Biblioteczka malucha, czyli recenzje naszych książeczek dla najmłodszych: wydawnictwo Usborne, książki o potworach Sama Lloyd’a

CZYTAMY I OCENIAMY ZBIORY W NASZEJ DZIECIĘCEJ BIBLIOTECZCE – CZĘŚĆ 1

Celowo piszę, że oceniamy, a nie, że ja oceniam, bo wiadomo, moja opinia w tym względzie nie jest taka ważna jak opinia mojej córeczki. Zresztą ona potrafi zaskakiwać swoimi upodobaniami. Akurat w tym wpisie skupiłam się na innych książkach, ale mamy w swoich zbiorach bardzo niepozorną z mojego punktu widzenia książeczkę, o której szwagierka mi powiedziała, że jej dzieci za nią szalały (Maja ma dwóch kuzynów w Anglii).

Zdziwiło mnie to trochę, bo cała książka opiera się praktycznie na trzech słowach. Znaczna jej część to ilustracje. Przeczytałam Mai, a co nie było napisane dopowiedziałam opisując obrazki. Maja chciała jeszcze raz…i jeszcze raz…i jeszcze raz…i ta książeczka to u nas hit. A moje dziecko potrafi już wypowiedzieć wszystkie zawarte w niej słowa. Ale o tym w następnej recenzji, a dzisiaj postanowiłam się skupić na książeczkach, które zagościły u nas jako pierwsze. 

WYDAWNICTWO USBORNE, SERIA THAT’S NOT MY …..(TO NIE JEST MÓJ…..)

Już po jednym spojrzeniu na okładkę możemy mieć wyobrażenie co do tego co znajduje się w środku. Jeśli tytuł mówi „That’s Not My Puppy’ (To nie jest mój piesek) to wiadomo, że na każdej stronie pojawi się piesek, który z jakiegoś powodu nie jest nasz.

Książki w języku angielskim
Książeczki dotykowe wydawnictwa Usborne

Każda książeczka ma około pięciu stron. Na każdej jest przeczenie i wyjaśnienie np. „That’s not my baby. Her bib is too squashy.” (To nie jest moja dzidzia. Jej śliniaczek jest zbyt mięciutki.), a na samym końcu zdanie twierdzące i wyjaśnienie np. w przypadku tej książeczki: „That’s not my baby. It’s you. „(To jest mój dzidziuś. To ty.) 

Pierwsze książeczki
That is not my baby
That’s not my baby.

Każda z książeczek jest skonstruowana w ten sam sposób niezależnie od tego, czy bohaterem jest piesek, pociąg, czy surokatka. Jeśli chodzi o Maję to najbardziej podobała się jej książeczka właśnie o dziecku. Na ostatniej stronie, która mówi: „That’s Not My Baby” (To jest mój dzidziuś) jest lusterko, w którym mogła zobaczyć siebie.

Książeczki są tak zrobione, że dziecko może poczuć, że śliniaczek rzeczywiście jest miękki, że piesek jest włochaty, że coś tam jest zbyt szorstkie. Wszystkie strony są na tyle grube, że dziecko z łatwością może je przewracać samodzielnie. Dużą zaletą książeczek z tej serii jest to, że są niezniszczalne. Dziecko może je nawet gryźć.

Najmniej podobała się mojemu „bejbikowi” książeczka z pociągiem, ale do czasu. Po kilku miesiącach odkryła ją z zainteresowaniem na nowo.

KSIĄŻKI O POTWORACH, AUTOR: SAM LLOYD

Byłam tych książeczek strasznie ciekawa. Nie mogłam się doczekać, aż przyjdą. Z opisu w Internecie wyobrażałam sobie, że te książeczki się jakoś rozkłada i powstają potwory. Ktoś pisał nawet, że ciężko się składa z powrotem. Owszem – takie małe dziecko nie złoży, ale dla dorosłego to bułka z masłem. I w sumie niezależnie, czy książeczka jest złożona, czy rozłożona potworek zawsze jest cały tylko na innej stronie, nie jest składany.

Pamiętam, że kiedyś przypadkiem gdzieś w sieci znalazłam książeczkę o tytule „Naughty Nancy” (Niegrzeczna Nancy) i zgłębiając się w temat znalazłam całą serię. Książeczki są swego rodzaju połączeniem maskotki i książki. Każda ma swój urok, każda uczy.

Dzięki „Naughty Nancy” mój „bejbik” zrozumiał, co znaczy słowo „naughty” – niegrzeczny i sama nawet kiwała palcem na znak zakazu zarówno tytułowej bohaterce w czasie, gdy czytałam jej książeczkę lub gdy sama ją oglądała, jak i sobie samej zanim zrobiła coś niegrzecznego. Nie oznacza to, że to ją przed tym powstrzymywało :P. Po prostu wiedziała, że nie wolno, ale i tak pokusa była silniejsza. Cała sytuacja z tym „grożeniem” sobie paluszkiem, a następnie i tak łamaniem zakazu wyglądała dla mnie przekomicznie. A najbardziej rozśmieszyła mnie sytuacja, kiedy mi „pogroziła,” jak chciałam zrobić coś, czego ona nie lubi.

Ponoć niektóre dzieci boją się tych książeczek. Moje dziecko je kocha. Zarówno niegrzeczną Nancy, jak i przesłodkiego Borysa, który czasem musi opiekować się innym małym potworkiem  w książeczce „Boris Babysits” (Boris jako niania) lub też jest nie do opanowania łaskoczący i całuśny w książeczce „Calm Down Boris”(Uspokuj się Borys) i wszystkich innych, czyli:

  • długonosego Normana z książeczki „Nosey Norman” (Wścibski Norman), z którym można się nauczyć liczb i która uczy, że czasem nie warto wsadzać nosa w nieswoje sprawy

 

  • jednookiego żółtego Erniego z książeczki „Ernie the Eye Monster,”który szuka swojej żółtej mamusi wśród mam o innych kolorach i którą oczywiście na końcu znajduje. Jak można się domyślić, z tej książeczki dziecko może się nauczyć kolorów

 

  • długonogiego Lenny’ego z książki „Lenny Long Legs” (Długonogi Lenny), który nie może utrzymać nóg na miejscu i robi różne przeciwne sobie rzeczy; przeciwieństwa się przyciągają i na końcu Lenny znajduje przyjaciela, który jest zupełnie inny, ale równie wyjątkowy jak Lenny. 

Poza funkcją książki, wszystkie pozycje można wykorzystać do zabawy w  peek-a-boo, czyli a-ku-ku. Po wyciągnięciu  nosa, czy nóg któregoś z potworów mamy do dyspozycji otwór lub dwa, w którym my lub dziecko możemy pokazywać oczy, wsadzać paluszki itp. Od naszej kreatywności zależy co my z tymi dziurami zrobimy.

W przypadku tej serii postanowiłam nagrać wideo pokazujące jak wygląda przykładowa książka. Akurat trafiło na wścibskiego długonosego Normana. Zapraszam do obejrzenia:

Nasza biblioteczka powiększyła się sporo od mojego pierwszego wpisu na temat książek dla niemowląt i małych dzieci. Dbamy z mężem o to, aby Maja miała do nich bardzo pozytywny stosunek i aby w przyszłości lubiła czytać. Myślę, że są duże szanse na to, że będzie w przyszłości chętnie czytać, bo trzymamy się wszystkich zasad, o których pisałam  tutaj

Moje recenzje okazały się przydatne? Jeśli tak, podziel się z innymi.  Jestem ciekawa jakie książeczki anglojęzyczne są hitem u was.  Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u i do subskrypcji (okienko na stronie głównej tego bloga), a jeśli chcecie wymienić się doświadczeniami dotyczącymi wczesnej edukacji z innymi rodzicami zapraszam do grupy dla rodziców małych dzieci również na Facebook’u

Agnieszka Basta

Miłośniczka książek i języków obcych. Z zawodu nauczyciel języka angielskiego. Pasjonatka metod wspierania rozwoju dziecka już od urodzenia. Pomysł na bloga zrodził się z praktycznego doświadczenia z córką. Teoria doszła później. Jeśli chcesz maksymalnie rozwinąć potencjał swojego dziecka jesteś we właściwym miejscu. Mamy ten sam cel. Motywem przewodnim bloga jest metoda Domana oraz dwujęzyczność zamierzona wzbogacone o elementy metody Shichidy oraz metody Heguru. Jeśli chcesz być w stałym kontakcie ze mną zapraszam do zapisu na newsletter i dołączenia do grupy oraz polubienia fanpage na Facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *