Co jest najważniejsze dla rozwoju dziecka – informacje ze szkolenia z Bożeną Bejnar-Sławow (artykuł z wersją audio)

Szkolenie z Bożeną Bejnar-Sławow – efekt wow połączony z rozczarowaniem

Część z Was moich Czytelników i moich Czytelniczek wie, że odbyłam 4-dniowe szkolenie z Bożeną Bejnar-Sławow, przed którym obiecałam Wam podzielić się zdobytą wiedzą. Dziękuję za cierpliwość, bo sporo czekaliście. Po 4-dniowym szkoleniu, w którym w każdy dzień było 8 godzin wykładów, rozmów, czy też zadawania pytań byłam jeszcze z Mają na indywidualnych konsultacjach, więc myślę, że w jednym artykule na pewno się nie zmieszczę.

Widziałam, że Bożenie nie bardzo pasowało gdy skrzętnie zaczęłam notować. Mówiła, że to jest jej całe życie i że często widziała swoje słowa poprzekręcane w różnych artykułach. Ja jestem jednak z tych, co piszą, jak to się ktoś kiedyś śmiał od „dzień dobry” do „do widzenia,” więc nie sądzę, żebym coś przekręciła. Widziałam jak bardzo się angażuje w to co robi i ogólnie jej wykłady były dla mnie totalnie wow, a po konsultacjach, o których wspominałam w artykule podsumowującym wczesną naukę czytania u mojej córeczki potrzebowałam naprawdę sporo czasu, żeby ochłonąć.

Oczywiście ja nie jestem z tych, co kradną czyjąś wiedzę i publikują jako swoją. Od początku planowałam, że to będą informacje poszkoleniowe z nią i że będę ją cytować itp. Chciałam być wobec niej jeszcze bardziej w porządku i obiecałam że nie napiszę nic bez jej zgody. Ustaliłyśmy, że informacje poszkoleniowe na blogu muszą się znaleźć, niemniej jednak zanim cokolwiek opublikuję wyślę jej do przeczytania. Nawet o zdjęcia miałam zamiar pytać, ale to był mój własny wymysł.

Niestety kontakt się z nią zupełnie urwał albo to ona z nami urwała. Najpierw myślałam, że zrobiła sobie wolne od wszystkiego z okazji świąt i w sumie ją podziwiałam, że tak potrafi. Czasem przez myśl mi przeszło, że może jakaś choroba i to też byłoby usprawiedliwieniem. Do niedawna żyłam w nieświadomości, że może po prostu tak ją pochłonęły dzieci potrzebujące pomocy, których rodzice uczestniczyli w szkoleniu, że nie ma czasu dla nas. Docelowo szkolenie miało być przeznaczone dla rodziców dzieci zdrowych, rozwiniętych na Domanie, jednak okazało się, że na sali są rodzice różnych dzieci. Pomimo to, że ja też zapłaciłam za indywidualne konsultacje i że tak powiem należało mi się 6 miesięcy opieki i doradztwa to jakoś z myślą, że pomaga innym, a my w sumie tak bardzo tej pomocy nie potrzebujemy, nie upominałam się. Kilka razy zapytałam o zdjęcia ze szkolenia, czy mogę opublikować – cisza. I ta cisza trwa już kolejny miesiąc.

Różni ludzie się ze mną kontaktują i wiem, że Bożena ma się dobrze, nawet udziela czasem konsultacji online, natomiast nikomu, ale to nikomu z uczestników szkolenia nie odpowiada. Rozmawiałam ostatnio z jedną mamą, która też była przekonana, że się zajęła tymi potrzebującymi – nic z tych rzeczy. Ponoć rodzice pisali maile, próbowali się skontaktować – cisza. Nie będę ukrywać, że szkolenie było naprawdę mega i warte tych 1300 zł. Same konsultacje dla mnie też były niesamowite, ale wiem, że nie dla wszystkich, bo czasu zabrakło, czy na szybko było. My mieliśmy to szczęście, że przyjechaliśmy o kilka godzin wcześniej coś na spokojnie zjeść i zanim była nasza kolej Bożena już od kilku godzin miała okazję Maję obserwować. Problem w tym, że w ramach konsultacji, za które każdy z nas płacił też niebagatelną sumę, bo 500 zł wszyscy mieli mieć 6 miesięczną opiekę. Z tego jak widać nici.

W momencie jak się dowiedziałam, że Bożena nie oddzywa się do nikogo ze szkolenia, niezależnie od tego jak bardzo potrzebuje jej pomocy, postanowiłam napisać artykuł bez konsultacji z nią. Co będzie to będzie. Już nie rozkminiam, czy to fair czy nie fair. Uważam 1800 zł piechotą nie chodzi. Dla mnie to ogromna suma, którą musiałam pożyczyć od siostry i dodatkowo naściemniać mężowi, że jako autorka bloga mam szkolenie za darmo (dobrze, że na pewno tego nie przeczyta :P), ale czego się nie robi dla dziecka. Oczywiście uwierzył. Dodam, że jego akceptacji na taki wydatek i tak bym nie miała. On uważa, że Mai już wystarczy to co ma i że przesadzam z tym rozwojem. Na szkoleniu jako jedna z nielicznych mam byłam bez partnera. Nieco dziwnie było pod tym względem, bo inna mama też czasem narzekała na swojego męża, ale jednak był i w dodatku za szkolenie zapłacił. Mój bez zastanowienia był na nie, bo mu się nie chciało. Wiem, że takich ojców, których w najlepszym wypadku po prostu jest ciężko zaangażować, a w najgorszym wypadku zdobyć ich akceptację jest mnóstwo i możliwe, że kiedyś napiszę do nich jakiś apel.

Kim jest Bożena Bejnar-Sławow

Wiem, że nie wszyscy znają Bożenę, tym bardziej, że opuściła już naszą grupę na Facebooku z niewiadomych przyczyn. Podejrzewam, że była zmęczona tym, że większość zadawanych tam pytań dotyczy rzeczy najmniej istotnych. Żeby wam przybliżyć jej osobę napiszę kilka zdań. Tak krótko, bo więcej znajdziecie w wywiadzie, do którego zalinkowałam pod niniejszym artykułem.

Bożena Bejnar-Sławow w wieku 10 lat wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Skończyła socjologię i stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie w Pensylwanii.Tak jakoś jej się życie ułożyło, że trafiła do Instytutu Domana w Filadelfii, gdzie pracowała z samym Glennem Domanem, jednym z twórców metody, która jest błędnie nazywana metodą Domana. Prawda jest taka, że sumie Domanów w nią było najwięcej zaangażowanych. Niemniej jednak byli też inni. Ja nazywałam i będę metodę nazywać „metodą Domana,” bo w Polsce już się tak przyjęło i tego nie zmienię.

Bożena przez 15 lat pomagała polskim rodzinom, które przyjeżdżały do Instytutu. Udostępniała dla nich swój dom. Czasem gościła po 4 rodziny na raz. W sumie pomogła około 60 rodzinom. Teraz jeździ po świecie i dzieli się tym, czego się dowiedziała. Wiem, że nasze szkolenie było niemalże wciśnięte pomiędzy jej wyjazd na Ukrainę i do Panamy. Jest naprawdę niesamowitą osobą.

Według Bożeny metoda Domana w Polsce jest pod rozbiórką, czy pod okupacją. Często rodzice dzieci skaleczonych interesują się metodą Domana na końcu, jak już wypróbują wszystkie inne np. Vojty, Bobatha, konioterapię i inne dostępne sposoby pomocy dziecku. Te metody tj. Vojty i Bobatha czerpią też z Domana, jednakże Doman to w pewnym sensie też sposób na życie i na stałe rozwijanie, czy wspomaganie dziecka. W przypadku dziecka z jakimś poważnym problemem rodzice często nie zdają sobie sprawy z tego, że rehabilitacja raz w tygodniu nie wystarczy. Ważna jest systematyczność i intensywność działań. Metoda Domana daje „powera” rodzicom dzieci skaleczonych. Jest za to krytykowana, bo daje rodzicom funkcję specjalistów.

Wbiło mi się do głowy niezwykle obrazowe przedstawienie sytuacji metody Domana w Polsce i podejrzewam, że na świecie również: „Tak jakby ktoś nam podał lasagnę. Ale ja nie chcę makaronu, chcę szpinaku zamiast mozzarelli….i w końcu to nie jest lasagna. Tak jak metoda Domana jest rozbierana np. samo czytanie.” Ja chcąc nie chcąc zrobiłam to samo. Z niewiedzy. Z nieświadomości. Dopiero teraz mogę powiedzieć, że znam i rozumiem całą metodę Domana…od A do Z. Tak powinno być od początku. Drugim znanym mi w pełni rozumiejącym tą metodę jest Krzysztof Kwiecień. Mam też podejrzenia, że na szkoleniach z Bożeną Bejnar-Sławow była też Aneta Czerska niemniej jednak o ile uświadamia na swoim blogu, co jest ważne dla rozwoju dziecka to jednak tak jakby przy okazji namawiając na szkolenie np. tylko z czytania i jeszcze twierdząc, że jej metoda to jedyna przebadana na świecie. Nic z tych rzeczy! Czytajcie dalej.

Zanim zabierzemy się za karty

Jak się okazuje program intelektualny Domana, za który wszyscy się zabierają w pierwszej kolejności, czyli wczesna nauka czytania i matematyki oraz przekazywanie dziecku wiedzy encyklopedycznej jest wisienką na torcie. Są rzeczy o wiele ważniejsze. Można powiedzieć, że tortem jest coś zupełnie innego.

Wielu rodziców nie wychodzi poza próby wczesnej nauki czytania. Wielu rezygnuje w trakcie. Będę tutaj szczera, bo okazuje się, że karty mogą nie zadziałać. Oj tak….to nie jest tak, że w przypadku każdego dziecka samo pokazywanie kart wystarczy. Bożena mówiła nam, że jeśli weźmiemy się np. tylko za czytanie to często może to być pierwszy krok do stwierdzenia, że metoda nie działa. Myślę, że dla wielu rodziców, którzy to czytają może to być niezwykle cenna informacja.

Ja sama zaczęłam od programów intelektualnych, jak wiecie od matematyki i od czytania, po czym wprowadziłam bity i programy inteligencji. Dzięki blogowi Krzysztofa Kwietnia zainteresowałam się kwestią rozwoju ruchowego. Zresztą możecie zauważyć, że główne części metody Domana u mnie na blogu to czytanie i matematyka. O ile temat rozwoju ruchowego zgłębiłam to jeszcze nie został dostatecznie opisany na i artykuły z tym związane są wrzucone do działu Jak dodatkowo wspierać rozwój dziecka wraz z programem wiedzy encyklopedycznej, grami dla dzieci i innymi różnościami. Tymczasem jak kiedyś znajdę czas to zakładki na blogu przeorganizuję. Rozwój ruchowy zasługuje na osobny dział. I jak go już zupełnie opiszę to taki stworzę i będzie on nad wszystkimi, jako pierwszy pomimo wyraźnego zainteresowania rodziców czasem tylko i wyłącznie czytaniem globalnym. Niech wiedzą, co tak naprawdę się liczy w rozwoju dziecka. Jeśli nie dopisze szczęście, tak jak nam dopisało, machanie kartami może okazać się bezużyteczne. 

Po szkoleniu z Bożeną Bejnar-Sławow przeczytałam rekomendowaną przez nią książkę dotyczącą tylko dzieci z uszkodzeniem mózgu, jeśli oceniać po tytule: „What to Do About Your Brain-Injured Child.(„Jak postępować z dzieckiem z uszkodzeniem mózgu.”) Szczerze mówiąc wcześniej nawet nie planowałam jej czytać. Przecież moje dziecko jest zdrowe.Owszem, już widziałam tą książkę wcześniej, ale wtedy sobie pomyślałam,  że może kiedyś ją przeczytam jak będę potrzebować nowych tematów na bloga. W tłumaczeniu Bożeny tytuł sugeruje, że książka dotyczy dzieci skaleczonych. Dla mnie osobiste to określenie brzmi o wiele bardziej pozytywnie niż z uszkodzeniem mózgu, czy upośledzonych, bo w mojej głowie jednak tak w tym stylu się tłumaczył angielski tytuł. Nic dziwnego, że nie miałam najmniejszego zamiaru jej czytać. Jak się okazuje to ta książka, którą pewnie najczęściej czytają rodzice, którzy wszystkiego innego spróbowali i chcą pomóc swojemu dziecku jest najważniejszą książką Domana, od której każdy powinien zacząć. Dotyczy też zdrowych dzieci. Jeśli dopiero chcecie wdrażać metodę Domana nie zaczynajcie od lektury innych pozycji, ale właśnie od tej.

Słyszeliście, że metoda Domana nie została przebadana naukowo? Że jakaś tam inna metoda jest jedyną przebadaną metodą jeśli chodzi o czytanie globalne, czy rozwój dziecka? To bzdury. Prawda jest taka, że metoda Domana została naukowo przebadana tylko niewiele osób o tym wie. Jedyną osobą, o której wiem, która czytała tą książkę jest Krzysztof Kwiecień. Teraz w pełni rozumiem jego entuzjazm.

Wyżej wspomniana przeze mnie książka Domana to jedno wielkie badanie uwzględniające też historię metody, czyli krok po kroku jak Doman i jego ekipa doszli do tego do czego doszli. Dodam jeszcze, że to badanie na ogromną, niespotykaną w tamtych czasach jak i do dnia dzisiejszego skalę. W latach 1947-1950 Glenn Doman wraz z niezwykłym neurochirurgiem Temple Fay, swoim bratem doktorem Robertem Domanem, żoną Katie Doman oraz Carlem H. Delacato stworzyli zespół badawczy. Eksperymentując, podejmując się różnych działań i podróżując po świecie razem omapowali pewne kroki milowe w rozwoju dziecka. Wiedza i wnioski, jakie Doman przekazał pisząc książkę wydawać by się mogło o dzieciach skaleczonych, to też profilaktyka dla rodziców przeciętnych dzieci. Czuję. że powinnam napisać recenzję tej pozycji i chyba taka niedługo się pojawi.

Promocja ruchu, czyli o tym co jest najważniejsze dla rozwoju dziecka

Wiem, że większość z Was to rodzice maluszków, ale zróbmy krok naprzód do czasów szkolnych. Wiele dzieci, które mają problemy z uczeniem się nie mają informacji, która by im to umożliwiła. To nie jest tak, że te dzieci są głupie. Chodzi o właściwą organizację neurologiczną, bo po przeczytaniu książki, którą omówiłam wyżej, wiem, że ta metoda powinna się tak naprawdę nazywać metodą organizacji neurologicznej a nie metodą Domana.

Wydawać by się mogło…przynajmniej ja jako nauczyciel obserwuję w szkole takie zjawisko, że jak rodzice byli słabymi uczniami to dzieci też są. Według Domana dziedziczność to punkt wyjściowy, a nie ograniczenie. Teraz wiem, że pewnie te dzieci po prostu wychowują się w podobnych warunkach, w jakich wychowywali się ich rodzice. Gdyby miały szczęście i wychowywały się w innym środowisku możliwe, że byliby super zdolnymi uczniami pomimo genów, jakie odziedziczyli. Doman uważa, że nasze indywidualne możliwości nie są uwarunkowane w żaden sposób genetyką, czy zdolnościami naszych przodków. Jak mówiła Bożena Bejnar-Sławow „Głębokie różnice w poziomach inteligencji są wynikiem różnic w środowisku.” Dodam tu jeszcze jeden z moich ulubionych cytatów z Domana:

„It is the environment of poverty, not the genetics of poverty, which begets poverty.”

(„Ubogie środowisko, a nie genetyczne ubóstwo rodzi ubóstwo.”)

Chodzi oczywiście o ubóstwo intelektualne, trudności z przyswajaniem informacji, trudności z czytaniem, z matematyką i inne.

O co powinniśmy zadbać zanim pomyślimy o wdrażaniu jakiegokolwiek programu intelektualnego Domana? Oto garść niezwykle ważnych dla rozwoju dziecka faktów:

  1. Od urodzenia powinniśmy promować ruch. Oznacza to stworzenie dziecku odpowiedniego środowiska, które wspiera jego rozwój ruchowy. Dziecko, które nie chodzi nie powinno spędzać całych dni w wózku inwalidzkim. Podobnie noworodek, czy niemowlak nie powinien spędzać większości czasu na rękach rodziców, w wózku, a nieco starszy maluch w chodziku. Pewnie nasuwa się tu pytanie: gdzie jest miejsce dziecka? Przede wszystkim na podłodze. To podłoga jest idealnym środowiskiem dla rozwoju dziecka. Pisałam już o tym w artykule o rozwoju noworodka i niemowlaka, ale ten artykuł zredagowałam na podstawie innej książki Domana poświęconej rozwojowi fizycznemu. Teraz jestem jeszcze bardziej świadoma tego, jakie to ważne.
  2. Dzieci powinny jak najwięcej czasu spędzać na brzuchu. Wiąże się to między innymi z umiejętnością konwergencji. Dziecko przebywające na brzuchu ma ułatwiony start, jeśli chodzi o rozpoczęcie pełzania, a pełzanie jest związane z umiejętnością konwergencji dzięki temu, że dziecko zwraca uwagę na to, w którą stronę się przemieszcza. Ruch ma ogromny związek z widzeniem. Gdy zaczynający pełzać maluch uderzy się i poczuje ból do jego mózgu dociera informacja „patrz gdzie idziesz.” Ja to rozumiem tak, że w pewnym sensie ruch aktywuje wzrok. Właściwie wykształcony wzrok jest niezbędny do umiejętności czytania. Jeśli dziecko pominie etap pełzania może się to wiązać m.in. z trudnościami z czytaniem i wszelkimi zaburzeniami typu dysleksja, czy dysgrafia.

Wspominałam już o tym w artykule o rozwoju niemowlaka i noworodka po komentarzu, który dostałam i wspominała o tym w wywiadzie Natalia Minge, że Światowa Organizacja Zdrowia daje zupełnie inne zalecenia. Natalia kładła swoje dzieci na brzuchu. Ja też. Znacie dwie różne podejścia i sami wybierzecie to co uważacie za słuszne.

  1. Od urodzenia powinniśmy stymulować wzrok np. poprzez ścianki kontrastowe, duże kontrastowe karty itp.
  2. Najważniejszy organ to dotyk. Dziecko, które nie rodzi się przez kanał porodowy ma mieć prawo problemy z dotykiem. Dlatego, jeśli to tylko możliwe kobiety powinny rodzić naturalnie. Takie jest zdanie Domana i Bożeny z tym, że na szkoleniu miałam wrażenie, że w jakikolwiek sposób asystowany poród naturalny został zrównany z cesarką. Przynajmniej ja tak to zrozumiałam. Wyszło na to, że w dzisiejszych czasach niemalże nikt nie rodzi naturalnie, bo poród asystowany to równie nienaturalny jak cesarka. Doman w swojej książce pisze, że w przypadku porodów poprzez cięcie cesarskie jest więcej dzieci z uszkodzeniem mózgu, z tym, że sam sobie zadaje pytanie, czy to cesarka spowodowała skaleczenie, czy może skaleczenie dziecka było przyczyną cesarki. Bożena jest przeciwna cięciom cesarskim i promuje porody w 100% naturalne, które są najlepsze dla dziecka.
  3. Każde dziecko powinno pełzać i raczkować. Dbamy, aby był to ruch naprzemienny z odpychaniem się dużym palcem u nogi, jak na zdjęciu, które mam dzięki uprzejmości mamy kilkumiesięcznego bobasa, który dopiero przygotowuje się do pełzania. Dziękuję.
Pełzanie ruchem naprzemiennym
Ułożenie palca przy prawidłowym pełzaniu

Jeśli maluch próbuje pominąć etap pełzania, czy raczkowania i próbuje wcześniej wstawać, przemieszczać się na pupie itp. staramy się skutecznie powstrzymywać te próby. Nawet jeśli wydawałoby się nam, że powinien już chodzić i rodzina naciska i cieszy się z tych prób. Owszem…zdarza się, że może nawet my znamy kogoś kto np. nie raczkował a kto nie miał problemów szkolnych. Możliwe, że taki ktoś nie miał nigdy żadnego skaleczenia mózgu albo jeśli jest coś nie tak to jest to jakiś mały nieodczuwalny i niezauważalny przez nikogo problem. Jak się okazuje większość z nas ma jakieś „szwenksy” jak je nazywa Bożena. Ja też. Często nie przeszkadzają jakoś bardzo i z nimi żyjemy.

Przeciętne dziecko mając odpowiednie środowisko zacznie pełzać i raczkować. Czasem, jeśli wystąpiło skaleczenie np. podczas ciężkiego porodu wystarczy takiego maluszka delikatnie wspomóc. Jeśli mamy do czynienia z poważniejszym skaleczeniem mózgu tu już czeka nas praca w tym zakresie. Trzeba pokazać ciału jak to jest przy pełzaniu poprzez tzw. patterningi. Z maluszkiem też nie wydaje mi się to być duże utrudnienie. Znam mamę, która sama robiła to po porodzie na swojej córeczce na podstawie książki Domana.

Ze starszym dzieckiem już jest to wyzwaniem dla rodzica. Mam na przykład ucznia, o którym wiem, że nie pełzał, ale jedynie podciągał się w dzieciństwie na rękach. Mam teraz wystarczającą wiedzę, aby stwierdzić, że jest możliwe, aby skaleczenie naprawić. Niemniej jednak ten uczeń musiałby się nauczyć pełzać i raczkować odpowiednio naprzemiennie itp. Nie wyobrażam sobie tego, tym bardziej, że to duży chłopak. Jego mózg nie będzie umiał tak skoordynować nóg i rąk, żeby mu to wyszło, chociaż jest na tyle dojrzały, że zrozumie o co chodzi. Tu konieczne jest wspomaganie przez rodzica. Oczywiście nie jest to niemożliwe.

Działamy dokładnie tak samo jak w przypadku małych dzieci jak czujemy po porodzie, że coś jest nie tak. Wtedy w wielkim skrócie robimy coś co widziałam, ale czego sama nie jestem w stanie wykonać, bo ponoć „jestem niezorganizowana neurologicznie.” Jako, że tak jak wspomniałam na konsultacje przyjechałam o wiele wcześniej, a rodzice chorego dziecka potrzebowali modelki do patterningu, żeby im pokazać co mają robić, przekonałam Maję. Na początku ja próbowałam działać wraz z Bożeną i inną mamą, ale w żaden sposób nie mogłam się z nimi zsynchronizować, więc zastąpił mnie ktoś inny.

W skrócie, w moim rozumieniu po przeczytaniu wyżej wspomnianej książki Domana oraz po szkoleniu z Bożeną Bejnar-Sławow z patterningami chodzi o to, żeby nauczyć dziecko ruchów potrzebnych przy pełzaniu. Nawet jak dziecko nie potrafi poruszać się samodzielnie, do mózgu jest wysyłana informacja. Z czasem takie patterningowane dziecko zacznie też pełzać, a stąd już krok ku raczkowaniu i normalności.

Co do starszego dziecka, zwykle bardzo słabego ucznia Bożena chyba nawet w jednym z wywiadów mi powiedziała, że nie mam prawa takich zaleceń pełzania po ileś tam metrów dziennie dawać. Jak dziecko będzie pełzało źle jeszcze sobie zaszkodzi. Po drugie ze starszym dzieckiem trzeba pamiętać o ochronie kolan, żeby sobie nie zdarło i takie tam. Przyznam się, że chociaż mnie to kusiło, nie odważyłam się żadnych zaleceń dać moim słabszym uczniom. Natomiast o tym jak ważne jest pełzanie i raczkowanie pisałam jednej mamie bliźniaków z Trisomią 21, która zaczyna wdrażać metodę Domana. To co mi napisała w kolejnym mailu daje mi dużo do myślenia. Pozwoliłam sobie skopiować ten tekst i z góry dziękuję za tą wiadomość:

„Po drugie – niech Pani próbuje uczyć 13 latka pełzania i raczkowania. Da się! Mój mąż odbył dzisiaj pierwszą sesję raczkowania z 15-letnim uczniem. Został z nim sam w klasie i zachęcił, by ten spróbował raczkować. Chłopiec kompletnie nie wiedział, jak to się robi! Nie był w stanie zgrać kończyn w żaden sposób. Ale potem zobaczył mojego raczkującego męża raz, drugi, trzeci, spróbował sam raz, drugi, trzeci … udało mu się zgrać ruch jeden, potem dwa, potem trzy razy. Zajęło to z 10 minut. Młody zapalił się do pomysłu i będzie ćwiczył w domu. Mi przyszło do głowy, inspirując się prostotą książki Domana, że zrobienie dziecku toru przeszkód z czołganiem pod linkami może być pomysłem na pełzanie bez upokarzania – dokładnie takiego toru, jaki pokonać nieraz muszą żołnierze w czasie ćwiczeń polowych (tyle, że bez błota i brudu ), a żeby wzmocnić motywację można dzwoneczki zawiesić na linkach, żeby dziecko starało się pupy nie podnosić i nie dzwonić. Co do raczkowania – w integracji sensorycznej, na pewno wie pani sporo na ten temat!, wykorzystuje się tunele takie, jak ten. Nie ma innej opcji na ich pokonanie jak raczkowanie, nie trzeba zresztą takich kupować, wystarczy znaleźć odpowiednio duże kartony w sklepie. Jeżeli dziecko ma motywację i chęć (wiem, z tym czasem ciężko jest) będzie ćwiczyć przy okazji zabawy i wygłupów! To też jakiś pomysł dla wuefistów jest.”

Teraz naprawdę mam chęć spróbować kogoś, że tak może nieładnie powiem „naprawić” neurologicznie. Jak się nie uda zostanie jaki jest. Jak się uda, bo naprawdę uczeń będzie systematycznie realizował program, to satysfakcja moja i jego z podniesionych wyników nauczania będzie bezcenna. Pytanie czy jeśli w ogóle odważę się na to, żeby komukolwiek pomóc, znajdę ucznia, który rzetelnie będzie wykonywał program pełzania i raczkowania w domu bez okłamywania mnie, że niby to robi. Jestem pewna, że takiemu uczniowi na pewno z czasem podniosą się oceny.

Od czego zacząć metodę Domana, przygotowanie do wczesnej nauki czytania

Podsumowując, jeśli kiedykolwiek zastanawialiście od czego zacząć wczesny rozwój dziecka, teraz mamy odpowiedź. W sytuacji idealnej kolejność rzeczy powinna być taka, że najpierw jesteśmy w pełni świadomi wagi pełzania i raczkowania. Dalszym krokiem jest zapewnienie dziecku odpowiedniego środowiska, czyli podłogi i dopiero w dalszej kolejności zabieramy się za karty. Zaczynamy już od urodzenia, a nawet przed przygotowując się na przyjście maluszka.

Dodałabym tu jeszcze, że o ile etap zerowy pracy z kartami to stymulacja wzroku, o której szerzej pisałam w różnych artykułach, to właściwy program czytania z dzieckiem młodym neurologicznie, czyli np. 5-miesięcznym powinien opierać się w 100% na słowach znanych dziecku. Takiej informacji nie znalazłam u Domana. Moim źródłem jest Bożena Bejnar-Sławow. Do takiego maluszka już od urodzenia powinniśmy dużo mówić, pokazywać mu wszystko co się da, nazywać rzeczy po imieniu i później na kartach wszystko będzie znane. Ze starszym dzieckiem starszym neurologicznie można wprowadzać też nowe słowa. Pytałam o to na konsultacjach w związku z naszym językiem włoskim, bo owszem, starałam się Mai pokazywać na kartach słowa, które pojawiły się w bajkach, czy w naszych rozmowach, ale czasem też pisałam nieznane. Maja jest na tyle neurologicznie dojrzała, że mogę tak robić. A o tym, o co chodzi z tym wiekiem neurologicznym przeczytacie w dalszej części.

Wiek neurologiczny a rzeczywisty, czyli Profil Rozwoju Człowieka

W książce Domana What to Do About Your Brain-Injured Child(„Jak postępować z dzieckiem skaleczonym”) możemy znaleźć bardzo ważny element całej metody tj. Profil Rozwoju Człowieka. Widziałam go też w innej książce, ale na moje oko wyglądał nieco inaczej. Pozwoliłam sobie tutaj udostępnić skan w tłumaczeniu Bożeny Bejnar-Sławow jako, że na szkoleniu mówiła nam, że jej marzeniem jest aby był w rękach każdej matki spodziewającej się dziecka. Według niej ta informacja powinna być częścią zestawu, który dostaje świeżo upieczona mama wraz z próbkami kremów, ulotkami itp., gdyż dzięki niej, właściwie rozumiejąc profil będzie mogła samodzielnie ocenić stan dziecka. Według Bożeny skala Apgar jest zbyt subiektywna. Według Domana intuicja matki jest o wiele ważniejsza niż zdanie lekarzy. Często matki długo muszą przekonywać lekarzy, że coś jest nie tak, zanim w końcu lekarz sam zauważy, że rzeczywiście tak jest.

Co jest ważne dla rozwoju dziecka
Profil Rozwoju Człowieka wg Glenna Domana

Przyznam się, że analizując Profil w języku angielskim niewiele mi dało to, że rozumiałam znaczenie opisywanych funkcji. Tak naprawdę rozumiałam górną część tabelek, czyli tą dotyczącą wieku od 3 do 12 lat. Nic w tym dziwnego, bo o ile „czytanie z pełnym zrozumieniem” jest jasne, to „odruch źreniczny,” który jest u samej podstawy ścieżki wzrokowej, która odpowiednio rozwinięta prowadzi do czytania już nie bardzo. Z tego co mówiła Bożena metody Vojty i Bobatha bazują na tej najniższej części profilu, bo oni pracują z odruchami.

Cały Profil w pełni rozumiem dopiero dzięki tłumaczeniu Bożeny Bejnar-Sławow i nie chodzi mi tutaj o tłumaczenie na język polski, bo samo to niewiele by mi pomogło. Chodzi o zrozumienie poszczególnych części Profilu, bo szkolenie z nią to obejmowało. Jeśli chodzi o przełożenie z angielskiego na polski to jako anglista uważam, że jej tłumaczenie jest idealne. Nie wystarczy znać angielski, żeby dobrze to zrobić. Trzeba mieć doświadczenie praktyczne z daną dziedziną, a ona pracując z samym Domanem większego doświadczenia zdobyć nie mogła. Przyznam się, że swego czasu szukałam tłumaczenia dla „cortical opposition.” Skorzystałam nawet z forum dla tłumaczy z całego świata. Wybrałam odpowiedź, która najbardziej pasowała mi do kontekstu w jednej książce Domana, bo pisał, że jest to niezbędne do nauki pisania – chwyt szczypcowy. U Bożeny jest to „zamierzone chwytanie przedmiotów.” Myślę, że żaden, nawet najlepszy tłumacz nie może się równać z kimś, kto ten chwyt widział na własne oczy, kto obserwował przez lata jak wykształca się u dzieci. Jako ciekawostkę napiszę, że jedna mama znalazła ten wątek na forum tłumaczy i pytała mnie co to tak właściwie jest, bo u Czerskiej, która oczywiście Profil Domana dorwała i uznała za swój to ponoć „chwyt pęsetkowy.” Pozostaje pytanie czy dziecko może wykształcić chwyt pęsetkowy w wieku 3,5 miesiąca.

Konsultacje z Bożeną Bejnar-Sławow polegały między innymi na analizie dziecka w oparciu o Profil Rozwoju Domana. W książce, którą często tu wspominam Doman podaje różne przykłady obrazujące to, że wiek neurologiczny dziecka nie musi być równoznaczny z jego wiekiem kalendarzowym. Przeciętne dziecko w wieku 6 lat powinno już umieć czytać oraz wykazywać inne umiejętności z górnej części profilu. Jeśli rozwija się wolniej opanowuje je odpowiednio później, nawet w wieku 12 lat. Ponadprzeciętne dziecko i to nie ponadprzeciętne genetycznie, tylko po prostu rozwijane przez rodzica jest w stanie opanować to wszystko nawet w wieku 3 lat. Jeśli maluch nie pełzał, czy nie raczkował często wiąże się to z tym, że w wieku np. 4 lat ma wiek neurologiczny 2 miesiące. Trochę może przesadziłam z przykładem i to musiałby być bardzo ekstremalny przypadek, ale nie jest niemożliwy.

W wielkim uproszczeniu pracę z dzieckiem musimy zacząć od tego gdzie ma braki. Najlepiej jak znamy Profil od samego początku. Wtedy po prostu dbamy, aby nasz maluch przeszedł kolejno wszystkie etapy rozwoju. Starszaka uczymy chociażby pełzać. Jeśli dziecko nie pełzało będzie miało ubytki w całej sferze II dolnej części profilu, czyli na przykład problem z postrzeganiem zarysów, co koreluje z nauką czytania. Wspomniane wcześniej przebywanie dziecka na podłodze wpływa pozytywnie na wszystkie funkcje. Jeżeli nadrobimy pełzanie lub jeżeli po prostu zadbamy o to,  żeby nasze dziecko ten etap przeszło poprawią się wszystkie funkcje w tej samej sferze. Każdą z umiejętności kluczowych dla rozwoju dziecka wykazanych na Profilu podczas analizy oceniamy w zakresie F lub P. W przypadku pełzania F będzie oznaczało, że pełza, ale funkcjonalnie i nie naprzemiennie, a P-że pełza naprzemiennie, perfekcyjnie.

Jak sprawdzić czy dziecko widzi

Według Bożeny okresy czasu podane przez Domana dotyczą tego, co sprawdzało się 70 lat temu. Według niej obecnie pewne etapy rozwojowe pojawiają się wcześniej np. dzieci widzą wcześniej. Jak nie jesteśmy pewni, czy nasz maluch już widzi możemy zaobserwować, czy inaczej reaguje na mamę, a inaczej na obcą twarz. Podoba mi się też pomysł Bożeny na pomalowanie sobie ust, czy oczu na czerwono i wyskoczenie zza karty. Jeśli dziecko zareaguje, to oznacza, że widzi. Tak jak pisałam w artykułach dotyczących czytania i nauki matematyki od urodzenia, właściwy program możemy zacząć nieco wcześniej niż 3 miesiące, jeśli stymulowaliśmy wzrok malucha od urodzenia. Niemniej jednak jeśli mamy cień wątpliwości, czy to już możemy skorzystać z zaprezentowanych tutaj sposobów na weryfikację.

Już wkrótce …

Wkrótce, co jak wiecie niekoniecznie oznacza następnym razem podzielę się z wami analizą mojej Mai na Profilu Rozwoju Człowieka według Domana. Część informacji z konsultacji zdradziłam w artykule podsumowującym wczesną naukę czytania w trzech językach. To jednak nie wszystko. Jeśli chcecie wiedzieć, czemu mam szczęście, że Maja czyta i że mogło nie wyjść śledźcie fanpage i bloga, a niedługo się dowiecie.

Metoda Domana w praktyce
Podcast bloga teachyourbaby

Polecam zaglądnąć też tutaj:

Wywiad z Bożeną Bejnar-Sławow

Podsumowanie nauki czytania metodą Domana

Wczesna nauka czytania metodą Domana

Wczesna nauka matematyki metodą Domana

Rozwój ruchowy dziecka oraz przekazywanie mu wiedzy encyklopedycznej

Wywiad z Krzysztofem Kwietniem

Blog Krzysztofa Kwietnia

Trochę teorii,czyli lista polecanych książek 

Ruch a inteligencja dziecka

Wywiad z Natalią Minge

Ten artykuł okazał się przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi. Byliście wcześniej świadomi zaleceń których tu wspomniałam, czy dowiedzieliście się o tym dzięki temu, że o nich napisałam? 

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem. 

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u, na Instagram, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter. W momencie 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków.

Jako, że nie znalazłam grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u. Dołączając do grupy możecie liczyć na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń. Grupa liczy już ponad 1000 członków.

5 Replies to “Co jest najważniejsze dla rozwoju dziecka – informacje ze szkolenia z Bożeną Bejnar-Sławow (artykuł z wersją audio)”

  1. Bardzo rzetelnie napisany artykuł, chociaż przykro było czytać jego początek. Żałowałam (po konferencji), że mnie na niej nie było i dziękuję za powyższe słowa, bo trochę przybliżyły jej tematykę. I zdecydowanie muszę / powinnam / chcę przeczytać książkę „What to Do About Your Brain-Injured Child” – także bardzo bardzo dziękuję za zmotywowanie do działania i w tej materii.

    1. Dziękuję 🙂 To oczywiście nie wszystko, ale zdecydowanie najważniejsze rzeczy. Polecam przeczytać książkę i ja żałuję, że dopiero niedawno ją skończyłam. Po jej przeczytaniu stwierdzam, że bardzo duża część szkolenia w temacie rozwoju dziecka była na niej oparta.

  2. Bardzo przykra sytuacja z panią Bożeną. Zdecydowanie rozczarowująca. Z pewnością posiada ona wielką wiedzę, jednak styl w jakim się zachowała („wzięła pieniądze, powiedziała co wiedziała i znikła „) mówi sam za siebie. Nie przemawia do mnie argument zniknięcia z grupy, że zmeczona była wpisami, itp. Powiadomienia łatwo wyłączyć, a jeśli komuś naprawdę zależy na uswiadamianiu ludzi, a nie na zbieraniu pieniędzy, to tym bardziej powinien mieć cierpliwość do ludzi, którzy zbytnio przejmują się technicznymi czy też nie najwazniejszymi według niej sprawami. Ludzie dopiero się uczą. Mają prawo zadawać mniej lub bardziej naiwne, pytania. Zresztą, ktoś kiedyś powiedział, nie ma głupich pytań. Dziwne, ze takiego znawcę rozwoju, takie posty na forum miałyby tak irytować. Tak jakby nauczyciel angielskiego miał się irytować niedostatkami swoich uczniów. Szczerze mówiąc od poczatku moja intuicja miała jakieś zastrzeżenia do pani Bożeny. Słuchałam wywiady i za każdym razem miałam dziwne wrażenie, ze pani nie odpowiedziała WPROST na ŻADNE pytanie zadane przez sluchaczy. Co chwilę zmieniała temat, i nie konczyla wielu wątków, które sama zaczęła. Ciekawe, czy tylko ja odniosłam takie wrażenia. Zdecydowanie więcej wniósł rzetelnych informacji dla mnie wywiad z Krzysztofem Kwietniem. Na pewno pani Bożena ma dużą wiedzę, natomiast ja osobiście jestem bardzo rozczarowana. Ps. Artykuł jak zawsze interesujący!

    1. Bardzo rozczarowywująca, tym bardziej, że wiem, że jednemu dziecku rodziców ze szkolenia lekarze prognozują porażenie mózgowe :/ Wiem, że ona ma wiedzę, żeby pomóc. Ja niestety nie :/ W książce Domana, którą tutaj polecam jest dużo zaleceń, ale zawsze to lepiej jak ktoś na żywo pomoże, wyjaśni. Ja sama pewne rzeczy widziałam, a nie jestem w stanie przekazać. Zresztą widziała to dziecko. I jest nieczuła i tak po prostu zniknęła.To tylko moje podejrzenia i domysły, że mogła być zmęczona pytaniami w grupie. Mi intuicja po wywiadach podpowiadała wszystko pozytywnie. Innej mamie, która ma radary większe niż ja i wyczucie ludzi tak samo.

      1. A moja intuicja dawała inne odczucia po wywiadach, nie potrafię wyjaśnić dlaczego; tak samo odpowiedź panj Bożeny na pytanie o szkolenia w USA. Stwierdziła, ze Polacy w Usa oddają dzieci pod wychowanie placówkom, i z tego powodu ona szkoleń nie robi tam. Bardzo krzywdzące i nieprawdziwe ocenianie. Choćby i to była częściowo prawda, sytuacja jest taka sama jak i w Polsce, są różni rodzice i rozne sytuacje, jedni muszą pracować inni nie, kim ona jest by to oceniać. Wiedza nie czyni jej Bogiem. Jestem pewna, ze znalazło by się wielu chętnych. Ale to już nie moj problem. Intuicja bardzo rzadko mnie zawodzi. Jednak mam wielką nadzieję, że się mylę, i że jest jakieś wytlumaczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *