Rola muzyki w życiu dziecka

UMUZYKALNIANIE MALUCHA

Chociaż mam przygotowany inny wpis, postanowiłam iść za radą jednej mamy i pomiędzy wpisami o dwujęzyczności i o wczesnej nauce czytania i matematyki oraz recenzjami książek zamieszczać czasem piosenki, zabawy niezwiązane z metodą Domana i ogólnie wszelkie metody, z jakich korzystam w rozwijaniu biegłości językowej w języku angielskim mojej córeczki oraz w rozwijaniu jej inteligencji.

Z drugiej strony tak sobie pomyślałam, że jak pisać o pierwszym kontakcie z muzyką i o pierwszych piosenkach to teraz, bo niedługo moje nagrania śpiewającej Mai będą nieaktualne, bo będzie starsza. 

MUZYKA A NAUKA JĘZYKÓW I CZEGOKOLWIEK INNEGO

Możliwe, że część z was słyszało o tzw. efekcie Mozarta, czyli, o tym, że słuchanie odpowiedniej muzyki w przypadku dzieci przyczynia się do wzrostu ich inteligencji. Ponoć w przypadku dorosłych efekt też jest, ale krótkotrwały. Według dr Alfreda Tomatisa utwory o odpowiedniej częstotliwości – rytm 60 uderzeń na minutę (głównie muzyka barokowa oraz choreały gregoriańskie) pobudzają mózg do działania podnosząc koncentrację i wydajność, wzmacniając pamięć i zwiększając kreatywność, a to wszystko ułatwia przyswajanie wiedzy. Według innego badacza Don Campbella dodatkowo muzyka Vivaldiego, Mozarta, czy Beethovena  integruje pracę serca i mózgu, wpływa pozytywnie na układ nerwowy i aktywność sensomotoryczną. 

Wczytując się w informacje dotyczące wpływu muzyki na niemowlęta i małe dzieci znalazłam również tutaj następujące interesujące dla mnie informacje: 

– od 26 tygodnia ciąży maluch słyszy rytm i muzykę oraz czuje zmieniające się wysokości tonów 

– od 32 tygodnia ciąży zapamiętuje fragmenty często słuchanych przez mamę utworów i po przyjściu na świat rozpoznaje je (bardzo możliwe, bo u nas maluch łatwo zasypiał przy muzyce, której słuchałam w ciąży – repertuar w drugiej części posta)

– według neurologów wczesny kontakt z muzyką uwrażliwia na bodźce dźwiękowe w ciągu całego życia (no i już wiadomo, czemu ja taka wrażliwa nie jestem :P) 

– osoby obdarzone tzw. słuchem absolutnym mają zwiększoną aktywność lewej półkuli mózgu, odpowiedzialnej za wypowiedzi słowne, a to ułatwia uczenie się języków. Napiszę tu o sobie: słuchu muzycznego nie mam za grosz, języki obce znam, ale to była typowa nauka. Możliwe, że jakbym była bardziej umuzykalniona to na przykład na pierwszym roku studiów nie miałabym problemu ze zrozumieniem wypowiedzi ze słuchu. A tak to przyznaję się, że miałam. Słownictwa można się nauczyć, gramatyki też, ale miałam etap, w którym powiedzieć umiałam wszystko, zrozumieć tekst pisany też, ale zrozumieć ze słuchu już niekoniecznie. Pomógł mi w tym względzie wyjazd na kurs do Anglii, jak również inne szkolenia zagraniczne, o których wspominałam na stronie O mnie. Teraz wiem, że muszę pracować nad akcentem i to zarówno w języku angielskim, jak i włoskim.

Szczerze mówiąc te informacje o wpływie muzyki na mózg wydawały mi się trochę nieprawdopodobne, bo nigdy w ten sposób o niej nie myślałam. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie przetestowała. Zaszkodzić, na pewno nie zaszkodzi, a może jednak jest w tej teorii chociaż część prawdy. W sekcji Nasze Początki wspominałam o tym, że już w ciąży starałam się od czasu do czasu słuchać zalecanej muzyki, czyli muzyki poważnej. Jako, że nigdy wcześniej nie słuchałam tego typu utworów podeszłam do tego trochę z rezerwą na zasadzie, że spróbuję znaleźć coś co będzie znośne dla mojego ucha. Oj tak…tak myślałam. Nie wiem jak mogłam mieć tak negatywne skojarzenia z muzyką, której praktycznie nie znałam, ale tak właśnie było. Słuchałam jeden utwór po drugim z zalecanej listy i wybrałam te utwory, które były miłe dla mojego ucha. Tak…miłe…i nic tu nie było na siłę. Sama się zdziwiłam, że mi się podobają. Zresztą odkąd pojawiła się Maja moje nowe zainteresowania nie przestają mnie dziwić. Do muzyki poważnej dodałam też wybraną muzykę filmową i to był repertuar dla brzucha oraz dla Mai zasypiającej, jako noworodek. Teraz do tego wracamy pomiędzy piosenkami z repertuaru dziecięcego i z repertuaru taty (ja zbyt „muzyczna” nie jestem). 

Jako ciekawostkę dla rodziców bardziej umuzykalnionych niż ja, czy też chcących, aby ich dziecko zainteresowało się muzyką dodam, że dzieci począwszy od drugiego roku życia są w stanie ze słuchu, bez znajomości nut grać na instrumentach muzycznych.

Jak piszą państwo Minge w książce „Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka,” którą aktualnie czytam i do której będę się pewnie od czasu do czasu odwoływać „codzienny kontakt z muzyką właściwie od chwili urodzenia pozwala dziecku poznawać muzykę i rozróżniać pełną gamę dźwięków. Pozwala także zrozumieć ją nie na poziomie deklaratywnym, lecz podobnie jak w przypadku języka ojczystego, wyabstrahować z niej zasady.”

Dzięki temu, że muzyka jest jakby dodatkowym językiem, jej rozumienie wpływa na zdolności językowe, co ułatwia naukę języka ojczystego oraz naukę języków obcych. O roli muzyki w rozwoju mowy już wspominałam w jednym z podsumowań rozwoju mowy mojego malucha.

Od siebie dodam, że podobnie jak Glenn Doman opracował program do nauczenia czytania i matematyki małych dzieci, japoński muzyk Suzuki opracował metodę uczenia dzieci muzyki (tzw. metoda Suzuki). Jako, że mój mąż jest dość muzykalny i chciałby, żeby Maja umiała na czymś grać (ostatnio coś mówił o bębnach) muszę się rozejrzeć, czy w moim mieście lub w niedalekiej okolicy nie ma zajęć prowadzonych tą metodą. Ewentualnie zostaje nam przetestowanie oprogramowania opartego na tej metodzie stworzonego przez Brillkids  albo może dałoby się przekonać mojego szwagra, który daje lekcje gry na bębnach, żeby się zapoznał z tą metodą Suzuki i uczył Maję.

Jako ciekawostkę, na którą natknęłam się podczas pisania pracy licencjackiej, podam, że popularna metoda Helen Doron przeznaczona do nauczania języka angielskiego dzieci już od wieku niemowlęcego, została zainspirowana właśnie metodą Suzuki, w której dzieci osłuchują się z dźwiękami, a potem próbują je odtworzyć na instrumentach. W wielkim uproszczeniu w metodzie Helen Doron zbliżonej do naturalnej nauki języka, dzieci osłuchują się z brzmieniem języka angielskiego i po pewnym czasie są w stanie odtworzyć poznane struktury, czyli uczą się jakby muzyki tego języka. Przy okazji polecę bloga, którego mama wprowadza dwujęzyczność zamierzoną w nieco inny sposób niż ja tj. z wykorzystaniem metody Helen Doron i chociaż nie jest filologiem tak jak ja może cieszyć się ogromnymi sukcesami, a ten blog to Bobos

Jako ciekawostkę podam jeszcze, że w jednym kursie Helen Doron cały jeden rok zajęć opiera się o słuchanie koncertów np. Mozarta, czy Bethovena. Przykładowo dzieci na początku zajęć słuchają koncertu z dialogiem w bardzo żywej tonacji, który jest czytany w rytm muzyki. Po tym następuje standardowa część zajęć, które często są kończone również muzyką klasyczną: przy zgaszonym świetle, w niezwykle relaksującej atmosferze dzieci słuchają wybranego koncertu z tym samym tekstem, co wcześniej. 

Zostawiając efekt Mozarta, który odnosi się jedynie do słuchania muzyki, samodzielne odtwarzanie muzyki świetnie wpływa na rozwój mózgu zwiększając umiejętności przestrzenne i czasowe dzieci dzięki ogromnej stymulacji prawej półkuli. Na jednej ze stron poświęconych metodzie Domana przeczytałam stwierdzenie, że odpowiednia muzyka wpływa na mózg podobnie jak nauka matematyki. Na tej samej stronie jest zalecenie, żeby małe dzieci słuchały muzyki klasycznej od 0,5 godziny nawet do 2 godzin dziennie, przy czym według neurologów już przekroczenie 1 godziny dziennie powoduje wzmożoną pracę prawej półkuli mózgowej. Od razu napiszę, że o ile muzyka poważna u nas była i jest, nie stosowałam się w ogóle do żadnych sztywnych zaleceń co do czasu trwania i innych, na które się natkniecie w jeśli wejdziecie na stronę Metoda Domana, skąd pochodzi moja inspiracja co do klasycznego repertuaru mojego maluszka.

Powyższe informacje nie oznaczają jednak, że należy puszczać dziecku jedynie muzykę poważną. Każdy rodzaj muzyki tak naprawdę ma pozytywny wpływ na dziecko w mniejszym lub większym stopniu. Na dzień dzisiejszy dominują u nas piosenki dziecięce przeplatane muzyką poważną oraz tym, co aktualnie leci w radiu, które włącza tata chcąc uśpić Maję. Taniec z tatą wszedł do naszej codziennej wieczorno-nocnej rutyny podobnie jak książka  z mamą na dobranoc. Wiedząc, że jest szansa, że dziecko będzie lubiło tą samą muzykę co my, nie widzę żadnych przeciwskazań, żeby dziecko z taką muzyką osłuchiwać. Tata tańczy z Mają w rytmie aktualnych hitów muzyki pop puszczanych dość głośno.  Basy działają na nią relaksująco i usypiająco. 

Jeszcze raz chciałabym się odnieść do wyżej wspomnianej pozycji: „Jak wspierać…” Autorzy nawołują, aby nie dać się ponieść emocjom i myśleniem o niesamowitych korzyściach muzyki i żeby z umiarem z niej korzystać. Podobnie jak nie powinien w domu chodzić cały czas telewizor, czy radio, tak samo nie powinniśmy dziecka bombardować muzyką przez cały czas. Cisza też jest cenna, a jeszcze cenniejszy jest głos rodzica.

U nas jest mnóstwo ciszy i głosu mojego, mojego męża oraz dziecka. To ja domagam się wyłączenia radia jak za długo chodzi. To ja pilnuję, aby w pomieszczeniu, w którym bawi się Maja nie chodził w ogóle telewizor. Wyjątkiem od tego są pory jedzenia, kiedy ja albo mój mąż karmimy Maję,  bo inaczej musielibyśmy chyba karmić ją siłą, a ja wolę wszystko robić na spokojnie. Czasem, gdy Maja bawi się w pokoju, w którym jest odtwarzacz płyt CD podczas zabawy towarzyszą jej utwory, które jej nagrałam na pen-drive’a: repertuar dziecięcy przeplatany z poważnym.

MUZYKA POWAŻNA I FILMOWA

Poniżej przedstawię tylko te utwory, które zaakceptowało moje ucho. Wyżej wspomniane choreały gregoriańskie u mnie nie przejdą. Moje ucho ich nie toleruje i raczej mi działają na nerwy niż relaksują, a pasuje, żeby moja córeczka miała mamę w dobrym humorze. Możliwe, że wy znajdziecie jeszcze więcej odpowiednich dla siebie głównie autorstwa Bacha, Mozarta, czy Beethovena. Mam nadzieję, że chociaż niektóre z wybranych przeze mnie też wam wpadną w ucho. Myślę, że taka lista się przyda, bo chociaż znalazłam stronę z całym polecanym repertuarem muzycznym stymulującym mózg małego dziecka, to znalezienie tych utworów w wersji możliwej do pobrania (z YouTube przez tą stronę), czy do odsłuchania z innego źródła zajęło mi trochę czasu, a i tak nie wszystkie utwory, które polubiłam udało mi się znaleźć. 

Jako, że zgłębiając temat znalazłam w internecie informację, że o ile największy wpływ na mózg ma muzyka barokowa i choreały, to również utwory instrumentalne mają pozytywne działanie. Dlatego też na naszej liście do słuchania muzyka poważna jest pomieszana z muzyką filmową. Autor innego źródła dodatkowo poleca poszukiwanie również muzyki etnicznej i relaksacyjnej, ale takich utworów jeszcze nie szukałam. Może ktoś z was – czytelników mojego bloga podrzuci coś fajnego w tym temacie?

Utwory muzyki klasycznej oraz filmowej w naszym niecodziennym repertuarze:

– muzyka klasyczna:

Ludwig van Beethoven, miniatura fortepianowa ,,Dla Elizy”

Jan Pachelbel, Kanon D-dur

Wolfgang Amadeusz Mozart – ,, Wyszły w pole kurki trzy” i inne wariacje na temat francuskej muzyki ludowej

Franciszek Schubert, pieśń ,, Ave Maria” 

Fryderyk Chopin, Etiuda opus 25 nr 1 ,,Harfa Eolska”

Edward Grieg,  ,, Poranek” 

Tomaso Albinoni –  concerto in d minor op.9 n.2 

Edvard Grieg – „Peer gynt” suite no. 1 op. 46 – morning

Mozart dla umysłu – wersja stworzona specjalnie dla dzieci

– muzyka filmowa:

muzyka do filmu :  „Tajemniczy Ogród”

muzyka do filmu „Władca pierścieni”

muzyka do filmu „Gladiator”

muzyka do filmu „The Island”

muzyka do filmu „Marzyciel”

Zapraszam już na następny wpis (edit: już jest tutaj), w którym przedstawię piosenki z repertuaru dziecięcego, które na tyle łatwo wpadają w ucho maluszków, że jest duża szansa, że zaczną je z dnia na dzień śpiewać w całości lub przynajmniej powtarzać wybrane fragmenty. Wszystkie przetestowane na moim małym brzdącu.  

A na koniec jeszcze tradycyjna pieśń religijna, która bardziej mi w tym poście pasuje niż w następnym w temacie dziecięcych piosenek, a która też jest na naszej liście:

 

Moje doświadczenie okazało się przydatne? Jeśli tak, udostępnij i podziel się z innymi.  Zapewniacie waszym maluszkom kontakt z muzyką? Jakie utwory wybieracie? Będzie mi  bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz i podzielisz się swoim doświadczeniem.

Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam do śledzenia fanpage na Facebook’u i do subskrypcji (okienko na stronie głównej tego bloga), a jeśli chcecie wymienić się doświadczeniami dotyczącymi wczesnej edukacji z innymi rodzicami zapraszam do grupy dla rodziców małych dzieci również na Facebook’u

Agnieszka Basta

Miłośniczka książek i języków obcych. Z zawodu nauczyciel języka angielskiego. Pasjonatka metod wspierania rozwoju dziecka już od urodzenia. Pomysł na bloga zrodził się z praktycznego doświadczenia z córką. Teoria doszła później. Jeśli chcesz maksymalnie rozwinąć potencjał swojego dziecka jesteś we właściwym miejscu. Mamy ten sam cel. Motywem przewodnim bloga jest metoda Domana oraz dwujęzyczność zamierzona wzbogacone o elementy metody Shichidy oraz metody Heguru. Jeśli chcesz być w stałym kontakcie ze mną zapraszam do zapisu na newsletter i dołączenia do grupy oraz polubienia fanpage na Facebooku.

12 odpowiedzi do “Rola muzyki w życiu dziecka”

  1. Moja zaczyna wyrażać swoje zdanie. Pewnie dzięki tym moim pytaniom np. jaką piosenkę chce zrozumiała, że ma na to wpływ. Wiem, że będzie trudniej, ale się cieszę, bo teraz ona mi będzie pokazywać kierunek, w którym mamy iść. Do tej pory ja decydowałam w 100% jaką wiedzę jej przekazać.

  2. Od najwcześniejszych lat miałam najróżniejszy kontakt z muzyką (a potem przez niemal całe dorastanie, studia i kilka lat po – chór) i tak też zamierzam wychować swoje dziecko! Bez muzyki nie ma życia!

    1. Ja zaczęłam uwielbiać dzięki córce 🙂 YouTube przyciąga, bo mamy do niego łatwiejszy dostęp, ale uważam, że warto sobie zadać trud i nagrać wybrane utwory na pen-drive, czy tak jak u Pani na płytę. Im mniej kontaktu z komputerem, czy telewizorem, tym lepiej. Technologii i tak nie unikniemy, ale możemy ją ograniczyć 🙂

  3. Jeżeli chodzi o nauczanie dzieci języka angielskiego metodą Helen Doron to oprócz odtwarzania z płyt CD wierszyków, rymowanek i krótkich dialogów w języku angielskim, dużą wagę przywiązuje się również do muzyki. Piosenki są krótkie, mało skomplikowane jednak bardzo melodyczne. Wpadają szybko w ucho i pozostają w głowie bardzo długo. Do tego twórcy metody Helen Doron, starali się nawiązać do różnych gatunków muzycznych np. muzyka klasyczna, muzyka indyjska, grecka, hip-hop itd.
    Nauczam moje dzieci języka angielskiego już ponad 5 lat. Wszystkie śpiewają piosenki, z różnych poziomów kursów, praktycznie do tej pory. Ja sama do nich chętnie wracam

    1. Dziękuję za ten komentarz i za uchylenie rąbka tajemnicy o Helen Doron. Ta metoda i materiały są dość dobrze strzeżone. Ja sama pisząc pracę licencjacką o tej metodzie nie dotarłam do szczegółów (mogłam obserwować jedynie wybrane zajęcia).To, co napisałam w artykule zdradziła mi osoba, która pracowała jako nauczyciel Helen Doron, ale w głębokiej tajemnicy, bo była przekonana że nie powinna. Szkoda, że materiałów nie da się gdzieś tak po prostu kupić, bo sama chętnie bym z nich skorzystała. Zazdroszczę tego,że Ty je masz w swoich zbiorach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *