Wywiad z mamą, która była uczona metodą Domana w dzieciństwie

ZNACIE DOROSŁEGO, KTÓRY BYŁ UCZONY METODĄ DOMANA?  

Na pewno wiecie, że ciężko w Internecie znaleźć prawdziwe efekty wychowania z metodą Domana. Nagrania wideo z czytającymi, czy liczącymi maluchami mnie osobiście nie przekonują. A was? Jeśli chcecie wiedzieć czemu przeczytajcie artykuł o tym, jak rozwijać zdolności prawopółkulowe każdego dziecka w wieku do 6 lat. Czasem też na nagraniu jest wybór karty, przejście, wybór karty itp. i wtedy widać ewidentnie, że zostały wycięte i połączone ze sobą jedynie fragmenty, w których dziecku się udało wybrać prawidłową odpowiedź. Czasem objaw geniuszu, jest też objawem choroby i o tym właśnie wzmianka we wspomnianym artykule.

Dotarłam do filmików ze starszymi już dziećmi np. 12-letnimi, ale uczonymi metodą Shichidy, którego program matematyczny opisałam ostatnio dość szczegółowo. 12-latek błyskawicznie wykonujący obliczenia, czy prezentujący pamięć fotograficzną już mnie przekonuje. Rodzice dzieci domanowanych kręcą filmiki zwykle jak maluch jest bardzo mały i późniejszych efektów już nie ujawniają. Z drugiej strony w Internecie znalazłam zaledwie garstkę rodziców, którzy doprowadzili matematykę, czy czytanie globalne metodą Domana do samego końca. Między innymi dlatego, aby sprawdzić działanie metody Domana na swojej córce zaczęłam ją wdrażać.

Pomijając dzieci, dotarcie do dorosłych uczonych albo metodą Domana albo Shichidy, czy jakąkolwiek inną rozwijającą prawą półkulę jest niemalże niemożliwe. Dlatego moja ekscytacja sięgnęła zenitu, gdy w grupie wsparcia dla rodziców na Facebooku, którą założyłam, ujawniła się mama, która była uczona czytać globalnie w dzieciństwie. Wypowiedziała się pod postem innej mamy, który tutaj skopiuję dla upamiętnienia:

„Taka mnie myśl ostatnio naszła: na forum dużo jest o tym, że dzieci, które są we wczesnej edukacji rozwijają się szybciej, są bardziej inteligentne itd. Nie mniej jednak wszystkie zdrowe dzieci wcześniej czy później osiągają to samo, jeśli tylko mają okazję. A jaki wpływ ma wczesna edukacja na dorosłe życie? Nie chodzi mi o nadzieje, jakie rodzice więżą z wczesną edukacją, ale o fakty. Stąd moje pytanie: czy ktoś zna jakiegoś dorosłego, który był w dzieciństwie uczony metodami Domana, Suzuki, Shichidy lub podobnymi i może napisać, jaki to ma wpływ na jego obecne życie? A może ktoś dodał do jakiś badań na temat togo, jak absolwenci szkół/instytutów Domana, Suzuki, Shichidy lub podobnych radzą sobie w dorosłym życiu?”

To będzie mój pierwszy wywiad na blogu, ale nie ostatni, bo być może uda mi się namówić mamę, która już ma nieco starszą córeczkę na kolejny. Wspominałam o niej pisząc, że przerobiła z córką 300 pojedynczych słów w języku polskim w artykule o naszej „ścieżce wolności” w czytaniu globalnym. Mam z nią kontakt od dawna, ale jakoś nie pomyślałam o robieniu wywiadu. Dorosły domanowany to co innego. Od razu zapaliła mi się lampka, żeby wypytać o nurtujące mnie sprawy. Podobnie z wywiadem z mamą, która uczestniczyła w szkoleniach Anety Czerskiej, autorki metody Cudowne Dziecko. Nie pomyślałam, żeby w całości go opublikować, a jedynie w różnych postach wspominam różne kwestie. Też się tutaj pojawi. Pochwalę się, że wczoraj ujawniła się w jednej z Facebookowych grup inna mama, która wychowywała z metodą Domana kilkoro dzieci, więc też zapytałam o możliwość wywiadu i zobaczymy, bo generalnie zakończyła rozmowę w grupie, tym, że ma dużą rodzinę i stara się nie wkręcać w długie rozmowy przez Internet, wraca do rodzinki i bez odbioru. Tak, czy tak zapytanie poszło. Jak się uda – fajnie, bo mogłabym porównać doświadczenia i przede wszystkim rezultaty obu mam. Jeśli nie- trudno, ale przynajmniej spróbowałam. 

KIM JEST MAMA UCZONA CZYTANIA GLOBALNEGO W DZIECIŃSTWIE?

Początkowo proponowałam zupełnie anonimowy wywiad, jednak brawo do mamy, bo zdecydowała się ujawnić. Nazywa się Dąbrówka Mocha i ma 28 lat. Jest księgową i zawodowo nie ma nic wspólnego z pedagogiką. Prywatnie jest mamą dwójki kochanych szkrabów – prawie 4-letniego Antka oraz rocznej Gabrysi. Jej mama wykorzystywała metodę Domana ucząc małą Dąbrówkę czytania globalnego. W wieku 5 lat czytała biegle zgłębiając m.in. „Akademię Pana Kleksa” czy „Dzieci z Bullerbyn”. Poniżej możecie zobaczyć notatki pani z przedszkola na temat małej Dąbrówki. 

Czytająca i pisząca 4-latka.

Niestety nie udało nam się zrobić Live’a na Facebooku, ani nic z tych rzeczy z powodu ograniczeń czasowych, chociaż taki szalony pomysł też mi chodził do głowie. 

WYWIAD Z MAMĄ UCZONĄ CZYTAĆ GLOBALNIE W DZIECIŃSTWIE

Teachyourbaby: Jakie Twoja mama ma wspomnienia z tego okresu, w którym uczyła Cię czytać globalnie? Były jakieś problemy? Jak sobie z nimi radziła? Jak to w jej oczach wyglądało? 

Dąbrówka: W kontekście globalnego czytania mama wspomina głównie jak tworzyła karty (tak, tak – to były czasy, że ani kupić gotowych ani wydrukować się nie dało). Oraz to, że sadzała mnie na wersalce na przeciwko siebie i pokazywała mi karty. Choć sama skończyła pedagogikę, to o Domanie nie dowiedziała się na studiach. Zawsze powtarzała, że traktowała to jako zabawę a nie naukę.

Teachyourbaby: Jak długo mama uczyła Cię czytania globalnego metodą Domana?

Dąbrówka: Zawsze powtarzała, że gdy byłam jeszcze bardzo mała, ale wiadomo perspektywa się zmienia. Od słowa do słowa wyszło, że gdy miałam nieco ponad rok i wykazywałam zainteresowanie. Natomiast ciężko wskazać granicę do kiedy, gdyż płynnie przeszła do metody Rocławskiego, ucząc mnie jednocześnie pisania.

Teachyourbaby: Jeszcze się upewnię…nie zaczynałyście od urodzenia, ale dopiero od roku?

Dąbrówka: Wcześniej pokazywała mi tylko jakieś kolorowe zabawki, włóczki, żeby uczyć koncentracji. Powiedziała mi, że „dziecko poniżej roku jest zafascynowane bardziej odkrywaniem tego co umie jego ciało a nie umysł.” To, że tak powiem – cytat.

Teachyourbaby: Ile miałaś sesji dziennie i przez jak długo?

Dąbrówka: Nie robiła na zasadzie ileś sesji dziennie – po prostu wynikowo. Gdy mogła a ja miałam chęć to mi pokazywała. Mam też dwa lata młodszego brata, więc wiadomo, że w okresie jego noworodkowym to i ja miałam mniej „sesji”. Ale starała się w miarę codziennie. Widziała, że chcę, lubię i mi się podoba. To była jedna z zabaw, taka sama jak wrzucanie zabawek do wiaderka 😉

Teachyourbaby: Czy nudziłaś się później w szkole?

Dąbrówka: Nuda w szkole? Raczej nie – ale mama walczyła o to by mnie zapisać do najlepszej wychowawczyni w roczniku. Ona potrafiła pracować z uczniem zdolnym. I to jest szalenie ważne. Jeśli jest nuda to nie znaczy, że z dzieckiem jest coś nie tak. Dobry nauczyciel potrafi indywidualnie pracować z takim dzieckiem, jednocześnie angażując w zadania grupowe (mówię już na przestrzeni całej edukacji).

Przez długi czas odbiegałam od rówieśników. No dobra, przez cały czas. Ale nie ze wszystkiego. Od gimnazjum poszłam do szkoły prywatnej, gdzie były mniejsze klasy (16 w gim/18 w LO). Ale np. uwielbiałam matmę i języki obce. A przyrodę/biologię już nie bardzo. Nie przepadałam również za historią (interesowała mnie ona bardzo wybiórczo).

Teachyourbaby: Jaki jest Twój stosunek do wczesnej edukacji: czy uważasz, że Twoi rodzice ucząc Cię czytać tak wcześnie dali Ci coś wartościowego, jest to dla Ciebie obojętne, czy też wolałabyś, aby tego nie robili?

Dąbrówka: Cieszę się, że mama tak szybko nauczyła mnie czytać. Uważam, że jest to jedna z najlepszych metod rozpoczęcia nauki czytania przede wszystkim dlatego, że można ją już stosować u bardzo chłonnych dziecięcych umysłów. Pamiętam również jak moi rówieśnicy uczeni alfabetu i to nie głoskowo mieli szalone problemy z nauką czytania (czyż jest łatwo załapać, że my-a-my-a to po prostu mama?).

Teachyourbaby: Czy widzisz jakieś pozytywne skutki wczesnej edukacji dla siebie, w porównaniu do innych ludzi: znajomych, kolegów z pracy, partnera? Czy czytasz szybciej, więcej zapamiętujesz z przeczytanego tekstu, masz lepszą pamięć wzrokową? 

Dąbrówka: Do tej pory czytam dużo i szybko. Nauczona jestem obrazowego patrzenia na słowa – książek nie czytam słowami i linijkami a obejmując fragment wzrokiem i „chwytając go.” To mi pozostało po metodzie Domana, która właśnie każe patrzeć całościowo a nie tylko detalicznie (czyli słowo nie litery). Mam świetną pamięć wzrokową. Dużo czytam i szybko czytam. I chyba głównie różnice widać właśnie na szybkości czytania.

Teachyourbaby: Pamiętasz, czy może mama pamięta, czy rzeczywiście prezentowała Ci te słowa szybko….bardzo szybko?

Dąbrówka: Rozmawiałam z nią o tym jakiś czas temu. Ok 15-30s na kartę. Patrzyła na mnie i widziała kiedy ją ogarnęłam wzrokiem  🙂 Ale jak to dziecko, czasami chciałam non-stop jedną kartę oglądać. Pozwalała mi na to. Z tego co mówiła, że im starsza byłam tym dłużej na kartę – czyli zaczynała od „mignięcia”, a następnie wydłużała, jak widziała, że analizuję co tam się znajduje.

Później szukałam np. takich samych literek – czyli na dobrą sprawę pozwalała mi się bawić tymi kartami. 

Teachyourbaby: Czy Twoja mama stosowała też inne metody równocześnie/ później, jako uzupełnienie Domana? Jeśli tak, jakie metody i jak po kolei, również później kiedy mama zaczęła Ciebie uczyć pisać, bo słyszałam , że to jest też bardzo ważne i czy uczyła Cię pisać całymi wyrazami?

Dąbrówka: Mama miała przygotowanych ok. 20 słów – najczęściej używanych (na pewno było mama, tata, brat, oko, nos, pije, je, samochód, lalka, miś – więcej już dziś nie pamiętam). Gdy już je znałam/rozpoznawałam, to był to czas że interesowałam się wszelkimi napisami („apteka”, „bank”, „sklep”, „dworzec”), tymi które nas na co dzień otaczają.

Wtedy płynnie przeszła do metody Rocławskiego – używała również tych jego klocków. I to już był moment, w którym zaczęłam czytać i…pisać.

Nauka liter
Klocki Rocławskiego
Klocki do nauki pisania
Klocki Rocławskiego

Później, dużo później, na początku gimnazjum weszłyśmy w techniki szybkiego czytania.

Teachyourbaby: Jeszcze prosiłabym o wyjaśnienie łopatologiczne odnośnie tej wzmianki o 20 słowach. 

Dąbrówka: Jeśli chodzi o 20 słów to pokazywała mi tylko te, chociaż w międzyczasie zaczęłam się dopytywać o wszystkie inne słowa, które widziałam dookoła. Standardowe pytanie: „A co tu jest napisane?”    i czytanie napisów w mieście, sklepie, a nawet na paczce pampersów brata. Czytała też nam takie książeczki kwadratowe z wierszami, np. „Lokomotywa” czy „Stefcio Burczymucha”, ale zawsze pozwalała mi patrzeć na nie jak czytała. Pokazywała na której jest stronie. Pamiętam, że z klocków Rocławskiego układałam najpierw te wyrazy które znałam już z Domana. Czyli typowa metoda analizy, od ogółu (słowo) do szczegółu (litera). 

Teachyourbaby: Robiła dokładnie jak Doman chciał tylko nie każdy tak to rozumie…..jego schemat schematem, ale tak naprawdę rodzic powinien podążać za swoją intuicją 🙂 ja dopiero niedawno po przeczytaniu 5 ksiazek jego zalecenia zrozumialam w 100%.

Dąbrówka: No dokładnie 🙂 ja traktuję schemat jako sugestie a nie wytyczne. 

Teachyourbaby: Aha….czyli wyprodukowała tylko te 20 słów i na nich się skupiła metodą Domana a potem jakoś tak wyszło więcej i to wyszło od Ciebie tak? Czyli w sumie nie siedziała każdego dnia produkując coraz to nowe słowa? Bardziej Ty je wyłapywałaś z otoczenia czy z książeczek?

 

Dąbrówka: Dokładnie!  Bo zaciekawiła mnie tym. I właśnie syn robi to samo. 

Teachyourbaby: A ja się tu zastanawiałam, czy nam już ponad 400 słów wystarczy … haha i to razy 2 bo w dwóch językach. No i mnie też Majka pytała. Pamiętam z naszego wyjazdu do Czech. W jednym pomieszczeniu na stole był wielki napis HOME. Weszła, zobaczyła i od razu pyta: „What does it say?” („Co tu jest napisane?”). Odpowiadając oczywiście jej wytłumaczyłam, że HOME (DOM), ale, że to nie nasz dom. Potem za każdym razem jak zwracała uwagę na napis powtarzała moje wyjaśnienie, że to nie nasz dom. Również na wyjeździe, o czym wspominałam podsumowując rozwój jej mowy, jako dwujęzycznej dwulatki komentowała patrząc na swój kubek z naklejką „cup:” „Tutaj wpisuje „cup.”” (Tu jest napisane „cup”) Był czas ze pytała o litery. Może już zna a może na razie ciekawość minęła. Alfabet po angielsku czasem śpiewa, bo cały zna. Pomimo tego ze znajomość liter niby wyklucza czytanie globalne odpowiadałam jak pytała, inni też. Pytań dziecka nie zostawia się bez odpowiedzi- to też podejście Domana.

To, że naprawdę nie potrzeba wiele słów będzie super informacją dla jednej mamy która ma dysleksję i która cisnęła dziecko najpierw Domanem -zbuntowało się, potem metodą Cudowne Dziecko Czerskiej i nawet wydanie fortuny na jej szkolenia nie pomogło. Jak widać trzeba na luzie i wypracować własną metodę. Praktycznie każdy rodzic pracujący metodą Domana mógłby opracować własną cudowną metodę i robić tajne szkolenia (śmiech). Z naszej rozmowy wychodzi, że wystarczy pokazać najważniejsze słowa i czytać książki.

Dąbrówka: O dysleksji jak chcesz to mama o dys…. też mogłaby mówić, bo…. sama jest dyslektykiem. I brat jest. Wczesną naukę należy traktować jako zabawę przede wszystkim. I jak to moja mama powiedziała: nie każde dziecko może, nie każde ma takie możliwości, nie każde chce. I z tego co mówiła to dyslektykiem się jest albo nie. Ale podejrzewam, że dla dyslektyka jest arcytrudne nauczyć się syntetycznego czytania czyli od liter do słowa. Z resztą bardzo ciekawie mówi o tym, co widzi, co pisze i co czyta dyslektyk. Dla mnie jako „normalnej” jest to wręcz nie do pojęcia. 

Teachyourbaby: Ooo…..dzięki za info. Taki temat też się u mnie pojawi. Bardzo chętnie wtedy z nią porozmawiam, ale tak może na spokojnie gdzieś w połowie wakacji. I tu nasuwa mi się kolejne pytanie: skoro Twoja mama ma dysleksję to czy jej celem nie było, żeby Cię przed nią uchronić? Czy nawet nie wiedziała, ze czytanie globalne ma taką moc?

 

Dąbrówka: Jasne – mama już nie pracuje, chociaż kopę lat przepracowała jako pedagog. Więc spokojnie na wakacje możesz sobie zostawić. W ogóle dla niektórych rodziców jest bardzo trudno zaakceptować, że ich dziecko jest w czymś słabe lub co najwyżej przeciętne. Ale tak bywa. Tak więc trzeba szukać JEGO mocnych stron a nie cisnąć na siłę. Poza tym jest taka mądrość, że tak naprawdę powinniśmy tylko w ograniczonym stopniu pracować nad swoimi słabościami, a skupić się na odkryciu mocnych stron i je rozwijać. W przeciwnym wypadku będziemy że wszystkiego co najwyżej przeciętni. A trzeba stawiać na konia, który dobiegnie do mety. 

Co do dysleksji – rozmawiałam z nią. Nie miała pojęcia, że to ma jakiś wpływ. Mówi, że tak czy owak dla dyslektyka nauka czytania jest bardzo trudna, bo mózg tworzy wiele obrazów jednej litery / słowa. Czyli np pokazujesz dyslektykowi literkę „d,” a on widzi „b” albo „d.” Tak samo „o”  i „a.” Dyslektyk jak ćwiczy (ćwiczenia muszą być dostosowane) to idzie mu lepiej. przestaje ćwiczyć, przestaje czytać i jest dramat bo się cofa. I tak przez całe życie. 

 

Teachyourbaby: Już nie mogę się doczekać czego się dowiem o dysleksji. Może mi to pomoże w pracy nauczyciela. Chociażby jak widzi dysleksję pedagog dyslektyk. O nauce czytania/ortografii itp. Niby na jakichś szkoleniach coś tam wspominali, ale nie do końca zgłębiłam temat. 

Dąbrówka: A jesteś nauczycielem? 

Teachyourbaby: Tak … uczę angielskiego.

Dąbrówka: Ooo to super 🙂

Teachyourbaby: O właśnie! Może jakieś rady jak pracować z takimi dziećmi. Hmm…tak sobie myślę, że w pewnym sensie dysleksja może być dziedziczna skoro Twój brat ją ma.

Dąbrówka: Jest zdecydowanie!   

Teachyourbaby: Szkoda, że nie da się zbadać, czy to czytanie globalne zapobiegło u Ciebie. Są takie wzmianki zarówno u Minge- polskich psychologów, którzy uczyli swoje dzieci czytać globalnie, jak i u Marii Trojanowicz-Kasprzak no i u wcześniej wspomnianej już Czerskiej.

Dąbrówka: Ciekawe 🙂 Ja tak jak mówię z pedagogiką wspólnego mam tyle co nic – raczej z pedagogiem  🙂 Nauka języka u dzieci z dysleksją jest ponoć super trudna, dlatego że ich własny ojczysty język bywa dla nich obcy. 

Teachyourbaby: To teraz z dwoma 🙂 bo ze mną też 🙂 Czuję, że z Twoją mamą będzie dłuuuga rozmowa. 

Dąbrówka: Oj pewnie tak. Tym bardziej, że z niej niezła gaduła. 

Teachyourbaby: Chyba wszyscy nauczyciele. 

Dąbrówka: A już jak wejdzie na pedagogikę to…ehe…

Teachyourbaby:  Abstrahując od tematu dysleksji: czy mama uczyła także Twojego młodszego brata i z jakim skutkiem?

Dąbrówka: Próbowała, ale nie był zainteresowany. Wyszło później (jak miał 3 lata), że ma dużą wadę wzroku (ok +4.5) oraz mylnie zaklasyfikowana jednooczność jako zez. Przez to miał problem z koncentracją, w szkole również. Za to świetnie sobie radził winnych wymiarach – jest słuchowcem oraz ma wyobraźnię 3D – czego, nie ukrywam, mi brakuje.  Czytanie nie jest i nigdy nie było jego pasją, choć studia ekonomiczne bezproblemowo ukończył. Śmieje się że mnie, że on chociaż pamięta wszystkie książki, które w życiu przeczytał 😛 

Teachyourbaby: Jak Twoje doświadczenia pomagają Ci w wychowaniu i edukacji syna?

Dąbrówka: Poprzez moje własne doświadczenia łatwiej mi pracować z synem – patrzę na ile jest chętny i współpracuje, nie trzymam się schematów i realnie traktuję to jako zabawę. No i choć ma dopiero 3.5 roku to już orientuję się w szkołach podstawowych podobnie jak moja mama. I bardzo uważnie szukałam dobrego przedszkola – okazało się że znalazłam takie, w którym również wykorzystują metodę czytania globalnego  🙂

Teachyourbaby: Możesz podzielić się swoim doświadczeniem z edukacji syna (efekty, problemy).

Dąbrówka: Zaczęłam jak miał około 1.5 roku 🙂 W międzyczasie urodziłam też córkę (aktualnie ma ponad roczek), więc też bywało momentami trudniej. Syn chodził do żłobka już po 12 miesiącu, a ja do pracy + dojazdy, więc jedna sesja to był absolutny max. Popołudniami i dziecko i ja byliśmy już zmęczeni. A zmęczone dziecko jest bardziej zainteresowane mamą jako osobą a nie słowem (śmiech).

Korzystamy z gotowych kart z WczesnejEdukacji, natomiast nie trzymam się schematów. Syn chce żebym mu pokazała „smoka” – proszę bardzo. Dzisiaj ma ochotę na „pije” i „woda” – są i takie 😉

Teachyourbaby: Jak nauczyciele sobie radzili w klasie z dzieckiem, które już umie czytać i z resztą? Jak organizowali lekcje? Robiłaś zupełnie co innego? Byłaś włączana w aktywności grupowe?

Dąbrówka: Zawsze byłam włączana w aktywności grupowe. Nie byłam również jedyną w klasie, która umiała czytać. Natomiast gdy inne dzieci np. uczyły się czytać – my dostawaliśmy dodatkowe zadanie z „magicznego zeszytu”. Tak, tak … p. Ania była przygotowana na takie przypadki i miała stworzone przez siebie zeszyty z dodatkowymi, poszerzającymi zadaniami – każde na osobnej kartce, tak by móc dowolną wyjąć.

Dodatkowo, nigdy nie stawiała nas na piedestale. Gdy robiła jakieś np. quizy, do których brała 3 ochotników, to nigdy nie stawiała nas z osobami, które radziły sobie gorzej. W całej klasie zawsze szukała chętnych na mniej więcej równym poziomie, a zadawane pytania były adekwatne do poziomu uczestników. I starała się motywować – nie karać.

Teachyourbaby: Ile trwała Twoja nauka metodą czytania globalnego? Jak szybko przeszłyście do prostych książeczek czytanych razem i kiedy odkryłyście, że umiesz już czytać 😀

Dąbrówka: Mama nie potrafi sobie przypomnieć. Na pewno umiałam już pisać w 1995 roku (jestem z sierpnia 90’), bo mam pozostawiony dość długi list do Mikołaja z listopada, w którym piszę, że chciałabym dostać „garki dla lalek”. Wychodzi na to, że skoro wtedy już pisałam, to czytać musiałam wcześniej.

Teachyourbaby: Ile wyrazów orientacyjnie musiałaś poznać żeby zacząć swobodnie czytać?

Dąbrówka: Teraz jak z nią rozmawiałam, to dopowiedziała, że uznała, że Doman jest super na początek, żeby dziecku pokazać, że nos to nie tylko to co można pokazać paluszkiem na twarzy, ale nos to także takie słowo. Że mama to nie tylko osoba, mama to też słowo.

Gdy dziecko już załapie tą różnicę (a przy okazji będzie ćwiczyło koncentrację), to można już zacząć realną naukę czytania. Sam Doman w języku polskim to za mało – szczególnie przy naszych dziwnych odmianach (iść – idę – idzie – poszła).

Dobrze jest zacząć, zanim zacznie uczyć się literek, ponieważ złapie, że czytanie polega na czytaniu całych słów, a nie literowaniu.

Tak jak wcześniej wspominałam płynnie przeszła następnie do Rocławskiego.

Teachyourbaby: Mama uczyła Cię czytać tylko w języku polskim?

Dąbrówka: Oczywiście, że tak. To pokolenie znało jako drugi język rosyjski, więc nie, cyrylicy mnie nie uczyła (śmiech).

Na język obcy (niemiecki) zapisała mnie, gdy miałam niecałe 5 lat. Indywidualny. Język obcy to głównie wymowa, akcent. Do tej pory nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy słyszę jakiegoś nauczyciela wymawiającego „ich” (czyli „ja”), jak „iś”. Nie, nie, nie…. I dlatego jestem zdania, że akurat czytanie w języku obcym, to coś co z czasem przyjdzie naturalnie, nauka języka nie powinna się od tego zaczynać.

Teachyourbaby: Jaką rolę w Twoim życiu odgrywają książki?

Dąbrówka: Kocham czytać. Choć jak to kiedyś napisałam – moją ulubioną książką jest… Zbiór zadań z matematyki autorstwa Andrzeja Kiełbasy (śmiech). Czytam dużo, czytam szybko, czytam w międzyczasie i raczej dla relaksu.

Teachyourbaby: Jak ze zdolnościami matematycznymi? Jesteś bardziej humanistą, czy ścisłowcem?

Dąbrówka: Zdecydowanie ścisłowcem. Logiczne i analityczne myślenie + liczenie to moje mocne strony. Oczywiście czytanie bardzo mi się do matematyki przydawało, w końcu matematyka to nie tylko „słupki”, ale też zadania z treścią. I oczywiście polecenia.

A metodę globalnego czytania używam do teraz – zapamiętując – numer swojego konta bankowego (śmiech).

Teachyourbaby: Czy Twoim zdaniem masz szerszy zakres wiedzy ogólnej niż niegdyś i obecnie wśród rówieśników?

Dąbrówka: Zależy z czego. To chyba głównie zależy od tego co i o czym się czyta. Moim faworytem są kryminały, thrillery i sensacje (ot rozrywka dla ścisłego umysłu), ale także fantasy. Są tematy, o których potrafię kompetenie rozmawiać, są tematy, na które lepiej żebym się nie odzywała (historia Polski – XV – XIX w., czy biologia). Abstrahując już od tego, że staram się do nikogo nie porównywać – każdy ma inne umiejętności i inną wiedzę – trzeba umieć się dzielić, ale także czerpać z wiedzy innych. Nic nie sprawiło, że powinnam czuć się lepsza od innych, bo byłam uczona Domanem. Wiecie – wszyscy moi znajomi umieją teraz czytać, więc można by powiedzieć, ze tak czy inaczej każdy się nauczy.

Teachyourbaby: Wiem, że do matematyki metodą Domana Twoja mama się nie przekonała. A do muzyki, bitów inteligencji i innych?

Dąbrówka: Przeczytała gdzieś, żeby puszczać dzieciom muzykę klasyczną – i tak robiła – to tyle w temacie muzyki. Całej reszty nie znała – w końcu to nie czasy ogólnego dostępu do wiedzy również internetowej.

A co do matematyki, to tak jak mówi, matematyka to emocje. Dopóki dziecko nie nauczy się panować nad emocjami, to nie będzie potrafiło liczyć. A paradoksalnie to liczenie jest bardziej naturalne dla człowieka niż czytanie. Dzieci najpierw liczą, później czytają. Z matematyki zaczynała od prostych gier planszowych – takich, które sama rysowała – bardzo cenne ćwiczenie emocji (np. gra „Droga do Przedszkola”, gra „jedziemy do babci”, itp.). Inspirowała się książką autorki Gruszczyk-Kolczyńska – „Gry dla dzieci”.

Teachyourbaby: Jak Twoja mama w ogóle dowiedziała się na początku lat 90-tych o Domanie i co ją do tego zainspirowało?

Dąbrówka: Książka, którą później pożyczyła i z ubolewaniem mówi: „nigdy nie wróciła”. Tytuł na tyle co pamięta to był „Jak wychować zdolne dziecko i nauczyć je czytać”, albo coś podobnego. Pedagogika to nie tylko jej zawód, to jej pasja.

Teachyourbaby: Czy potrafisz sprecyzować do czego przydała Ci się taka wczesna umiejętność czytania? Jak metoda Domana wpłynęła na Twoje życie?

Dąbrówka: Hmm, skoro wcześniej nauczyłam się czytać, to miałam większe szanse szybciej czytać – miałam po prostu więcej czasu na doskonalenie tej umiejętności. I na pewno nie przeszłam jakiejkolwiek szkolnej traumy związanej z czytaniem.

Teachyourbaby: Jak szybko czytasz w obecnej chwili, czy prędkość pojawiła się z czasem czy od samego początku tak szybko czytałaś. na ile Twoja pamięć jest fotograficzna i w czym Ci to pomaga?

Dąbrówka: Obecnie czytam szybko – raczej bardzo szybko, jeśli mam się jakkolwiek porównać, ale to wiadomo, zależy od stopnia zmęczenia i od lektury. Od samego początku czytałam dość szybko, jak na swój wiek. A jak to się ma do „stażu” w czytaniu to nie wiem.

Mam niewielki astygmatyzm, noszę okulary (do bliży, czyli tzw „plusy”). Zdiagnozowanie tego zbiegło się z momentem w rozwoju (miałam około 16 lat), gdy zdecydowanie zwolniło mi się tempo czytania i zaczęły nieco rozmywać linijki – a raczej przeskakiwać w połowie.

Umiem czytać metodą pentelkową, czyli obejmując wzrokiem fragment tekstu. Nie czytam i nigdy nie czytałam z zakładką pod linijką – to strasznie ogranicza! Pole widzenia przecież mamy dużo większe.

Pamięć fotograficzną mam, ale raczej do przeczytanego tekstu. Raczej nie do obrazów, a już na pewno nie do twarzy… Łatwiej mi w ten sposób nawet przywołać, gdzie daną rzecz przeczytałam – książka, bądź strona w książce, położenie na stronie.

Teachyourbaby: Jak przebiegała Twoja nauka w szkole i na uczelni? Jakie masz wspomnienia? Miałaś indywidualne nauczanie? Jakie było podejście nauczycieli? Poszłaś do szkoły jako 6-latka, czy normalnie? Jak wyglądały relacje z rówieśnikami?

Dąbrówka: Mam takie wspomnienie jeszcze z przedszkola – gdy w wieku 6 lat zaczęłam kolejne już przedszkole – mama zmieniała je, gdy tylko ja lub brat sygnalizowaliśmy, że coś jest nie tak. Przyszłam do grupy i oczywiście wyszło, że ja już umiem czytać. I gdy Pani uczyła dzieci coś tam o literkach, to ja miałam czas na czytanie swojej książki – do dziś pamiętam, że była to „Akademia Pana Kleksa” w żółtej okładce. Po skończonej książce Pani poprosiła: „Dąbrówko, zaznacz (podkreśl) wszystkie słowa, których nie rozumiesz, to Ci wytłumaczę”. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi, ale niewiele myśląc podkreśliłam…wszystkie słowa „Pan Kleks”, we wszelkich odmianach, w całej książce (śmiech). Mina Pani? Bezcenna.

Do szkoły poszłam jako 7-latek. Po pierwsze byłam z sierpnia. Choć wiadomo, wspominali mojej mamie w przedszkolu, że akurat w moim przypadku, mogłabym mimo tego spokojnie przejść testy w poradni itp., to mama nie chciała skracać mi dzieciństwa. Jestem jej za to bardzo wdzięczna.

Teachyourbaby: Co polecasz, a co odradzasz w oparciu o swoje i mamy doświadczenie?

Dąbrówka: Przede wszystkim – NIC NA SIŁĘ. To że dziecko nie chce, nie znaczy że jest gorsze. Ani nie świadczy to o Twojej, droga mamo, porażce. Warto obserwować swoje dziecko i znaleźć JEGO mocne strony. Nie narzucać.

Teachyourbaby: Nie miałaś problemow z „tradycyjnym” czytaniem? A może mądra wychowawczyni po prostu odpuściła Ci ten etap, bo już umiałaś.

Dąbrówka: Zdecydowanie mądra wychowawczyni. Po co uczyć czytać dziecko, które umie czytać?

Teachyourbaby: Miałaś w dzieciństwie jakieś inne aktywności prawopółkulowe niż czytanie globalne? Może czytałaś mój ostatni post na blogu: układanie tangramów,klocków, puzzli, kubeczków, rysowanie (od kiedy), muzyka, mandale….itp.?

Dąbrówka: No jasne! Puzzle to moja druga miłość. Klocki i tangramy choć układałam, to była to domena mojego brata – był w tym po prostu lepszy. Mandale też były u nas w domu, ale ja jeśli już szło o malowanie, to wolałam wg wzoru.

A tak czy owak malowanie nie była to moja pasja, ani mocna strona. Przyznam, że na etapie gimnazjum prace na plastykę kupowałam od dziewczyn, które umiały rysować. No bo jak miałabym narysować papieża JPII, kiedy ja nawet z psem sobie nie radziłam?! (śmiech)

Teachyourbaby: Jaką rolę pełniły książki w życiu Twojej mamy? Dużo czytała?

Dąbrówka: Jako dziecko czytała bardzo dużo – do biblioteki musiała przejść tylko przez ulicę. A tak jak ja pamiętam, to też dużo czytała, ale głównie poradniki i książki psychologiczno-pedagogiczne.

Teachyourbaby: Czy miałaś jakieś problemy, których przyczyny upatrywałabyś w tym, że uczono Cię już od niemowlęctwa?

Dąbrówka: Przecież to tylko zabawa! Nikt nikogo nie strofował, nie oceniał. To była jedna z zabaw, żaden rygor, żaden schemat. Mama kontynuowała, bo widziała, że lubię. Brat nie przejawiał zainteresowania – nie cisnęła. Nie wyobrażam sobie, że można mieć problemy dlatego, że się w niemowlęctwie bawiło (śmiech).

Teachyourbaby: Czy mama prezentowała Ci nowe słowa do każdej nowej książki? Jeśli tak to kiedy przestała? A może słowa niezależnie a książki osobno i w ogóle nowe słowa pojawiające się w nich nie były prezentowane przed czytaniem ?

Dąbrówka: Nie prezentowała, dużo książek czytała nam na głos. Sama czytałam już w oparciu o Domana i Rocławskiego. Wyobrażasz sobie ręcznie przygotowywać zestawy słów przed każdą książką? W sensie ołówek, linijka i czerwona kredka? Ja nie (śmiech).

Teachyourbaby: Jak z systematycznością? Miałyście jakieś dłuższe przerwy czy może mama pilnowała żeby nawet dnia przerwy nie było?

Nic nie pilnowała – to miała być zabawa. Raz dziecko ma ochotę, raz nie. Oczywiście na samym początku starała się codziennie, później wynikowo. Karty leżały w zasięgu moich małych rąk, więc w wieku 2-3 lat już sama mogłam wziąć, pokazać, że chcę się tym bawić. 

Teachyourbaby: Już chyba wiem, co odpowiesz, ale zapytam: mama produkowała Ci książeczki do czytania globalnego, a może przerabiała te dostępne na rynku czy po prostu czytała to co było w standardowej czcionce?
Co do książeczek – mama czytała te standardowe. Jak to książki dla dzieci miały większą czcionkę, ale nie miały nic wspólnego z dostosowaniem pod globalne czytanie.  
Teachyourbaby: Dziękuję Ci bardzo w imieniu i swoim i Czytelników za ten niezwykle bogaty w cenne informacje wywiad. Życzę Ci podobnych sukcesów z Twoimi dziećmi. Na koniec muszę Ci powiedzieć, że jestem nadal zaskoczona tym, że Twoja mama wyprodukowała tylko 20 słów. Oczywiście pytając o to i o tamto musiałaś poznać ich mnóstwo ale sam fakt tylko 20 – fajnie.  Niektórzy sobie żyły wypruwają, żeby produkować, zrobić jak najwięcej….Minge radzą, żeby w polskim pokazać o wiele więcej słów niż w angielskim. 


PODSUMOWANIE I KILKA SŁÓW ODE MNIE

Ten wywiad to dla mnie zaszczyt. W sumie jak się dowiedziałam z kolejnej wymiany zdań – dla nas obu to zaszczyt. Dla Dąbrówki to pierwszy wywiad w jej życiu. Dla mnie pierwszy, który upubliczniam w całości na blogu. Pozwolę sobie na komentarz wybranych informacji, które się w nim pojawiły.

Uważam, że mama Dąbrówki miała niesamowicie mądre podejście do wczesnej edukacji. Można powiedzieć, że stworzyła swoją, autorską metodę. Zwróćcie uwagę, że zaczynała w wieku, w którym jest najtrudniej zacząć. Gdyby trzymała się schematów mogłaby zniechęcić córkę do kart na dobre. Można powiedzieć, że w tym wieku to dziecko rządzi i nawet Instytut Domana zaleca odejście od schematów i pełne dostosowanie się do dziecka nawet jeśli by to oznaczało prezentację tylko 1 karty jednorazowo, czy zrobienie dłuższej przerwy.

Tradycyjnie rozpisany harmonogram można wdrażać w 100% jedynie u dzieci 0-6 miesięcy. W późniejszym wieku…z niektórymi się nadal da…z większością nie. Rezultaty jakie prezentuje swoją osobą Dąbrówka świadczą o tym, że wszyscy powinniśmy przyjąć taki sam stosunek do wczesnego nauczania: to ma być zabawa jak pisze Doman, bez presji, bez wyścigu szczurów, bez sprawdzania, bez zmuszania. Jak już pisałam wielokrotnie to, co Doman rozpisał w swoich książkach to jedynie sugestie, a każdy rodzic na bazie tego i na podstawie doświadczeń innych rodziców powinien stworzyć swoją własną metodę dostosowując program do siebie i do swoich możliwości czasowych, ale przede wszystkim do dziecka. Takie podejście działa, bo słowa zafascynowały roczną Dąbrówkę i zaczynają interesować jej 3,5- rocznego synka, którego również uczy czytać globalnie

Co do nauki czytania w języku polskim, ja idę za polskimi psychologami Minge, którzy uważają, że da się nauczyć dziecko czytać w naszym języku realizując metodę czytania globalnego. Oni sami w ten sposób nauczyli czytać swoje dziecko. Podobnie uważa Aneta Czerska. Tak jak wspominałam w prawie kompletnej już serii artykułów jak „Jak zacząć czytanie globalne z dzieckiem w wieku …” Minge twierdzą, że w języku polskim należy pokazać dziecku więcej przykładów. Z kolei u Czerskiej pojawiają się słowa w formach odmienionych w zależności od formy występującej w książeczkach i dodatkowo wprowadza ona tzw. „ścieżkę prawopółkulową” prowadzącą do samodzielnego czytania nieznanych słów.

Uważam, że klocki Rocławskiego to świetna sprawa. Dodam, że Czerska wspomina o nich na swoich szkoleniach, bo jest to najlepsza opcja z literami, gdyż klocki mają oznaczoną dolną krawędź, jak zresztą możecie zobaczyć na zdjęciach, które zamieściłam i przez to dziecko wie, w jakiej pozycji powinna „stać” dana litera. My z Mają z racji tego, że metoda Domana naprawdę nas pochłonęła i teraz nam idzie świetnie i moja dwulatka jest chłonna i chętna na razie nie będziemy wprowadzać żadnych nowości. Zresztą czytałam, że klocki są polecane od 3 roku życia, a według Domana w tym wieku już może zacząć czytać z pełnym zrozumieniem różne teksty. Nie wiem tylko, czy ten wiek odnosi się do tych, co zaczęli od urodzenia, czy do wszystkich. My czytanie globalne zaczęliśmy, jak Maja miała 9 miesięcy. Celem tego bloga było pokazanie, czy metoda Domana działa i przez pierwsze 3 lata nie chcę się wspomagać w czytaniu niczym innym. Chcę po prostu pokazać, że da się nauczyć dziecko czytać i to w dwóch językach jednocześnie, w tym w języku polskim, opierając się jedynie na metodzie czytania globalnego. 

Gdy Maja skończy 3 lata, zakupię klocki, jako wzbogacenie Domana oraz do nauki pisania, jak Maja będzie chętna. Teraz mi przyszło do głowy, że chyba o tą naukę pisania pasowałoby wypytać mamę Dąbrówki. Nawet nie przypuszczałam, że naukę pisania można zacząć tak wcześnie. Jeśli mnie nie będzie wtedy stać albo jakoś czasowo będzie lepiej wyprodukuję własne. Tak się składa, że jedna ze znajomych blogerek podąża pedagogiką Montessori i w tej metodzie jest coś bardzo podobnego do klocków, czyli ruchomy alfabet. Szablon znajdziecie na blogu MamToNaKońcuJęzyka.

Wygląda na to, że mamy duże szanse osiągnąć to, co Dąbrówka, czyli pamięć fotograficzną, łatwość uczenia się, miłość do książek, umiejętności matematyczne. Moja córeczka ma dopiero 26 miesięcy, a już co nieco ujawnia, o czym między innymi pisałam w artykule o prawopółkulowości. Co więcej zaskakuje mnie nie tylko pamięcią wzrokową, ale też słuchową. O ile o sobie mogę powiedzieć, że jestem wzrokowcem, to pamięci słuchowej u mnie nie ma za grosz. Potrafię rozmawiać z koleżanką przez telefon i umówić się do kina. Odkładam słuchawkę i na pytanie męża na jaki film odpowiadam, że nie mam pojęcia 😛 Muszę zobaczyć, żeby pamiętać. Maja niekoniecznie. Świadczy o tym, chociażby przykład z HOME, o którym wspomniałam w wywiadzie. Wczoraj miałam kolejną sytuację. Prezentując Mai kolejne bity inteligencji, tym razem sławne budowle świata usłyszałam z jej ust dokładnie ten sam komentarz, który ona usłyszała ode mnie przy pierwszej prezentacji. Otóż dzień wcześniej, gdy doszłyśmy do tej kategorii Landmarks już nie była za bardzo zainteresowana. Zanim zupełnie odstawiłam prezentację spróbowałam jeszcze jednego triku z myślą, że jak się nie zainteresuje – kończymy, bo należy skończyć zanim dziecko chce zakończyć i odejdzie. Powiedziałam jej coś w stylu, że teraz zobaczy znane budowle w różnych krajach i że kiedyś tam razem pojedziemy. Tyle wystarczyło. Przy drugiej prezentacji tych samych 10 kart nie omieszkała skomentować, że kiedyś tam razem pojedziemy. Ponadto, wróciłyśmy, w dodatku z inicjatywy męża (wow!) do opcji wyboru jednej z dwóch kart i na razie Maja ma 100% skuteczność w czytaniu globalnym i w bitach inteligencji; matematyki nie sprawdzałam od dawna. Napiszę o tym osobno, bo może w wakacje w końcu jakieś nagranie uda się zrobić.

Ten artykuł okazał się przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi. Co myślicie o doświadczeniach tej mamy? Jak wy podchodzicie do wczesnej edukacji? Podobnie jak mama mamy, z którą przeprowadzałam wywiad lub ona sama, czy bardziej trzymacie się schematu Domana? Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u i do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Od kilku dni jest też możliwość zapisu na newsletter (jeśli nie wyskoczyło wam okienko podczas czytania bloga piszcie). W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków. 

Jako, że nie znalazłam grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u. Dołączając do grupy możecie liczyć na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *