Nasze początki z dwujęzycznością i metodą Domana

 

Jeśli chodzi o wychowanie dziecka w dwujęzyczności zamierzonej moją inspiracją była koleżanka po fachu, która w ten sposób wychowała synów. Tak się składa, że miałam i nadal mam przyjemność ich uczyć. Po raz pierwszy miałam do czynienia z pierwszoklasistą, z którym mogłam swobodnie rozmawiać w języku angielskim. Gdy okazało się, że jestem w ciąży byłam zdecydowana wychować swoje dziecko w ten sam sposób.

Do połączenia dwujęzyczności z wczesną edukacją i stymulowaniem mózgu dziecka, a tym samym z pozytywnym wpływem na jego inteligencję zainspirowały mnie wyjazdy z projektów finansowanych przez Unię Europejską, o których pisałam na stronie O mnie, w czasie których miałam okazję odwiedzić wiele zagranicznych szkół i przedszkoli. Często zaskakiwał mnie znacznie wyższy poziom w zakresie komunikacji w języku angielskim wśród uczniów z zagranicy w porównaniu z uczniami w zbliżonym wieku w szkołach polskich. Tam właśnie po raz pierwszy usłyszałam o metodzie Glenn’a Domana.

NA SAMYM POCZĄTKU

Zaczęłam bez większej wiedzy na temat dwujęzyczności. Muszę przyznać, że nie zgłębiałam wcześniej tematu. W ciąży bardziej zaciekawiły mnie artykuły na temat rozwoju inteligencji już w okresie życia płodowego, a później w okresie niemowlęcym, niż samej dwujęzyczności. Z uwagi na to bardzo często słuchałam muzyki poważnej i zaczęłam niektóre utwory lubić, a muszę przyznać, że wcześniej trzymałam się od takiej muzyki z daleka. Później naszym rytuałem stało się, że przy dźwiękach tych samych utworów maluszek zasypiał w pierwszych miesiącach swojego życia. W ramach stymulacji wzroku naszego „bejbika” jak nazywamy naszą małą dziewczynkę regularnie pokazywałam czarno-białe karty obrazkowe z różnymi wzorami lub postaciami zwierząt. 

Jeśli chodzi o język angielski eksperymentowałam zgodnie ze swoją intuicją. Anglojęzyczna edukacja i mojego maluszka miała miejsce już w maminym brzuszku. Słuchałam angielskich piosenek. Z myślą o przyszłej anglojęzycznej edukacji wprowadziliśmy dni rozmów tylko w języku angielskim z moim mężem, jako, że on też zna ten język.

Zakupiłam książkę „How to Multiply Your Baby’s Intelligence” („Jak zwiększyć inteligencję swojego dziecka”) autorstwa wyżej wspomnianego Glenn’a Domana. Jako, że utrzymuje on, że im wcześniej zaczniemy naukę, tym lepiej szybko zakupiłam odpowiednie karty do nauki matematyki i czytania w języku angielskim. Zupełnie przypadkiem, o czym pisałam tutaj znalazły się w naszych rękach również karty do czytania globalnego w języku polskim.

Zdecydowałam się zacząć od matematyki kierując się wytycznymi z polskiej instrukcji, niestety nieco błędnymi. Potem chcąc poszerzyć wiedzę na temat metody Domana zakupiłam również książki „How to Teach Your Baby to Read” („Jak nauczyć swoje dziecko czytać”) oraz „How to Teach Your Baby Math” („Jak nauczyć swoje dziecko matematyki”).

BŁĘDY I ZMIANY

Jak wspomniałam wcześniej instrukcja polska do zestawów do nauki metodą Glenn’a Domana nieco mijała się z oryginałem. Po zapoznaniu się z pozycją „How to Teach Your Baby to Read” postanowiłam wprowadzić zmiany. A oto, co robiłam źle:

1) czekałam z matematyką do 5/6 miesiąca, a mogłam spokojnie zacząć dużo wcześniej i tego żałuję, że nie zaczęłam, bo im wcześniej, tym łatwiej.

2) wprowadzanie nowego materiału odbywało się zbyt wolno i po pewnym czasie nasze kilkunastosekundowe „lekcje” stały się zbyt nudne nawet dla mnie, teraz wiem, że tempo ma być podkręcone maksymalnie. Jak Maja była malutka trzymałam się początkowych zaleceń Domana, czyli w każdym z zestawów codziennie odkładałam jedną kartę i dodawałam jedną nową. Teraz, w wieku 19 miesięcy jej tempo nauki wymaga odkładania codziennie 3 kart i dodawania codziennie 3 nowych w każdym zestawie (czytanie globalne, matematyka, karty obrazkowe). Ilość wprowadzanych nowych kart zwiększałam za każdym razem, gdy przez kilka dni z rzędu widziałam spadek zainteresowania.

3) jeśli mieliśmy dłuższą przerwę w naszej zabawie (tydzień lub dwa) próbowałam robić powtórki wcześniej przerobionego materiału zaczynając prawie od nowa. Teraz już wiem, że cały czas idziemy do przodu i że dla dziecka powtórki są nudne. Po przerwie po prostu wracamy do punktu, w którym skończyliśmy i idziemy dalej.  Nowy materiał możemy utrwalać na inne sposoby

JAK NAM TERAZ IDZIE? 

Zapraszam do lektury postów od samego początku tj. od szczegółów tego, co już z Mają zrobiłam do ukończenia przez nią 10 miesięcy w podsumowaniu: To już za nami  lub do lektury wybranych postów w moim blogowym Spisie treści.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u i do subskrypcji (okienko lub kanał RSS na stronie głównej bloga)