Dwujęzyczność zamierzona
Dwujęzyczność zamierzona – od urodzenia do nastolatka

Treść poniższego artykułu w skrócie:

  1. Kto mnie zainspirował do wprowadzenia dwujęzyczności zamierzonej
  2. Obserwacja i mini porównanie dzieci wychowanych w dwujęzyczności zamierzonej w Polsce oraz chłopca, który przyjechał z zagranicy z punktu widzenia anglisty
  3. Mama dwóch chłopców dzieli się 12-letnim doświadczeniem z wychowania w dwujęzyczności zamierzonej: metody, długofalowe i wymierne rezultaty, przeciwności losu i reakcja otoczenia, komunikacja z rodzeństwem, emocje, porównanie dwujęzyczności z kilkulatkiem i nastolatkiem, pomysły jak wplatać język w codzienne życie dla mniej i bardziej zabieganych
  4. Moje refleksje dotyczące kilku kwestii poruszonych w wywiadzie

Moja inspiracja do dwujęzyczności zamierzonej

Jeśli czytaliście artykuł o mojej strategii wprowadzania dwujęzyczności zamierzonej z językiem angielskim wiecie, że do strategii OPOL tj. jeden rodzic- jeden język zainspirowała mnie znajoma i przy okazji mama dwóch moich uczniów. Jeśli nie czytaliście zapraszam do pierwszego z linków pod niniejszym artykułem. Udało mi się ją namówić na wywiad, który jest kopalnią cennych informacji dla rodziców, bo dotyczy już nieco starszych dzieci, w wieku szkolnym. Jest to pierwszy wywiad na blogu dotyczący dwujęzyczności zamierzonej. Nawet jeśli gdzieś ten temat się przejawiał w innych, dotyczyły one przede wszystkim metody Domana.

Wywiad jest gotowy od sierpnia, ale jako, że miałam w formie nagranej dopiero teraz udało się przepisać. Pomogła jedna z mam w naszej grupie. Dziękuję z całego serca za pomoc, bo pewnie by wywiad jeszcze czekał. Część pytań to moje prywatne pytania, ale znaczna większość to pytania rodziców z Facebookowej grupy Dwujęzyczność zamierzona.

Zanim pozwolę Wam się skupić na treści rozmowy napiszę, że jako anglista byłam zachwycona, bo inaczej tego ująć nie można, że pierwszoklasista mówi płynnie po angielsku. Pierwszy raz w całej mojej karierze nauczyciela angielskiego spotkałam się z czymś takim. Do tego chodziło o dziecko, które było wychowywane w polskiej rodzinie, w Polsce i które normalnie jak większość dzieci chodziło do polskiego polskiego przedszkola, a potem do polskiej szkoły i miało kontakt z rówieśnikami mówiącymi tylko w języku polskim pomijając sporadyczne epizody stwarzające okazję rozmowy z kimś z zagranicy. Z tego co wiem żadnych regularnych spotkań językowych tzw. playdates jakie my mamy nie było. Tutaj regularny kontakt z angielskim tylko ze strony mamy, wiadomo też z mediów i takie efekty. Dla mnie osobiście bardzo motywujące.

A po kilku latach miałam kolejnego pierwszoklasistę mówiącego po angielsku. To brat wyżej wymienionego. Akurat w jego klasie znalazł się też chłopak, który przyjechał z rodzicami z Anglii. Przez wcześniejsze lata uczęszczał do anglojęzycznego przedszkola. Umiał już czytać w języku angielskim. Nie dało się inaczej jak poobserwować ich rozwój i porównać. Ku mojemu zaskoczeniu lepszy poziom językowy prezentował chłopak wychowany w dwujęzyczności zamierzonej w Polsce niż drugi, który nauczył się angielskiego w naturalnym dla tego języka środowisku, po czym przyjechał do Polski na stałe.

Nie wiem co się podziało ale albo ten przyjazd do Polski jakoś na drugiego chłopca traumatycznie wpłynął albo coś innego, ale nie bardzo miał ochotę rozmawiać po angielsku. Gdy po roku udało mi się zorganizować dodatkowy czas na konwersacje dla wszystkich uczniów dwujęzycznych: dwóch wspomnianych chłopców, starszego brata tego wychowanego w Polsce oraz drugoklasistę, który nauczył się języka angielskiego z bardzo nietypowym, fajnym akcentem i na wysokim poziomie z….tableta (pominę milczeniem inne skutki tego kontaktu z ekranem praktycznie od zawsze, ale znajomość języka na plus) wyszło, co następuje:

  • chłopcy wychowani dwujęzycznie z językiem angielskim w Polsce (jeden to w sumie sam siebie wychował tabletowo) nie mają żadnych blokad językowych; nie zraża ich żaden akcent, potrafią się ze sobą porozumieć
  • chłopiec, który od urodzenia nabywał angielski w Anglii nie bardzo rozumie drugoklasistę z nietypowym akcentem
  • chłopcy wychowani w Polsce mają niezwykle bogate słownictwo
  • chłopak, który zjechał z Anglii wtrąca polskie słowa kiedy się da..próbuje tłumaczyć…nie przychodzą mu automatycznie angielskie zwroty..generalnie wyszło, że wielu podstawowych słów nie zna
  • ten sam chłopak niezbyt chętnie chce chodzić na zajęcia dodatkowe, na których nota bene robimy fajne rzeczy: gramy w Taboo lub inne gry językowe
  • jedyną rzeczą, którą się wyróżnia jest umiejętność czytania, której jego kolega z klasy już nie posiada, ale już tabletowy chłopak tak
  • tabletowy chłopak bije wszystkich na głowę jeśli chodzi o czytanie oraz pisanie (już w drugiej klasie rozwiązywał arkusze konkursu kuratoryjnego dla kl. 4-8 i czytał cokolwiek mu przyniosłam, w tym książeczki bardziej naukowe np. o Ziemii, po czym potrafił odpowiadać na zadane do nich pytania).

Tak wyglądała sytuacja moich dwujęzycznych uczniów. Wychodzi na to, że nawet gdy dwujęzyczność jest naturalna, bez właściwego wsparcia z domu niekoniecznie wyjdzie. Po tym wstępie zapraszam na wywiad z mamą dwóch chłopców. W momencie rozmowy jeden miał we wrześniu zacząć kl. 2, a drugi 6. Mamy tutaj doświadczenie mamy z dwujęzycznością zamierzoną od urodzenia do nastolatka.

Rozmowa z doświadczoną mamą dwóch synów- długofalowe efekty dwujęzyczności zamierzonej

Teachyourbaby: Powiedz kilka zdań o sobie i o swoich dzieciach.

