fbpx

“Magia tkwi w dziecku, a nie w kartach”

Glenn Doman

Treść poniższego artykułu w skrócie:

  1. Moje doświadczenie z wczesną edukacją
  2. Też kiedyś byłam zielonym rodzicem
  3. Nowy wymiar wspierania rozwoju dziecka, czyli świadome macierzyństwo – już wiem co jest ważne
  4. Jak się rozwinęłam i zmieniłam jako domanująca mama (dzięki dzieciom) – sporo informacji Cię zaskoczy. Przeczytasz m.in. jak w wieku 30+ opanowałam komunikatywnie 3 języki obce (w tym 2 od zera), jak się zmieniał mój wymiar pracy przed dziećmi vs z dziećmi, o moich priorytetach, jakie szkolenia miały na mnie wpływ, co mnie inspiruje, jeśli chodzi o dietę.
  5. Propozycja jednego z następnych artykułów – napiszę, jeśli będzie odzew, chociaż nie obiecuję, że będzie pierwszy (piszę jak mam wenę i czas o co przy dwójce dzieci ciężko)

Moje doświadczenie z wczesną edukacją

Za kilka miesięcy minie 7 lat mojego doświadczenia z wczesną edukacją. Nie od samego początku mogłabym nazwać moją przygodę świadomym macierzyństwem. Do tego, żeby dotrzeć do części wiedzy oraz zrozumieć w pełni pewne kwestie potrzebowałam kilku lat. Podsumowanie robię dzisiaj, bo zbliżamy się do końca roku, a końcoworoczne podsumowania są w modzie. Od czasu do czasu za modą, czy trendami też podążam. Oczywiście nic na siłę i tylko jak coś mi pasuje.

Inna sprawa to, że dla większości dzieci wiek 0-6 lat jest najważniejszy i kluczowy jeśli chodzi o rozwój dziecka. Myślę, że jako, że nie zauważyłam problemów neurologicznych to w przypadku Mai mamy go za sobą, więc z tego względu to też dobry czas na podsumowanie. Żeby było jasne jeśli dziecko nie czyta, nie mówi w języku obcym itp. w tym wieku, czy też jak jest starsze jak najbardziej możemy działać. To nie tak, że 6 lat i koniec. Zresztą ja z Mają działam dalej, tyle że inaczej.

wiek 0-6 lat jest najważniejszy i kluczowy jeśli chodzi o rozwój dziecka

Tak naprawdę mogłabym jeszcze dodać sobie lat doświadczenia, bo wczesna edukacja to nie tylko niemowlaki, a ja jestem nauczycielem z już 15-letnim stażem pracy, w tym też uczę angielskiego przedszkolaki. Zdecydowałam jednak, że nic nie dodam. Uważam, że moje doświadczenie to prawie 7 lat i nic więcej, bo tak naprawdę dla mnie prawdziwa wczesna edukacja to nie edukacja przedszkolna narzucona przez system, ale to co rodzic robi ze swoim dzieckiem niezależnie od tej systemowej wczesnej edukacji. Rodzice zainspirowani do rozwijania swoich dzieci z pewnością wiedzą o czym mówię i zgodzą się ze mną, że to co rodzic robi z dzieckiem w domu (nawet jeśli to jest totalne minimum) nie ma co się równać z systemową wczesną edukacją. Rezultaty potrafią dosłownie powalić na kolana.

Rodzicem jestem już prawie 7 lat. Prawie 3 lata mamą dwójki cudownych dziewczynek. Trzymajcie kciuki, bo może mąż zgodzi się na trzecie maleństwo (niedawno nieśmiało zgłosiłam takie pragnienie i chociaż pierwsza reakcja niejasna to teraz oficjalnie we trójkę “męczymy” tatę).

“(…)prawdziwa wczesna edukacja to nie edukacja przedszkolna narzucona przez system, ale to co rodzic robi ze swoim dzieckiem niezależnie od tej systemowej wczesnej edukacji.”

Od początku z każdą córeczką angażuję się w otaczanie ich językami obcymi. I w sumie w przypadku języków obcych wychodzi, że moje doświadczenie to prawie 7 lat. Nieco krócej działam z programem rozwoju intuicji matematycznej i programem przyjaznej nauki czytania głównie według zaleceń Glenna Domana. Jeszcze krócej z zabawami prawopółkulowymi, czy też domanowym programem bitów i programów inteligencji. To by było na tyle ze spraw typowo edukacyjnych.

Moje początki z wczesną edukacją

Myślę, że na samym początku nie różniłam się niczym od zupełnie zielonych rodziców, którzy chcą zacząć działać i zaangażować się w rozwój swoich dzieci. No może tym, że jednak jedną książkę Glenna Domana miałam za sobą. Była to “How to Multiply Your Baby’s Intelligence” (książka jest niedostępna w języku polskim; tytuł po polsku mógłby brzmieć: “Jak pomnożyć inteligencję małego dziecka) – to książka poruszająca każdy z programów edukacyjnych Glenna Domana. Mój zapał też nigdy nie był słomiany. Ja już tak mam, że jak się na czymś “zafiksuję” to po prostu działam nie zważając na nic innego. 

Zaczerpnęłam też minimum wiedzy od koleżanki wychowującej dzieci w dwujęzyczności zamierzonej (przy okazji zapraszam do wywiadu z nią, który znajdziesz w linkach pod artykułem – warto, bo ona ma już nastolatki) i zaczęłam mówić do swojego dziecka po angielsku. Jestem anglistą, więc to nie było trudne, niemniej jednak wyzwaniem było używanie tego języka przy obcych ludziach w Polsce. Z czasem przestało mi robić różnicę, czy mówię po angielsku w domu czy poza i przestałam zwracać uwagę na reakcje ludzi. Szczegółowo o początkach, w tym pierwszych dniach też pisałam (link jak zwykle pod artykułem). Bez większych rozkmin mówiłam do dziecka tak jak do dorosłego z tej prostej przyczyny, że nie znałam typowo dziecięcych słów. Dla mnie to była taka nowość i taki przewrót w życiu, że nawet nie myślałam o tym, żeby się specjalnie tych słów uczyć. Cały czas i tak dochodziło coś nowego, więc mój angielski i tak się wzbogacał.

Do języka angielskiego z czasem dołączyły karty matematyczne, a w dalszej kolejności karty do czytania w języku angielskim. Wszystko prezentowane z minutnikiem 3 razy dziennie x 5 dni, co dawało 15 prezentacji dla jednej karty. Miałam ogrom zestawów po 5 kart i 1 obrazkowy korzystając z nauczycielskich flashcards, który jak sobie wymyśliłam będzie poszerzać słownictwo w języku angielskim. Udawało mi się działać od rana tak, że ok. południa już wszystko było zaprezentowane i odhaczone i reszta dnia była “wolna.” Miałam w głowie myśl, że w gotowym zestawie jest tyle i tyle kart to akurat program czytania do końca macierzyńskiego skończę. Ha, ha! Gdy moja starsza córeczka skończyła rok mąż dostał karty do czytania wspierające język polski. Też gotowiec, ale mniejszy i z rysunkami z tyłu, więc złapał zainteresowanie.

Miałam w głowie myśl, że w gotowym zestawie jest tyle i tyle kart to akurat program czytania do końca macierzyńskiego skończę. Ha, ha!

Do 13,5 miesiąca, kiedy cokolwiek co przygotowałam po prostu przestało “wchodzić” cały rozwój ruchowy Mai zrobił się sam, bez mojego wsparcia, bez żadnej świadomości. Wiem, że praktycznie wszystko odbyło się z lekkim opóźnieniem, przynajmniej w stosunku do jakichś tam “wytycznych,” które miała w głowie reszta rodziny.

Maja bardzo długo – na pewno miesiącami pełzała i pamiętam to tylko dlatego, że długo to trwało – niestety nie wiem, czy naprzemiennie. Raczkowała tylko 2 tygodnie i na 13,5 miesiąca zrobiła pierwszy kroczek. Gdy zaczęła chodzić “uwolniła” się z dużej, ale jednak ograniczającej “zagrody,” którą jej przygotowaliśmy w salonie. Nadal ograniczały ją bramki na schodach. Bardzo daleko mi było do świadomego macierzyństwa, które teraz promuję.

Maja wychowywała się raczej domowo i przydomowo. Pierwszy raz na publicznym placu zabaw była w wieku 2 lat, gdy zabrałam ją na swój wyjazd szkoleniowy do Republiki Czeskiej. Kilka miesięcy wcześniej Krzysztof Kwiecień rozwiewał moje rozkminy a’la czy to w porządku pozwolić 20-miesięcznemu dziecku wspinać się i przesiadywać na stole – ulubione zajęcie Mai swego czasu. W tym czasie dokształciłam się w temacie rozwoju fizycznego dzieci oraz bitów i programów inteligencji Domana. Dwuletnia Maja miała też wprowadzone zabawy prawopółkulowe.

Od początku miałam świadomość co do właściwej diety dziecka tylko i wyłącznie z tego powodu, że ja sama jeszcze przez tym jak zostałam mamą miałam “hopsia” dietetycznego i przykładałam bardzo dużą uwagę do tego co jem. Niemniej jednak nawet dietę, o której kiedyś pisałam też nieco zmodyfikowałam.

Podsumowując, na początku działałam zupełnie niespontanicznie, harmonogramowo, w całkowitej nieświadomości tego co jest najważniejsze dla rozwoju dziecka. Tak naprawdę na początku był tylko angielski, potem matematyka, czytanie po angielsku, czytanie po polsku i reszta, czyli nie wszystko na raz. Inne języki -już innymi metodami, bo niektórych nie znałam też stopniowo o wiele później i raczej tego nie można zaliczyć do początków.

(…) na początku działałam zupełnie niespontanicznie, harmonogramowo, w całkowitej nieświadomości tego co jest najważniejsze dla rozwoju dziecka.

Nowy wymiar wspierania rozwoju dziecka

Początki były jakie były. Gdy moja Maja zaczęła chodzić miałam wrażenie, że poza językiem angielskim, który z mojej strony miała cały czas, więc nie było innej opcji i wiadomo- językiem polskim z otoczenia, nic innego nie idzie do przodu. Gdy skończyła 2 latka po milionach rozkmin (kto jest po lekturze całego bloga ten wie) weszłam na ścieżkę wolności, luzu i spontanu ze wszystkim.

Dzięki rozwojowi bloga miałam okazję wymienić się doświadczeniami z wieloma świadomymi rodzicami zaangażowanymi w rozwój swoich dzieci, których gdyby nie blog nigdy bym pewnie nie poznała. Domanowi rodzice często są sami i czują się odosobnieni w swoim nie rozumiejącym ich działań otoczeniu. Też długo byłam w takiej sytuacji. Zaczynając nie miałam kontaktu z nikim kto by się angażował w prawopółkulową edukację. Wprost przeciwnie – jeden z internetowych “ekspertów,” który obrażony o jedną recenzję prosił mnie o brak kolejnych wzmianek na blogu (więc pominę nazwisko milczeniem tym razem) przedstawił mi stanowisko psychologów i logopedów, z którym się utożsamiał, żeby nie wprowadzać dzieciom języka obcego przed 3 rokiem życia. 

Domanowi rodzice często są sami i czują się odosobnieni w swoim nie rozumiejącym ich działań otoczeniu. Też długo byłam w takiej sytuacji. Zaczynając nie miałam kontaktu z nikim kto by się angażował w prawopółkulową edukację.

Pierwszym rodzicem, który mnie “oświecił” był Krzysztof Kwiecień, który kilkanaście lat temu “domanował” swojego syna. Na tym blogu są dwa wywiady z nim do wysłuchania lub do przeczytania. Potem doszli inni rodzice. Mam jeszcze kilka nieopublikowanych wywiadów. Ogromny wkład jeśli chodzi o otwarcie mnie na wiedzę spoza Domana wniosła też “inspirująca mama” jak ją wcześniej nazywałam. Anonimowa i zawsze taka pozostanie. Nadal mam z nią kontakt i wymianę wiedzy i doświadczeń. Wspominam o niej osobno, bo wywiadu z nią nie ma. Ta wiedza od innych rodziców jest bezcenna i moim zdaniem przewyższa wiedzę książkową.

Oczywiście do tego doszedł ogrom przeczytanych książek, z czasem też kursy związane typowo z wczesną edukacją lub/i rodzicielstwem bliskości i ogólnym rozwojem dziecka.

Już wiem, że:

  • najważniejszy dla rozwoju dziecka jest rozwój fizyczny/ ruchowy, bliskość, dbanie o rozwój emocjonalny i dieta (to ostatnie to w sumie nie nowość dla mnie, ale wspominam, bo wiem, jak wielu rodziców jest tego nieświadomych)
  • wszelkie programy edukacyjne to tylko wisienka na torcie (ważna wisienka, ale najpierw potrzebny jest tort – punkt wyżej)
  • nie należy się bać spontanu i nieharmonogramowego działania (na spotkaniu z niektórymi z Was – moich czytelników niedawno we Wrocławiu padło pytanie ile tego spontanu- nawet do 100%)
  • poza okresem niemowlęcym, kiedy jakość też jest ważna, ilość materiału zaprezentowanego dziecku jest ważniejsza od jakości
  • liczy się systematyczne działanie (cokolwiek codziennie niż raz na jakiś czas większa ilość materiału)
  • dzieci nie muszą się skupiać w dorosły sposób na kartach (żebyśmy my mieli pewność, że na pewno widziały)
  • wybór właściwej karty (o ile dziecko chce nam pokazać) może się odbyć poprzez zerknięcie; nie musi to być wyraźne dotknięcie przez dziecko odpowiedzi i tak naprawdę poza matematyką, bo tutaj wchodzi umiejętność szacowania wspomniana w wywiadzie na temat metody Heguru można to sprawdzanie/ wybór zupełnie pominąć
  • minimum działania to i tak mega rezultaty (często daję tu jako przykład nasze 5 minut włoskiego dziennie)
  • języki wprowadzane metodą nie-OPOL też się mega rozwijają; nawet 5 minut dziennie kontaktu z językiem w domu z udziałem rodzica przyniesie lepsze rezultaty niż tradycyjna systemowa nauka
  • edukacja prawopółkulowa to nie “pamięciówka”

(…) najważniejszy dla rozwoju dziecka jest rozwój fizyczny/ ruchowy, bliskość, dbanie o rozwój emocjonalny i dieta

Różnicę pomiędzy tym, jak działałam na początku, a jak później i też z drugim dzieckiem można dosłownie “poczuć” w ostatnich artykułach na blogu np. o czytaniu od urodzenia do 16 miesiąca życia z młodszą córeczką, czy o rozwoju matematycznym (linki pod artykułem).

Jak się rozwinęłam i zmieniłam jako domanująca mama (dzięki dzieciom)

Człowiek się uczy całe życie i myślę, że niejeden z nas słyszał to stwierdzenie. Moja osoba jest najlepszym dowodem na to, że tak jest. I wcale nie chodzi o naukę na własnych błędach, chociaż to też było.

Wspominałam już, że z zawodu jestem nauczycielem – anglistą. Pracy dla anglistów nie brakowało i nadal nie brakuje, a ja przede wszystkim zmieniłam się z wiecznie pracującej dziewczyny w mamę, dla której to dzieci są priorytetem. Dzięki temu, że zostałam mamą i zaangażowałam się we wczesną edukację:

  • po 10 latach zupełnego braku kontaktu odświeżyłam język włoski, który miałam na studiach jako dodatkowy lektorat i który jest na tyle łatwy, że rozumiałam po miesiącu zajęć z nativem 2 x w tygodniu, ale nie umiałam wiele powiedzieć i nawet w sumie za bardzo wtedy nie próbowałam, bo cała uwaga była skupiona na angielskim (włoski tylko, żeby zaliczyć): na w ciąży i na urlopie macierzyńskim powtórzyłam całą wiedzę ze studiów po czym szłam po więcej tj. po egzamin na poziomie C1, czyli CELI 4. Przy pierwszym podejściu nie zdałam części ustnej. Pisemna zaliczona na C, czyli raczej minimum. Prowadziła mnie nauczycielka – Polka, która uczyła tradycyjnie, nie chcąc wchodzić w jej kompetencje akceptowałam, uczyłam się całych list słówek, z których ona mnie odpytywała i jakoś nie wpadła na to, że jak z lekcji na lekcje umiem 200+ słówek to raczej nie trzeba tracić czasu na odpytywanie. Dodam tutaj, że mam bardzo dobrą pamięć wzrokową i jestem w stanie nauczyć się sporo na pamięć dosłownie słowo w słowo bez żadnych zmian (tak miałam “wkute” całe zeszyty z historii w szkole). Oczywiście jeśli to mi w życiu niepotrzebne zapominam. Metoda zakuć, zdać, zapomnieć często stosowana przez uczniów w szkole jest dla mnie idealna. Gdyby nie L4 w ciąży i urlop macierzyński, czyli wolne od pracy pewnie bym nie znalazła czasu na ten język i możliwe, że nigdy bym do niego nie wróciła. Polecam naukę na macierzyńskim, a nawet przed. Po zaliczeniu części pisemnej egzaminu CELI 4 byłam zmotywowana zaliczyć część ustną i przy najlepszym możliwym wsparciu native speakera, które mam do tej pory udało się to osiągnąć zaraz pomimo powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim.
  • dzięki temu, że zostałam mamą wyszłam z błędnego koła pracy non stop, bo zanim pojawiła się moja pierwsza córeczka miałam prawie 2 etaty nauczycielskie w 2 szkołach, prawie kolejny z korepetycji i kolejny by się uzbierał z zajęć w jednej z tarnowskich firm, szkole dla dorosłych oraz przy projekcie unijnym. Dochodziło do tego, że czasem pracowałam 7 dni w tygodniu i nie miałam czasu nawet wydać tego, co zarobiłam. Każde dziecko zmniejszało mój wymiar pracy, a z dwójką mam tylko eat nauczycielski w 1 szkole. Z całej reszty zrezygnowałam.

“(…) zmieniłam się z wiecznie pracującej dziewczyny w mamę, dla której to dzieci są priorytetem”

  • razem ze starszą córką rozpoczęłam od zera przygodę z językiem hiszpańskim i niemieckim. Na dzień dzisiejszy porozumiem się w obu językach. Jakkolwiek, niekoniecznie gramatycznie, ale bez blokad, co dla mnie jest niesamowite. Języki przyswojone przez zabawę, jak dziecko. Jak widać te metody, które promuję działają też w wieku 30+ jak ktoś się na nie otworzy. I pomyśleć, że po 3 latach anglistyki nadal miałam problemy z komunikacją po wyjeździe do UK, a z moim niemieckim na luzaka mogę jechać do Niemiec i jakoś się dogadam. Jestem tego pewna. Nie promuję tu bynajmniej bylejakości, ale właściwą kolejność..najpierw mówimy…bez blokad i zahamowań, a potem szlifujemy. Jak znajdę na to przestrzeń ogarnę gramatykę. Z angielskim przełamały mnie dopiero wyjazdy zagraniczne na kursy w ramach projektów Erasmus + i PO WER SE, których byłam koordynatorem.
  • dzięki temu, że mam dzieci wzięłam udział w szkoleniach ukierunkowanych na dzieci dotyczących wspierania ich odporności dietą i walki z infekcjami według medycyny chińskiej. Jedno z nich było organizowane stacjonarnie przez nasze leśne przedszkole, inne online. Dzięki temu lekko zmodyfikowałam naszą dietę. Wpływ na to miała też wiedza z Ajurwedy, bo się okazało, że jedna z mam z naszych playdates ukończyła szkołę Ajurwedy i miałam okazję się z nią skonsultować (aż z wdzięczności ją polecę w linkach pod artykułem). Dzięki dwóm wspierającym mnie dziewczynom i kombinacji wiedzy z Ajurwedy i medycyny chińskiej podjęłam decyzję o rezygnacji z treningu siłowego, od którego ostatnio kręciło mi się w głowie przy dużych ciężarach. Przekonałam się do jogi i do tego, że moje ciało nie potrzebuje wycisku, żeby dobrze wyglądać. To u mnie nowość z początku tego miesiąca.
  • dzięki temu, co robię z dziećmi powstał niniejszy blog, a z czasem Akademia DoMam z kursami, szkoleniami i ebookami dla rodziców oraz platforma z kartami do czytania, jazzowankami wspierającymi czytanie, matematycznymi i bitami inteligencji Maluch Czyta (do końca roku dostępny z kodem rabatowym 15% na hasło XMASS2022)
  • dzięki dzieciom i temu, co z nimi robię powstała grupa na Facebooku Metoda Domana i nie tylko, dzięki której poznałam Anetę Łukasik, która popchnęła mnie do stworzenie pierwszych płatnych materiałów (kursów, ebooków, domanowych książek) jak również fanpage, konto na Instagramie, Tik Toku i YouTube (linki od artykułem).
  • z uwagi na Akademię DoMam, którą założyłam z pierwszą domanową mamą, którą poznałam po 4 latach działania w moim mieście zgłębiłam wiedzę dotyczącą marketingu i rozwoju osobistego i nadal to robię (myślę, że już jest mniej chaosu na blogu niż kiedyś)
  • gdyby nie dzieci i książki dla nich pewnie nie prowadziłabym sprzedaży książek Usborne ( z tym już koniec, bo mąż nie ogarniał pakowania, a dla mnie samej to za dużo przy dzieciach) – to było cenne doświadczenie
  • poszerzyłam swoją wiedzę o świecie, bo zainteresowały mnie serie książek, które kupiłam Mai np. historyczne Horrrible Stories (w wersji polskiej Strrrraszna Historia), czy też inne – Maja też mi przekazuje swoją wiedzę z tego, co obejrzy, czy przeczyta
  • wzbogaciłam swój język angielski o słownictwo dziecięce i nie tylko 
  • zmieniłam się jako nauczyciel i zaczęłam stawiać przede wszystkim na komunikację (chociaż to wiąże się z problemami…o dziwo ze strony rodziców)
  • macierzyństwo mnie wciągnęło na maksa. O ile kiedyś nie miałam żadnych rodzicielskich planów i generalnie wyobrażałam sobie życie zupełnie bez dzieci to gdy wpadła do mojego brzucha Maja ot tak, bez zaproszenia i wywróciła moje życie do góry nogami (a miałam  już 32 lata) to teraz marzy mi się jeszcze trzeci maluszek. Maja jest i była wymagającym maluszkiem, aczkolwiek od ok. 2 .5 roku można było się z nią dogadać. Anitka to uosobienie spokoju, chociaż przy Mai uczy się walczyć o swoje. Ciekawe jaki będzie trzeci maluszek. Przez moje podejście i zmianę o 180 stopni niezmiennie mnie dziwi sytuacja w której ktoś bardzo pragnie maluszka, a potem robi wszystko, żeby z nim jak najmniej czasu spędzać i nie chce się zaangażować w jego rozwój albo wiedząc co jest dobre, a co nie według zaleceń fizjoterapeutów jakby celowo w mojej obecności np. sadza nie siedzące samodzielnie dziecko, czy bawi się w “chodzenie” dziecka, które samo nie chodzi.
  • dzięki dzieciom poznałam kilka cudownych mam, z którymi mam regularny kontakt prawie od początku istnienia bloga w mini grupce na Messengerze (tam dopiero jest bogactwo wiedzy i wymiana doświadczeń: od biologii totalnej i religii po to co się dzieje na świecie, czy jakie szkolenia czy książki są wartościowe- dyskusje na każdy temat, z których każda z nas czerpie)
  • dzięki dzieciom ja- w podstawówce bardzo nieśmiała dziewczynka stłamszona przez system otwarłam się tak na poznawanie ludzi na żywo, że co jakiś czas kogoś poznaję. Utrzymuję znajomość z cudownymi mamami również z poza mojego miasta (odwiedzamy się od czasu do czasu, moja wizyta we Wrocławiu to były jedne z takich odwiedzin- za pierwszym razem nie znałam dziewczyny do której jechałam i przy okazji poznałam kogoś nowego)
  • dzięki tym znajomościom cały czas odkrywam nowe rzeczy i też się dokształcam – każda ma inne doświadczenia i inną wiedzę (choćby dla mnie nowość pomimo to, że czytałam kiedyś książkę w tym temacie, ale to jest inaczej porozmawiać z praktykiem a inaczej czytać suchą teorię – integracja odruchów np. Moro, co do którego okazało się, że Maja ma niezintegrowany). Dodatkowo wymieniam się też z niektórymi książkami dla dzieci i nie tylko i innymi materiałami
  • oczywiście nie omieszkam tu wspomnieć coraz szerszego grona playdatowych mam (nadal brakuje mi kogoś do języka włoskiego, ktoś? coś? na linii Kraków-Tarnów-Rzeszów) i tutaj oprócz wsparcia językowego też wymiana wiedzy (np. od mamy, z którą miałyśmy spotkania niemieckojęzyczne odkąd Maja skończyła 2 lata 10 miesięcy dowiedziałam się o rytuałach tybetańskich i od dawna praktykuję codziennie rano)
  • macierzyństwo zwerfikowało też moje priorytety – przede wszystkim dzieci, ale odkąd zgłębiam tematykę rozwoju osobistego też skupiam się na sobie, chociaż to zwykle w drugiej kolejności. Po  latach wkurzania się męża na mnie (choćby o bałagan) i mnie na męża (że nie pokazał kart, które przygotowałam, czy że nie daje mi chwili dla siebie i nie poświęca wystarczająco czasu dzieciom, że grał w FIFE z bratem, czy jeździł na motorze zamiast pomóc mi zajmować się Mają -niemowlaczkiem) zagościł u mnie taki wewnętrzny spokój, którym zaraził się też mąż. Myślę, że to temat na osobny artykuł, a tytuł mógłby brzmieć “Jak nauczyć się akceptacji, zupełnego odpuszczenia, skupić się na sobie i sprawić, że niedomanowy tata staje się domanowym i najlepszym mężem pod słońcem.” Nie lada wyczyn biorąc 18 lat związku, w tym 10 po ślubie. Co powiesz na taki artykuł?
  • macierzyństwo wyrwało mnie ze szpon obsesyjnego ważenia się i liczenia kalorii, morderczych treningów (praktycznie mogłam i nadal mogę nic nie robić – wystarczyło karmienie piersią, żeby utrzymać figurę) i ogólnie z czasem nauczyłam się wyluzowania ze wszystkim od diety (nadal zdrowa, ale już nie na gramy) po domanowanie
  • poszerzyłam też znacznie moje horyzonty i zainteresowania jak widać z powyższych punktów. Kiedyś mąż się śmiał, że  na niewiele tematów można ze mną porozmawiać poza dietą, zdrowymi kosmetykami i treningami, czy angielskimi żartami, którymi bezskutecznie próbowałam go rozśmieszać sama przy tym spadając ze śmiechu pod stół.  Teraz jest całe spektrum tematów i zainteresowań, chociaż najczęściej krążących wokół dzieci.

A może Ty podzielisz się w komentarzu jak Ciebie zmieniło i rozwinęło macierzyństwo? 

Ten artykuł okazał się przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi.

Jeśli ten artykuł był dla Ciebie wartościowy możesz się odwdzięczyć.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zapraszam do lektury dalszej części bloga.

Polecam zaglądnąć też tutaj:

Matematyka z maluchem i ze starszakiem

Dwujęzyczność zamierzona od urodzenia – rezultaty po latach

Dwujęzyczność zamierzona – pierwsze kroki

Nasza dieta – część 1

Ścieżka wolności w czytaniu globalnym

Cenna rozmowa z Krzysztofem Kwietniem – właściwe rozumienie filozofii Glenna Domana

Cenna rozmowa z Krzysztofem Kwietniem – wychowanie dziecka zgodne z filozofią Glenna Domana

Przyjazna nauka czytania od urodzenia do 16 miesiąca życia

Wywiad na temat metody Heguru – prosto z Singapuru

Ajurweda – blog zdrowa brzózka

Kursy i szkolenia dla rodziców w Akademii DoMam

Platforma edukacyjna Maluch Czyta

szkolenia-dla-rodzicow

Jeśli potrzebujesz poszerzyć swoją wiedzę z zakresu wczesnej edukacji i wspierania rozwoju swojego dziecka zapraszam do Akademii DoMam, którą współtworzę z Martyną Gąsior.

Zapraszam też do grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u: Metoda Domana i nie tylko- grupa wymiany doświadczeń dla rodziców. Dołączając do grupy możecie liczyć na sporą dawkę motywacji, na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń oraz na pomoc w nurtujących Was kwestiach.

Zaobserwuj mnie na Instagramie @teachyourbaby_pl, Tik Toku @teachyourbaby.pl, Facebooku @domanowanie DoMam – uczymy jak wspierać rozwój dziecka, YouTube Rodzicielstwo miłości i radości

0 CommentsClose Comments

Leave a comment