fbpx

“Magia tkwi w dziecku, a nie w kartach”

Glenn Doman

Treść poniższego artykułu w skrócie:

  1. Jakie języki mają moje córeczki
  2. Jak to się zaczęło – nasza historia
  3. Z jakim poziomem każdego języka startowałam
  4. Nie musisz być nauczycielem, żeby wprowadzać dziecku język obcy
  5. Dwujęzyczność zamierzona z innymi językami i rezultaty z 5,5-latką
  6. Dwujęzyczność zamierzona z innymi językami i rezultaty z 22 miesięcznym maluchem
  7. W jakim wymiarze czasowym działamy z każdym językiem i jak ogarniam aż 6
  8. Czym się wspomagam
  9. Jeśli potrzebujesz wsparcia …

Początek językowej przygody

Chociaż ten blog jest poświęcony przede wszystkim mojemu doświadczeniu z metodą Domana, a w mniejszej mierze dwujęzyczności zamierzonej to prawda jest taka, że zaczęło się od dwujęzyczności zamierzonej. Jeśli należysz do rodziców czytających moje artykuły od deski do deski zapewne wiesz, że zainspirowałam się pierwszoklasistą, który mówił biegle po angielsku. Pierwszy raz w mojej nauczycielskiej karierze spotkałam się z takim dzieckiem. Teraz chłopak jest już nastolatkiem, a z jego mamą przeprowadziłam wywiad, który znajdziesz w linkach pod artykułem. A ja w końcu mam wenę, żeby napisać o tym, o co wielu rodziców od dawna mnie prosi. Jak ogarniam tyle języków.

Z moją starszą córeczką Mają zaczęłam język angielski od urodzenia – nawet nie myślałam wtedy o innych językach. Od początku miałam jasno sprecyzowaną metodę na ten język tj. OPOL – one parent, one language, czyli jeden rodzic, jeden język. To była jedyna metoda jaką znałam. W ciąży chodziło mi po głowie, że w niektóre dni mąż też będzie mówił po angielsku, ale w okresie testowym nie dawał rady. Mówił, że za bardzo go to męczy.

Gdy miała 20 miesięcy miała pierwszy kontakt z językiem włoskim – niezbyt pozytywnie przyjęła nowy język, a szczegóły w jednym z podlinkowanych artykułów. Język włoski mamy regularnie od 23 miesiąca życia Mai. Zaczęłam mówić od 5 minut dziennie, a gdy skończyła 28 miesięcy również prezentować karty do czytania.

Zbieg okoliczności i nowa koleżanka z córeczką wychowywaną z językiem niemieckim chętna na język hiszpański sprawił, że jednocześnie – od zera zaczęłam się z Mają uczyć języka niemieckiego i hiszpańskiego, chociaż “uczyć” to zdecydowanie za dużo powiedziane. Po prostu na spotkaniach w tych językach kombinowałam, żeby się jakoś dogadać, czy na hiszpańskim po prostu słuchałam, bo tak jest podobny do włoskiego, że rozumiałam dużo, ale bałam się coś powiedzieć. Maja miała 33 miesiące, gdy zaczęliśmy spotkania oraz program czytania w tych językach.

Jako pięciolatka ogłosiła mi, że chciałaby się uczyć języka francuskiego. Ja już więcej nie ogarnę, więc korzysta z zasobów internetowych. Oczywiście nie obyło się tutaj bez wsparcia słowem pisanym.

Anitka – młodsza siostra Mai od urodzenia (a nawet wcześniej, bo w brzuchu) ma 3 języki: angielski, polski oraz włoski. Gdy wróciłyśmy po kilku dniach ze szpitala osłuchiwała się też z niemieckim i hiszpańskim. Jako roczny maluszek miała już kontakt ze wszystkimi sześcioma, bo z inicjatywy Mai doszedł francuski. Wszystkie są wspierane programem czytania według filozofii Glenna Domana.

Czy trzeba znać język, żeby przekazywać go dziecku, czyli o mojej znajomości każdego z języków, którymi otaczam córeczki

Mam praktyczne doświadczenie z każdą możliwą znajomością języka. Może się zastanawiasz, czy nie musisz być nauczycielem, żeby uczyć języka swoje dziecko. Oczywiście, że nie, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że nawet lepiej jak nie jesteś. Nie trzeba być nauczycielem, nie trzeba nawet znać języka.

Mam praktyczne doświadczenie z każdą możliwą znajomością języka.

.

Jestem anglistą, więc wiadomo: mój angielski jest płynny, kiedyś na kursie w Anglii określony na poziomie C1/C2, gdzie powiedziano nam, że bez przebywania tam przez ok. 10 lat niemożliwe jest osiągnięcie poziomu native. Mam na pewno wyczuwalny polski akcent i nawet nie mam czasu nic z tym zrobić, chociaż chęci były. W sumie nadal są. Materiały też.

Jeśli chodzi o język włoski mój oficjalny poziom to C1, czyli pierwszy poziom biegłości językowej. Jestem posiadaczką certyfikatu CELI4, który zdobyłam szlifując ten język na L4 w ciąży, a potem na macierzyńskim. Nieoficjalnie mój poziom jest na pewno niższy. Wiem, że robię sporo błędów, ale swobodnie mówię. Gdy zaczynałam było ciężko o więcej niż 5 minut mówienia do dziecka. To by było na tyle języków, o których można powiedzieć, że je znałam, gdy zaczęłam je wprowadzać mojej Mai.

Języka hiszpańskiego nie znałam w ogóle, ale dużo rozumiałam przez włoski. Miałam wrażenie, że rozumiem tak 80% tego co słyszałam, natomiast bałam się cokolwiek powiedzieć z obawy, że odpowiem po włosku. Języka niemieckiego nie znałam w ogóle. Niektórzy mówią, że jest podobny do angielskiego. Dla mnie na samym początku nie był podobny do niczego co znałam. Tutaj start z niespełna 3-letnią córeczką zupełnie od poziomu zero.

Francuskiego nie znałam i nie znam, ale gdzieś tam mimochodem będąc obok podłapałam co nieco słownictwa, czy fragmentów piosenek. Zauważam, że jest troszkę podobny do hiszpańskiego i włoskiego.  

Dwujęzyczność zamierzona z innymi językami – chwalę się efektami

Maja -5,5-latka

Gdy Maja miała 4,5 roku byłam pewna, że czyta we wszystkich 5 językach, które wtedy miała, w tym nowe słowa i książki. O dziwo zaczęło się od pierwszej przeczytanej książki w wieku 3,5 roku – książki po polsku. Zaraz przed 4 urodzinami, jeszcze jako 3-latka czytała po angielsku dość zaawansowane książki. Aktualnie w każdym języku: polski, angielski, włoski, hiszpański, niemiecki czyta na takim poziomie na jakim się komunikuje tj. w polskim i angielskim najbardziej zaawansowane książki, w tym książki z wiedzą, we włoskim trochę mniej zaawansowane, w hiszpańskim jeszcze mniej, a w niemieckim bardzo proste. Ubiegając pytania – czyta z pełnym zrozumieniem tekstu niezależnie od języka.

Jeśli chodzi o komunikację Maja mówi płynnie w języku angielskim i polskim. Raczej dominuje polski, ale to zależy od dnia oraz od sytuacji. W 5 roku życia zaczęła chodzić do przedszkola leśnego i gdy pracuję uczęszcza tam 4 dni w tygodniu, więc jest sporo polskiego.

Jeśli chce to mówi też zdaniami w języku włoskim, wszystko rozumie. Natomiast jako, że ma taką opcję zdarza się, że mówi, że teraz nie chce mówić w tym języku. Czasem też idzie na łatwiznę i w czasie włoskim odpowiada po angielsku. Jednakże poproszona o powtórzenie czegoś po włosku – powtarza. Zdarza się też, że nagle ni z tego ni z owego wyskakuje z propozycją rozmowy po włosku. Akurat chce. Nieważne co by się działo przechodzę na włoski i trzymam się go jak najdłużej się da. Podobnie jak ja dość często miesza włoski z hiszpańskim.

W sztucznie zorganizowanej sytuacji hiszpańskiej i niemieckiej komunikuje się w tych językach. Rozumie niemalże wszystkie wypowiedzi do niej kierowane w tych językach. Jest w stanie na przykład zrozumieć zasady gry planszowej w piątym języku – niemieckim i w nią grać.

Chce się uczyć kolejnych języków obcych. Jej pomysłem był język francuski. Zna pojedyncze słowa i zwroty. To co z nią robię też pozajęzykowo tak wpłynęło na jej pamięć, że zapamiętała refren francuskiej piosenki po jednym odsłuchaniu, a po kolejnym już śpiewała całość.

Poziom komunikacji w każdym z języków które mamy wynika z przyjętej przez nas strategii. Myślę, że to co u nas się dzieje w zależności od języka pokazuje realnie co można osiągnąć metodą OPOL, w której jeden z rodziców decyduje się na stałe komunikować z dzieckiem tylko w języku obcym oraz innymi metodami. U nas OPOL w języku angielskim. W pozostałych kombinuję jak mogę inaczej. 

To, co się u nas dzieje w zależności od języka pokazuje realnie co można osiągnąć metodą OPOL, w której jeden z rodziców decyduje się na stałe komunikować z dzieckiem tylko w języku obcym oraz innymi metodami.

Pomimo dwujęzyczności zamierzonej od urodzenia Maja dość szybko zaczęła się rozwijać językowo. Pierwsze świadome słowo pojawiło się w wieku 8 miesięcy. Był to zlepek sylab „tatatata,” który oznaczał tatę. W wieku 17 miesięcy pojawiło się pierwsze niezdarne zdanie, a gdy Maja miała 1,5 roku zliczyłam 218 słów spontanicznie używanych przez nią w obu językach. Podejrzewam, że wiele polskich słów mogłam po prostu przegapić, bo mąż mi nie zgłaszał wszystkiego. Zakładam, że tych polskich było o wiele więcej niż zanotowałam. Rozwój mowy Mai wraz z nagraniami można śledzić w innych artykułach.

Anitka -22 miesiące

Jeśli chodzi o młodszą córeczkę to początek był bardzo wczesny pomimo 5 języków niemalże od urodzenia. Anitka pierwsze świadome słowo powiedziała w wieku 5 miesięcy i był to „tata,” ale czysty, dwusylabowy,  nie jak w przypadku siostry 3 miesiące później “tatatata.” W wieku 8 miesięcy już miałyśmy świadome „mama,” „nie,” „tata” i „lala.” Gdy miała 9 miesięcy wielokrotnie słyszałam od niej “nie,” “mama,” “tata,” oraz “da,” które używała w znaczeniu “daj mi.” 

W międzyczasie zarówno przed 5 miesiącem jak i po pojawiały się i znikały różne dźwięki, które przypominały słowa w różnych językach np. włoskie „ciao,” czy angielskie “daddy.” Bardzo mnie to ucieszyło, bo jak możesz zobaczyć na podstawie przykładów, które podałam wcześniej pomimo tego, że ja -mama nie mówię do córki w ogóle po polsku tylko po angielsku i włosku, a na spotkaniach kombinuję z hiszpańskim i niemieckim, to wszystko, co do tak wcześnie wychodziło z jej ust było takie polskie. Obie córeczki od zawsze słyszą mnie rozmawiającą po polsku z mężem i ze wszystkimi wokół, ale ogólnie więcej czasu spędzają ze mną, zwłaszcza Anitka odkąd Maja chodzi do przedszkola. Gdy Maja jest w domu to wiadomo, więcej ma angielskiego czasu.

Wracając do rozwoju mowy Anitka miała 6 miesięcy, kiedy przypadkiem wydała dźwięk przypominający całe zdanie „I love you.” Nie wierzyłam własnym uszom, więc nawet nie skomentowałam. Koleżanka, która stała obok też słyszała i od razu do mnie: „Słyszałaś? Powiedziała I love you.” Oczywiście to takie epizodyczne zdarzenie i od tej pory nic takiego nie słyszałam aż do 21 miesiąca, kiedy dość wyraźnie po mnie powtórzyła. 

Anitka w przeciwieństwie do Mai wydaje się być “pokazywaczem,” jeśli chodzi o karty do czytania globalnego, bo często wybierała właściwą kartę zapytana np. Gdzie jest castello? Już na 10 miesięcy pokazała, że ogarnia znane słowa po angielsku, na 15 miesięcy również nieznane. W wieku 17 miesięcy spośród wielu nowych kart w języku polskim podjęła próbę odczytania “siku na nocniku,” jako “sii”, a potem jako 18 miesięczny maluszek rozpoznała i odczytała spośród kilku słów imię siostry “Maja.” Przynosiła też kotu właściwe karty ze słowami w języku polskim – taki spontan wyszedł. W wieku 20 miesięcy w ulubionej książce kończyła za mnie zdania słowami, które umiała powiedzieć: “mummy,” “boobie,” “table.” Jeśli chodzi o czytanie, jak zapewne wiesz z innych artykułów Maja przez długi czas nie pokazywała co potrafi. Jeśli nie śledziłaś jej historii – polecam, bo sporo możesz się nauczyć.

NAGRANIE – Anitka i książka o Ignasiu

Nie wiem, czy to zasługa tego, że mam inne podejście do programu czytania i tego, że jednak sporo słów widziała jako niemowlaczek, czy po prostu cech indywidualnych, ale bardzo szybko pokazała mi, że rozumie co do niej mówię po angielsku. Jeszcze raczkująca reagowała właściwie na komendę “stop,” gdy zbliżała się do jedzenia dla kota. 

Gdy miała 9 miesięcy zaskoczyła mnie totalnie. Byłyśmy w bawialni i korzystając z mini stopnia postanowiłam ją nauczyć, żeby zawsze schodziła tyłem. Pokazałam jej kilka razy. Potem bawiła się chwilę, po czym znowu zaczęła się zbliżać do tego schodka. Oczywiście przodem. Zaczęłam jej po angielsku tłumaczyć, że nie tak schodzimy, że nogi najpierw i ….pokombinowała jak się obrócić i zeszła tyłem. Braw było co nie miara i maluszek tak zadowolony, że jeszcze dwa razy powtórzył. 

Z racji tego, że Mai liczyłam wypowiedziane spontanicznie słowa (nie powtórzone po kimś!) do 18 miesiąca życia, coś podobnego robiłam w przypadku Anitki. Tak na oko, jeszcze bez liczenia, wydawało mi się, że pomimo to, że pierwsze słowo pojawiło się wcześniej to jednak mówienie w pełnej okazałości rozkręci się później. I nie myliłam się. Co prawda pierwsze nieporadne zdania pojawiły się na 16 miesięcy, czyli o miesiąc wcześniej niż u Mai i bardzo przypominały angielskie: Where are they? (wersja Anitki: łe dei) oraz Where are you? (łe ju) i to nie tylko w mojej opini, a potem kolejne: Nie ma. to ilość słów, co prawda znacznie przewyższa średnie standardy, ale nawet liczone o miesiąc dłużej nie przekroczyły nawet setki. W wieku 19 miesięcy Anitka samodzielnie i spontanicznie posługiwała się 55 słowami w 4 językach: angielskim, polskim (przede wszystkim) oraz włoskim i niemieckim. Coś zabrakło tu hiszpańskiego. Wiem, że na pewno powtarzała po hiszpańsku, ale tak samodzielnie użytego słowa nie słyszałam.

Ogólnie oceniam, że Anitka z mówieniem rozkręca się około 3 miesiące później niż Maja. Nie widzę w tym żadnego problemu. Może to spowodowało 6 języków, a może – i powiem o tym, bo uważam, że to istotne – zbyt krótkie wędzidełka: podjęzykowe oraz górne. Na razie zdecydowałam się nie podcinać i umówię się na konsultacje z innymi neurologopedami. Liczę na to, że jednak to diagnoza na wyrost. Z karmieniem problemu nie mamy. Anitka oddycha przez nos jak śpi i jeszcze kilka innych kwestii sprawdziłam.

22-miesięczna Anitka próbuje mówić całymi zdaniami. Jest przewaga języka angielskiego, czego można było się spodziewać, bo jednak ma więcej kontaktu z tym językiem. Najładniejsze polskie zdania “poleciały,” gdy miała 19 miesięcy: “Maja czyta.” “Mama czyta.” a 21 i 22 miesiąc to rozkręcanie się z mową, powtarzanie dosłownie wszystkiego niezależnie od języka- czasem dobrze jak np. “księżyc,” czy “See you.” a czasem po swojemu np. “dzienia” zamiast “do widzenia,” czy “ori” zamiast “sorry.” Najciekawszym kombinowaniem wydaje mi się “płońce” zamiast “słońce” i “świeci,” które brzmi bardziej jak “patrzy.”

Obserwuję też ciągłe próby tworzenia zdań np. “Ignaś happy.” Pokazała też, że ma super pamięć widząc “okładkę” piosenki, którą oglądała zaledwie jeden raz może tydzień wcześniej i przekazując mi, że tą chce, bo tam ktoś spadł. W taki sposób to zrobiła, że zrozumiałam, ale nawet nie umiem tego powtórzyć. 

6 języków w polskim domu, 2 dzieci – jak ja to ogarniam

Języka polskiego poza programem czytania realizowanym przez tatę i podsuwaniem już czytającej Mai wartościowych książek nie wspieram jakoś szczególnie. Mieszkamy w Polsce, polski jest wszędzie. Maja ma większy kontakt, bo jak jestem w pracy pół dnia jest w przedszkolu leśnym. Chciałam ją odbierać wcześniej w dni, kiedy kończę wcześniej, ale były protesty i płacz jej koleżanki, więc tego nie robię.

Angielski – wiadomo, mamy codziennie. Zdecydowałam się po polsku do dziewczyn nie mówić i nadal się tego trzymam. Na polski reaguję tylko gdy czuję, że naprawdę muszę pomóc, zwykle z małym opóźnieniem. Dodatkowo Anitka, gdy ja jestem w pracy też najczęściej ma język angielski pod opieką koleżanek, które też rozwijają dzieci językowo.

Traktuję czas z angielskim normalnie jak komunikację w polskim traktuje się w innych polskich rodzinach. Nie przygotowuję się do tego, zresztą nie mam czasu. Jedyne co przygotowuję, ale też w małej mierze, bo się zaopatrzyłam w taką ilość kart do czytania, że nie mogę tego przerobić i odgracić mojego pokoju, chociaż już od dawna Anitce wszystko pokazuję 1 raz. Po angielsku witamy się rano, jemy śniadanie, czytamy, bawimy się, sprzątamy, pierzemy, wieszamy pranie, dyskutujemy i długo by jeszcze wymieniać. Po prostu normalne życie tylko, że po angielsku. Maja przy mnie mówi też do siostry po angielsku.

Czas z włoskim jest różny. Są dni, kiedy włoskiego w ogóle nie ma, są dni kiedy jest to moje wyjściowe 5 minut, a są dni kiedy cały poranek jest włoski. Czasem Maja inicjuje taki czas sama. Zauważyłam też, że jeśli chce mi sprawić przyjemność mówi całymi zdaniami po włosku.

Język hiszpański i niemiecki mamy tylko w wymiarze ok. 2,5-3 godzin zabawy w tych językach jeden raz w tygodniu. Do niedawna raz na kilka dni trafiało się jeszcze inne wsparcie w domu np. krótka bajka, książka, czy materiał audio. Od niedawna staram się, żeby był chociaż kontakt minimum codziennie.

Język francuski wprowadzony na życzenie Mai, to jej udział w programie czytania Anitki (chociaż niby nie chciała Monkey Junior) oraz prawie codzienna mini sesja z aplikacją DinoLingo.

Inne źródła języka, czyli czym się wspomagam

Uważam, że najważniejsze jest tzw. “żywe” źródło języka, czyli Ty – mamo, tato. A jeśli jest starszy brat to siostra to oni przede wszystkim, bo rodzeństwo ma większy wpływ na dziecko niż rodzice. W drugiej kolejności inne dzieci. Niemniej jednak jeśli mówimy o dwujęzyczności zamierzonej to niezbędne są inne źródła języka. Chociażby po to, żeby dziecko poznało właściwy akcent, jak również słownictwo, którego my nie używamy na co dzień.

(…) najważniejsze jest tzw. “żywe” źródło języka, ale niezbędne są też inne źródła języka.

U nas są to między innymi: różne audiobooki, podcasty, bajki, piosenki, wideobooki, książki oraz aplikacje i programy. W każdym języku wprowadzam program czytania globalnego i uważam, że to wynosi dwujęzyczność zamierzoną na inny poziom. Natomiast to nie jest tak, że codziennie mamy karty do czytania, czy książki w 6 językach. Nie da się tak. Maja już czyta w 5 językach i prawie codziennie dołącza do francuskiego Anitki. Z Anitką zaczęło się równo polskim, włoskim i angielskim. Na dzień dzisiejszy jest skupienie na angielskim i polskim, a pozostałe języki są przeplatane ze sobą. Dość często udaje się codziennie czy prawie codziennie francuski.

Jeśli potrzebujesz wsparcia

Mojego całego doświadczenia oraz wiedzy z różnych źródeł nie da się zmieścić w jednym artykule. Jeśli potrzebujesz więcej informacji, możliwości konsultacji i bieżącego mentoringu przygotowujemy z Martyną Gąsior coś dla Ciebie. Zapisz się na listę rodziców zainteresowanych wsparciem w rozwijaniu dzieci językowo – Językowe dzieci. Jeśli Ty się zaangażujesz już nigdy język obcy nie będzie dla Twojego dziecka obcy. Niezależnie od tego, czy znasz język i w jakim stopniu go znasz masz gwarancję, że Twoje dziecko będzie co najmniej poziom wyżej.

Jeżeli Ty się zaangażujesz już nigdy język obcy nie będzie dla Twojego dziecka obcy.

Polecam zaglądnąć też tutaj:

Doświadczenie z dwujęzycznością zamierzoną od urodzenia do nastolatka

Nasze językowe początki i wyzwania

Nasze początki z językiem włoskim – trzeci język

Czytanie globalne metodą Domana – spis artykułów

Dwujęzyczność zamierzona – spis artykułów, w tym podsumowujących rozwój mowy Mai

Droga do samodzielnego czytania

Lista oczekujących na pakiet wspomagający rodziców “Językowe dzieci” – kurs, bonusy, konsultacje

Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem i przemyśleniami.

Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u: Wszechstronne wspieranie rozwoju dziecka, na Instagram @teachyourbaby_pl, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter.

Zapraszam też do grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, którą sama założyłam na Facebook’u: Metoda Domana i nie tylko- grupa wymiany doświadczeń dla rodziców. Dołączając do grupy możecie liczyć na sporą dawkę motywacji, na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń oraz na pomoc w nurtujących Was kwestiach.

U mnie możecie też kupić książki wydawnictwa Usborne. Zapraszam na fanpage sprzedażowy Teachyourbaby- angielskie książki dla dzieci oraz na Instagram @teachyourbabyksiazki.

0 CommentsClose Comments

Leave a comment