Magda: Nazywam się Magdalena Ogar-Kieraś. Jestem filologiem języka angielskiego, od 15 lat pracuje jako nauczyciel języka angielskiego zarówno w szkole podstawowej jak i w niedawno wygaszonym gimnazjum, więc przekrój wiekowy jest dosyć duży. Oprócz tego pracuje też z dorosłymi jednak w większości są to dzieci i młodzież.

Mam dwóch synów. Starszy -Miłosz ma prawie 12 lat i idzie teraz do klasy szóstej, młodszy Nikodem ma 8 i pół roku i wybiera się po wakacjach do klasy drugiej. Jeśli chodzi o motywację czy inspiracje do wychowywania moich dzieci w dwujęzyczności zamierzonej była to po prostu myśl, żeby w sposób naturalny i praktycznie bezstresowy nauczyli się kolejnego języka – zważywszy na to że ja dosyć swobodnie czuję się w posługiwaniu językiem angielskim, nie budziło to we mnie jakiś specjalnych dreszczy emocji czy zaniepokojenia więc postanowiłam że będę używać języka angielskiego do komunikacji z moimi dzieciakami.

Faktycznie okazało się że oni w sposób naturalny przyswoili ten język. Oczywiście cały czas on się rozwija jak to każdy język czy to język polski czy to język angielski czy też inne języki z którymi się osłuchują na co dzień. Oczywiście jest to sprawa rozwojowa aczkolwiek w sposób naturalny przyswajali od samego początku język angielski i język polski słuchając nas, a później próbując z nami rozmawiać.

Teachyourbaby: Co było Twoją inspiracją i motywacją do dwujęzyczności zamierzonej?

Magda: Muszę się przyznać, że kiedy podjęłam tę decyzję to nie była decyzja nad którą jakoś specjalnie długo myślałam. To był po prostu taki mój pomysł, że byłoby fajnie więc bardzo dużo rzeczy robiłam słuchając swojej intuicji. Nie wybierałam jakoś specjalnie metody, bo przyznam się szczerze że 12 lat temu nie miałam zbytniego kontaktu z osobami, które w ten sposób właśnie wychowywały swoje dzieci.

Muszę przyznać że dopiero po rozmowie z moim znajomym który jest Chorwatem, wykłada również na uniwersytecie w Zadarze filologię języka angielskiego utwierdziłam się tak naprawdę, że wszystko będzie dobrze – że nie mam się o co martwić. Zważywszy na to że on był wychowywany właśnie dwujęzycznie, gdyż jego babcia była Włoszką, jego tato również, mama była Chorwatką więc w domu rozmawiali po włosku natomiast w szkole czy z kolegami rozmawiał w języku chorwackim i stwierdził że nigdy nie miał problemów czy z rozróżnieniem języków czy z wyrażaniem się w konkretnym języku więc stwierdziłam, że jest to dobry pomysł i na pewno krzywda się moim dzieciom przez to jakoś specjalnie nie stanie.

Teachyourbaby: Wiem, że ostatecznie jednak sposób w jaki wprowadzałaś dwujęzyczność okazał się dość znaną metodą. Jaka to metoda?

Magda: Gdy zaczęłam mówić do nich w języku angielskim no to był szok faktycznie dla otoczenia. Różnie ludzi reagowali zwłaszcza, że ja na początku bardzo mocno trzymałam się metody OPOL, bardzo mocno zawsze i wszędzie. Natomiast później wyluzowałam i dopasowuje to do sytuacji. Nie trzymam się kurczowo tego, że muszę mówić tylko w języku angielskim do nich z tym że tak jak mówię, ja mam dzieciaki już starsze więc trochę więcej rozumieją i wiedzą że znam język polski. Uważam że najgorszą rzeczą jest jakieś sztuczne oszukiwanie dziecka, że się czegoś nie wie czy nie rozumie na siłę i tak dalej.

Oni wiedzą że mają tak do mnie mówić bo tak rozmawiamy – w języku angielskim natomiast jeżeli widzę że mają jakiś problem i bardzo szybko chcą coś powiedzieć pozwalam im „go with the flow” czyli i miksują oba języki i mówią po polsku do mnie albo zapożyczają sobie słowa których im akurat w tym momencie brakuje więc nie widzę też w tym niczego złego. Nie chcę żeby czuli jakiejś presji w posługiwaniu się językiem, to ma być dla nich naturalne natomiast wiem, że w sytuacji gdzie wiedzą że ktoś nie rozumie w którymś języku to potrafią 100% rozmawiać w języku konkretnym.

Przykładem mogą być nasze wyjazdy do Londynu gdzie w stu procentach rozmawiają w języku angielskim, bo wiedzą że to jest kraj w którym się tak mówi. Mimo tego że wiedzą że też tam są Polacy to jednak czy to w sklepie czy gdziekolwiek w stu procentach są anglojęzyczni i to mnie cieszy bo o to przecież chodzi żeby wiedzieli kiedy tego języka użyć po co jest im potrzebny – przede wszystkim do tej komunikacji i to jest fajne i to jest pozytywne.

Po tych 12 latach naszych doświadczeń mogę stwierdzić że trzeba mimo różnych przeciwności losu i różnych zdań osób trzecich, jednak robić swoje, to co jest w naszym przekonaniu dobre dla dzieci zwłaszcza jeżeli widzimy, że dziecko się z tym dobrze czuje. Myślę, że ostatnią rzeczą jaką powinniśmy się przejmować i dobierać sobie do głowy jest krytyka naszego działania czy jakieś negatywne opinie na temat sposobu wychowywania naszych dzieci. Tak to jest, że tyle opinii ile ludzi więc uważam, że nie ma sensu żyć pod dyktando innych a skupić się na dzieciach, na tej radości wychowania i na tym żeby były fajne relacje między tymi najbliższymi ludźmi.

Teachyourbaby: Czy jesteś jedynym źródłem języka dla swoich dzieci?

Magda: Jeśli chodzi o to czy jestem jedynym źródłem języka dla swoich dzieci no to oczywiście nie. Mogę być jednym z głównych źródeł, dlatego że oni faktycznie większość czasu zwłaszcza we wakacje spędzają ze mną i rozmawiamy w języku angielskim. Natomiast źródeł języka, nie tylko angielskiego oczywiście – bo staram się wzmacniać też ich język polski zwłaszcza jeżeli chodzi o bogactwo językowe – jest mnóstwo. Są książki, są programy, są bardzo fajne kanały YouTube.

Natomiast jeżeli chodzi o język mówiony taki „face-to-face” jestem jednym z głównych źródeł. Są też członkowie rodziny nie mieszkający w Polsce, którzy podczas odwiedzin czy wizyt również posługują się językiem angielskim mimo że po polsku mówią, aczkolwiek nie wszyscy więc język angielski jest używany bardzo często. Myślę że tych źródeł zewsząd jest dosyć dużo.

Teachyourbaby: W jakim języku porozumiewasz się z mężem?

Magda: Z mężem porozumiewamy się w języku polskim. Mąż zna język angielski, ale nie czuje się w nim swobodnie. Czasem coś wtrąci, coś z chłopakami pogada natomiast są to bardzo proste przekazy. Czasem ich prosi żeby coś przetłumaczyli. Wiadomo że z resztą rodziny porozumiewają się również w języku polskim gdyż moi rodzice nie znają języka angielskiego aczkolwiek muszę powiedzieć że po 12 latach obsłuchiwania się czy przysłuchiwania się tym naszym rozmowom coś na pewno rozumieją. Pewnie pojedyncze słowa czy bardzo proste wyrażenia, natomiast nie mówią ale wiedzą zwłaszcza jeżeli chodzi o motyw „I’m hungry” babcia już wie że należy tą potrzebę czy problem „I’m hungry” (Jestem głodny) zlikwidować. Jest to dla mnie taką pozytywną obserwacją, która też powstała dzięki dwujęzyczności.

Na razie jedynym rówieśnikiem z którym chłopcy porozumiewają się w języku angielskim jest ich kuzynka która mieszka na stałe w Monachium. Niestety nie mówi w języku polskim, rozumie bardzo dużo natomiast nie ma ochoty komunikowania się w języku polskim więc porozumiewają się w języku angielskim. Teraz już dosyć dobrze w porównaniu do zeszłego roku gdzie było troszeczkę trudno, bo
ona jednak nie władała tym językiem na tyle biegle żeby z nimi prowadzić bardziej skomplikowane rozmowy, natomiast teraz już naprawdę jest fajnie. Wplatają troszeczkę niemieckiego, ona ich próbuje czegoś tam nauczyć więc też jest miksowanie z językiem niemieckim. Czasem chłopcy miksują polski więc jest to polsko-niemiecko-angielska rozmowa ale w głównej mierze jest po angielsku gdyż wiadomo, że obie strony czują się najpewniej właśnie w tym języku.

Tak jak już wspomniałam wcześniej, już nie trzymam się tego OPOL-a tak mocno. Staram się oczywiście praktycznie cały czas z nimi rozmawiać w języku angielskim, natomiast przy rodzinie rozmawiamy w języku polskim. Jeżeli obecna jest babcia i rozmowa toczy się z babcią to oczywistym jest, że nie jestem osobą pełniącą rolę tłumacza tylko rozmawiamy w języku polskim żeby wszystkie
strony czuły się komfortowo.

Teachyourbaby: Już wiem, że robisz wyjątki od OPOL. Mogłabyś jeszcze coś więcej na ten temat powiedzieć. To pytanie o wyjątki od mamy, która napisała je po wizycie w ogrodzie zoologicznym, w którym było kilkadziesiąt rodzajów ryb. Co robisz w takiej
sytuacji, gdy opis jest tylko po polsku, a jasna rzecz nazw tylu ryb nie znasz po angielsku a dziecko
domaga się przeczytania nazw wszystkich po kolei?

Magda: Po tylu latach też już czuję, że nie zagrozi taka sytuacja w żaden sposób ich znajomości języka angielskiego, więc tutaj już zeszłam po prostu z tego stresu, że jeżeli nie będę w 100% OPOL  to po prostu wszystko będzie do niczego. Także wyluzowałam, nie używam OPOL-u zawsze.

Jeżeli rozmawiam konkretnie z którymś z  chłopców albo rozmowa toczy się tylko między nami na jakiś konkretny motyw, dlatego że chłopcy nawet jeżeli jesteśmy w otoczeniu polskojęzycznych- czyli na przykład u moich rodziców, bądź gdziekolwiek w sklepie czy w tego typu miejscach oni zwracają się do mnie w języku angielskim, ja wtedy im w takim języku odpowiadam. To jest dla nas normalne.
Natomiast jeżeli podchodzimy do kasy to widzę że oni już automatycznie teraz przełączają się i do pani wiadomo że mówią w języku polskim – do mnie wtedy też jeszcze różnie, zwłaszcza młodszy. Nie naciskam tutaj. Chcę żeby wiedzieli, wyważyli sami sytuację. Nie zmuszam ich do niczego. Jeżeli czują, że chcą ze mną mówić w języku angielski na przykład przy kasie sklepowej nie ma problemu .

Ja absolutnie wyrosłam z jakiegokolwiek wstydzenia się czy zażenowania. Nie interesuje mnie opinia – tak jak już mówiłam – innych osób na ten temat także tutaj pozostawiam decyzję w stu procentach chłopcom.   Natomiast  wiadomym jest, że nikt nie jest omnibusem i nie zjadł wszystkich słowników żeby znać całe słownictwo konkretnego języka więc jeżeli czegoś nie wiem to po prostu im mówię że to sprawdzę, albo żeby oni sprawdzili jak się mówi.

Ostatnio mieliśmy właśnie taki motyw podczas jazdy rowerem. Zobaczyliśmy dudka no i niestety nie wiedziałam jak jest „dudek”. Troszkę sobie pożartowaliśmy motywami typu „dudeman.” Natomiast stwierdziliśmy, że sobie sprawdzimy w domu
jak jest w języku angielskim „dudek”, co zrobiliśmy- już wiemy więc jest ok.  Tutaj też bym się jakoś specjalnie nie stresowała, dlatego że to jest rozwój słownictwa w obie strony i w języku polskim i w języku angielskim. Zawsze można coś dołożyć jeżeli chodzi o jakieś nowe słowo czy nowe wyrażenie. Jeżeli czegoś nie wiem to po prostu sprawdzam i już.

Teachyourbaby: Jaki jest i był stosunek rówieśników do Twoich dzieci? Czy może zauważyłaś, że coś szeptają do swoich mam, gdy słyszą angielski u was?

Magda: Jeżeli chodzi o stosunek kolegów moich synów do ich dwujęzyczności to jest i bywało różnie.  Tutaj nie chodzi tylko o rówieśników ale również o rodziców tych dzieci. Niektórzy mają takie przekonanie, że oni mają tak prosto z tym językiem z tego powodu, że ja jestem nauczycielką i nie wiadomo co ja z nimi robię w tym domu. Jakieś po prostu straszne pewnie rzeczy – siedzą godzinami nad książkami itd., Takie opinie obiły mi się o ucho.

Dochodziły mnie takie wiadomości, że niektórzy są zazdrośni. Natomiast ja zawsze staram się chłopakom tłumaczyć to, że tak postanowiłam i tak ich wychowuję i niech się cieszą że potrafią dogadać się w języku angielskim, że jedziemy gdzieś za granicę i nie ma tego stresu, że ktoś czegoś nie rozumie. Bardziej staram się jakby wzmacniać ich pewność siebie, ich samoocenę żeby ona była niezachwiana dlatego że dzieci w szkole – zwłaszcza jeżeli są zazdrosne albo kosztem innej osoby – chcą sobie zrekompensować jakieś swoje gorsze strony czy nawet gorsze dni i wtedy są niesympatyczne.

Na chwilę obecną chwilę rówieśnicy Miłosza i Nikodema wiedzą że chłopcy znają angielski. Większość z nich nie robi z tego żadnego problemu zwłaszcza że Miłosz też raczej jest skromnym chłopcem, nie obnosi się z tą swoją wiedzą i nie jest to dla niego coś nadzwyczajnego więc myślę że stara się też innym pomagać, co też jest fajne i ja wspieram go w tych aspektach bo oprócz tego że fajnie jest mieć wiedzę to jeszcze do tego trzeba być fajnym człowiekiem i to jest dobre, że on potrafi i jedno i drugie jakoś tak wszystko to połączyć i jest ok.

Teachyourbaby: Czy nauczyciele wychodzą naprzeciw ich potrzebom?

Magda: Jeśli chodzi o zaspokajanie potrzeb chłopców przez nauczycieli no to ja tutaj chylę czoło przed Agnieszką, która akurat uczy obydwu moich chłopców i jestem spokojna, bo wiem że Aga naprawdę stara się i robi wszystko żeby chłopcy się rozwijali. Także ja tutaj mogę tylko w samych superlatywach się wypowiedzieć pod tym kontem, a naprawdę mam porównanie bo chłopców przez to
że Aga była na macierzyńskim i miała Majkę – ma cudowną Majkę – to mieli zajęcia z innymi osobami więc naprawdę bywało to różnie.

Wręcz zdarzyło się, że jedna pani na siłę starała się udowodnić Miłoszowi że nie umie co było bardzo przykre, bo zamiast tego wsparcia – i tu nie chodziło  absolutnie o jakieś chwalenie jego niesamowitych umiejętności bo wiadomo że jest to dziecko i jeszcze się rozwija i uczy. Jeszcze cała przyszłość jeżeli chodzi o rozwój językowy przed nim. Natomiast widziałam że chyba nie podobała jej się cała idea wychowania dziecka w dwujęzyczności i próbowała właśnie jakoś tak nie fajnie to przekazać i jakoś udowodnić to na dziecku na siłę że jednak nie umie. Na szczęście Miłosz się bardzo nie przejął zresztą ja rozmawiałam z nim wielokrotnie na ten temat. Mówiłam mu żeby był sobą, żeby się nie przejmował żeby starał się rozwijać swoje umiejętności i już.

Natomiast nie zawsze mamy wpływ na to co robią czy myślą inni więc nie ma co sobie dokładać przez to jakiś stresów. Natomiast teraz tak jak mówię, kiedy przejęła Agnieszka to ja wiem że mogę spać spokojnie i wszystko będzie naprawdę ok.

Teachyourbaby: Z uwagi na to, że materiał szkolny jest po polsku to co w sytuacji, kiedy trzeba dziecku coś wytłumaczyć, a są to tak specyficzne zagadnienia, że same jesteśmy w stanie zrobić to tylko po polsku? Czy dzieci wtedy automatycznie chcą przejść na polski? Jak radzić sobie z zadaniami szkolnymi, czy po prostu rozmowami na temat hobby dziecka, które wymagają dużego przygotowania słownictwa przez dorosłego?

Magda: Jeśli chodzi o tłumaczenie materiału szkolnego, który jest w języku polskim – a praktycznie oprócz angielskiego wszystkie przedmioty są w języku polskim – to zależy z jakiego przedmiotu akurat występuje problem. Najwięcej tłumaczenia niestety wymaganego w języku polskim jest właśnie z języka polskiego. Zważywszy na to że chociażby nawet struktura zdania jest zupełnie inna niż w języku angielskim przełączamy się wtedy na przykłady po polsku. Aczkolwiek w przypadku starszego syna wplatam nazewnictwo poszczególnych na przykład części mowy w języku angielskim.

Natomiast młodszy syn uczy się dopiero w ogóle posługiwać językiem polskim jako narzędziem takim bardziej strukturowym, gdzie występują jakieś zasady – czy ortografia. Dopiero zaczyna ten język odkrywać i dlatego jest to tłumaczenie w większej mierze w
języku polskim, dlatego że wiem że on spotka się z tym w szkole i będzie to tylko w języku polskim więc chcę go też poniekąd przygotować żeby nie czuł się niepewnie i żeby wiedział o czym jest mowa w szkole żeby miał jakieś przynajmniej minimalne przygotowanie i tą pewność siebie też niezachwianą. Jeżeli chodzi o inne przedmioty to jest to mniejszy problem – matematykę można
spokojnie robić w języku angielskim, oczywiście wplatam język polski żeby też znali zamienniki w języku polskim. Jest to wymienne i nie widzę tutaj żadnego problemu w korzystaniu z obu języków.

Teachyourbaby: Jestem też ciekawa w jaki sposób korzystają sami z języka angielskiego. Czy mają jakieś hobby, które realizują w tym języku, czy całość inicjatywy językowej leży po stronie rodziców?

Magda: Jeżeli chodzi o sposób korzystania z języka angielskiego, tutaj ja bym to określiła, że oni nie mają ram tak jakby rozróżnienia z którego języka mają korzystać i kiedy. Dla nich oba języki odnoszę wrażenie są językami naturalnymi i korzystają sobie z nich zamiennie więc nie ma granic że to hobby, które mają odbywa się w języku angielskim, a jakieś inne w języku polskim. Tak jak mówię, korzystają sobie z tych języków kiedy chcą i tutaj ja absolutnie nie narzucam im żadnych ram ani obowiązkowości korzystania z danego języka.

Ze sobą rozmawiają różnie – czasem rozmawiają tylko w języku angielskim, czasem miksują, czasem rozmawiają ze sobą po polsku. Widzę, że nie sprawia im to żadnej specjalnej ani trudności ani różnicy. Po prostu jak chcą tak robią i nie widzę tutaj jakiegoś specjalnego problemu związanego z korzystaniem z któregokolwiek języka kiedy chcą.

Teachyourbaby: Jak Twoi synowie postrzegają swoje umiejętności?

Magda: Chłopaki mają  świadomość, że to że znają drugi język nie jest do końca czymś typowym, gdyż widzą że ich rówieśnicy tego języka nie znają w taki sposób jak oni. Aczkolwiek oni nie przywiązują jakoś specjalnie dużej wagi do tego i raczej (tak jak już wspominałam wcześniej) jest to dla nich normalne .

Wiedzą również, że muszą się nauczyć innych rzeczy, których nie potrafią więc jest to dla nich coś normalnego – co potrafią, a inni nie potrafią. Jednak oni nie potrafią też niektórych rzeczy w których na przykład są dobrzy ich rówieśnicy więc tak jakby to jest jedna z umiejętności którą mają i już. To nie jest jakaś niesamowita rzecz dla nich.

Teachyourbaby: Czy zdarzyło się, że buntowali się na którymś etapie na to, że mama mówi w innym języku? Może słyszałaś kiedyś coś w stylu „Mama…weź, bo obciach,” czy coś takiego? Czy może na którymś etapie zaczęli z Tobą rozmawiać w języku, w którym czują się pewni (w języku otoczenia)?

Magda: Moi chłopcy nie mieli nigdy etapu buntu jeżeli chodzi o język angielski. Wręcz przeciwnie (tak jak mówiłam) myślę że wynikało to z tego że po prostu od zawsze tak ze sobą rozmawialiśmy i dla nich to jest normalne. Zwłaszcza, że widzą że jak podróżujemy to ten język nie jest sztuczny, bo jest on używany wszędzie na świecie. Nawet taki przykład filmów, bądź youtuberów, których chłopcy oglądają więc nie – nie mieli nigdy etapu buntu.

Natomiast jeżeli chodzi o większą aktywność w którymś języku to jest ona zdecydowanie widoczna w ciągu wakacji i w ciągu roku szkolnego. W ciągu wakacji mówią więcej w języku angielskim, bo są w większości czasu ze mną. Natomiast w ciągu roku szkolnego
język polski dominuje zdecydowanie – tak jest już to wszystko rozłożone więc nie widzę tutaj też jakiegoś problemu.

Teachyourbaby: Co robić jeśli dziecko kategorycznie odmawia mówienia w języku obcym (to pytanie od mamy z
dwujęzycznością zamierzoną w języku norweskim)? Czy miałaś taką sytuację i jeśli tak to jak sobie poradziłaś?

Magda: Myśmy nie mieli przypadku żeby którykolwiek z chłopaków kategorycznie odmawiał mówienia w którymś języku, dlatego że jeżeli chcą ze mną rozmawiać to muszą w języku angielskim. Tutaj wóz albo przewóz. Mówią tak jak rozmawiamy i jeżeli jest to normalna sytuacja to raczej się trzymają. Nie mówię o sytuacji jakiejś stresowej, gdzie w grę wchodzą emocje i w niej po prostu przez emocje mówi któryś język – tutaj już nie zmieniam tego. Natomiast wiedzą, że jeżeli rozmawiamy razem to rozmawiamy w języku angielskim więc tutaj nie było (tak jak już mówiłam wcześniej) buntu ani kategorycznego odmawiania. Natomiast jeżeli widzę – bo mam tą sytuację w ciągu roku szkolnego że oni do mnie zaczynają w normalnych sytuacjach życia codziennego mówić w języku polskim to mówię żeby się przełączyli albo na przykład mówię motyw: „Come again!” albo  „Could you repeat?” i oni wtedy wiedzą, że jeżeli powtórzą to znowu w języku polskim to ja znowu powtarzam w języku angielskim i oni w końcu zaskakują żeby się przełączyć. Także nie było nigdy kategorycznego odmawiania używania języka.

Teachyourbaby: W jakim języku rozmawiacie w domu o szkole, gdzie większość czasu wszystko jest w języku polskim?

Magda: O szkole rozmawiamy w języku angielskim. Jeżeli zdarzy się sytuacja że nie znają jakiegoś słowa albo nie wiedzą jak to powiedzieć wplatają język polski – ja to mówię w języku angielskim. Przeplatam to jeszcze później w rozmowie żeby utrwalili. Więc to że coś jest w większości w języku polskim tutaj nie ma akurat większego znaczenia. W domu o szkole rozmawiamy ze sobą w języku angielskim.

Teachyourbaby: Jakbyś odniosła się do tego, o czym nieraz słychać w Internecie, że jeśli rodzic nie jest native to w przypadku używania języka nie ojczystego do dziecka i wyrażania w nim uczuć i miłości (chodzi o język miłości) aktywują się inne struktury mózgu i dziecko nie nauczy się wyrażać emocji.

Magda: Jeżeli chodzi o wyrażanie emocji to faktycznie zdarzyło mi się przeczytać kilkakrotnie opinię, żedzieci wychowywane w dwujęzyczności zamierzonej nie potrafią wyrażać emocji. Dla mnie to jest kompletna bzdura. Nie wiem do końca co autor miał na myśl, jeżeli chodzi o jakieś braki umiejętności wyrażania emocji. Tutaj raczej dopatrywałabym się jakiś braków w umiejętności przekazania emocji dziecku, że po prostu się to przytuleniem wyraża czy się mówi o emocjach. Natomiast absolutnie jest to dla mnie totalna bzdura.

Uważam, że wszystko jedno w jakim języku mówi kochający rodzic .Dziecko naturalnie emocje potrafi przekazać w każdym języku. Tak jak mówię jeżeli jest sytuacja nerwowa bo był jakiś konflikt na przykład w szkole i widzę że łatwiej jest jednemu z synów emocje przekazać po polsku czy po angielsku to po prostu nie przeszkadzam, dlatego że widzę że jest sytuacja stresowa. Natomiast absolutnie chłopcy świetnie potrafią przekazywać emocje zwłaszcza miłość – są to mega przytulasy i „I love you” – jest codziennie, kilka razy dziennie i nie tylko. Także dla mnie tego typu jakieś zaświadczenia czy opinie są kompletną bzdurą.

Teachyourbaby: Czy zdiagnozowano o któregoś dziecka jakieś zaburzenia mowy?

Magda: Jeśli chodzi o zaburzenia mowy to chłopcy mieli zalecone wizyty u logopedy, dlatego że mieli trudności z językiem polskim – zwłaszcza z głoskami szeleszczącymi czyli wszelkiego rodzaju „sz,”cz” i mieli problem też z wywołaniem polskiego” r”. Natomiast spotkaliśmy się z pania Sonią Szramek – Karcz, która ich diagnozowała. Ich problemy z mówieniem w języku polskim nie wynikały
z ich zdolności mówienia w języku angielskim. Myślę, że gdyby nie mówili w języku angielskim również mieliby problemy z językiem polskim, także tutaj raczej nie ma nie ma to żadnego związku z dwujęzycznością zamierzoną.

Teachyourbaby: Co zrobić gdy dziecko będzie mieszało języki, a co wtedy gdy będzie prosiło o zwracanie się do
niego tylko w języku polskim (o ile miałaś taką sytuację) i upierało się przy tym?

Magda: Chłopcy mieszają  języki i tak jak już wcześniej mówiłam nie widzę w tym nic złego, zwłaszcza że wiedzą do kogo w jakim języku mówić. Wiedzą, że na przykład przy rozmowie z babcią nie używają języka angielskiego bo wiedzą że babcia nie mówi w tym języku. Przy rozmowie ze mną mówią w języku angielskim. Jeżeli mają problem z wyrażeniem jakiejś myśli a łatwiej jest im to zrobić w
języku polskim to wtedy wplatają język polski, a ja wtedy powtarzam to w języku angielskim i już.

Zdarza się zwłaszcza u młodszego syna, że powtarza to jeszcze raz gdy opowiada to co ja przekazałam w języku angielskim i nie ma tutaj upierania się. Chcemy przekazać jakąś wiadomość i tyle. Tutaj nie ma jakby upierania się, że mówimy tylko w tym języku albo w tym języku.

Zdarzyło się tak, że młodszy syn chciał coś opowiedzieć. Była to dosyć rozbudowana opowieść więc zapytał czy może to zrobić w języku polskim bo będzie mu łatwiej użyć tych słów które użyła pani w szkole, a których nie do końca znał w języku angielskim więc  odpowiedział, a ja między zdaniami dopytywałam w języku angielskim i wplatałam te słowa których mógł nie znać.

Teachyourbaby: Na jakim poziomie posługiwania się językiem są teraz twoi synowie? Czy mówią płynnie w obcym języku na poziomie porównywalnym do rówieśników, dla których angielski jest językiem ojczystym?

Magda: Starszy syn mówi płynnie zwłaszcza jeżeli opowiada o swoim hobby czy o czymś co naprawdę go mocno interesuje. Wtedy mówi bardzo szybko więc myślę, że poziom naprawdę jest ok zarówno słuchowy jak i mowa mówiona jest bardzo dobra. Gorzej tutaj idzie nam pisanie, dlatego że ja nie uczyłam go pisać a „spelling” wymaga ćwiczeń. Ćwiczymy sobie na spokojnie. On też ćwiczy w szkole, zresztą czyta też bardzo dobrze w języku angielskim – dużo lepiej niż w języku polskim więc myślę, że też kwestia opatrzenia się.

Młodszy syn ogólnie mniej mówi – wszystko jedno w którym języku – jest po prostu małomówny. Jeżeli coś opowiada to raczej tak krótko więc nie jest zbyt wylewny. On taki jest charakterowo albo taką ma urodę (jeżeli mogę to tak określić) więc jest bardziej nieśmiały jeżeli chodzi o wypowiadanie się i mówi mniej. Natomiast wiem, że jego poziom zrozumienia też jest bardzo dobry – zważywszy na to że bardzo dużo obsłuchują się z tym językiem czy grając czy też oglądając jakieś tam bajki czy programy które ich interesują więc jest ok.

Natomiast w przypadku młodszego – on się pisać dopiero uczy, skończył dopiero pierwszą klasę więc widzę że język polski jest w pisowni dla niego bardzo dużym wyzwaniem. W języku angielskim wie, że inaczej to też wszystko wygląda niż w języku polskim. Natomiast jeżeli on coś pisze to jeszcze pisze tak ze słuchu. Natomiast wiem, że jest to kwestia tylko i wyłącznie czasu. Starszy syn robił podobnie i później się mu to zmieniło więc u niego też nie naciskam. Chcę żeby w sposób
bezstresowy, bez jakichś nacisków sobie ten język spokojnie rozwijał.

Teachyourbaby: Jak pomagać sobie w uczeniu własnego dziecka? O ile dwulatki nie są bardzo wymagające, bo
uczą się podstawowych rzeczy to już z kilkulatkiem nie jest pewnie tak łatwo. Co można dziecku zaproponować oprócz codziennej rozmowy?

Magda: Myślę, że jest tyle różnych pomocy które można wykorzystać w uczeniu dzieci, rozwijać języki że naprawdę tylko po prostu wybierać i dostosowywać do swojego dziecka – to co czujemy, że jest dla niego dobre. Tak jak mówię moje dzieci są już dużo starsze. Gdy były malutkie było to naprawdę bardzo proste bo opierało się na podstawowych jakichś tam wyrażeniach czy jakichś „dyskusjach” z dwulatkiem. To wszystko było na zasadzie jakiś codziennych zabaw.

Natomiast z 12 -latkiem jest już zdecydowanie inaczej ale tak jak mówię otaczać dziecko książkami, czytać, robić dużo rzeczy razem, dużo rzeczy w domu – czy nawet gotować, czy nawet sprzątać razem, można układać coś – naprawdę wachlarz możliwości jest ogromny. Również ja nie demonizuje tutaj użycia różnego typu aplikacji, aczkolwiek to jest rzadsze ale też pomaga. Synowie uwielbiają oglądać kanały na YouTube – pod ich hobby więc też są one w języku angielskim. Od razu włączane są również napisy w języku angielskim żeby mimowolnie gdzieś tam to słowo się pojawiło pisane. Wszystko typu Netflix, HBO, które oferują też inne języki które może obsługiwać dziecko jest przydatne więc naprawdę jest możliwości mnóstwo nie wspominając o jakichkolwiek grach, które naprawdę też można czy kupić czy samemu stworzyć. Teraz jest cała masa rzeczy dostępnych online. Myślę, że naprawdę wystarczy tylko znaleźć troszkę czasu i można naprawdę fajnie poszerzyć to wszystko. A jak ktoś nie ma czasu to naprawdę codzienne
interakcja, rozmowy, czy nawet taka edukacja naturalna, czy pójście na spacer – mówienie tego co się widzi, co się czuje. My zawsze na spacerze rozmawiamy albo gramy w skojarzenia czyli mówimy wyraz lub czynność – zazwyczaj są to rzeczowniki, i wyraz który się nam z tym kojarzy, albo gramy w „I spy”.

Naprawdę jest cała gama różnych rzeczy, które można z dzieciakiem robić -grunt żeby to było fajne i żeby oprócz rozwijania języków było to dla dziecka i dla nas też przyjemne i nie na siłę -zdecydowanie nie na siłę bo na siłę nigdy nic nie wyjdzie, a jeżeli będzie to fajne, przyjemne, dzieciak będzie się przy tym dobrze bawił to tylko wszystko będzie na plus.

Teachyourbaby: To było ostatnie pytanie. Dziękuję ci serdecznie w imieniu swoim i moich czytelników za to, że zechciałaś podzielić się swoim doświadczeniem.

Mój komentarz do kilku kwestii

W pierwszej kolejności odniosę się do tego stwierdzenia Magdy: „Uważam że najgorszą rzeczą jest jakieś sztuczne oszukiwanie dziecka, że się czegoś nie wie czy nie rozumie na siłę i tak dalej.” Z jednej strony się zgadzam, z drugiej nie. Jeżeli to rzeczywiście jest bardzo na siłę i ze starszym dzieckiem to ma zupełną rację. Natomiast ja osobiście uważam, że z maluszkiem można trochę „oszukać.” Dodam jeszcze, że strategia OPOL, zwłaszcza w wersji bardzo rygorystycznej nie jest dla wszystkich rodziców. Każdy powinien robić jak czuje.

Jak wiecie dopóki się dało tj. do skończenia przez Maję 3 lat i 3 miesięcy robiłam dokładnie to udając, że kompletnie nie rozumiem języka polskiego z jej ust. Zaczęłam taką ekstremalną wersję OPOL gdy miała 18 miesięcy i wtedy w ciągu tygodnia zaczęła więcej mówić po angielsku, więc wiem, że to była dobra decyzja. Zachęciło mnie to do kontynuacji pomimo tego, że to jednak wiązało się z oszukiwaniem dziecka.

Gdy rozwój językowy trzyletniej Mai przyśpieszył nie było innej opcji jak nieco zmienić moje podejście do strategii OPOL, bo trzymając się kurczowo raz przyjętego postępowania stresowałabym dziecko, a tego oczywiście nie chciałam. O tym jak to było przeczytacie w ostatniej części artykułu „Trzy języki w trzy lata…,” który znajdziecie w linkach poniżej. Z nowym maluszkiem postępuję dokładnie tak samo z tą różnicą, że od urodzenia mamy 2 języki: język angielski (główny- OPOL jak z Mają, ale od urodzenia rygorystyczny) i język włoski (jako drugi, planowo wprowadzany z maskotką i w sumie ten artykuł mi przypomniał, żeby ją w końcu kupić :P). Oczywiście dostosuję się do dziecka i będę się trzymać OPOL w wersji ekstremalnej tyle ile się będzie dało.

Jak widać ta sama zadawałoby się strategia OPOL może mieć różne oblicza w zależności od rodziny. Ja do Mai po polsku nie mówię w ogóle; raczej pomagam jak nie wie jak coś powiedzieć po angielsku. Na dzień dzisiejszy bardzo sporadycznie i niechętnie czytam czasem jakąś książkę po polsku. Na szczęście rzadko mnie o to prosi.

Dla mnie jest zupełnie nieistotne, że akurat mamy rodzinne spotkanie i wszyscy mówią po polsku. My między sobą zawsze po angielsku. Jeśli akurat zechcemy mieć czas włoski, to po włosku, którego już zupełnie nikt nie rozumie. Jeśli ktokolwiek czuje się przez taką sytuację niekomfortowo i mi zgłosi wezmę to pod uwagę, ale na razie takich zgłoszeń nie było poza sytuacją – walką słowną z jedną babcią, kiedy to była przekonana, że ja coś złego na nią do Mai mówię. Uważam, że to moje życie, moja dziecko i mam prawo się z nim porozumiewać jak mi się podoba nie patrząc w ogóle na innych. Jak komuś się nie podoba nie musi mnie zapraszać. Zresztą niejednokrotnie pisałam, że wolę playdates od spotkań rodzinnych. Roli tłumacza też nigdy nie pełnię. To częściej Maja dopytana co powiedziałam przekłada na język polski.

Sytuacja z tatą u nas podobna. Mój mąż też zna angielski. Kiedyś dawno dawno temu liznął nawet poziomu C1, ale nie czuje się na tyle swobodnie aby się na co dzień komunikować. Natomiast czasem coś wtrąci, przyłapałam ich kilka razy jak mieli rozmowę po angielsku, nie wzbrania się przed czytaniem angielskich książek (zwłaszcza ostatnio) i dużo Mai tłumaczy, chociaż ostatnio zaliczył wpadkę w tłumaczeniu „swamp” (bagno) jako „łabędź” (swan).

Też już dawno wyrosłam z jakiegokolwiek poczucia wstydu, czy blokad używania języka obcego poza domem. U nas to nie chodzi tylko o angielski, w którym czuję się najpewniej, ale też o inne języki, których się uczymy. Natomiast u nas można powiedzieć pewne wymuszanie jest. Wiadomo…delikatne, ale jest. Może nie tyle jeśli chodzi o angielski bo Maja automatycznie się do mnie zwraca po angielsku, ale w czasie włoskim wywieram delikatną presję, żeby odpowiadała po włosku lub przynajmniej powtarzała tłumaczenie po mnie. To samo gdy mamy hiszpański lub niemiecki jest nastawiana na komunikację docelową w tych językach. Wydaje mi się, że bez takiej całkowitej imersji i swoistego OPOL w rozumieniu jedna osoba, jeden język, ale też jedno miejsce, jeden język w językach, z którymi styczności nie ma codziennie nie będzie wymiernych postępów. Oczywiście w tym ostatnim mogę się mylić.

Gdy czegoś nie wiem, też sprawdzam. Jakoś nigdy nie miałam z tym problemu, żeby się przyznać, że nie wiem jak coś się nazywa. W angielskim może mniej tego sprawdzania. We włoskim dość często.

Uważam, że Magdzie bardzo fajnie wyszło to, że komunikacja między rodzeństwem odbywa się również w języku angielskim. U nas drugi maluszek jeszcze maleńki, ale już nie mogę się doczekać jak to będzie w przyszłości. Liczę na to, że dziewczynki będą się chętnie bawić po polsku i po angielsku, a być może nawet do zabaw wejdzie włoski. Oczywiście mówię tutaj o spontanicznych, nie zaaranżowanych sytuacjach, bo wiadomo sztucznie zaaranżowany czas z niemieckim to inna bajka.

Ten artykuł okazał się przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi.

Zapraszam do lektury dalszej części bloga.

Polecam zaglądnąć też tutaj:

Nasza strategia w dwujęzycznym wychowaniu

Trzy języki w trzy lata- podsumowanie rozwoju mowy mojej córeczki

Wideorelacja z ostatniego podsumowana mowy 3-latki

Uważasz artykuł za przydatny? Podziel się z innymi. Jeśli masz jakieś pytania napisz w komentarzu. Chętnie odpowiem lub zapytam Magdy.

Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem i przemyśleniami.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u: Wszechstronne wspieranie rozwoju dziecka, na Instagram @teachyourbaby.pl, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter. W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków.

Zapraszam też do grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u: Metoda Domana i nie tylko- grupa wymiany doświadczeń dla rodziców. Dołączając do grupy możecie liczyć na sporą dawkę motywacji, na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń oraz na pomoc w nurtujących Was kwestiach.

4 CommentsClose Comments

4 Comments

  • Aga
    Posted 1 czerwca 2020 at 07:55 0Likes

    Aga, dzięki za ten wywiad oraz ostatni live na FB. Dużo uporządkował wljwj głowie. W sumie mam jeszcze wątpliwości odnośnie 3 rzeczy:
    1. Zaczynam program z córką 9 miesięcy. Kupiłam zestawy do angielskiego, polskiego i matematyki z wczesnej edukacji. Czy sesje wszystkich przedmiotów łączyć ze sobą, tzn. robić matematykę po pokazaniu języka polskiego, czy lepiej jest robić przerwy?
    2. Czy przerwy muszą być dokladnie 30 lub 15-minutowe? Czy jeśli przerwa między jedna sesja a druga będzie dłuższa to też ok?
    3. Ile kart, zestawów moge maksymalnie pokazać? Ile u Ciebie się sprawdziło? Wiem, że Doman mówiaksymalnoe o 5 zestawach po 5 kart, czy dotyczy wszystkich przedmiotów razem (czyli razem polskiego, angielskiego, matematyki) czy każdego osobno?

    Pozdrawiam serdecznie i rób wciąż, co robisz. Wspaniały blog!

    Pozdrawiam,
    Aga

    • Posted 5 czerwca 2020 at 00:17 0Likes

      Cieszę się, że mogłam pomóc, chociaż w godzinę to miałam wrażenie, że niewiele da się przekazać. Zdaje się, że na wątpliwości odpowiedziałam w grupie (akurat tam zaglądnęłam ale odpowiem też tutaj dla szerszej publiki i pewnie innymi słowami (może coś dołożę przy okazji):
      1. Według wskazówek Domana 5 kart, przerwa, 5 kart, przerwa…Nic o łączeniu nie pisze. Natomiast ja cały czas podkreślam, żeby jego filozofię dostosować do siebie. Ja byłam bardzo za wytycznymi i harmonogramem na początku. Moje dziecko wszystko zweryfikowało. Teraz z malutką Anitką (2 miesiące) robię po 10 kart czytania po angielsku + 10 kart matematycznych od razu. Czemu? Bo się da i trzeba to wykorzystać 🙂 Więcej na raz to też kwestia tego jak szybko się przekłada karty. Pasuje te 10 robić tak szybko jak niektórzy robią 5. Co do języków jest jedna wskazówka- rozdzielamy; im młodsze dziecko tym bardziej.
      2. To nieistotne. Mówię to ja, która zaczęła domanować Maję robiąc 20 sesji różności od rana do ok. 12:00 równiutko każda sesja co 15 minut. Oczywiście długo się tak nie dało 😛 Doman pisze o 15 minutach i generalnie tego się staram trzymać teraz tylko dlatego, żeby nie robić tych sesji częściej jak mała jest aktywna. Ale to nie tak, że co 15 minut sesja i tak przez cały dzień. Jak jest fajny czas, pełna gotowość i dobry humor rzeczywiście robię tak (bo się da!) a jak nie to nieraz jest kilka godzin przerwy. Za kilka miesięcy pewnie mi córeczka idąc w ślady siostry zweryfikuje planowe działanie.
      3. Glenn Doman poleca 5 kart jednorazowo. W czytaniu pisze o 5 zestawach dziennie, w matematyce o 3, w bitach o 3. Maksymalnej ilości nie ma. To zależy od Twoich mocy. Zasada jest taka, że ma być jak najszybciej i mnóstwo. Im bardziej prawopółkulowo tym szybciej i więcej. Prezentujesz ile dasz radę. Ja swego czasu miałam 8 zestawów każdego dnia: 4 czytania, 3 matematyki i 1 z obrazkowymi flashcards…plus mąż miał 1 zestaw z kartami w języku polskim …u mnie bity doszły później. Mało który rodzic da radę aż tyle. Teraz z drugą córeczką idę sobie na luzie swoim sposobem: mąż tradycyjnie ma 1 zestaw polski – 10 kart (ale teraz jest zmotywowany, bo w końcu Maja czyta i to w dwóch językach pokazuje całe zdania i książki, w kolejnych zaskakuje), ja póki co zaczęłam matematyką (mam 3 zestawy po 10 kart) i czytaniem w języku angielskim 1 zestaw 10 kart. Jak maluszek będzie dłużej aktywny dołożę włoski, też 1 zestaw 10 kart. Czemu 10? Bo w metodzie Shichidy są prezentacje po 10 i w sumie w domanowych bitach też. Chcę też jak najwięcej pokazać póki dziecko przyjmuje wszystko. Może jeszcze zwiększę ilości…może nie. Maluszek mi podpowie. I Tobie radzę się od razu go słuchać. Intuicja to klucz. Nie chce patrzeć na 10-tą powtórkę? Pokaż 9 razy. Nie chce patrzeć na 5 kart tylko na 3 pierwsze? Pokaż 5 w tempie 3.

      Również pozdrawiam i dziękuję. Bardzo motywujące dla mnie są takie komentarze.

  • Tomasz Wostal
    Posted 1 września 2020 at 09:48 0Likes

    Super,jeśli dziecko jest chętne i współpracuje,a co jeśli nie jest zainteresowane?

    • Posted 6 września 2020 at 23:27 0Likes

      Proszę dokładnie przeczytać wywiad. Nie zakładamy że od razu będzie zainteresowane. Są też patentny na brak zainteresowania.

Leave a comment