Wywiad z Natalią Minge – część 2, czyli długofalowe efekty wczesnej edukacji metodą Domana, cenne wskazówki

Rozmowa z Natalią Minge na temat wczesnej nauki matematyki, wprowadzania dziecku wiedzy encyklopedycznej i rozwoju ruchowego, jak również efektów długofalowych wczesnej edukacji 

Tych z was, którzy nie czytali pierwszej części wywiadu zapraszam do poprzedniego artykułu, w którym przedstawiłam też mojego gościa. Z niego dowiecie się bardzo ważnych informacji odnośnie czytania globalnego metodą Domana między innymi co psycholog myśli na temat jednoczesnej nauki czytania w kilku językach i czy czytanie globalne prowadzi do czytania nawet nieznanych słów. Dzisiaj zapraszam na dalszą część wywiadu na inne tematy związane ze wczesną edukacją.  

Część druga wywiadu

Teachyourbaby: Nie znalazłam w waszej książce nic o dalszych propozycjach Domana w zakresie wczesnej nauki matematyki. Robiliście tylko kropki i działania? Co z ciągami, osobowością liczb i milionem innych sugestii? Doman zostawia nam zupełnie wolną rękę. Wykombinowaliście coś dalej?

Natalia Minge: Powiem szczerze, że nie. Pokazywaliśmy kropki, zrobiliśmy dodawanie, zrobiliśmy mnożenie i w sumie nie wiem na ile był tego efekt, bo my równocześnie pracowaliśmy poza tym. To mi się wydaje szalenie ważne, aby nie pozostawać przy samych kropkach. Same kropki to jest jedno, a działanie wielozmysłowe jeśli chodzi o matematykę to jest druga rzecz. Nie zostawałabym tylko przy obserwowaniu kropek. Ważne jest, żeby odejmować, dodawać, liczyć te kasztany … te żołędzie…guziki i tak dalej. Nie trzymać się ściśle tylko tej jednej metody. Starszy dzieciak już się może nudzić, bo matematyka metodą Domana jest generalnie dla bardzo małych dzieci. Nie zaczynałabym takiej matematyki z dzieckiem dwuletnim. Jeżeli dziecko ma 2 lata to ja bym się skoncentrowała na przedmiotach, na manipulowaniu przedmiotami. 

Ja nie wiem na ile to pokazywanie kropek zadziałało, a na ile zadziałało inne działanie. Mogę powiedzieć, że w tej chwili moi synowie są świetni z matematyki mimo, że za bardzo się nie śpieszyliśmy i poza mnożenie wyszliśmy dosyć późno. Z moim młodszym synem, gdy miał 7 lat. Ze starszym też mniej więcej w tym okresie. Mój starszy syn jest na etapie liceum w tym momencie przy czym bardzo jestem wdzięczna Khan Academy za ogromną pomoc, bo ja mam dzieci w edukacji domowej tak w ogóle.

Teachyourbaby: Aha…Khan Academy to Krzysztof Kwiecień między innymi. Z nim będę miała następny wywiad. (*pod wywiadem znajdziecie małe sprostowanie do tej wypowiedzi wraz z linkami)

Natalia Minge: W każdym razie nie wiem na ile to pomogło. Natomiast prawda jest taka, że moje dzieci są świetne z matematyki.

Teachyourbaby: Mówiłaś, że późno, czyli nie realizowaliście kilku programów jednocześnie? Ewentualnie te bity razem z czytaniem, tak? Nie tak, że matematyka, czytanie…coś tam jeszcze…nie wiem…ruch pewnie był jednocześnie, nie?

Natalia Minge: Przez pewien czas realizowaliśmy i bity i czytanie i matematykę, ale z racji, że nie mieliśmy możliwości poświęcenia na to etatu po prostu matematyka była tym, co najmniej dzieci bawiło, więc jeśli musieliśmy z czegoś zrezygnować to zrezygnowaliśmy właśnie z tego.

Teachyourbaby: Aha..a więc pomimo to, że matematykę wprowadziliście dość późno, twoi synowie są z niej świetni. To potwierdza, że z dzieckiem czasem wystarczy robić cokolwiek więcej niż przeciętny rodzic. Mi ktoś raz pisał np. odnośnie dwujęzyczności zamierzonej, że rodzice w dawnych czasach, kiedy to nie było popularne mówili do córki po niemiecku może miesiąc, może dwa, potem zostali skrytykowani przez sąsiadkę i porzucili ten język całkiem. Pomimo to język niemiecki był językiem, który najłatwiej jej wchodził do głowy, gdy poszła do szkoły. 

Natalia Minge: Po pierwsze zawsze lepiej robić coś niż nic. Po drugie pojawiło się bardzo ważne pytanie od oglądających: „Czy dwulatkowi lepiej w takim razie wprowadzić liczby niż kropki?” Nie! Broń Boże żadnych liczb. Liczby w sensie cyfry wprowadzamy dopiero wtedy, kiedy dziecko umie liczyć. Dziecko ma najpierw wiedzieć, że 1 to jest 1 szklanka, 2 to są 2 palce, 5 to jest 5 książek i tak dalej. Dziecko ma wiedzieć, że 1 + 1 to jest wtedy kiedy dokładamy do słoika …nie wiem…drugi żołądź i tak dalej. Najpierw dziecko musi umieć liczyć, znać wartość liczb, a dopiero później, na końcu wprowadzamy graficznie te liczby. Bardzo łatwo jest nauczyć dziecko rozpoznawać poszczególne cyfry. To jest super proste podobnie jak można nauczyć dziecko rozpoznawać poszczególne litery. Cała zabawa polega na tym, żeby dziecko rozumiało, co jest na tym obrazku.

Dziecko może się nauczyć, że to jest „jeden,” a to jest „dwa,” tak samo jak to, że to jest „kwiatek,” a to jest „świnka” na obrazku. To jednak w żaden sposób nie ułatwi mu nauki matematyki. Tak samo jak wyliczanka: „jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć …,” czy alfabet „A,B,C,D,E,F …” i tak dalej nie ułatwia dziecku ani liczenia, ani czytania. Tak, że wprowadzanie znaków graficznych liczb nie jest dobrym pomysłem. Ważne, żeby dziecko znało wartość. Potem nauczenie cyfr będzie mega proste. Nie będzie żadnym problemem. Natomiast od tego nie zaczynamy, bo będzie tylko trudniej.

Teachyourbaby: Tak się przyznam, że znam tajniki metody Anety Czerskiej odnośnie matematyki i wiem, że tam właśnie są pokazywane kropki do 150, a potem już od razu są cyfry. Wnioskując z tego, co mówisz, twoim zdaniem nie jest to według ciebie dobre. U niej nie ma działań na kropkach.

Natalia Minge: Jeśli dzieci rozumieją już, pamiętają te kropki, wiedzą, co się kryje pod tymi kropkami to nie ma co tam czekać z liczbami. Chodzi o to, żeby nie wprowadzać tych liczb najpierw, żeby dziecko miało już reprezentację umysłową tego co się kryje pod słowem „jeden,” a nie że do słowa „jeden” linkuje się od razu w głowie cyfra i to jest wszystko. Tak to się dzieje właśnie w szkole i dlatego nasze dzieci, które chodzą do szkoły totalnie nie umieją matematyki i sobie z nią nie radzą. Właśnie dlatego, że dla nich są te obrazki. Oni się odnoszą do obrazka liczby 1, a nie do tego jednego samochodzika i nie potrafią sobie z tym poradzić. W naszej szkole za krótko jest działanie na przedmiotach. Za szybko się je wycofuje. Za szybko się przechodzi do działań tylko i wyłącznie na liczbach. Lepiej dłużej działać na przedmiotach, a z liczbami poczekać. Po prostu to jest właściwa kolejność. Tak to działa, że potem dziecko to rozumie, a nie, że umie na pamięć.

Teachyourbaby: Z tego co tak rozmawiałam prywatnie na razie z Krzysztofem Kwietniem to doszliśmy do wniosku, że niewiele rodziców doszło do programów inteligencji. Wy na pewno doszliście i chciałam się dowiedzieć co to dało, ile takich programów przerobiliście, czyli ile zdołaliście zrobić, bo ja do tej pory zrobiłam aż jeden (śmiech) i siedziałam nad tym dość sporo, żeby go przygotować.

Natalia Minge: Próbowaliśmy … coś robiliśmy, ale znowu od tego odeszliśmy z powodów logistycznych. Myśmy się skoncentrowali na prezentacjach, na prezentowaniu bitów komputerowo. Wtedy można tych bitów zaprezentować bardzo dużo. Ja mam u siebie na kompie około 500 prezentacji, a każda zawiera od 5 do 50 bitów nawet, więc można sobie wyobrazić jaka to jest ilość wiedzy. Jeżeli chodzi o porządkowanie wiedzy to odbywało się przez czytanie książek. Moje dzieciaki z racji tego, że bardzo szybko same czytały i bardzo dużo też czytaliśmy razem, bardzo szybko zaczęły czytać bardziej złożone książki dla dzieci o wiele starszych. Ta wiedza po prostu była porządkowana w książkach, a nie za pomocą tych bitów. Gdyby ktoś to robił za nas, dostarczał nam gotowy materiał to pewnie by się dało. Ja w momencie jak mogłabym to robić miałam już trójkę dzieci i to jest po prostu logistycznie nie do ogarnięcia moim zdaniem jeżeli nie kupuje się gotowych zestawów. Zresztą zwróćmy uwagę, że ja nie wiem jak jest teraz, ale jak się tym interesowałam to nawet zestawów do czytania metodą Domana było bardzo mało.

Teachyourbaby: Teraz też jest garstka. Bitów bardzo mało, dobrych programów nie ma praktycznie w ogóle. No może nie w ogóle…jest garstka programów, ale takich do ściągnięcia nie ma w ogóle. Bity jeszcze nieraz da się znaleźć takie darmowe, żeby ściągnąć, a programów nie. Natomiast w języku angielskim ja mam źródło dość dużej ilości bitów online. W języku polskim- ciężko. Instytut Domana ma bity, ale cena jest delikatnie mówiąc porażająca.

Natalia Minge: Dlatego ja w ogóle nie próbowałam tego robić na papierze. Wiedziałam, że ilościowo będzie tego dużo potrzeba, a kupowanie tektury i drukowanie kolorowym tuszem i zmienianie co drugi tydzień tuszu do drukarki po prostu było poza zasięgiem nie tylko logistycznym, ale również finansowym. Dlatego się skoncentrowaliśmy przede wszystkim na komputerze, a to przyniosło efekty w sensie tak … będę szczera teraz do bólu … to może być nieprzyjemne dla wielkich zwolenników.

Jeżeli chodzi o poszczególną wiedzę to ona jest w zasięgu, ale tylko przez pewien czas. Potem pewne rzeczy nie są już dla dzieci łatwe do przypomnienia. To nie jest tak, że po dwóch latach dziecko zobaczy coś co było na prezentacji i nagle krzyknie „Wow! To jest ….!” a widziało daną rzecz tylko na prezentacji. Zostaje w głowie to, co jest powielane też wokoło. Jeżeli dziecko uczy się o zwierzętach, ma bity ze zwierzętami, oprócz tego, czytamy książki ze zwierzętami, oprócz tego chodzimy do zoo to jest dziecku super łatwo to wszystko zapamiętać. Jeżeli na przykład dziecku pokażemy królów polskich to jak sięgnie ono po jakimś czasie, nawet długim po książkę to będzie mu łatwiej to zapamiętać, ale nie znaczy to, że dziecko nam tak po prostu odtworzy to co było w bitach. Ślady pamięciowe nie zanikają, ale nie są na wyciągnięcie ręki. One są przydatne przy dalszym uczeniu się potem. To wszystko nie zostaje jako taka łatwo dostępna pamięć. Jeżeli tego nie używamy to tkwi to gdzieś głęboko i samo z siebie nie wróci.

Teachyourbaby: Rozumiem 🙂  Też tak do tego podchodziłam, że to jest stymulowanie mózgu dziecka, jakby tworzenie nowych połączeń i jakby przygotowanie tego mózgu do uczenia się i do wykształcenia łatwości uczenia się w przyszłości. Tak trochę jak w przypadku tej mamy i języka niemieckiego, którą wcześniej wspomniałam, która tego niemieckiego miała tak niewiele. Podejrzewam, że nic nie pamiętała jak szła do szkoły, a przez ten niewielki kontakt z tym językiem w dzieciństwie może było się jej łatwiej uczyć.

Natalia Minge: Dokładnie tak to wygląda. Nie trzymałabym się ściśle tego, że dziecko wszystko zapamięta i że będzie to miało na wyciągnięcie ręki. Nie! Będzie to gdzieś siedziało i przy sięgnięciu po to będzie mu łatwiej, ale to nie jest tak, że dziecko będzie miało całą encyklopedię na podorędziu. Nie o to tu chodzi.

Teachyourbaby: Yhm…rozumiem 🙂 Mam jeszcze tutaj pytanie o ruch, bo ja ostatnio zaczęłam zgłębiać ten temat i po lekturze książki Domana jestem tak skołowana, że jak bym chciała którykolwiek program robić to po prostu padnę (śmiech). Jak na razie tylko się nad tym zastanawiam i w sumie stwierdziłam, że chyba poprzestanę na zapewnieniu dziecku wolności i ewentualnie będę asekurowała jak moja Maja będzie chciała robić coś bardziej niebezpiecznego, zapewnię jej różne sprzęty itp. Chodzi mi jednak po głowie pytanie o sens robienia którykolwiek programu ruchowego, jak chociażby bieganie ściśle według harmonogramu tj. tyle i tyle minut dziennie, po jakimś czasie wydłużyć …tak schematycznie. Robiliście coś schematycznie ruchowo, czy po prostu to była taka czysta wolność?

Natalia Minge: Niczego nie robiliśmy schematycznie. Korzystaliśmy z pomysłów na ćwiczenia. Korzystaliśmy z tych, które sprawiały dziecku przyjemność. Robiliśmy wiele z tych rzeczy, ale nigdy nie robiliśmy tego programowo, systematycznie, z zegarkiem w ręku. To jest zupełnie nie w naszym stylu i absolutnie nierealne. Natomiast przynosi to skutki, bo musi to przynosić skutki. Ćwiczenie z dzieckiem jest bardzo fajne. Dla mnie robienie czegoś jakoś bardzo systematycznie, z zegarkiem w ręku, dzisiaj tak, a jutro tak i tak, powoduje podwyższony poziom stresu. Jeżeli ja się zaczynam denerwować, moje dzieci nie chcą tego robić, co ja chcę żeby robiły. Zresztą z reguły nie chcą robić tego, co ja chcę i robią swoje. Idą swoją ścieżką. Dlatego ja byłabym jak najdalej od tego, ale niektórzy potrzebują, żeby mieć wszystko uporządkowane i niektórym dzieciom to służy. Śmiem jednak twierdzić, że zdecydowanej większości nie służy.

Ważne jest, żeby stwarzać jak najwięcej możliwości dziecku. Jeżeli sięgałam po książkę o rozwoju ruchowym Domana (nie czytałam jej od lat), to raczej po to, żeby szukać pomysłów, żeby sobie otworzyć głowę na to, że moje dziecko nie jest za małe, że moje dziecko może, że moje dziecko ma możliwości tylko wystarczy mu stworzyć okazje. Tak, że po prostu zrezygnować z wózka i zabierać dziecko na spacery i już wtedy nie musi biegać z zegarkiem w ręku, czy tam z mierzoną odległością. Po prostu stwarzać możliwość i nie chodzić na łatwiznę, bo niestety jeżeli chodzi o rozwój fizyczny to polega w 70-80% na nie chodzeniu na łatwiznę. Nie przypinamy dziecka do takiego czegoś do leżenia. Nie odkładamy noworodka i niemowlaka na plecy. Nie wkładamy dziecka do wózka, co jest absolutnie niepotrzebne. Na tym to polega w 90 %. Na pozostałe rzeczy można machnąć ręką. Kwestia jest taka, że pierwsze pół roku to jest „Połóż dziecko na brzuchu!”. Poza tym już niewiele musisz robić. Ono samo z siebie zrobi. Tylko wielu rodziców nawet o tym nie wie i dlatego warto o tym mówić.

Teachyourbaby: Oj…ja byłam krytykowana strasznie za to, że jest na brzuchu. Nie wiedziałam nawet, że tak trzeba robić tylko po prostu dłużej mi przesypiała i jakoś jej lepiej było. Ale po prostu krytyka rodziny niesamowita.

Natalia Minge: Moje spały na brzuchu, a na plecach się ciągle budziły…nie umiały spać, więc to nie jest takie oczywiste. Ja do tego nikogo oficjalnie nie zachęcam, bo WHO mówi, że tak nie wolno. Jeśli ktoś kładzie dziecko na brzuchu robi to na własną odpowiedzialność. Ja jasno mówię, że to nie jest dla wszystkich dzieci. To jest wyłącznie dla dzieci zdrowych i dziecko, które ma jakieś problemy z oddychaniem jak najbardziej powinno spać na plecach, ale to oznacza, że cały czas kiedy nie śpi powinno spędzać na brzuchu.

Teachyourbaby: A miałaś jakieś aktywności wspierane azjatyckimi metodami prawopółkulowymi np. tangramy, puzzle, absurdalne historie i ich układanie w kolejności, czy już logistycznie nawet nie myślałaś, żeby coś takiego wprowadzać?

Natalia Minge: Shichida był dla mnie taką abstrakcją, że nawet o tym nie myślałam. Zresztą sama widzisz, że Shichidy nie mam wśród bibliografii w swojej książce. Ja te książki, co miałam w ręce przeczytałam, odłożyłam i pomyślałam: „Być może u niego to działa. Dla mnie to abstrakcja.” Do takiego traktowania wszelkich książek zachęcam. Jeżeli nie czujecie, że wam coś nie „styka” to po prostu nie wchodźcie w to, bo to nie jest dla was. Jeżeli coś jest dla was „Wow!” to to wyjdzie. Zobaczycie. Dziecko będzie się świetnie bawić. A jeżeli nie czujecie, że to jest dla was, to sobie darujcie, bo to nie wyjdzie.

Teachyourbaby: Entuzjazm rodzica jest zaraźliwy. Coś o tym wiem 🙂

Wiemy już, że twoje dzieci są w edukacji domowej. Myślisz, że by się nudziły w szkole, gdyby do niej chodziły?

Natalia Minge: Na pewno.

Teachyourbaby:  Czy możesz udostępnić listę materiałów edukacyjnych, w które warto się zaopatrzyć? Oczywiście nie teraz … słownie, tylko czy w ogóle dałoby się coś takiego od ciebie uzyskać. 

Natalia Minge: Umówmy się tak. Spróbuję sfotografować, co fajniejsze mam na półkach. OK?  

Teachyourbaby: Kiedy i w jaki sposób nauczyłaś dzieci pisać? 

Natalia Minge: Starszego syna około 5 roku życia na „Fajnej ortografii.” Bodajże tak to się nazywało. Taki zestaw książeczek ortograficznych wychodził, który wszystkich bardzo bawił i on chciał uzupełniać, więc na początku ja mu pisałam, a on przepisywał. Natomiast młodszy z moich synów nauczył się pisać w wieku lat 7, kiedy już przygotowywaliśmy się do egzaminu w 1 klasie. Co ciekawe moja córka która bardzo wcześnie zaczęła pisać robi to bardzo ładnie. Umie napisać praktycznie każde słowo.

Kupiłam dzieciom klocki do układania wyrazów z literami i sylabami i przy ich pomocy nauczyli się składać słowa, czy zdania, ale pisanie samo w sobie wymaga dużej precyzji i sprawności ręki. Warto tu popracować z plasteliną, modeliną, farbami i tak dalej. Bardzo ważne jest, żeby dziecko było manualnie przygotowane do pisania. Warto pamiętać, że to wszystko, co dziecko chce robić jest zazwyczaj właśnie tym, czego potrzebuje i jest o wiele bardziej wartościowe od tego, do czego mielibyśmy je zmuszać. Malowanie jest ważniejsze niż pisanie. Jeżeli dziecko chce coś robić- pozwólmy mu na to. 

Teachyourbaby: I ostatnie pytanie: Czy masz jakieś rady na koniec dla rodziców? Oczywiście dużo rad dałaś do tej pory, ale czy jeszcze nasuwa ci się coś poza tym, co powiedziałaś, że trzeba znaleźć czas dla dziecka itd. Czy może jest coś czego żałujesz, że nie zrobiłaś? A może coś zrobiłaś niepotrzebnie? To też w sumie pytanie od jednej z mam. Masz jakieś rady, co warto, a czego nie mając obecną wiedzę i doświadczenie? Oczywiście pojawiły się już w czasie twoich odpowiedzi, ale może jeszcze ci się coś nasuwa tak na zakończenie.

Natalia Minge: Róbcie to co was bawi. Róbcie to co sprawia wam przyjemność. Róbcie to co wy uważacie za ważne, przydatne i sensowne. Nie kierujcie się niczyimi radami, nie kierujcie się tym co piszą w książkach, tylko słuchajcie przede wszystkim siebie i swojego dziecka. Jeżeli coś nie budzi waszego entuzjazmu i przerasta was albo sami tego nie lubiliście i wiecie, że nie jesteście w stanie polubić to po prostu to olejcie. Żeby coś robić ważne jest, żeby nie brać na siebie za dużo i żeby czuć, że jest fajnie.

Teachyourbaby: Dziękuję ci Natalia za bardzo cenne uwagi. Ja też na tym skorzystam, tym bardziej, że my w sumie wszystkie etapy Domana przeszliśmy. Z mojej strony dziękuję przede wszystkim za rozwianie moich wątpliwości co do rozwoju ruchowego. Nie mam teraz, że tak powiem „ciśnienia,” żeby to jakoś specjalnie programowo realizować, tylko po prostu wolność, cieszymy się tym, co mamy i tak dalej. 

Natalia Minge: Ja też dziękuję i do zobaczenia może kiedyś. Zapraszam na mój kanał. 

 

O Khan Academy

Możliwe, że w wywiadzie nie było do końca jasne, o czym w pewnym momencie mowa. Zresztą dostałam pytanie od jednej mamy, więc stwierdziłam, że podam link  i napiszę kilka słów. Misją Khan Academy jest zapewnienie bezpłatnej, światowej klasy edukacji dla wszystkich i wszędzie. Z pomocą tej strony możemy się uczyć matematyki, informatyki, nauk humanistycznych i sztuki, ekonomii i finansów oraz nauk ścisłych. My pewnie będziemy korzystać z angielskiej wersji. Jest też aplikacja dla dzieci: Khan Academy Kids.

Przyznaję się bez bicia, że na dzień wywiadu tylko tyle o Khan Academy wiedziałam, co powiedziałam. W głowie miałam skojarzenie nazwy i tego że Krzysztof Kwiecień dla nich tłumaczy i tyle. Natalia o dziwo nie skomentowała. Dopiero ostatnio zaczęłam zgłębiać stronę. W wywiadzie wyszło, że Kwietniowi przypisałam całą działalność tej instytucji. W związku z tym zamieszczę tutaj jego sprostowanie:

„W wywiadzie Natalia wspomniała, że jej Dzieci korzystają z Khan Academy na co Aga Basta stwierdziła, że „KhanAcademy to Krzysztof Kwiecień”. Z mojego punktu widzenia Krzysztof Kwiecień to jeden z wielu tłumaczy filmów z amerykańskiego na polski (tzw AVT czyli AudioVideoTranslation) oraz producent tych filmów łącznie z głosem. Chodzi o filmy matematyczne. Tłumaczy matematyki jest więcej a poza tym są inne przedmioty i działy. Jeżeli spotykacie głównie mnie to znaczy, że oglądacie głównie matematykę i to od tej najmłodszej strony i to znaczy, że jeszcze wiele innych przedmiotów przed wami! Poza tym Khan Academy po polsku to Lech Mankiewicz i to on buja całą sprawę od wielu lat do przodu, mimo, że jest mało widoczny przez użytkowników. Beze mnie polska wersja Khana istniałaby na pewno, bez Lecha Mankiewicz nie miałaby szans na zaistnienie. Wygooglujcie sobie szczegóły.Tak czy inaczej polecam i bardzo się cieszę, że mogę brać udział w tym projekcie. O ile się nie mylę to chyba już 7my rok leci. 
Pozdrawiam zza tabletu graficznego, kamery i mikrofonu.
Krzysztof Kwiecień.” 

 

Podsumowanie części drugiej wywiadu i kilka słów ode mnie

Tak jak skomentowałam w wywiadzie dzięki tej rozmowie nie martwi mnie już to, że logistycznie nie dam rady realizować żadnego programu ruchowego Glenna Domana. Kręcimy się, turlamy, robimy przewroty, jeździmy na rowerku i robimy wiele innych aktywności, o których możecie przeczytać w artykule o rozwoju ruchowym dziecka, które już chodzi, ale nic schematycznie, ani czasowo, ani ilościowo.

Słowa Natalii mnie upewniły też w tym, że dobrze robię przenosząc matematykę poza karty, do świata rzeczywistego. Jestem zdania, że podobnie jak nie ma sensu uczyć się czytania jedynie komputerowo, bez realnych książek to nie ma sensu uczyć matematyki tylko i wyłącznie na kartach. Dziecko musi widzieć czytającego rodzica, musi mieć swoje książki i dzięki temu dostrzega sens nauki czytania i ma motywację. Musi też dostrzegać to, że jesteśmy otoczeni matematyką. U nas szaleństwo do tego stopnia, że ostatnio na przykład pytałam Maję ile chce liofilizowanych truskawek i zaczęłam „2 times …” („2 razy …”), a ona na to „eleven” („jedenaście”) i ja na to odliczyłam sobie w myślach na boku 11 truskawek x 2 i kładąc jedną jedenastkę po drugiej mówiłam „11 x 2=22.” Muszę powiedzieć, że mnie tą jedenastką zaskoczyła, bo o ile w wieku 19 miesięcy recytowała liczby 1-10 i nawet wychodziła dalej, to od jakiegoś czasu liczy wszystko wokół, co prawda o wiele bardziej świadomie, ale zawsze na 10 kończy. Wychodzi jednak, że kiedy potrzebuje wyjdzie dalej. To „eleven” to jeden z takich przebłysków, które skrzętnie zapisuję. Innym razem jak mi podaje ilość np. borówek pytam się czy tylko 7, tak jak powiedziała, czy może 7 + … lub 7 x… . Czasem mówi, że tylko 7, to wtedy jej tyle daję mówiąc np. 7×1=7. Często jednak podaje mi drugą cyfrę i wtedy nam wychodzi np. 7 x 3= 21 i wtedy odliczam sobie na boku np. po trzy siedmioelementowe zbiory i kładę jej na talerzu jeden po drugim. 

Poza tym coraz bardziej jestem pewna tego, że cokolwiek robimy z dzieckiem to dużo daje. Ja naprawdę staram się dobę rozciągnąć maksymalnie. Bloga piszę zwykle, kiedy Maja śpi, do niedawna materiały do czytania też przygotowywałam w tym czasie, bo mam zasadę, że mnie nie widzi przed ekranem komputera (teraz piszę ręcznie i mogę to robić przy niej- polecam), a i tak w czasie jak z nią przebywam nie dam rady z nią zrobić wszystkiego co bym chciała. To ona kieruje naszym dniem, a nie odwrotnie. Ja tylko wpadam i wypadam z kartami, bo to jest dosłownie chwila. Chciałabym jakoś regularnie robić inne rzeczy, ale się nie da, bo nie zawsze jest zainteresowana albo jakoś tak wychodzi, że zamiast układać tangramy, chociaż ja miałam to w planie jedziemy na godzinę na rowery.

Wy też jeśli zgłębicie temat wczesnej edukacji możecie mieć poczucie, że tyle chcielibyście zrobić, tyle pomysłów zrealizować, ale z jednej strony doba jest za krótka, a z drugiej trzeba dać dziecku pole do popisu i podążać za nim. Nie miejcie wyrzutów sumienia, jeśli czegoś wam się nie uda zrealizować. Cieszcie się tym, co wam się udaje. Myślcie pozytywnie. Jeśli macie poczucie, że robicie za mało porównajcie się z kilkoma rodzicami ze swojego otoczenia. Od razu wam się mniemanie na swój temat poprawi. Gwarantuję 😀 

 

Nagranie obu części wywiadu

 

Polecam zaglądnąć też tutaj:

Poradnia Hipokampus

Kanał YouTube Natalii Minge

KhanAcademy – wersja polska

KhanAcademy-wersja angielska

Wszechstronne wspieranie rozwoju dziecka – fanpage bloga teachyourbaby na Facebooku

Spis treści bloga w zakresie artykułów dotyczących wczesnej nauki matematyki

Bity inteligencji

Pogramy inteligencji, w tym źródła naszych bitów

Bity i programy inteligencji – ile za nami, nasza strategia

Lista wartościowych książek do przeczytania, w tym kilka słów o 5 książkach Glenna Domana, które do tej pory przeczytałam, w tym o tej o rozwoju ruchowym, która jest wspominana w wywiadzie

Ruch a inteligencja

Rozwój ruchowy dziecka, które już chodzi 

Część 1 wywiadu: o czytaniu globalnym

Efekty wczesnego kontaktu z matematyką, w tym wideo z liczeniem schodów przez Maję, o którym wspomniałam w podsumowaniu

 

 

Ten artykuł okazał się przydatny? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi. Co myślicie na temat kwestii, o których rozmawiałyśmy? 

Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u i do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Od niedawna jest też możliwość zapisu na newsletter (jeśli nie wyskoczyło wam okienko podczas czytania bloga piszcie). W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków. 

Jako, że nie znalazłam grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u. Dołączając do grupy możecie liczyć na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń. 

Agnieszka Basta

Miłośniczka książek i języków obcych. Z zawodu nauczyciel języka angielskiego. Pasjonatka metod wspierania rozwoju dziecka już od urodzenia. Pomysł na bloga zrodził się z praktycznego doświadczenia z córką. Teoria doszła później. Jeśli chcesz maksymalnie rozwinąć potencjał swojego dziecka jesteś we właściwym miejscu. Mamy ten sam cel. Motywem przewodnim bloga jest metoda Domana oraz dwujęzyczność zamierzona wzbogacone o elementy metody Shichidy oraz metody Heguru. Jeśli chcesz być w stałym kontakcie ze mną zapraszam do zapisu na newsletter i dołączenia do grupy oraz polubienia fanpage na Facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *