? Co zrobić jak nie będzie umiało?

Dobrze, że mówisz o tych efektach długofalowych braku ważnych w metodzie Domana etapów – pełzania i raczkowania. Jest wielu takich, którzy negują tą część metody. Warto aby rodzice byli świadomi, że to bardzo ważne etapy.

Z rozmowy z twoją siostrą wiem, że masz bardzo zbliżone podejście do wychowania dzieci jak ja. Pełen luz. Dzieciom wolno było polizać kamień, zjeść kawałek trawy…Wiem nawet, że na wiadomość, że któraś z Twoich córek zjadła biedronkę zapytałaś, czy smakowała. Jak się tym podzieliłam z moim mężem to mnie poinformował, że biedronki są trujące. Jak otoczenie w Szwecji reagowało na taki styl wychowania a jak to było gdy przyjeżdżałaś do Polski?

Iwona: Szczerze mówiąc tu wszyscy wychowują się tak, jakby tymi dziećmi się nikt nie zajmował, zarówno rodzice jak i szkoły i przedszkola. Dzieci mają naprawdę nieograniczoną wolność. Tak moim dzieciom zdarzyło się zjeść kilka garści piasku, wylizać kamienie, zjeść biedronki, muchy, liście i trawy i nawet nie chce wiedzieć co jeszcze. Same zauważyły, że nie warto. Nie chciały tego robić. Ja jedynie stałam obok i informowałam je, że w świecie ludzi nikt nie je piasku (przynajmniej nie znam) natomiast trawy, biedronki , liście już niekoniecznie… kolejny temat do poszerzenia wiedzy o świecie. Nic nikomu się nie stało. Tutaj nikogo to nie obchodzi. Zdarzenie sprzed kilku lat. Moje dzieci uwielbiają się wspinać wszędzie. Nasze place zabaw są tak różnorodne, że umożliwiają te wspinaczkę w każdy możliwy i nie banalny sposób. Mamy sąsiada, który ma kilka pięknych zabytkowych samochodów. Jest już emerytem, i poleruje codziennie te samochody, bo to jego hobby. Mój wówczas 5 letni syn pobiegł do niego i wszedł mu na dach auta i zaczął podskakiwać. Jaka byłaby reakcja w Polsce? Ja wole nawet nie myśleć. Tutaj nasz sąsiad zadzwonił, że jemu to nawet nie przeszkadza, ale boi się, że mój syn będzie chciał przeskakiwać z auta na auto i że to nie jest dobry pomysł. Takie mają podejście. Nie mniej jednak, po powrocie do domu mieliśmy rozmowę z synem, wrócił tam ze ścierką do polerowania auta i sam wieczorem stwierdził, że to ciężka praca. Na sam koniec dnia poszedł z upieczonym ciastem i lemoniadą pograć w szachy z emerytowanym dziadkiem. To jest ta nieograniczona wolność dzieci w Skandynawii, ale nie oznacza to, że pozwalam na wszystko. Uczę swoje dzieci, że życie wśród ludzi wiąże się z określonymi zasadami, które dobrze jest przestrzegać dla własnego dobra.  Wybór jednak zawsze pozostawiam dziecku, by samo zadecydowało, co tak naprawdę bardziej mu się opłaca. Wolność dotyczy poznawania świata i aktywności ale…. Uczę też wytrwałości…. Mają wolny wybór tego co chcą robić, ale to co zaczęły chce, by robiły do końca. Nie zmuszam, ale motywuję ucząc się razem z nimi np. gra na skrzypcach rozsławioną metoda Suzuki. To uczy wytrwałości. Czyli ta wolność jest, ale rozumiesz pod kontrolą.

Teachyourbaby: Tak…to dla mnie oczywiste. Dzieci też powinny znać pewne zasady.

O matematykę już szczegółowo wypytałam, a jak wyglądała wczesna nauka czytania w waszym przypadku? Jaki masz i miałaś pomysł na czytanie globalne dla swoich dzieci?

Iwona: Czytanie globalne też robiłam po swojemu. Z jednym dzieckiem robiłam normalnie tj. z 16- letnią córką. Z najstarszą od razu były zdania, z pierwszym synem książki które zostały mi z wcześniejszych lat, jak pracowałam z dziewczynami. Najmłodszy nauczył się czytać sam, ale zawsze czytając książki z dużą czcionką, podkreślałam wyraz który czytam. Środkowy czytał metodą sylabową. Zawsze miałam napisy ponaklejane w całym domu, zmieniałam co wieczór. Oczywiście sesje jako tako były, kiedy dzieci chciały. A nie zawsze chciały. Traktowałam je bardziej, jako przyspieszenie rozwoju mózgu i wytworzenie połączeń nerwowych, a nie nauka czytania.

Teachyourbaby: Temu też czytanie globalne służy i ogólnie cała wczesna edukacja i według mnie tu właśnie nie chodzi tyle o samo czytanie, bo przecież tego nauczy się praktycznie każdy, ale właśnie o stymulację mózgu.

Skąd się wzięła u ciebie taka otwartość na modyfikacje i pełne zrozumienie filozofii Domana? Ja doznałam oświecenia, że tak powiem dopiero po rozmowach z Krzysztofem Kwietniem. Miałaś jakąś inspirację? Czy po prostu przeczytałaś jego książki?

Iwona: Chodzi o książki Domana czy Krzysztofa Kwietnia ? Książki Domana przeczytałam wszystkie. Krzysztofa Kwietnia niestety nie, jeśli mówisz, że warto, to poproszę siostrę, by kupiła. A może nawet je ma. Ja po prostu widziałam, że coś działa lepiej, niż schemat, opisany przez Domana i zaryzykowałam. Wszystko robienie chaotyczne, bez planu jest lepsze od nic nie robienia lub robienia ściśle według harmonogramu. Efekty będą zawsze. To dzieci na mnie wymusiły każdą zmianę, ja je tylko słuchałam i intuicyjnie kierowałam się swoimi pomysłami. Naprawdę niczego nie żałuje.

Teachyourbaby: Hehe…Kwiecień chyba nie napisał żadnej książki. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem. To po prostu domanujący i megainspirujący tata.

Jaki był twój cel na samym początku: wczesna nauka czytania, matematyki czy po prostu stymulowanie rozwoju dziecka na wszelkie sposoby i odłożenie oczekiwania na efekty na dalszą przyszłość?

Iwona: Stymulowanie rozwoju dziecka poprzez tworzenie siatki neuronów w mózgu i pomysł na sensowne wykorzystanie czasu. 

Teachyourbaby: Mam wrażenie, że najlepiej domanowanie wychodzi rodzicom, którzy za cel nie stawiają sobie np. nauki czytania ale właśnie najważniejsze jest robienie czegoś z dzieckiem i stymulowanie mózgu różnościami. Prawda jest taka, że każdy maluch nauczy się czytać w innym czasie i najlepiej jak nie będziemy na to niecierpliwie czekać. Wczesna edukacja ma znacznie głębszy sens i tak naprawdę nigdy nie wiemy jaki obszar mózgu dodatkowo rozwijamy prezentując np. karty do czytania.

Mam jeszcze pytanie o języki obce. Wprowadzasz jakiś, a jeśli tak to jak?

Iwona: Tak najstarsza córka mówi po polsku, angielsku, szwedzku i francusku, sama uczy się hiszpańskiego. U nas w domu OPOL. Mąż jest Szwedem, ja Polką. Język angielski załapała w przedszkolu sama, bez większego problemu, francuskiego uczyła się w szkole od 1 klasy. Z tym, że mąż mówi po francusku bardzo dobrze i dużo w domu rozmawia po francusku do pozostałych dzieci. Całą szkołę miała w języku angielskim jak i przedszkole. Jak zresztą każde moje dziecko chodzi lub chodziło do szkoły i przedszkola, gdzie mówi się po angielsku plus dodatkowo ( hiszpański, rosyjski, chiński) co im się spodobało, a mogły wybrać do nauki.

Teachyourbaby: W polskim systemie edukacji taki wybór języków niestety na dzień dzisiejszy niemożliwy.

Czy realizowałaś jeszcze jakieś programy Domana poza tymi, o których wspomniałyśmy?

Iwona: Realizowałam bity inteligencji i programy inteligencji, matematykę, czytanie globalne w trzech językach ( szwedzki, polski i angielski) bity muzyczne, czy bardziej bity słuchowe, bity dotykowe, bity zapachowe, wszystko co przyszło mi tylko do głowy. Za pomocą bitów ruchowych nauczyłam jedno dziecko języka migowego. Może nie na wysokim poziomie, ale potrafi całkiem sporo. Oczywiście to wszystko nie było na przestrzeni 1 roku, czy nawet 2…. na przestrzeni wielu lat, a nawet do teraz ponieważ ja jestem matką pracującą, ale naprawdę wszystko można. Człowiek jest tak elastyczny…. Tylko ważna jest ta nasza motywacja, by działać. 

Teachyourbaby: Też należę do mam pracujących. Pokazujemy, że metoda Domana nie jest tylko dla tych, co mają dzieci w edukacji domowej i nie pracują.

Wiem już że masz dzieci w różnym wieku i te starsze oczywiście czytające od dawna. Jak rozpoznałaś, że już czytają? W jakim wieku?

Iwona: Wszystkie czytają. Najmłodszy zaskoczył nas wszystkich. Ale zawsze siedzi mi na kolanach przy czytaniu, a ja mu podkreślam słowa w książce, bo z nim jednym nie czytałam już globalnie, nawet modyfikując zalecenia Domana. I załapał. Nad pozostałymi się nawet nie zastanawiałam. Po prostu przychodził dzień gdzie coś, gdzieś przeczytały na głos i potem szło jak lawina. Ja miałam tę świadomość, że one czytały znacznie wcześniej, niż o tym w ogóle pomyślałam. To nie było moim celem, to stało się przyjemnym efektem ubocznym. W jakim wieku zaczęły czyta na głos ? 3-4 lata.

Teachyourbaby: Według polskich psychologów – Natalii i Krzysztofa Minge czytanie na głos dzieciom nie jest potrzebne bo włącza wewnętrznego lektora. Oczywiście jak same z siebie to robią to nie zabraniamy. U mojej trzylatki chyba powoli się to zaczyna z tym, że …o dziwo…po włosku, który jest naszym trzecim językiem.

Wspominałaś coś o metodzie sylabowej z jednym dzieckiem. We wczesnej nauce czytania pozostałych opierałaś się tylko na Domanie, czy kombinowałaś z innymi metodami np. ze wspomnianą sylabową?

Iwona: Tylko jeden z moich synów nauczył się czytać metodą sylabową, po przejściu do innego przedszkola.

Teachyourbaby: Już chyba znam odpowiedź, ale zapytam, żeby było jasne: czy Twoje dzieci chodzą do szkoły, czy mają edukację domową? Jeśli chodzą do szkoły jak sobie radzą i czy nie jest to problemem, że są do przodu w stosunku do rówieśników, bo na pewno są? Jak wyglądają ich relacje z rówieśnikami? (Z własnych obserwacji i z rozmów z innymi mamami wnioskuję, że dzieci rozwijane od najmłodszych lat rozwijają się szybciej)

Iwona: Nie, ja nie zdecydowałam się na edukację domową. Tę decyzję całkowicie zostawiłam swoim dzieciom. Szkoła tutaj wygląda chyba nieco inaczej niż w Polsce. A może nie mam racji, bo w pamięci mam swoją szkołę sprzed 30 lat.  Tutaj dzieci mają dużo wolnego czasu. Długo nie ma ocen, nie czują presji. Książki zostawiają w szkole, przynajmniej na samym początku. Praca dziecka w szkole polega często na samokształceniu się w domu, na pisaniu i robieniu projektów w grupach, często stosuje się w szkołach burzę mózgu. Podręczniki czyta się w domu. Moje dzieci bardzo dobrze zareagowały na szkołę. One nawet słyszeć nie chcą o edukacji domowej. Ja obserwuje u nich duży rozwój emocjonalny, doskonale radzą sobie w rozwiązywaniu konfliktów, są asertywne, potrafią współpracować w grupie z ludźmi różnymi wiekowo. Obserwują wiele rzeczy, wyciągają wnioski z różnych zachowań, spotykają się z różnymi ludźmi, tymi dobrymi i tymi „ złymi „ Czy biorą z nich przykład ? Czasem tak, czasem nie, ale od tego jest rodzic, który nakreśla dziecku pewne zasady. Temat taki omawiamy i zostawiam dziecko z przemyśleniem i wyborem, który musi wykonać sam. Niezależnie, czy mi się to podoba czy nie… Szanuje decyzję i zawsze podkreślam, że za każdym czynem idą jakieś konsekwencje.  Cała piątka ma tendencje do bycia liderami w swojej grupie. Mają dużo przyjaciół z którymi się często spotykają. Z najmłodszym 4- latkiem mieliśmy niespodziankę, bo chociaż najmniej domanowany, nudzi się w przedszkolu i dostaliśmy propozycje przeniesienia go nieco wyżej. Jeszcze nie podjęliśmy decyzji co z tym robimy. 

Dobrze dogadują się z rówieśnikami oraz młodszymi i starszym towarzystwem. Uczęszczały do przedszkoli Montessori, gdzie były grupy mieszane wiekowo. 

Teachyourbaby: Też mam taki plan- decyzję zostawić dziecku i jak jednak wybierze edukację domową kombinować, żeby się udało. Póki co, co dla niektórych będzie nowością moja trzylatka chodzi od niedawna do przedszkola na 2-3 godzinki dziennie. Od niej to wyszło i to akurat w czasie kiedy ja zaczęłam brzydko mówiąc „zdychać” przy kolejnej ciąży. Nasze spotkania z innymi dziećmi 2-3 razy w tygodniu to dla niej za mało. W dzień playdate pyta, czy zobaczymy się z tymi dziećmi jutro. Odległości raczej nie pozwalają. Póki co mała jest super zadowolona. Na moją prośbę jest w grupie 4- i 5- latków, bo z takimi dziećmi najlepiej się bawi.

A co do szkoły w Polsce….hmm…jestem nauczycielem i ci powiem, że niewiele się zmieniło. Zresztą wszystko zależy od nauczyciela. Są tacy, którzy uczą jak 30 lat temu, a są też tacy co nie trzymają się sztywno programu ryzykując ewentualnymi problemami i fajnie prowadzą lekcje. Pod względem czasu wolnego dzieci jest gorzej niż kiedyś. Praktycznie go nie mają przez obciążenie nauką od klasy siódmej a i na wcześniejszych etapach bywa różnie.

Jestem ciekawa waszych materiałów edukacyjnych: kupowałaś jakieś gotowce, czy wszystko tworzyłaś sama?

Iwona: Wszystko tworzyłam sama z pierwszym i drugim dzieckiem. Potem było łatwiej i materiały czasem kupowałam.

Teachyourbaby: W związku z czytaniem zapytam o książki: czy sama dużo czytasz dając dzieciom dobry przykład? Czy macie dużo książek? Robiłaś książki do czytania globalnego, czy odpuściłaś ten etap?

Iwona: Tak, czytam bardzo dużo, oboje z mężem. Oboje wyrośliśmy w domach, gdzie książka była ważniejsza niż, pranie, prasowanie i cała reszta- to nigdy nie ucieka (nie wiedzieć czemu ). Serio, tyle lat temu, bo mam już niestety 43 lata, moja mama czytała mi i Agnieszce przy stercie prania. Wcale jej to nie przeszkadzało i ja też czytam bardzo dużo. Często w weekendy, spędzamy cały dzień nad jeziorem, czy w innych ciekawych miejscach, by być blisko natury i czytamy książki. Czy mamy dużo książek ? Hehe … jest ich tak dużo, że oddam je kiedyś wszystkie jako dość pokaźny zasób do biblioteki, żeby dać im następne życie. Serio. Były wszędzie. Mieszkam w domu z lat 30… mamy piwnicę, którą zagospodarowałam jak bibliotekę. Jest wygodna  sofa, stolik i krzesła, kilka lamp i one. Półki z książkami od samego sufitu po podłogę oraz drabina. Zawsze o tym marzyłam i plan udało mi się zrealizować dopiero po 20 latach. Wcześniej zawsze brakowało funduszy. Ale nie myśl, że tylko kupujemy książki. Nie, nie- jesteśmy zapisani do biblioteki i to nie jednej. Uczę szacunku do książek od najmłodszych lat i o ile pierwsze egzemplarze były doszczętnie zgryzione i zniszczone ,to nauczyły moje dziecko tego, że po książkach się nie pisze, nie wyrywa się im stron i trzeba szanować każdą napisaną. Do biblioteki chodzę z dziećmi od około 1 miesiąca ich życia. Wcześniej się nie dało, próbowaliśmy przeżyć. Gdyby się dało, to w wolnej chwili były by z nami w tym miejscu. Co do robienia książeczek, oczywiście, że robiłam. To  jest konieczne, ale szczerze, jak tylko zauważyłam, że moje dziecko może przeczytać mniejszą czcionkę, to odpuściłam. Nie pamiętam…. z którym dzieckiem, hmmm… na pewno ostatni syn takich książek nie miał i chyba wcześniejszy syn też. Przepraszam, ale czasem pamięć mnie zawodzi co z kim robiłam dokładnie…. Od razu czytaliśmy normalne pseudo książki do czytania globalnego tylko z jednym dzieckiem, które znalazłam w księgarniach, antykwariatach i bibliotekach.

Teachyourbaby: Ja nadal czasem robię, a raczej dorabiam, bo sobie tak wymyśliłam, że np. przepisuję „Plastusia,” czy jedną z włoskich książek i co jakiś czas dodaję nowe strony, ale mała widzi już całkiem małe napisy, a poza tym zwykle takie z małą ilością tekstu na stronie są na raz, więc chyba skupiamy się raczej też na książkach z biblioteki czy innych-niedomanowych.

Mogłabyś podsumować jakie są w twojej opinii zalety wychowania dzieci zgodnie z filozofią Domana? A może widzisz jakieś wady? Ja osobiście wad nie widzę żadnych poza tym, że zjada rodzicowi trochę czasu (śmiech).

Iwona: Zalety… hmm…na pewno możliwość wykorzystania potencjału dziecka, zbudowanie podstawy na której będzie bazować cała zdobyta wiedza, większa świadomość swojego ciała, swoich emocji, większa aktywność fizyczna, brak lęku przed nieznanym, brak lęku przed wodą i szybkie nabycie umiejętności pływania, wielojęzyczność, pamięć fotograficzna, pamięć słuchowa, słuch absolutny, umiejętność odbierania świata, nie tylko wzrokiem, ale innymi bodźcami, zainteresowanie światem, dostrzeganie różnic i podobieństw od najmłodszych lat, zdolność do szybkiego, analitycznego myślenia, odnalezienie hobby, większa wiedza encyklopedyczna, lepsze wysławianie się, szybsze nauczenie się czytania, umiejętność szacowania…. Wiesz ja bym mogła godzinami wymieniać, ale nie wiem czy komuś będzie chciało się to czytać. Jednym słowem wszystkie programy Domana dają nam wszechstronny rozwój dziecka, niemal w każdej dziedzinie i co jeszcze? Najważniejsze, które doceniam po 18-mnastu latach pracy z córką. Więź matki, rodzica z dzieckiem. Czy widzę wady ? Hmm …to nie jest też tak, że musimy robić dokładnie tak jak zaleca Doman. Nie lubię aż takich fanatyków, którzy nie widzą odstępstw od tego programu, a wiem że tacy są. Od pokazywania kart, po przesadne nie spanie po nocach i tworzenie materiałów, czy zastanawianiem się co właściwie mogę zjeść i w jakich ilościach… i obwinianie się, że robię ciągle za mało. To dziecko jest najważniejsze. I jeśli jemu coś nie pasuje, zaraz to wykluczamy, ale też z głową, pamiętając, że niezadowolony i niewyspany rodzic, w ogóle nie powinien zaczynać sesji z dzieckiem.  Z zaleceniami co do diety też nie zgadzam się częściowo. Co do aktywności fizycznej, też nie do końca jestem zwolennikiem stosowania tej metody od samego urodzenia w sposób idealny jak opis z książki. Podchodzę do tego normalnie. Czytając te książki czasem w głowie miałam różne myśli. A mianowicie, że robiąc wszystkie programy z dzieckiem i z taką intensywnością, nawet gdyby dziecko chciało w nich uczestniczyć, musiałabym chyba nie spać i nie jeść. Ja uważam, że nie trzeba robić wszystkiego, każdy może wybrać coś dla siebie, i dziecka i zwykle powinno działać się tam, gdzie są deficyty, bo nie ma dziecka, które rozwija się idealnie w każdym z podanych aspektów. Ale jednocześnie mam wrażenie, że tylko Doman potraktował dziecko holistycznie, nie omijając niczego. A i nie podobają mi się harmonogramy 🙂 są najgorsze.

Teachyourbaby: Będą czytać ci, którzy szukają potwierdzenia, że metoda Domana przynosi efekty. No to masz przed sobą byłego fanatyka hehe…śmieję się, ale bez bicia przyznaję się, że póki się dało to było harmonogramowo…sesje co 15 min itp. Na szczęście nie dało się długo. Co do diety od ciąży wyluzowałam, ale tutaj też miałam skłonności do ekstremizmu np. liczenie kalorii i przygotowywanie dziennika żywieniowego dzień wcześniej i trzymanie się tego kurczowo bez żadnych odstępstw. Teraz się z tego śmieję.

Tak na koniec co byś poradziła rodzicowi, który chciałby zacząć przygodę metodą Domana? Może popełniłaś jakieś błędy, których byś nie popełniła gdyby można było cofnąć czas? Ja takich miałam całe mnóstwo, ale na błędach się uczymy.

Iwona: Po pierwsze, to nie popełniłaś błędów. Tak nie możesz myśleć, ani ty ani nikt inny. Zrobiłaś więcej niż 95 % rodziców na tym świecie. Ale zobaczysz to dopiero, jak twoja córka dorośnie… Ja do tego dochodziłam latami. I patrząc na moje dzieci, a przede wszystkim najstarszą córkę, bo ona jest gotowa do pójścia w świat odpowiem ci- Tak pewnie popełniłam błędy, i będę je popełniać, ale mam to gdzieś i jest to dla mnie nieistotne, nie wracam, nie rozmyślam nad tym tylko działam i motywuję ją dalej do działania. Też nie robiłam idealnie, to co zalecał Doman, ja się inspirowałam, nie traktowałam tego jako coś najważniejszego na świecie. Szczęście mojego dziecka, tu i teraz jest ważniejsze niż jakikolwiek program Domana czy kogokolwiek innego. A na pewno bawiłaś się z córką świetnie,  to jest najistotniejsze. Jakie rady dla rodziców ? Jej tutaj nie czuję się w ogóle ekspertem, ale skoro już muszę coś napisać to powiem tak: Nie rozmyślaj nad kolorem czcionki, rozmiarem liter, czy materiałem z którego zrobisz karty, po prostu rób tak by było szybko, tanio i dużo. Cała sprawa techniczna jest nie ważna. Kiedy minie okres tygodnia miodowego i twoje dziecko, nie będzie chciało patrzyć na karty to wiedz, że spierniczyłeś sprawę i właśnie zanudziłaś swoje dziecko, od tego momentu pamiętaj, że masz pokazać co najmniej 3 powtórki mniej. I uwierz lepiej mniej niż więcej. Kiedy przyjdzie kryzys, nie irytuj się, na dziecko, że siedziałeś pół nocy nad pięknymi słowami związanymi ze sprzętem domowym, tylko wywal całą stertę i pisz od nowa, od ręki, na poczekaniu, to co dziecko chce, lub też wymyśl jakiś absurd jak zielone słońce, sucha woda, gruba mama, obrzydliwa kupa 😀 Pamiętaj, że aktywność fizyczna jest najważniejsza i nie ograniczaj jej za nic w świecie. Czytaj sama, by dziecko miało przykład. Pamiętaj, że karty to nie wszystko, bity na żywo są o tysiąc razy lepsze od tych na kartach. Pamiętaj o leniwych ósemkach, o jeździe na rowerku biegowym, o muzyce klasycznej, ale nie tylko. Pokaż dziecku, że fajna jest nie tylko klasyka, ale może inny typ muzyki. Zaraź grą na instrumencie, ucz języków- nawet, gdybyś musiał się zmusić do nauki chińskiego. Pamiętaj o innych zmysłach, jak zapach, dotyk, one również są ważne. Najlepiej skarpety i buty wyrzuć na całe lato 🙂 Ot takich kilka, co przyszły mi do głowy, aaaa i jeszcze jedno, chyba najważniejsze… rozwijaj w dziecku talent i pomóż mu go odkryć. Bardzo dziękuję za przeczytanie tego wywiadu. Jeśli ktoś w ogóle dotrwał do końca.

Teachyourbaby: Dziękuję za te słowa. Każda pozytywna energia teraz mile widziana. No i słowa do rodziców czadowe. Potwierdzają to co mówili rodzice w innych wywiadach. O wyrzucaniu kart mówił też Krzysztof Kwiecień.

Jestem pewna, że każdy rodzic zainteresowany metodą Domana wytrwał do końca. Dziękuję z całego serca za ten wywiad. Domyślam się, że przy piątce dzieci pisałaś go po nocach.

Kilka słów podsumowania

Bardzo mi się spodobało już stwierdzenie na wstępie, że chociaż Iwona ma okazję obserwować efekty domanowania na pięciorgu dzieci ekspertem się nie czuje. Ja też się nie czuję z zaledwie jednym na koncie. Zresztą tak naprawdę każdy rodzic może być ekspertem tylko i wyłącznie od swojego dziecka i Iwona w takim kontekście na pewno takim ekspertem jest. Każdy maluch jest inny i dla każdego trzeba nieco innej metody.

Iwona jako kolejna mama potwierdza, że to nie tyle metoda działa, ale nasz czas poświęcony dziecku. Jest to niezwykle istotne w czasach, kiedy ludzie tego czasu nie mają albo innymi słowy, mają ale tracą go na mało istotne rzeczy. Ile razy ja sama widziałam np. tatę odwiedzającego z córką mini zoo, który od razu usiadł ze smartfonem w ręce podczas gdy dziewczynka sama eksplorowała otoczenie. Niby fajnie, że ją wziął w takie miejsce, ale bez rodzica to nie jest już takie wartościowe. Ja nie mówię, że nie korzystam ze smartfona, bo niby skąd się wzięło moje konto na Instagramie, ale oprócz nagrania Mai od czasu do czasu i sporadycznego odebrania telefonu od kogoś przy Mai nie korzystam w ogóle, jeśli chodzi o klikanie, czy gapienie się w ekran. Zresztą jak jest Maja moi znajomi często mają problem się do mnie dodzwonić, bo komórka leży gdzieś całkowicie wyciszona.

W ogóle to kolejny wywiad uświadamiający, że metoda Domana to nie tylko karty. To łapanie chwil z dzieckiem i tak jak już kiedyś pisałam w artykule, w którym starałam się pokazać o co tak naprawdę chodzi w metodzie Domana. W tych chwilach z dzieckiem można mieć też czas dla siebie, o czym świadczy mój trening na siłowni z Mają bawiącą się obok. Mała się uczy, że aktywność fizyczna jest ważna i nawet sama czasem coś fajnego nam pokazuje mówiąc, że robi trening.

Nietuzinkowe jest na pewno stwierdzenie, że …karty nie są dla dzieci ale dla nas. Coś w tym jest, bo bez kart czasem nie mamy tego poczucia, że uczymy. Ja doszłam do tego, żeby dostrzegać walor edukacyjny w każdej, dosłownie każdej chwili z maluchem. Ciągam Maję dosłownie wszędzie nawet niedawno na pobranie krwi ku zgrozie pobierającego, który zapytał, czy nie mogła zostać w domu. Niby czemu? Moja trzylatka zaczęła już chyba zauważać, że ja na wszystkie załatwienia biorę ją ze sobą, tata- nie i zdarza się, że mi w samochodzie dziękuje, że ją wzięłam. To jest dla mnie bardzo cenne.

Polecam zaglądnąć też tutaj:

O co tak naprawdę chodzi w metodzie Domana

Pierwszy webminar z Jordan z Doman International

Drugi webminar z Jordan

Wywiad z Krzysztofem Kwietniem

Spis treści artykułów z bloga

Uważasz artykuł za przydatny? Podziel się z innymi. Jeśli masz jakieś pytania Iwony- pisz w komentarzu. A może znasz kogoś kto mógłby się podzielić swoją historią z domanowania. Będę wdzięczna za kontakt.

Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem i przemyśleniami.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u: Wszechstronne wspieranie rozwoju dziecka, na Instagram @teachyourbaby.pl, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter. W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków.

Zapraszam też do grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u: Metoda Domana i nie tylko- grupa wymiany doświadczeń dla rodziców. Dołączając do grupy możecie liczyć na sporą dawkę motywacji, na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń oraz na pomoc w nurtujących Was kwestiach.

4 odpowiedzi do “Metoda Domana z piątką dzieci – oczywiście, że się da- wywiad z kolejną domanującą mamą”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *