Testujemy storybooki, czyli wersję Expert Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności „Dwujęzyczne Dzieci” dla rodziców i nauczycieli (artykuł z wersją audio)

Storybooki jako uzupełnienie i rozszerzenie kursów Baby Beetles oraz Tom and Keri

Tak jak pisałam w poprzednim artykule o Międzynarodowym Programie Powszechnej Dwujęzyczności „Dwujęzyczne Dzieci” (ten link, jak również wszelkie inne znajdziecie pod artykułem) od początku byłam zainteresowana wersją Expert dla mojej córeczki. Najpierw jednak postanowiłam w nic nie inwestować tylko korzystać z tego, co miałam dzięki pracy. Tak się złożyło, że od września bieżącego roku jako nauczyciel miałam dostęp do poziomu A kursu Tom and Keri, więc z tego do tej pory korzystałyśmy i chociaż dla Mai raczej wszystko za proste to jednak bardzo polubiła bohaterów: sympatycznego misia Toma i jego przyjaciółkę Keri. Niemalże codziennie upomina się o kolejny odcinek i przez ten czas każdy został oglądnięty co najmniej kilka razy.

Dla tych, którzy dopiero tu trafili napiszę, że wychowuję moją 2,5-letnią córeczkę w dwujęzyczności zamierzonej w języku polskim i angielskim z odrobiną języka włoskiego. Jak możecie przeczytać jak również obejrzeć w artykule podsumowującym rozwój jej mowy w wieku 31 miesięcy mówi już zdaniami w języku angielskim i polskim, zaczyna tworzyć zdania w języku włoskim. Generalnie języki nabywa poprzez komunikację z osobami, które się nimi posługują: tata i otoczenie-język polski, mama- język angielski i włoski. Rozwój językowy Mai wspieram metodą Domana zwłaszcza programem czytania oraz poszerzania wiedzy o świecie oraz wszystkim, co wpadnie w nasze ręce. 

Kurs Tom and Keri, o którym wspomniałam jest przeznaczony dla dzieci w wieku 4-6 lat o czym już pewnie wiecie, jeśli czytaliście szczegółowy artykuł na temat Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności. Wcześniejszy poziom to Baby Beetles dla dzieci od 0 do 4 lat. Szczegóły na temat obu kursów oraz na temat korzyści z wprowadzenia języka obcego we wczesnym dzieciństwie znajdziecie we wspomnianym artykule. Dodatkowo ostatnio natknęłam się na fajny post właśnie o Żuczkach, czyli Baby Beetles u innej mamy wychowującej dzieci dwujęzycznie. Prowadzi ona bloga Bobospeaks (link pod niniejszym artykułem). Tutaj napiszę tylko, że przedziały wiekowe w mojej ocenie dotyczą nie tylko wieku, ale też tego w jakim stopniu maluch zna język angielski. W założeniu zaczynamy od zera zarówno w przypadku kursu Baby Beetles, jak i Tom and Keri, z tym, że dzieci, które przed wprowadzeniem drugiego poziomu przeszły pierwszy, szybciej przyswoją nowy materiał, bo już nie wszystko będzie nowe.

Jako anglista pracujący w zerówce mogłam przeczytać np. że jeśli uczniowie wcześniej pracowali z Baby Beetles to znają już takie, czy inne wyrażenie. Jeśli nie to muszę im wprowadzić. Oczywiście oba kursy są dostosowane do potrzeb i zainteresowań maluszków tak, że z 5-latkiem nie polecałabym zaczynać od Baby Beetles a z roczniakiem od Tom and Keri. Moja 2,5-latka już przeszła na poziom Expert, bo jako, że ja do niej mówię po angielsku od urodzenia, już mówi całymi zdaniami w tym języku. Dla nas to tylko utrwalenie pewnych rzeczy oraz kwestia akcentu, o którym wiem, że dziecko ponoć wyczuwa, który jest właściwy i prędzej go przejmie z nagrań niż od mamy, która, co tu dużo ukrywać, nie ma idealnego brytyjskiego akcentu, chociaż taki jej się marzy i pewnie nigdy mieć nie będzie choćby nie wiem jak się starała.

Jednym z elementów wersji Expert Programu są Storybooki, o których krótko wspomniałam pisząc szczegółowo o obu kursach angielskiego dla dzieci, czyli o Baby Beetles i Tom and Keri i tam też możecie zobaczyć podlinkowaną wersję Demo, bo w tym artykule zdecydowałam się pokazać wam nagrania z moją córeczką. Dzięki koordynatorowi Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności od tygodnia mamy przyjemność testować tę nowość na polskim rynku, która jest poszerzeniem kursów Baby Beetles- Starter Level, czyli poziomu początkującego oraz Tom and Keri- Poziom A. Z moich informacji wynika, że to oczywiście nie koniec i trwają prace na kolejnymi książeczkami w wersji online dla dzieci. Dziękujemy za możliwość testowania niedługo po tym jak Storybooki weszły na polski rynek. 

Tak jak wspomniałam Storybooki Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności są ściśle związane z kursami, których dotyczą. Chodzi tu zarówno o dokładnie tych samych bohaterów, jak i o tematykę. Autorom na pewno nie chodziło o zupełną nowość, ale o stworzenie ebooków, które umożliwią kontynuację nauki języka na bazie tego, co już zostało przerobione. Dla mnie ma to sens. Wiadomo, że maluchy w pewnym wieku będą patrzeć w ekran niezależnie od tego, czy rozumieją treść, czy nie. Doświadczyłam tego nawet z moją Mają, kiedy na YouTube włączyło się po naszej włoskiej bajce coś fajnego w języku rosyjskim. W tym języku nie zna ani słowa, ale nie chciała, żebym wyłączyła, więc pozwoliłam jej oglądnąć do końca. Potem dla eksperymentu włączyłam Pocoyo po hiszpańsku i to samo.

Niemniej jednak w nauce języka niekoniecznie chodzi o to, aby od razu puszczać maluchy na głęboką wodę. Wiadomo, że jeśli z dzieckiem nagle wyjedziemy za granicę to tak właśnie jest, ale w bardziej przyjaznych warunkach zaczynamy od podstaw i jak już mamy podstawy to idziemy dalej na nich bazując. Języka ojczystego dziecko też uczy się w ten sposób. Pomyślmy o tym jak mówimy do noworodków. Nikt nie zaczyna „konwersacji” z takim maluchem od bardzo komplikowanych zdań. Staramy się mówić prosto, głośno i wyraźnie. Nawet się nad tym nie zastanawiając i działając zupełnie intuicyjnie z czasem do takiego maluszka zaczynamy mówić więcej i więcej, tym więcej im bardziej reaguje, a jak już staje się komunikatywny to już zupełnie przestajemy zwracać uwagę na to, jak do niego mówimy. No może z małymi wyjątkami, bo zdarzało mi się słyszeć na placu zabaw mamę mówiącą do 3-latki „Idziemy husiu-husiu.”

Oczywiście, jak zaczniemy czytać Szekspira noworodkowi to on go przyjmie i na pewno będzie to dla niego z korzyścią, natomiast im starsze i bardziej świadome dziecko tym bardziej musimy wprowadzać język z wyczuciem i tak, żeby go zachęcić a nie zniechęcić nadmiarem niezrozumiałych informacji. Umożliwia to metoda wykorzystana w kursach i Storybookach Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności. Nawet nie znając języka, na początkowych etapach możemy się łatwo domyślić o co chodzi, a skoro my możemy to w przypadku dzieci jest to o wiele łatwiejsze. Gdy już minimum jest opanowane z każdym dniem kursu jest poszerzane, a w końcu przechodzimy z prostych dialogów i codziennego języka dzieci do Storybooków, w których znajdziemy rozbudowane zdania.

W jaki sposób wersja ekspercka jest powiązana z kursami Baby Beetles i Tom and Keri oraz w jaki sposób zastosowano tutaj spiralną metodę nauki języka

Storybooki podobnie jak kursy, których dotyczą, a o których szczegółowo pisałam w poprzednim artykule dotyczącym Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności są skonstruowane w oparciu o metodę spiralną nauczania języka, która pozwala nam wracać do wcześniej przerobionego materiału i rozwijać go w sposób naturalny tj. poprzez piosenki, bajki, dialogi, rymowanki i gry słowne. Dążymy tutaj do budowania sieci połączeń w mózgu poprzez bazowanie na poznanym materiale i łączenie znanych elementów z nowymi. Istotną rolę odgrywają tutaj niezwykle barwne i przyciągające uwagę dziecka ilustracje oraz odwoływanie się do bliskich dziecku zagadnień, szczególnie tych, które przemawiają do emocji i poczucia humoru.

Książeczki online bazują na tym, co dziecko już zna z kursów z Żuczkami i Tom and Keri poprzez:

– uwzględnienie dokładnie tych samych bohaterów, czyli trójki Żuczków w przypadku Baby Beetles, a w przypadku Toma i Keri kota, misia Toma i dziewczynki Keri oraz psa (pojawiają się też dodatkowe postacie),

– nawiązanie do tej samej tematyki np. w przypadku Baby Beetles mamy piosenkę „Yes, no.” którą możecie posłuchać i obejrzeć w poprzednim artykule dotyczącym między innymi tego kursu. W wersji Expert znajdziemy Storybooka o dokładnie tym samym tytule z dokładnie tymi samymi ilustracjami, które są w piosence. Poszerzeniem tutaj jest tekst, który opisuje całą sytuację, bo wspomniana piosenka ogranicza się zaledwie do kilku słów. Podobnie znane dzieciom dialogi i ilustracje są powiązane z narracją w przypadku książeczek z wersji eksperckiej poszerzających kurs Tom and Keri.

– nawiązanie do tych samych dźwięków, z którymi dziecko miało kontakt na poziomie kursu Tom and Keri czy też Baby Beetles w odniesieniu do dokładnie tej samej sytuacji, jak możecie usłyszeć na nagraniu poniżej:

– o ile w przypadku obu kursów mamy praktycznie same dialogi i piosenki, to Storybooki poszerzają nam dany temat opisując towarzyszącą danej rozmowie sytuację. Podam tutaj przykład z kursu Tom and Keri. W nagraniu do kursu dziecko słyszy Keri komentującą: „Oh! Rain! It is raining!” („Oj! Deszcz! Pada!”), a chwilę potem Toma mówiącego z radością „I’ve got a hat-a rainhat!” („Mam kapelusz-kapelusz na deszcz.) Przy odtwarzaniu Storybooka powiązanego z kursem słyszymy:

„One morning, it is raining when Tom and Keri arrive at the playhouse.   

„Oh! Rain! It is raining,” says Keri. Tom does not mind. „I’ve got a hat- rainhat!” he says.”

„Gdy pewnego poranka Tom i Keri przyszli do domu do zabawy, pada deszcz.

„Oj! Deszcz! Pada deszcz,” mówi Keri. Tomowi to nie przeszkadza. „Mam kapelusz – kapelusz na deszcz!” mówi Tom.”

Wersja ekspercka Baby Beetles to bardzo krótkie teksty o dużej powtarzalności wybranych słów i zwrotów np. „Let’s play!” („Pobawmy się!”) w książeczce o tym samym tytule. Dodatkowo tematycznie dotyczą one aktywności i zabaw najbliższych dziecku i są często powiązane z piosenkami, które wpadają szybko w ucho nawet mi- mamie, która zawsze uważała, że z samego słuchania niewiele może zapamiętać. Jako, że zakładamy, że nasz maluch zna już piosenki z kursu podstawowego Baby Beetles, teraz zostają dodatkowo utrwalone. Możemy je później śpiewać zmieniając je w zależności od tego, co w danym momencie robimy z dzieckiem. Jak jak pisze autorka wyżej wspomnianego przeze mnie bloga Bobospeaks kąpiąc dziecko możemy śpiewać „I want to swim like a fish…” („Chcę pływać jak ryba…”), a podczas zabawy misiem „My teddy bear.” („Mój miś.”) przedłużając maluchowi codzienny kontakt z językiem angielskim.

Wersja ekspercka Tom and Keri to dłuższe, bardziej zaawansowane zdania tematycznie ściśle związane z kursem. Są to dialogi oraz narracja podobnie jak w przypadku Żuczków, jednakże tutaj wypowiedzi bohaterów są nieco dłuższe. Naliczyłam nawet 8 zdań na stronę. Wersja ekspert również powtarza piosenki z kursu, którego jest poszerzeniem. 

Dla rodziców oraz nauczycieli chcących wspierać dzieci w przyswajaniu języka angielskiego niezależnie od znajomości tego języka

Wiem, że metod nauczania języka jest tyle ile nauczycieli, czy rodziców i wszystkie działają w ten czy inny sposób. Oczywiście wyróżniono kilka podstawowych, ale wiadomo, że każdy modyfikuje je pod siebie. Najważniejsze jest, żeby odejść od przekonania, że tylko anglista, czy native speaker może nauczyć dziecko angielskiego. Piszę to zupełnie świadomie, chociaż ja właśnie jestem nauczycielem języka angielskiego. Jest coraz więcej rodziców, którzy nie znają tego języka biegle i chcą go przekazać swoim maluchom. Świadczy o tym liczba członków Facebookowej grupy Uczę swoje dziecko angielskiego, która jest przeznaczona dla tych, którzy w jakikolwiek sposób wspierają swoje dziecko w nauce języka angielskiego. Podkreśliłabym tutaj, że chodzi o „jakikolwiek sposób” i jakąkolwiek znajomość tego języka. Grupa powstała o wiele później niż moja Metoda Domana i nie tylko- grupa wsparcia dla rodziców, ale ma już o wiele więcej członków, bo ponad 3000 i codziennie dochodzą nowi. 

Nie da się ukryć, że angliści mają największą pewność, jeśli chodzi o posługiwanie się językiem i jego przekazywanie. Niemniej jednak jako nauczyciele są ograniczeni systemem szkolnym począwszy od szkoły podstawowej. Jako nauczyciele w przedszkolu i zerówce zwykle wpadają na 15 minut dwa razy w tygodniu, co niewiele daje. Mówię oczywiście o placówkach publicznych. W artykule, w którym przedstawiłam najważniejsze założenia Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności „Dwujęzyczne Dzieci” pisałam o tym, że w Polsce borykamy się często z „milczącą znajomością języka angielskiego.” Zaczyna się to powoli zmieniać, a tą zmianę możemy przyśpieszyć, jeśli w nauczanie języka będą się angażować rodzice oraz inni nauczyciele poza anglistami.

Teraz mamy wsparcie dla wszystkich zarówno znających język angielski, jak i chcących się tego języka uczyć razem z dziećmi. Niezwykle istotną kwestią jest, że to wsparcie jest ogólnodostępne, bardzo atrakcyjne pod względem finansowym (jeśli porównamy do cen kursów dla dzieci np. Helen Doron, czy cen prywatnych lekcji) oraz elastyczne (możemy korzystać kiedy chcemy i gdzie chcemy). Oczywiście w zależności od wieku dziecka zaczynamy od kursów Baby Beetles z uroczymi żuczkami lub Tom and Keri, w którym głównymi bohaterami są sympatyczny miś, dziewczynka Keri oraz kot i pies, po czym poszerzamy zasób słownictwa i struktur językowych, a także dajemy większe możliwości osłuchania się z językiem dzięki wersji Expert. 

Wrażenia i opinia po tygodniu testowania wersji Expert Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności „Dwujęzyczne Dzieci” z punktu widzenia rodzica i dziecka

Przypomnę tutaj, że mój maluch już od września, czyli odkąd mam dostęp do kursu Tom and Keri ogląda sobie wybrane odcinki niemalże codziennie. Jeśli chodzi o książki w wersji online moja Maja miała z nimi styczność tylko kilkukrotnie za sprawą prawopółkulowej biblioteki RightbrainLibrary, w której w programie szybkiego czytania Speed Reading jest dostępnych pięć ebooków w języku angielskim. To naprawdę niewielka ilość, tym bardziej, że była zainteresowana. Owe książeczki nie są w żaden sposób związane z żadnym nagraniem wideo, jak również z niczym innym, co do tej pory robiliśmy. W dodatku raczej ich głównym celem nie jest nauka języka.

Tak jak pisałam szczegółowo wyżej Storybooki Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności są ściśle powiązane z nagraniami wideo z kursów, których są poszerzeniem, a wiadomo ruszające się postacie są ciekawsze niż nieruchome. Przy pierwszym kontakcie z elektronicznymi książeczkami Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności moja 2,5-letnia córeczka nie zareagowała bardzo entuzjastycznie komentując „I want to watch.” („Chcę oglądać.”) Zresztą ona do nowości czasem tak specyficznie podchodzi, nawet do niektórych książek. Zdarzało mi się założyć, że z jakąś książką nie trafiłam w jej gust i wydawało mi się, że czytam sama dla siebie, aby się po tygodniu przekonać, że się grubo mylę, bo Maja poproszona o przygotowanie jakiejś książeczki do czytania przy karmieniu dokładnie tą mi przyniosła. Pierwszą reakcją na pierwszą bajkę w języku włoskim był płacz, po czym musiałam ją natychmiast wyłączyć i w sumie teraz zastanawiam się, czy to chodziło o nowy język czy może przestraszyły ją postacie. Teraz włoski rozumie w zakresie, w którym ja do niej mówię i wtrąca czasem całe proste zdania. 

Jako, że mogę ją już w wieku 2,5-roku nazwać molem książkowym wytłumaczyłam jej, że teraz mamy dodatkowo książeczki o jej ulubionych Żuczkach i o Tomie i Keri. Książeczki są dostępne tylko w komputerze. Zwykle puszczam na zmianę nagranie i Storybook niekoniecznie powiązany z nagraniem wideo, chyba, że Maja sobie tego życzy. U nas to raczej nie nauka, ale utrwalanie, bo angielski dla mojej córeczki to prawie jak polski i dlatego tak sobie chaotycznie działamy. Pierwsze wrażenie było takie, a nie inne, ale teraz słucha i ogląda jak zaczarowana. Zresztą zerknijcie na nagrania z tego artykułu.

Na dzień dzisiejszy jest dostępnych 40 Storybooków Baby Beetles-poziom podstawowy oraz 13 Storybooków Tom and Keri-Poziom A. To największa ilość tego typu Storybooków przeznaczonych do nauki języka angielskiego, jaką znalazłam w Internecie. Do tej pory zdążyłyśmy wysłuchać i obejrzeć około 1/3 z nich, bo Maja po kilku dniach zorientowała się, że tematyka Storybooków jest taka sama jak nagrań dostępnych w kursie Tom and Keri, bo akurat do tego mam dostęp jako nauczyciel i sama mi mówi, który mam włączyć. Na skutek tego jak mi się uda puszczam następny jak mi wypada kolejno, bądź też po raz n-ty odcinki o pociągu, o deszczu i piłce Toma. Wygląda na to, że te są jej ulubionymi. 

Dobrze, że zrobiłam już podsumowanie tego, jak rozwija się jej mowa w trzech językach, bo weszła w dziwny okres, w którym bardzo często nawet na najprostsze pytanie odpowiada I don’t know-Nie wiem i to w każdym języku. Przez ten ostatni tydzień testowania chłonie treść Storybooków bardzo mało komentując, ale wiem, że wszystko przyswaja. Na nagraniu niżej możecie zobaczyć poranek inspirowany książeczką online o Żuczkach. Wiadomo, że na pewno „bounce, bounce” – hop, hop słyszała też kiedyś ode mnie, ale jakoś rzadko opisuję to, co robi piłka i pewnie słyszała to bardzo dawno i może nawet jednokrotnie. Natomiast to co Maja mówi na nagraniu „Look. I’ve got a ball. Bounce, bounce…” („Patrz. Mam piłkę. Hop, hop.”) jest tak ściśle powiązane ze Storybookiem, który oglądała dzień wcześniej, że nie mogłam zrobić inaczej jak z nim to skojarzyć tym bardziej, że lekturę Storybooka zapodałam jej wieczorem, a na drugi dzień wyjątkowo obudziła się bardzo wcześnie bo już po 6 i taki mały śpioszek prosto po wstaniu z łóżka od razu postanowił zająć się odbijającą się piłką i komentować to co się dzieje słowami, które pojawiły się w Storybooku. 

Po okresie testowania mogę powiedzieć, że niesamowitą zaletą Storybooków jest to, że możemy mieć do nich dostęp wszędzie. Dziecko niekoniecznie musi za każdym razem oglądać stronę za stroną. Możemy po prostu odtworzyć nagranie z telefonu komórkowego, aby osłuchiwało się z samym dźwiękiem i melodią języka. Niekoniecznie też musimy odtwarzać za każdym razem dźwięk. Czasem możemy czytać sami, jeśli znamy angielski, czasem możemy z dzieckiem rozmawiać na temat ilustracji. Możemy też korzystać z każdej książeczki fragmentarycznie omawiając wybrane strony. To wszystko oczywiście jako dodatkowe zapewnienie kontaktu z językiem angielskim, po tym jak dziecko obejrzało kilkukrotnie danego Storybooka i osłuchało się z nagraniem. Mnie jednak kusi, żeby za każdym razem puszczać nagranie, bo jestem dosłownie zakochana w pięknym brytyjskim akcencie lektorki. 

Według mnie, jako mamy dosłownie zarażonej filozofią Glenna Domana, o której możecie poczytać w poprzednim artykule na moim blogu, dużym plusem panelu, w którym mamy dostęp do książeczek jest to, że wymusza na nas- rodzicach ciągłe przebywanie przy dziecku podczas odtwarzania danego Storybooka. Strony nie odwracają się automatycznie, więc za każdym razem, gdy lektorka odczyta tekst dotyczący jednej, musimy kliknąć, aby odwrócić na kolejną. Być może niektórzy rodzice uznają to za minus, ale będą to pewnie rodzice, którzy chętnie by zostawili malucha sam na sam z komputerem, aby coś w tym czasie zrobić. Nie o to tutaj chodzi.

W zależności od charakteru i wieku dziecka już od początku możemy wchodzić z nim w interakcję i na przykład na dłużej zatrzymać się na jednej stronie zadając pytania, czy po prostu komentując. Jak już wspominałam możemy też czasem pokusić się o czytanie tekstu bez udziału lektora. U nas jest tak, że mamy fazę ciszy, w której Maja chłonie dany materiał oraz … moje wszystkie komentarze po to, żeby za jakiś czas samodzielnie komentować książeczki dokładnie tymi samymi słowami, które usłyszała ode mnie. To jest naprawdę niesamowite. Myślę, że w przypadku Storybooków będzie to samo.

Wiem, że wersja Ekspert do tego akurat kursu Tom and Keri jest przeznaczona dla starszych dzieci, ale dla mnie, jako mamy dwulatki, którą uczę czytać metodą globalną minusem są zbyt małe litery w odczytywanych słowach. Dla nas – wiadomo – powinny być większe, żeby Maja je potrafiła odczytać. Nie będę tutaj jednak bardzo się tego czepiać, bo celem kursu nie jest bynajmniej wczesna nauka czytania, a jak już wielokrotnie wspominałam, w naszej biblioteczce są różności, niekoniecznie wspierające umiejętność czytania. Marzą mi się Storybooki stworzone pod czytanie globalne, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że takie tworzone według wszystkich zaleceń Glenna Domana nadawały by się tylko dla dzieci prowadzonych jego metodą. Dzieci nie uczone czytać globalnie uznałyby zapewne strony z samym tekstem za nudne, bo metoda czytania globalnego sugeruje stronę z tekstem wymiennie ze stroną z ilustracją, tak, że dziecko widzi albo jedną albo drugą.

Myślę, że już 4-latki nie powinny mieć problemu ze zbyt małą czcionką. Dużym plusem jest nie dzielenie słów na sylaby i inne fragmenty, ale globalna nauka czytania przy okazji. Podczas gdy lektorka odczytuje tekst podświetla się odczytywany fragment, ale nie fragmentarycznie, ale właśnie globalnie i to nie w postaci pojedynczych słów, ale podświetlają się całe zdania i zwroty. 

Wrażenia i opinia po testowaniu wersji Expert Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności „Dwujęzyczne Dzieci” z punktu widzenia nauczyciela

Jedną książeczkę online przetestowałam też jednokrotnie w zerówce, w której pojawiam się dwa razy w tygodniu na 30 minut jako anglista. Zostawiłam karty pracy w języku polskim oraz wszelkie inne materiały wychowawczyni, ale niestety coś nie może się zabrać do systematycznego wspierania dzieci w przyswajaniu języka. Nie wiem, czemu tak trudno jest wygospodarować te 10-15 minut dziennie. Na początku miała obawy, czy oby na pewno może, bo przecież nie ma kwalifikacji. Oczywiście, że może, a nawet powinna i to jest z korzyścią dla dzieci. Kwalifikacje do nauczania języka angielskiego dzieci musi mieć anglista, czy też nauczyciel, na którego barkach spoczywa wprowadzanie tego języka. Zadaniem innych nauczycieli jest nie tyle wprowadzanie nowości i uczenie, ale wspieranie pracy anglisty, czy innego nauczyciela uczącego języka angielskiego poprzez utrwalanie znanego już dzieciom materiału.

Jeśli chodzi o Storybooka to zdecydowałam się na utrwalenie z dziećmi materiału dotyczącego nagrania, w którym bohaterowie Tom i Keri zbierają jabłka. Dzieci siedziały tradycyjnie na dywanie, a nagranie odtworzyłam na tablicy interaktywnej. Do każdej strony zadałam im pytanie od siebie związane lub niekoniecznie z odczytanym wcześniej tekstem. Przykładowo pytałam o ilość jabłek, czy kwiatów na rysunku albo kogo widzą na ilustracji. Dzieci są niesamowite i potrafiły odpowiedzieć nawet na pytanie, którego do tej pory nie słyszały, mianowicie „Who is sleeping?” („Kto śpi?”), które poparłam oczywiście odpowiednim gestem i mimiką twarzy. Do moich „zerówkowiczów” poza wstępem do lekcji, kiedy czasem wyjaśniam pewne kwestie po polsku np. zasady zabawy, w którą się będziemy bawić, po pożegnaniu się z polskim mówię wyłącznie w języku angielskim.

Dużym plusem zarówno kursu Tom and Keri A, z którego korzystamy jak i Storybooków jest to, że jako nauczyciel spędzam o wiele mniej czasu na przygotowaniu się do zajęć. Zwykle najwięcej zajmowało mi przygotowanie się do zajęć w tej grupie wiekowej, a i tak rzadko miałam z nich satysfakcję, bo działając na różnych materiałach dostępnych w sieci wiedziałam, że jest to wszystko nieco chaotyczne. Teraz mam całe zajęcia rozpisane na karcie pracy. Dostęp do Storybooków mam online i nie muszę ich szukać i segregować, a zadania oparte o nie jestem w stanie wymyślić na bieżąco, pod wpływem chwili. I w końcu łączy się to wszystko w fajną całość. 

Po Nowym Roku będę kombinować z pozyskaniem środków od dyrektora na wprowadzenie kursu Baby Beetles do grup maluchów i starszaków w przedszkolu. Widzę, że tutaj powinnam mieć wsparcie innych nauczycieli. Wiem, że przedszkolanki same z własnej inicjatywy np. puszczają dzieciom piosenki w języku angielskim. Na razie to jest chaotyczne i w ogóle nie związane z tym co ja robię, ale kurs Baby Beetles pozwoli nam się uzupełniać. Już od dawna brakowało w tych najmłodszych grupach możliwości wprowadzania czegoś, czego akurat się uczą z wychowawcami. Próbowałam przez pewien czas dopasowywać się tematycznie, ale okazało się to niemożliwe przy mojej obecności 15 minut dwa razy w tygodniu. Dowiadywałam się, że uczą się przykład nazw warzyw, czy owoców, po czym jak przygotowałam tematycznie powiązane zajęcia, okazywało się, że już zaczęli nowy temat. Oni mają 5 dni, ja tylko 30 minut tygodniowo. 

Konkurs Świąteczno-Noworoczny

Na koniec mam dla was kolejny konkurs związany ze Międzynarodowym Programem Powszechnej Dwujęzyczności „Dwujęzyczne Dzieci.” To już drugi konkurs na moim blogu. Pierwszy cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Do wygrania będą dwa dostępy do wersji Expert, czyli do Storybooków powiązanych z kursami:  Baby Beetles oraz Tom and Keri. 

Aby wziąć udział w konkursie wystarczy odpowiedzieć na pytanie konkursowe, które już jutro znajdziecie na moim Fanpage oraz polubić i udostępnić. posta konkursowego. Zapraszam też do polubienia strony Dwujęzyczne Dzieci i oczywiście mojego Fanpage, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Z uwagi na okres świąteczny i okołoświąteczny, który niekoniecznie spędzamy w sieci konkurs potrwa nieco dłużej niż ostatni, bo zakończy się dopiero po Nowym Roku. Zaczynamy już jutro czyli konkurs będzie trwał w dniach od 23.12.2018 do 06.01.2019, a szczegółowy Regulamin znajdziecie tutaj.

Metoda Domana w praktyce
Podcast bloga teachyourbaby

 

Polecam zaglądnąć też tutaj:

O Międzynarodowym Programie Powszechnej Dwujęzyczności „Dwujęzyczne Dzieci”- artykuł u mnie 

Oficjalna strona Międzynarodowego Programu Powszechnej Dwujęzyczności „Dwujęzyczne Dzieci” 

Rozwój mowy 2,5-latki w 3 językach

Nasza strategia językowa jeśli chodzi o angielski i polski 

Jak wprowadzam język włoski

Grupa dla rodziców na Facebooku: Uczę swoje dziecko angielskiego

Program czytania według Glenna Domana 

Poszerzanie wiedzy o świecie dziecka według Glenna Domana

Link do artykułu na temat kursu Baby Beetles na blogu Bobospeaks

O filozofii Glenna Domana

 

Ta recenzja okazała się przydatna? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi. Macie jakieś pytania dotyczące Międzynarodowego Progamu Powszechnej Dwujęzyczności? Jeśli tak – piszcie. Pochwalę się, że już jestem koordynatorem Programu w szkole, w której pracuję, a niedługo po zakupieniu wszystkich dostępnych wersji, na co sobie finansowo będę mogła pozwolić dopiero w styczniu, chociaż liczę na to, że Baby Beetles zapewni mi szkoła, będę miała szczegółową wiedzę na temat wszystkich opcji i będę mogła promować dwujęzyczność w całym regionie. 

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem. Będę też wdzięczna za wszelkie uwagi co do tego, czy nowsze artykuły są czytelniejsze, zwłaszcza, jeśli zgubiłeś/ zgubiłaś się w moim blogowym labiryncie.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u, na Instagram, na którym wrzucam różności „od kuchni” oraz do subskrypcji (okienko na stronie głównej bloga i kanał RSS). Jest też możliwość zapisu na newsletter (jeśli nie wyskoczyło wam okienko podczas czytania bloga piszcie). W momencie jak będę mieć 100 zapisów na newsletter będę na bieżąco się dzielić informacjami dotyczącymi wczesnej edukacji zanim pojawią się na blogu w tematyce prawopółkulowości, czyli metody Domana, metody Shichidy i metody Heguru oraz dwujęzyczności i nauki języków.

Jako, że nie znalazłam grupy dla rodziców wplatających metodę Domana w wychowaniu swoich dzieci, sama ją założyłam na Facebook’u. Dołączając do grupy możecie liczyć na naprawdę ciekawą wymianę doświadczeń. Grupa liczy już ponad 950 członków.

Agnieszka Basta

Miłośniczka książek i języków obcych. Z zawodu nauczyciel języka angielskiego. Pasjonatka metod wspierania rozwoju dziecka już od urodzenia. Pomysł na bloga zrodził się z praktycznego doświadczenia z córką. Teoria doszła później. Jeśli chcesz maksymalnie rozwinąć potencjał swojego dziecka jesteś we właściwym miejscu. Mamy ten sam cel. Motywem przewodnim bloga jest metoda Domana oraz dwujęzyczność zamierzona wzbogacone o elementy metody Shichidy oraz metody Heguru. Jeśli chcesz być w stałym kontakcie ze mną zapraszam do zapisu na newsletter i dołączenia do grupy oraz polubienia fanpage na Facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *