Usborne „Phonics Readers,” czyli anglojęzyczny hit dla dwulatka (recenzja z wersją audio)

Książki wydawnictwa Usborne

Ci z was, którzy wychowują swoje dziecko, czy dzieci z językiem angielskim na pewno zetknęli się z wydawnictwem Usborne. Mam wrażenie, że to najpopularniejsze anglojęzyczne wydawnictwo książek dla dzieci. Pewnie mam rację. Według mnie jedyną wadą publikowanych przez Usborne książek jest to, że nie sposób wśród z nich znaleźć takie, które będą wspierały program czytania globalnego. W naszej biblioteczce nie ma też żadnej książki tego wydawnictwa, którą można by w łatwy sposób przerobić pod czytanie globalne, co pokazywałam chociażby w poprzedniej recenzji (wszelkie linki pod artykułem). Niemniej jednak, nikt nie powiedział, że księgozbiór „domanujących” mam musi się składać tylko z jednego rodzaju książek. U nas takie bogactwo różności, że może 10%, a może mniej to książki do czytania globalnego. Nie każda pozycja musi być nastawiona na naukę czytania. Dziecko odbiera też książki słuchowo i tu nie ma znaczenia, że czcionka jest nie taka jak ma być i za mała. Maluchy potrzebują też kolorowych ilustracji. Poza tym każda książka, która maksymalnie wciągnie nasze dziecko to super książka. Dzisiaj mam dla was propozycję takich dwudziestu super książek. 

Seria Phonics Readers 

Seria składa się z 20 książeczek, z których każda ma rymowany, łatwo wpadający w ucho tytuł oraz rymowaną lub mającą pewien rytm treść. Ogólnie rymów jest sporo, na przykład w książeczce „Goat in a boat” o przygodzie koziołka czytamy: „If I hook a fish, or two … cook can cook a fishy stew.” Jeśli coś się nie rymuje i tak ma w sobie pewien wpadający w ucho rytm. gdyż w zestawieniu mamy słowa, które mają ze sobą coś wspólnego, chociażby „ll” w „He flops on the pillow. The pillow is yellow” z książki „Ted in a red bed” o sympatycznym misiu imieniem Ted. 

Każda książeczka to swego rodzaju zabawna historyjka bazująca na bardzo prostych słowach. W każdej z nich mamy grupę innych słów z tym samym dźwiękiem– fonemem, a jaki to dźwięk możemy odgadnąć już na podstawie tytułu. Przykładowo tytuł „Ted in a red bed” sugeruje, że rymowana książeczka będzie bazowała na słowach, w których mamy dźwięk /e/.  I rzeczywiście czytając znajdziemy: bed, red, Ted, Fred. Oczywiście w treści mamy różnorodność słownictwa, ale podczas gdy inne słowa są użyte często jednorazowo, często po prostu do rymu, to w przypadku tych bazowych powtarzają się kilkukrotnie np. „I like this bed,” thinks Ted.  czy „I like red wood.”

Dodatkową atrakcją jest obecność małej kaczuszki na każdej stronie, z czym już się spotkałam w innych książkach Usborne. W innych zwracałam na to uwagę malutkiej Mai, teraz sama zauważa, jak możecie zobaczyć na nagraniu. Kaczuszka nie ma żadnego związku z treścią, ale zachęca do zabawy ćwiczącej spostrzegawczość, czyli do znajdowania jej na każdej stronie. Jest naprawdę malutka. Spróbujcie poszukać na zdjęciach. Poza tym książeczki mają „klapki” tzw. flapy, które można otwierać. To zachęca malucha do odkrywania co się kryje pod nimi, a jest to kontynuacja ilustracji oraz często dodatkowy tekst. 

 

Książki Usborne
Goose on the loose

 

 

Usborne Phonics Readers
Goose on the loose

 

Nauka czytania w języku angielskim
Goose on the loose

 

Jak nauczyć dziecko czytać
Goose on the loose

 

Książki w założeniu są oparte o metodę phonics, a gdzieś czytałam, że w krajach anglojęzycznych toczą się czasem batalie o to, która metoda czytania jest najlepsza: phonics, czy globalna, jaką proponował Glenn Doman. W szkołach- wiadomo, mamy phonics. O metodzie globalnej w nauce czytania przeczytacie u mnie. Metoda phonics to w skrócie metoda fonetyczna ucząca jak powiązać dane połączenie liter z konkretnym dźwiękiem. Więcej na ten temat na zaprzyjaźnionym blogu Mam To Na Końcu Języka.

Najlepsza metoda nauki czytania, czyli czytanie globalne a phonics

Osobiście uważam, że dla dzieci do 6 roku życia najlepszą metodą jest czytanie globalne (o tym innym razem, a teraz tak enigmatycznie napiszę, że już wiem, że nie chodzi o wiek w latach, ale neurologiczny). Jest szybko, bez analizowania i zgłębiania szczegółów. Wbrew temu, co niektórym się wydaje, jeśli czytanie metodą Domana wprowadzimy w odpowiedni sposób dziecko w ciągu dnia widzi nagle pojawiające się i znikające karty, które w żaden sposób nie zakłócają mu codziennego rytmu dnia i czasu zabawy.

Wiem, że w brytyjskich szkołach dzieci uczą się metodą phonics, ale … jeden komentarz w mojej międzynarodowej grupie na Facebooku uświadomił mi, że ja i pewnie większość z was- moich czytelników i czytelniczek mieszkających w Polsce, nauczyłam się czytać po angielsku metodą globalną. Pomyślcie tylko, czy ktoś was uczył dźwięków? Może czasem się zdarzyło, że któraś nauczycielka zwróciła uwagę, że jak mamy napisane „oo” to często czytamy jak „u.” Myślę, że jest jednak bardziej prawdopodobne, że po pewnym czasie nauki zauważyliśmy tę zasadę sami. Z tego co widzę w szkołach publicznych nadal to tak funkcjonuje, że dzieci prędzej, czy później „załapują,” że pewne wyrazy się czyta tak, a inne inaczej. Oczywiście mówię tu o dzieciach bez żadnych zaburzeń rozwojowych. Sekcje w podręcznikach dotyczące fonetyki są często pomijanie na lekcjach. Bardziej szczegółowo o tym, na czym niestety skupia się szkolne nauczanie języka angielskiego pisałam w artykule poświęconym Międzynarodowemu Programowi Powszechnej Dwujęzyczności „Dwujęzyczne Dzieci.”

Dodam tutaj jeszcze, że w sumie już po napisaniu recenzji ktoś mi zwrócił uwagę, że samo phonics nie wystarczy do nauki czytania i miał rację. Pozostają jeszcze tzw. sight words, które trzeba zapamiętać w całości. Dla mnie to wpisuje się w czytanie globalne, chociaż akurat w przypadku angielskich sight words trzeba zapamiętać ich wymowę, a końcowy cel czytania globalnego to nie nauczenie się czytania jak największej ilości słów na pamięć jak myślą niektórzy, ale takie rozpracowanie słowa pisanego, które prowadzi do czytania nawet nieznanych słów. 

Czytanie globalne a phonics

Jak wiecie z moją 2,5-latką uczymy się tylko i wyłącznie globalnie. Niemniej jednak, uważam, że książeczki, w których mamy większą ilość podobnych dźwiękowo słów i bazujące według opisu na metodzie fonetycznej w niczym nie przeszkadzają. Glenn Doman zalecał jedynie, żeby starać się nie pokazywać słów zaczynających się na taką samą literę w jednej sesji. Książek to na pewno nie dotyczy, a poza tym my niejednokrotnie od tej zasady odeszliśmy. Nie widzę powodu, żeby unikać tzw. książek phonics. Po prostu, jeśli nie zdecydowaliśmy się na tą metodę nie zwracamy szczególnej uwagi na poszczególne kombinacje liter i czytamy każde słowo całościowo bez zgłębiania szczegółów. Tutaj brawo dla wydawnictwa, że nie wyróżniło poszczególnych kombinacji liter jakimś innym kolorem, z czym spotkałam się w serii innego wydawnictwa. 

Książeczki Phonics Readers u nas

Do napisania recenzji akurat tej serii skłoniło mnie to, że już od jakiegoś czasu mam nagrania z Mają i tymi książkami w roli głównej. Na pierwszym, które już być może widzieliście, jeśli czytaliście artykuł podsumowujący rozwój mowy mojej córeczki, wyciągnęła znaczną część książek z pudełka i domaga się, żebym jej wszystkie przeczytała. Na drugim – znacznie dłuższym możecie zobaczyć fragmenty różnych książek. Celowo nie obcinałam ani nie skracałam filmu, żeby pokazać zainteresowanie Mai.

Już nie pamiętam, czy to w ten dzień, czy w inny zainicjowała książkowy maraton, w którym przeczytałam 15 książeczek pod rząd, jedna za drugą. Codziennie czytamy co najmniej jedną książeczkę z tej serii. Na dzień dzisiejszy całość już tyle razy wyczytana, że Maja na widok okładki już mówi cały rymowany tytuł. Tak zapamiętała. Jakbym miała wybrać jej ulubioną to jest to humorystyczna „Llamas in pyjamas.” Możliwe, że ma to coś wspólnego z tym, że lamy są nieco podobne do owiec, a Maja od dawna jest nimi zafascynowana. Zaczęło się od poduszki-owieczki, która jest ulubioną przytulanką od urodzenia po dzień dzisiejszy. Możliwe też, że pamięta naszą wyprawę na farmę alpak. Ze wstydem muszę się przyznać, że jadąc tam powiedziałam jej, że to lamy i ciężko ją było tego oduczyć. 

 

Metoda phonics
Llamas in pyjamas

 

Wydawnictwo Usborne
Llamas in pyjamas

 

Książki dla domanowanego dziecka
Llamas in pyjamas

Na początku było samo czytanie. Teraz jest czytanie z dyskusją i mnóstwem pytań, wśród których królują te „Why?” (Dlaczego?). Maja lubi też komentować, a często są to dokładnie te same komentarze, które usłyszała ode mnie przy czytaniu na przykład dzień wcześniej. Pewnie dlatego gdy jakieś książki pojawiają się po raz pierwszy zwykle ich nie ma albo są nieliczne. Ja zresztą za pierwszym razem tylko czytam, przy kolejnych podejściach do danej książeczki dodatkowo komentuję. 

Myślę, że nagrania mówią wszystko i nie potrzeba wiele pisać. Planowane zakupy, o których wspominam na nagraniu sporo się odciągnęły. Nadal trzymam się zasady, o której pisałam w artykule o tym, jak sprawić, żeby nasze dziecko kochało książki. Rzucam dosłownie wszystko, jeśli mnie Maja prosi o czytanie. Zdarzyło się nawet, że się przez to o mało nie spóźniłam do pracy. Czytanie z inicjatywy dziecka to priorytet. 

 

 

 

Kilka słów na koniec

Ja gorąco polecam te książeczki dla najmłodszych. Do nas trafiły jak Maja miała 2,5-roku i cały czas są na topie. Niemniej jednak byłam też ciekawa opinii innych internautów i wyobraźcie sobie, że w recenzjach na Amazon seria Phonics Readers jest często polecana jako hit książkowy dla sześciolatków. Cena na Amazon nieco przeraża, więc zerknęłam do mojej ulubionej zagranicznej księgarni Bookdepository. Pomimo to, że na naszym pudle z 20 książeczkami jest napisane, że nie można ich sprzedawać pojedynczo, da się je pojedynczo kupić. Nasz zestaw mamy od polskiej konsultantki Usborne – Anety Lukasik. Do Anety muszę się odezwać, bo przy okazji szukania tych książeczek na Bookdepository zobaczyłam tytuł, którego nie mamy, a mianowicie „Sam sheep can’t sleep.” U nas „owieczkomania” i taka pozycja by nam się bardzo przydała. Teraz wiem, że na naszych 20 książeczkach seria phonics się nie kończy. Poza tym zgłębiając temat dowiedziałam się, że można je też kupić w zestawie z płytą CD. To jednak nie jest konieczne, bo nagrania znajdziecie na YouTube:

 

Metoda Domana w praktyce
Podcast bloga teachyourbaby

 

Polecam zaglądnąć też tutaj:

Filmik pokazujący jak można niektóre książki szybko przerobić tak, aby nadawały się do czytania globalnego 

Recenzje książek wspierających naukę czytania metodą globalną 

Rozwój mowy 2,5-latka w trzech językach 

O metodach nauki czytania w języku angielskim na blogu Mam To Na Końcu Języka

Spis treści artykułów dotyczących czytania globalnego

Artykuł o Międzynarodowym Programie Powszechnej Dwujęzyczności, w którym przeczytacie o tym, co nam-nauczycielom angielskiego narzuca Ministerstwo

Artykuł o zasadach, którymi powinniśmy się kierować, jeśli chcemy, żeby nasz maluch pokochał książki

 

Ta recenzja okazała się przydatna? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi.  Jakie są wasze ulubione książeczki Usborne? 

Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem. Będę też wdzięczna za wszelkie uwagi co do tego, czy nowsze artykuły są czytelniejsze, zwłaszcza, jeśli zgubiłeś/ zgubiłaś się w moim blogowym labiryncie.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u, na Instagram, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter (jeśli nie wyskoczyło wam okienko podczas czytania bloga piszcie). W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków.

Jako, że nie znalazłam grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u. Dołączając do grupy możecie liczyć na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń.

Agnieszka Basta

Miłośniczka książek i języków obcych. Z zawodu nauczyciel języka angielskiego. Pasjonatka metod wspierania rozwoju dziecka już od urodzenia. Pomysł na bloga zrodził się z praktycznego doświadczenia z córką. Teoria doszła później. Jeśli chcesz maksymalnie rozwinąć potencjał swojego dziecka jesteś we właściwym miejscu. Mamy ten sam cel. Motywem przewodnim bloga jest metoda Domana oraz dwujęzyczność zamierzona wzbogacone o elementy metody Shichidy oraz metody Heguru. Jeśli chcesz być w stałym kontakcie ze mną zapraszam do zapisu na newsletter i dołączenia do grupy oraz polubienia fanpage na Facebooku.

6 odpowiedzi do “Usborne „Phonics Readers,” czyli anglojęzyczny hit dla dwulatka (recenzja z wersją audio)”

  1. Z tej serii mamy tylko jedną – i tak, można je kupić pojedynczo, ale generalnie wszelkie książki oparte na phonics sprawdzają się u mojego 5-latka który uwielbia rytm i rym. To już nawet nie chodzi o naukę czytania, ale dużo łatwiej jest zapamiętać nowe słownictwo jak się je dobierze w podobnie brzmiące grupy słów 🙂

    1. No i wygląda na to, że te książeczki to świetna propozycja dla dzieci od 2 do 6 lat 🙂 Masz rację z tymi rymami 🙂 Nam te książeczki bynajmniej do nauki czytania nie służą. Po prostu fajne rymy, czasem jest śmiesznie. Czytamy dla czystej przyjemności 🙂 Myślę, że dla dzieci nie uczonych czytać globalnie, jak moja mała, zwłaszcza dla nieco starszych takie pamięciowe zapamiętanie tekstu może zachęcić do przyszłego czytania. Najpierw zabawa w czytanie/ udawanie, a potem prawdziwe czytanie. Zresztą wiem, że często nauka czytania po angielsku u starszych dzieci idzie szybciej niż ta po polsku.

  2. Hmm… Może w przypadku języka polskiego czytanie globalne jest polecane, jednak jest coraz więcej głosów polonistów i logopedów, że ta metoda nie sprawdza się w przypadku języka polskiego – tutaj lepsza jest metoda sylabowa.

    1. Hmmm….ja jestem nauczycielem i szczerze mówiąc nie znam dziecka uczonego czytać metodą globalną. W całej mojej 12-letniej karierze takiego nie spotkałam. Takich dzieci jest taka garstka, że nawet nie wiem, czemu poloniści i logopedzi się tego czytania globalnego tak czepiają. Nie mogę zrozumieć na jakiej podstawie. Szczerze mówiąc miałam problem znaleźć kogokolwiek w Polsce kto był uczony tak czytać…i dorosłych…i starsze dzieci, żeby zobaczyć efekty długoterminowe. Znalazłam 4 dzieci (wywiad z Natalią Minge tutaj oraz Krzysztofem Kwietniem jeszcze w kawałkach i na Fanpage plus jedno dziecko jednej mamy, według relacji której zaczęło czytać zaraz po pójściu do przedszkola w wieku nieco ponad 3 lat po przerobieniu ok. 300 słów) i dwie dorosłe osoby (jedna miała minimum czytania globalnego, wywiad tutaj druga jest najlepszą studentką na roku jednej z mam w naszej grupie i będę ją próbowała namówić na wywiad). Tak samo…co mi potwierdziła koleżanka studiująca logopedię są przeciwni wprowadzania dziecku języka obcego przed ukończeniem przez nie 3 lat. Też bezpodstawnie. Chętnie bym sobie z takim logopedą porozmawiała i zapytała ile zna dzieci, które były uczone czytać globalnie w języku polskim? A jeśli rzeczywiście jakimś cudem zna ich jakąś reprezentatywną ilość to na jakiej podstawie stwierdza, że ta metoda nie sprawdzi się w języku polskim. Ale chodzi mi o dzieci, z którymi naprawdę przerobiono program czytania…jak Doman przykazał, a nie jakimiś pseudometodami, w których nie ma takiego nacisku na tekst i nie ma rozdzielności ewentualnych ilustracji od tekstu. I oczywiście o dzieci do 6 roku życia, im młodsze w momencie rozpoczęcia programu czytania, tym lepiej.

    1. Ślicznie dziękuję, bo to już czas, kiedy trzeba iść za zainteresowaniami dziecka, jakie by nie były dziwne 😛 Książki dla starszych dzieci też super 🙂 My czytamy różności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *