Metoda Domana i wymagające dziecko- relacja domanującej mamy

Zapraszam do wysłuchania podcastu z wywiadem z mamą wymagającego chłopczyka

W artykule między innymi:

1. Mega podejście pracującej rozwijającej swoje dziecko mamy.

2. Metoda Domana po odpowiednich indywidualnych modyfikacjach jest też super metodą dla wymagającego dziecka.

3. Po raz kolejny o pełzaniu i raczkowaniu – to bardzo ważne etapy w metodzie Domana. Kto wie, czy nie ważniejsze niż wszystkie karty razem wzięte.

4. O miesiącu miodowym i harmonogramach.

5. O tym, że nie musi być idealnie.

6. Spora dawka inspiracji jak rozwijać malucha, gdy przerwa od kart jest konieczna.

7. O tym, że metoda Domana ma sens.

Uznałeś pomysł z podcastami za fajny i przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi. 

Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem i przemyśleniami.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u: Wszechstronne wspieranie rozwoju dziecka, na Instagram @teachyourbaby.pl, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter. W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków.

Zapraszam też do grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u: Metoda Domana i nie tylko- grupa wymiany doświadczeń dla rodziców. Dołączając do grupy możecie liczyć na sporą dawkę motywacji, na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń oraz na pomoc w nurtujących Was kwestiach.

4 Replies to “Metoda Domana i wymagające dziecko- relacja domanującej mamy”

  1. Kolejny inspirujacy material, dziekuje za publikacje. Naprawde jestem pod wrazeniem pomyslowosci i skorzystam z niektorych rad. Zaintrygowala mnie wzmianka na temat bitow dotykowych, zapachowych i smakowych. Jesli to mozliwe, chetnie dowiedzialabym sie czegos wiecej.

    1. My bity smakowe i zapachowe realizowaliśmy w bardzo małym zakresie, przynajmniej tak świadomie, bo wiadomo mnóstwo rzeczy się robi niechcący przez przypadek. No cóż…nigdy nie da się robić tyle ile by się chciało, ale już dopytałam o szczegóły mamy, która podzieliła się swoim doświadczeniem na rzecz powyższego artykułu na moim blogu. Przepisuję z nagrania, bo taki mamy najszybszy sposób komunikacji: „Jeśli chodzi o te bity smakowe to naprawdę nie ma nic prostszego. Tak naprawdę wszystko się do tego nadaje: owoce, warzywa, produkty, które wprowadzamy dziecku dopiero w dietę i które mogą być dla niego wyzwaniem. Najlepiej je połączyć z rzeczami, które dziecko już zna wcześniej. Przynajmniej ja tak robiłam. Zaczynaliśmy od takich prostych produktów, które mój synek znał np. surowe jabłko, banan, awokado, wszystkie owoce, które lubił – żeby go zachęcić. Mieliśmy taką opaskę na oczy, taką jaką zakłada się do spania w samolotach na długich dystansach. Kroiłam te owoce i wkładałam je do miseczki. Robiłam też do nich podpisy, jako taki dodatek do naszego czytania globalnego. Mój synek jest dość ruchliwy i nawet na to przystał. Do dzisiaj czasem sobie zasłania ręką oczy jak coś próbuje. Czasem robi to przy jakiejś nowej rzeczy, czasem przy czymś co zna. Potem stwierdziłam, że jak zna już te podstawowe produkty to spróbujemy czegoś innego np. smak wody. Akurat było lato, więc zrobiliśmy sobie wycieczkę do Krynicy-Zdrój do pijalni wód. Od czasu do czasu tam jeździmy. Smakowaliśmy wody po kolei, najpierw te stamtąd, potem te ze sklepu. Jak się okazuje każda ma inny smak. Podawałam też różne produkty na różne sposoby. Mieliśmy np. takie kategorie: jabłko świeże, gotowane, zmiksowane, pieczone w piekarniku, suszone. Po to, by pokazać różne konsystencje jednego produktu, różne smaki jabłka i jak przetworzenie na nie wpływa, bo to jabłko za każdym razem smakuje inaczej. Podobnie robiłam z burakiem, z marchewką, z ziemniakiem, z batatem, z bananem itd. Zauważyłam, że wszystkie te produkty, które pokazywałam na tej zasadzie, do dziś są ulubionym w jadłospisie mojego dziecka. Zatem wpływa to przede wszystkim na rozszerzenie diety naszych maluszków. W przypadku rzeczy, które miały zapach, który się nadawał do identyfikacji najpierw zadbałam o to, żeby rozpoznawał zapach przed wprowadzeniem bitu smakowego. W ogóle najpierw robiłam bity zapachowe, dopiero później smakowe. Uważam, że to ważne. Drukowałam na kartce napis np. „gotowane jabłko,” dziecko jadło z opaską na oczach, a ja mówiłam „gotowane jabłko.” Gdy ściągnęło opaskę z oczu pokazywałam napis i jeszcze raz mówiłam „gotowane jabłko.” Natomiast jeśli chodzi o bity zapachowe to wykorzystywałam przeźroczyste pojemniczki, które można kupić na Allegro albo w Pepco. Te pojemniczki są dość szczelne więc zapach utrzymuje się dłużej. Wsypywałam tam przyprawy i codziennie pokazywałam po 3-4 przyprawy przez okres ok. tygodnia. ( pojemniczki trzeba zakleić , tak by dziecko nie mogło zidentyfikować wzrokiem co to jest) Z czasem ten okres uległ zmniejszeniu np. do 5 dni, potem do 3 dni. Chyba faktycznie jest tak, że pamięć, jeśli chodzi o zapachy…o dźwięki…się poprawia. Im więcej tego robimy tym bardziej doskonalimy tą ścieżkę. Nie ma tu nic skomplikowanego. Wsypywałam np. kurkumę, curry…co mi tam przyszło do głowy, zarówno zioła jak i przyprawy. Znalazłam też pojemniczki zapachowe Montessori z pipetą, czasem kupowałam olejki, które wkrapiałam do słoików na płatek kosmetyczny. Poza tym gdy jest lato można było tak naprawdę wszystko wąchać. Np. na spacerze, na łące zrywaliśmy kwiaty, z ogrodu zresztą też i później wąchaliśmy je z synkiem. Można powiedzieć, że kwiaty to takie jednorazowe, bo na drugi dzień już się nadawały do wyrzucenia. Później hodowaliśmy kilka z tych, które mój synek lubił np. bazylię, szałwię. Mamy je na parapecie, żeby pokazać dziecku nie tylko jak wygląda zasuszone, ale też świeże. Jeśli chodzi o bity dotykowe to wykorzystywałam worki i naklejałam różne faktury na zakrętki od słoika, więc np. groch, kaszę, cukier…cokolwiek, żeby były różne faktury. Można znaleźć memo dotykowe, woreczki. Poszłam kiedyś do pani, która jest krawcową, bo chciałam sukienkę przerobić na wesele w rodzinie i zapytałam ją czy z tych skrawków, które ona ma, mogłabym zakupić takie, które są różne w dotyku i ona mnie poratowała. Podarowała mi za darmo te skrawki np. dżins, aksamit, jakieś faktury moherowe, futra i z włóczki…przeróżne. Myślę, że można się w takie miejsce udać albo do takiego sklepu z materiałem. Uszyła takie worki, gdzie każdy z nich z jednej strony był inny w dotyku i starałam się opisywać np. co jest śliskie, co jest miękkie, co jest twarde , co jest szorstkie. Potem doszły inne materiały materiały, ale też np. różne faktury papierów ściernych itd. i różne przedmioty, które wkładamy do worka i opisujemy. Wydaje mi się, że to jest fajny pomysł z tymi bitami dotykowymi. Jeśli chodzi o bity słuchowe to ja na początek wykorzystałam wszystkie bity dostępne w Fundacji Ingenium w ramach treningu słuchu absolutnego. Potem szukałam różnych ścieżek na YouTube, w tym dźwięki instrumentów, ptaki, odgłosy różnych zwierząt domowych i egzotycznychitp. Tutaj nie trzeba pokazywać obrazu. Można odwrócić ekran i po prostu mówić dziecku co to jest, a możliwości jest wiele np. odgłosy miasta, wsi, ptaki w Polsce. Kupiłam też pojemniki na klisze. Dawno się w sumie z synkiem w to nie bawiłam, ale jak był młodszy to do tych pojemników wsypywałam groch różnej wielkości, kasze, ryż, wodę…wszystko, co mój synek chciał, żeby się tam znalazło. Nawet któregoś dnia mieliśmy wsypaną trawę. Szukaliśmy drugiego takiego samego pojemnika. Zawsze starałam się mieć 5 par takich pojemniczków, bo na tyle wtedy starczała jego uwaga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *