fbpx
Metoda Shichidy
Karty ESP

„Magia tkwi w dziecku, a nie w kartach”

Glenn Doman

Treść poniższego artykułu w skrócie:

  1. Czym jest metoda Shichidy
  2. Stymulacja prawej półkuli mózgu w lewopółkulowym świecie
  3. Relacja z zajęć próbnych metodą Shichidy w austalijskim centrum tej metody
  4. W oczekiwaniu na kolejną książkę Makoto Shichidy
  5. Moje rozkminy na temat Shichidy

Metoda Shichidy

Metoda Shichidy to jedna z najbardziej tajemniczych prawopółkulowych metod azjatyckich, bo informacje o niej są dość trudno dostępne. Wiadomo, że jej celem jest równomierny rozwój i równowaga pomiędzy prawą a lewą półkulą mózgu. Metoda Shichidy to nie tylko przekazywanie dziecku wiedzy szkolnej, ale przede wszystkim rozwój pamięci, w tym fotograficznej, umiejętności uczenia się, wyobraźni oraz okazywanie dziecku bezwarunkowej miłości. Oczywiście tych składowych metody jest o wiele więcej.

Po lekturze książek twórcy metody – Makoto Shichidy wnioskuję, że w bardzo wczesnym dzieciństwie tj. do 3 roku życia powinniśmy się koncentrować przede wszystkim na stymulacji prawej półkuli mózgu. Od 3 roku życia stopniowo wychodzi na prowadzenie lewa i wtedy też możemy włączyć stymulację lewopółkulową. Dominująca lewa półkula przytłoczy prawą i wygasi jej umiejętności jeśli nie będziemy jej rozwijać.

Tak na logikę cały świat jest lewopółkulowy, jak zresztą pisze Makoto, więc choćbyśmy tego nie chcieli lewa półkula i tak się rozwinie. Oczywiście wszystko to piszę w odniesieniu do zdrowych dzieci i z perspektywy mojej własnej interpretacji. Obie książki Shichidy, które przeczytałam traktują przede wszystkim o tym jak ważny jest rozwój prawej półkuli zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie. Podają też konkretne przykłady aktywności, które ją stymulują. Uważam, że prawa półkula ma tak niesamowite możliwości, że warto z nich czerpać garściami i nie stymulować świadomie i celowo lewej przed 3 rokiem życia, żeby nie zaczęła wchodzić w dominację przedwcześnie. Tak, czy tak zupełnie nieświadomie wiele aktywności z dziećmi robimy lewopółkulowo.

Ciekawostką dla niektórych może być, że do rozumienia tekstu czytanego potrzebna jest lewa półkula, a z czytaniem globalnym metodą Domana możemy zacząć praktycznie od urodzenia i na początku to jest czytanie bez zrozumienia typowo prawopółkulowe. Niemniej jednak, aby dziecko faktycznie czytało potrzebna jest aktywność zarówno prawej półkuli (czytanie globalne, szybkie czytanie) jak i lewej (zrozumienie tekstu). Zakładam, że u mojej Mai taka zsynchronizowana aktywność obu półkul zaczęła się dopiero gdy skończyła 3,5 roku, bo właśnie wtedy zaczęła pokazywać, że faktycznie czyta.

W metodzie Shichidy nie ma czytania globalnego i nie ma w ogóle czytania poza tzw. sight words z bardzo małymi dziećmi. Jestem bardzo ciekawa czemu.

(…) celem jest równomierny rozwój i równowaga pomiędzy prawą a lewą półkulą mózgu.

Pewnie za niedługo napiszę jakie elementy metody Shichidy realizuję z moją Mają, czy też o jakie elementy tej metody wzbogacę domanowanie małej Anitki (metoda Domana cały czas jest naszą główną metodą), natomiast dzisiaj mam dla Was relację z zajęć prowadzonych tą metodą. Tutaj tylko skomentuję elementy, które pojawiły się w tym sprawozdaniu.

Całość mamy dzięki jednej mamie z Australii, która się ze mną skontaktowała z różnymi pytaniami i tak przy okazji wyszło, że napisała mi też jak wyglądały zajęcia próbne w Centrum Shichidy w tym kraju. Dziękuję za zgodę na publikację. Niestety o takim centrum w Polsce na dzień dzisiejszy możemy tylko pomarzyć. Być może jednak opis zajęć, który tu zaprezentuję zainspiruje Was do wdrożenia pewnych działań z Waszymi maluchami. Relacja dotyczy zajęć dla maluszków poniżej 1 roku życia. Jeszcze tutaj napiszę, że na stronie Centrum Shichidy jest informacja, że przyjmują na zajęcia dzieci od 6 miesiąca życia. Zapraszam do lektury.

Jak wyglądają zajęcia metodą Shichidy- lekcja próbna

„To była dla nas próbna lekcja, ale zostaliśmy dołączeni na pierwsze zajęcia semestru, który właśnie się zaczął. Przyjechaliśmy około 15 minut przed rozpoczęciem, bo tak nam zasugerowali, żeby dziecko mogło się oswoić z otoczeniem. Klasa była dość mała, na podłodze 6 poduszek (to jest maksymalna liczba uczestników) plus miejsce dla nauczyciela między dwoma półkami z pomocami (prawa, lewa półkula).

Chwilę przed zajęciami dołączył jeszcze jeden chłopczyk. Na oko był w wieku mojego Tymka, bo też jeszcze nie siedział sam i on był najbardziej skupiony ze wszystkich 🙂 Był to na pewno Azjata. Ja ich dobrze nie rozróżniam, ale możliwe że Japończyk. W połowie zajęć dołączyła jeszcze mama z dziewczynką – sądząc po rozgadaniu mamy i urodzie możliwe ze z Ameryki Południowej. Wspominam o tym, bo możliwe, że w jakiś sposób kultura i odczucia czy zachowanie mamy mają wpływ na skupienie i zachowanie dziecka.

Mama Amerykanka co chwila coś sobie żartowała. Moje Dziecko w pewnym momencie zaczęło płakać. Mama Azjatka tylko zerkała raz na nas a raz na swoje dziecko bo było naprawdę mega skupione na tym co się dzieje.

Zajęcia zaczynają się i kończą jakąś japońską piosenką. Podobno z czasem dzieci uczą się słów i też śpiewają. Na samym początku prowadząca pokazuje datę na kartach. Taki przykład: „Dziś jest czwartek, 30 stycznia 2020, mamy 42 stopnie.”

Potem jest coś jakby w rodzaju medytacji. Trzeba było wystawić rączki Dziecka do przodu i dmuchnąć, tak jakby pompować takiego balonika i to w końcu pęka i spływa na nas. Potem nauczycielka wyciągnęła zdjęcie kobiety w ciąży (sam brzuch) i powiedziała: „To wy jak byliście w brzuszku u mamy.” Następnie rodzice mieli zamknąć oczy i wypuścić powietrze po czym wziąć głeboki oddech i otworzyć oczy. W tle leciała jakaś taka nastrojowa muzyczka.

Dwa kolejne ćwiczenia też były bardzo fajne. Pierwsze z nich wyglądało tak: Prowadząca pokazała dwie karty. Na jednej były jakby języki ognia. Powiedziała, że to jest gorące, dotknęła kartą rączki dziecka oraz swojej ręki i krzyczała „ałci, ałci, parzy.” Następnie wyciągnęła taką samą kartę i taki sam obrazek, ale w odcieniach niebieskiego i powiedziała, że to jest zimne. Dotykając rączki dziecka i swojej mówiła: ” Brrrr zimno….” po czym położyła karty przed każdym dzieckiem po dwie, odwrócone obrazkami do podłogi i pytała się która karta jest zimna (brrrr). Mój Synek nie wybrał prawidłowo, ale Azjata tak. I ona to skomentowała, że fajnie i żeby zawsze ufał swojej intuicji.

Drugie ćwiczenie było podobne: Dzieci dostały kubeczek a w środku mała figurka koguta i psa. Mogły sobie najpierw oglądnąć zwierzątka. Prowadząca powiedziała: Wybierzcie, które jest moje ulubione zwierzątko. Azjata wybrał koguta, mój Synek pieska i znów okazało się, że Azjata miał rację.

Zwracam tu uwagę na nację, bo zaczęłam się zastanawiać na ile to mógł być przypadek, a może jednak matka Azjata dużo wcześniej wiedziała więcej niż ja i już pracowała z dzieckiem, albo medytowała może jeszcze jak była w ciąży.

Ja potem podobne ćwiczenie (sugerowali je w e-mailu po zajęciach) próbowałąm zrobić w domu. Raz Synek nawet nie chciał spróbować, tylko od razu zaczął się złościć. Drugi raz leżał z tatą i podeszłam do nich i mówię najpierw do męża: „Mam w jednej dłoni ukryty przedmiot zgadnij w której i mój mąż wskazał jedną rękę.” I ja na to do mojego Synka: „Tymonku tata myśli, że mam coś w lewej ręce, a Twoim zdaniem w której coś schowałam” i mój synek patrzy się na prawą i było w prawej. I potem to powtórzyłam jako zabawę i mój Synek znów wskazał prawidłową rękę. Nie wiem na ile to przypadek, a może jako to było na zasadzie zabawy z tatą, takie zawody kto ma rację to bardziej mu się to spodobało, niż takie sprawdzenie a’la powiedz mi gdzie coś jest.

Po zajęciach jeszcze dopytywałam prowadzącą o to ćwiczenie i ona mi tłumaczyła, że to właśnie chodzi o to, żeby uczyć dziecko wiary we własną intuicję i powiedziała, że jej szefowa miała kiedyś zajęcia z 3 latkami i dała im dwa zwierzątka i mówi, ze teraz w myślach wysyła im jedno zwierzątko, ale jednocześnie sama czuła, że nie może się za bardzo skupić i myślała o obu zwierzątkach. I podobno dzieci jej się zapytały czemu wysyła dwa zwierzątka, skoro miało być jedno.

(…) chodzi o to, żeby uczyć dziecko wiary we własną intuicję.

Wracając do zajęć postaram się opisać jak najwięcej zabaw, ale na pewno nie będzie w kolejności w jakiej były, bo już nie pamiętam. Było bardzo dużo zadań z liczbami. Było pokazywanie czerwonych kropek jak u Domana tylko na mniejszych kartach. Były karty z kwadratami, coś jaby tetris: jeden kwadrat i 1, następnie dwa kwadraty jeden na drugim i 2, potem 3 itd.

Dostaliśmy kartkę A4 z wypisanymi cyframi od 1 do 30 i śpiewaliśmy po kolei te cyfry pokazując dziecku tą, która właśnie jest śpiewana. Prowadząca rozłożyła na podłodze karty od 1 do 10 i znów piosenka, a potem od końca 10-1. Liczenie na liczydłach. Całe to liczenie było w piosenkach, więc nie było takie nudne. Potem dzieci dostały po 3 miseczki i na dnie były wyklejone cyfry od 1 do 3 i woreczek z owocami: 1 jabłko, dwa winogrona, 3 pomarańcze i trzeba było odpowiednio włożyć do miseczek.

Było bardzo dużo zadań z liczbami.

Było też takie ćwiczenie, że dzieci dostały dwa plastikowe owoce: jabłko i ananas i miały dotykać. W tym czasie rodzice opowiadają, ze jabłko jest gładkie, a ananas szorstki, kłujący.

Potem dzieci dostały dwie truskawki. Małą i dużą. Miały obejrzeć i zobaczyć, że to dwa takie same owoce, ale jeden mały a drugi duży. Każde dziecko dostało też przedmiot użytku codziennego, w tym przypadku każdy co innego (imbryk, filiżanka i zegar) i rodzice mieli dzieciom w pół minuty opowiedzieć, jak najwięcej o tym przedmiocie.

Poza tym była spora ilość kart obrazkowych: obrazy, flagi, zwierzęta, litery np. a i pokazywali apple itd.

Dzieci dostały słoik i w środku jakieś małe zabawki i trzeba było je wyjąć ze słoika i potem włożyć. Dostały też plastikowe zabaweczki z przyczepionymi do nich sznurkami i miały złapać za sznurek i przyciągnąć zabawkę do siebie.

Była też piosenka o motylku na zasadzie „lata sobie motylek” i karta z motylkiem i „on usiadł mi na nosku” i karta jak motyl siedzi na nosie itd.

Ogólnie tak jak już pisałam na grupie, nie było żadnej zabawy, której nie moglabyś zrobić sama w domu. Dla mnie jedynie problem to wpaść na pomysł i ogarnąć materiały bo tych kart było w sumie naprawdę dużo, a to wymaga czasu.

Te zajęcia nie są też niestety tanie, $60 za 50 minut. Dla porównania zapisaliśmy się na hiszpański dla niemowlaków $22 za 30 minut raz w tygodniu. I jeszcze będziemy chodzić na playdate 2 godziny za $5 ale to ostatnie jest prowadzone przez kościół, więc domyślam się, że celem nie są pieniądze, a bardziej zgromadzenie ludzi przy kościele.”

Kilka słów na koniec

Aktualnie czekam na trzecią książkę Makoto Shichidy, której tytuł sugeruje, że będzie dotyczyć bardzo małych dzieci. Przez koronawirusową sytuację utknęła w Japonii, bo pech chciał, że zamówiłam ją zaraz przed ogłoszeniem izolacji. Gdy w końcu dojdzie i uda mi się ją przeczytać w pierwszej kolejności uzupełnię informacjami mój ebook dla rodziców dotyczący rozwoju dziecka, w którym moją wiedzę i doświadczenie „ujarzmiła” i przełożyła „z polskiego na nasze” Aneta Łukasik. Wszyscy rodzice, którzy zakupili ebooka w przedsprzedaży dostaną uzupełnioną wersję gratis. Uzupełniony pojawi się też w regularnej sprzedaży. Oczywiście w chwili przypływu weny akurat na ten temat podzielę się z Wami też informacjami na blogu, ale sami wiecie ile to czasem u mnie trwa.

Tymczasem już sobie ułożyłam w głowie co będę za niedługo robić z moją obecnie 3-miesięczną z Anitką. Jestem bardzo wdzięczna za tą relację. Sami widzicie, że wszelkie aktywności z dzieckiem są bardzo proste.

Z aktywności, które opisała mama mieszkająca Australii znamy Energy Ball Exercise, które opisuje jako dmuchanie, chociaż moja Maja była już za duża, żeby z nią to robić jak to ćwiczenie poznałam. My działamy z tzw. balloon breathing, czyli z innym ćwiczeniem oddechowym Shichidy oraz z wydmuchwaniem Little Me i wdmuchiwaniem Great Me z książek z TweedleWink. Wiem…muszę o tym kiedyś napisać.

Zgadywanie, kształtowanie wiary w intuicję i przesyłanie różnych informacji w myślach też nie są mi obce. Kiedyś uważałam to za „cuda na kiju” i jakieś niesamowitości Shichidy. Teraz sama kupiłam karty ESP (te na głównym zdjęciu do tego artykułu) i się bawię z Mają, co prawda już z czterolatką, ale czytałam, że na zajęcia metodą Shichidy przyjmują dzieci właśnie od wspominanych wcześniej 6 miesięcy do 4,5 roku, więc jeszcze się wpisujemy.

Przemawia do mnie duża ilość piosenek. Już kiedyś eksperymentowałam z łączeniem piosenek z czytaniem globalnym. Bardzo fajnie to wychodziło na zasadzie prezentacji pojedynczych słów układających się kolejno w zdania stanowiące tekst piosenki.

Duża ilość zadań z liczbami na zajęciach dla takich maluszków sugeruje mi, że w tym wieku warto zainwestować przede wszystkim w matematykę. Podobnie jak mama, która mi zdała tą relację będę działać na domanowych kropkach bez pokazywania cyfr ile się da a inne matematyczne pomysły z Shichidy wprowadzę później. Zastanawia mnie przeliczanie, bo to jednak jest działanie lewopółkulowe. Czyżby to była wskazówka, że jednak jednocześnie można i trzeba stymulować zarówno lewą jak i prawą półkulę u takich maluszków?

Duża ilość zadań z liczbami na zajęciach dla takich maluszków sugeruje mi, że w tym wieku warto zainwestować przede wszystkim w matematykę.

Chodzi mi to pytanie po głowie, bo to nie jest tak, że któraś z półkul jest lepsza. Dążymy do tego, żeby były w równowadze. Jednak mam też w głowie książki Shichidy, w których koncentruje się przede wszystkim na prawej. A może aktywności dla lewej pominął, bo przecież i tak wszyscy je robią i znają?

A’propos tego dawno nie wspominałam inspirującej mamy. Pamiętacie jeszcze? Poniżej zalinkowałam do artykułu, w którym po raz pierwszy o niej wspomniałam. Wtedy jej córeczka miała 17 miesięcy, teraz ma już 3 latka. Otóż zaczęła ona czytać japońskie strony internetowe z tłumaczem Google i czasem się dzieli wiedzą. Z niedawnych wieści wynika potwierdzenie, że metoda Shichidy jest rzeczywiście całopółkulowa i kluczem do wszystkiego, którego niestety nie może znaleźć jest wiedza jak połączyć lewą i prawą półkulę, co zrobić, żeby z wiedzy, którą wchłonęła błyskawicznie prawa półkula można było łatwo skorzystać. Świadomie korzystamy z lewej półkuli więc pasuje znać sposób aby nasza lewa półkula umiała korzystać z tego co siedzi w prawej.

Co ciekawe jak napisała „Shichida nie zaleca ładowania w dziecko wiedzy, ale rozwój umiejętności,” w tym umiejętności lewego mózgu też. Rozwinę ten temat kiedyś w kontekście domanowych bitów inteligencji. Generalnie bardzo trafne sformułowanie. Muszę powiedzieć, że ja dzięki dyskusjom z nią oraz dzięki lekturze książek Shichidy jeszcze lepiej zrozumiałam … metodę Domana. Teraz wszystko jest dla mnie jasne.

Ten artykuł okazał się przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi.

Zapraszam do lektury dalszej części bloga.

Polecam zaglądnąć też tutaj:

Wywiad dotyczący metody Heguru – innej azjatyckiej metody prawopółkulowej będącej modyfikacją metody Shichidy

Nasza przygoda z domowym treningiem prawopółkulowym inspirowanym metodą Heguru

Artykuł, w którym znajdziecie informacje na temat matematyki metodą Shichidy

Przełom w czytaniu globalnym z trzylatką

Artykuł, w którym znajdziecie kilka informacji o inspirującej mamie, z którą wymieniam doświadczenia

Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem i przemyśleniami.

Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u: Wszechstronne wspieranie rozwoju dziecka, na Instagram @teachyourbaby.pl, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter. W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków.

Zapraszam też do grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, którą sama założyłam na Facebook’u: Metoda Domana i nie tylko- grupa wymiany doświadczeń dla rodziców. Dołączając do grupy możecie liczyć na sporą dawkę motywacji, na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń oraz na pomoc w nurtujących Was kwestiach.

U mnie możecie też kupić książki wydawnictwa Usborne. Zapraszam na fanpage sprzedażowy Teachyourbaby- angielskie książki dla dzieci oraz na Instagram @teachyourbabyksiazki.

0 CommentsClose Comments

Leave a comment